logo
Niedziela, 24 czerwca 2018 r.
imieniny:
Danuty, Jana, Janiny – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
o. Grzegorz Mielniczuk, Dorota Mazur
(Nie)codzienna wierności miłości
materiał własny
 


 
Z o. Grzegorzem Mielniczukiem, sercaninem białym, duchowym formatorem stypendystów Fundacji Dzieło Nowego Tysiąclecia, rozmawia Dorota Mazur
 
 Na początku Ojca drogi z Fundacją Dzieło Nowego Tysiąclecia…
 
… był piękny dzień (uśmiech). I to całe dwa i pół roku temu. Fundacja wystosowała do mojego Prowincjała prośbę o oddelegowanie kapłana do pracy z młodzieżą. Tenże zaczął więc rozgłaszać tę prośbę wśród naszych ojców, sercanów białych. Podjąłem więc tę myśl, zgłaszając swoje chęci do tej pracy.
 
Został więc pewnie Ojciec od razu skierowany do podjęcia tego Dzieła?
 
Niezupełnie. Usłyszałem: Nie, nie, ty masz studia doktorskie… Jednak po kilku miesiącach zmienił się prowincjał i nowowybrany – na moje szczęście – oddelegował mnie do pracy w Fundacji. I tak od lipca 2006 rozpocząłem pracę formacyjną w Fundacji, obejmując ją po o. Tomaszu Zamorskim OP.
 
Jakie cele (politykę) obrał sobie Ojciec dla rozwoju Fundacji?
 
Podjąłem pewne novum wynikające z potrzeby czasu. Znaki czasu wymusiły pójście w pewnym kierunku. Kiedy bowiem Fundacja była zakładana w 2001 roku, przyznawano stypendia 500 uczniom gimnazjów i liceów. Fundacja jednak się rozrastała i osiągnęła obecnie liczbę 2000 stypendystów. I wtedy nadszedł nowy kolejny etap: stypendyści licealiści stali się studentami, którzy wymagali nowego spojrzenia i stworzenia dla nich przestrzeni rozwoju.
 
Pojawiło się wówczas kolejne wyzwanie?
 
Specyfika gimnazjalistów i licealistów jest taka, że mieszkają w swoich, najczęściej małych, miejscowościach czy wioskach, które są rozrzucone po całej Polce. Formacja dla nich oparta jest o spotkania wspólne w czasie obozów w lecie i w czasie ferii zimowych. Możliwe są także spotkania w ciągu roku w ich własnych diecezjach. Największym jednak problemem jest ich oddalenie od siebie.
 
Ze studentami było pewnie inaczej?
 
Studenci wyjechali ze swych miejscowości i zaczęli życie w dużych ośrodkach akademickich. I to właśnie stanowiło novum, na które pragnęliśmy odpowiedzieć.
 
Jaką drogą wówczas Ojciec poszedł?
 
Stworzyliśmy plan, który wymaga wieloletniej realizacji. Każdy, kto miał do czynienia z tworzeniem planu formacyjnego wie, że budowanie skutecznego projektu zabiera od 10 do 12 lat. Zrobiliśmy rozeznanie punktu wyjścia. Podstawą stało się to, iż stypendyści są wiernymi świeckimi w Kościele i w takim właśnie kierunku powinna pójść ich formacja.
 
Chodziło zatem o uniwersalizm duchowości świeckich?
 
Tak. Są różne duchowości: dominikańska, sercańska, karmelitańska… My szukaliśmy czegoś pośrodku. Działo się to także przy drugim założeniu: wiedzieliśmy, że mamy do czynienia z ludźmi zdolnymi i inteligentnymi. To implikowało jeden z ważnych celów: pomoc w kształtowaniu intelektu z założeniem rozwijania także czynnika ludzkiego i duchowego przy wchodzeniu w dorosłe życie.
 
Pomóc w wejściu w życie dorosłe…. Jak tego dokonać?
 
Przede wszystkim chodzi o wyrównanie braków związanych z wywodzeniem się z małych wiosek, czy miejscowości. Trudności w dostępie do kultury, mniejsze możliwości rozwoju talentów, cech osobistych, ograniczone możliwości poznawania świata. Chcemy więc tym zdolnym, młodym ludziom pomóc w wyrównaniu ich szans względem młodych z miast.
 
Takim sposobem ukazania świata, pięknego świata, stał się tegoroczny obóz studentów stypendystów w Borowicach (Karkonosze) z hasłem Bądź dla… Skąd takie właśnie hasło?
 
Zaistniał kiedyś pomysł, by stypendyści z danego miasta zaczęli tworzyć wspólnoty. Warto zaznaczyć, że wspólnota, to zupełnie coś innego niż duszpasterstwo akademickie. Wspólnota skupiona jest wokół pewnej idei, wizji czy misji. Tutaj tym, co scala stał się Jan Paweł II i Fundacja, jako żywy pomnik. Przez rok obserwowaliśmy studentów i zauważyliśmy, że w momencie przyjazdu do dużego miasta czują się oni częstokroć zagubieni, szukają kogoś obok. Pomyśleliśmy, by właśnie we wspólnocie stypendystów danego miasta mogli się wzajemnie wspierać, ale zarazem mogli się duchowo formować. Dlatego zeszłoroczny obóz odbył się pod hasłem Idź! i miał on poderwać studentów do tego, by zechcieli coś ze swoim życiem zrobić: by zechcieli wstać, pójść i przynieść konkretny owoc ze swojego życia.
 
 
1 2  następna
Zobacz także
Dariusz Piórkowski SJ
Bóg pociąga nas do siebie swoim pięk­nem. Jeśli przez naturalne poznanie jesteśmy w stanie dojść do przeświadczenia, że Bóg istnieje, że jest jakaś pierwsza przyczyna tego świata i celowość, to jest to oddziaływanie Bo­żego wdzięku na nasz rozum. Każdy z nas w naturalny sposób, przez sam fakt stworzenia, jest otwarty na Boga. I już to jest łaską.

Z o. Tomaszem Grabowskim OP rozmawia Dariusz Piórkowski SJ
 
Dariusz Piórkowski SJ
Pierwszym wrogiem radości jest grzech. Ponurak najpierw musi się porządnie wyspowiadać, żeby zrzucić z siebie ten brud, który go zgnębił. Ufność w Boże miłosierdzie pozwala także przebaczyć sobie samemu. Po drugie, trzeba zmienić swoje spojrzenie na świat, by umieć dziękować nawet za najdrobniejsze rzeczy: ktoś się uśmiechnął, ktoś przytrzymał drzwi, napisał, zadzwonił, usłużył...

Z ks. Aleksandrem Radeckim rozmawia Robert Krawiec OFMCap.
 
Małgorzata Tadrzak-Mazurek
Pojęcie "Dorosłe Dzieci Alkoholików" (DDA) zaczyna być coraz powszechniej znane. Coraz więcej się mówi i pisze o syndromie DDA. Ale skąd ta sprzeczność w nazwie? Jak można być jednocześnie i dorosłym, i dzieckiem? Można. Dorosłe Dzieci Alkoholików fizycznie stają się dorosłymi, podejmują życiowe role dorosłych - są żonami, mężami, rodzicami, pracownikami, ale nadal czują się jak małe dzieci...
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama