logo
Niedziela, 23 kwietnia 2017 r.
imieniny:
Ilony, Jerzego, Wojciecha – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Mateusz Przanowski, Piotr Lichacz
Adwent ze Świętym Tomaszem z Akwinu
Wydawnictwo M
 


Zapraszamy do przeżycia siedmiu dni razem ze świętym Tomaszem z Akwinu!

 
Wstęp
 

Teraz więc trwają wiara, nadzieja i miłość (1 Kor 13,13)


Tomasz z Akwinu urodził się około 1225 roku w szlacheckiej rodzinie na zamku w Roccasecca. Gdy miał pięć lat został oddany przez rodziców do klasztoru benedyktynów na Monte Cassino, aby tam pobierać wstępne nauki. Po dziesięciu latach wyjechał do Neapolu na tamtejszy uniwersytet, gdzie zetknął się z dominikanami i pismami Arystotelesa. Spotkanie z wielkim mędrcem starożytności i niedawno powstałym Zakonem miało ogromne znaczenie dla całej jego duchowej sylwetki. Tomasz bowiem potrafił dać genialną syntezę rzetelnego filozoficznego myślenia z żarliwością ducha zmierzającego w ubóstwie ku Bogu. Nie dokonałby tej niezwykle trudnej sztuki gdyby nie Zakon świętego Dominika, w którym odnalazł piękno głoszenia Słowa Bożego wszystkim ludziom i na wszelkie sposoby.

Jako dziewiętnastolatek, ku oburzeniu całej rodziny, przywdział habit w Zakonie Dominikańskim. Pokrzyżował tym misternie układane wcześniej plany: miał wstąpić do benedyktynów i zostać opatem klasztoru na Monte Cassino. Rodzina nie powstrzymała się nawet przed porwaniem i uwięzieniem Tomasza. Minęło sporo czasu nim udało mu się przekonać ich do własnej decyzji.

Po odbyciu nowicjatu rozpoczął studia na uniwersytecie paryskim u boku mistrza Alberta, któremu potomni nadali przydomek Wielki. W 1256 roku Tomasz objął katedrę teologii w Paryżu. Wykładał również w Orvieto, Rzymie, Viterbo i Neapolu. Był bardzo płodnym myślicielem, pracował niezmiernie intensywnie. Jego dzieła zajmują kilkadziesiąt opasłych tomów.

Pod koniec życia przeżył tajemnicze doświadczenie, po którym przerwał pisanie i nauczanie. Swemu oddanemu przyjacielowi zwierzył się, że wszystko, co napisał do tej pory, wydaje mu się słomą w porównaniu z tym, co mu zostało odsłonięte. Trzy miesiące później, w 1274 roku papież poprosił go o przybycie na II Sobór w Lyonie. Tomasz zmarł w drodze. Został kanonizowany 49 lat po śmierci, a w 1567 roku ogłoszony Doktorem Kościoła przez Piusa V.

Święty Tomasz z Akwinu, kojarzony zwykle z nauczaniem wystarczająco abstrakcyjnym, aby zniechęcić przeciętnego czytelnika, nie jest taki straszny, jak go malują. Owszem, trzeba powiedzieć, że był człowiekiem o genialnej umysłowości i zdolny był do zgłębiania kwestii ogromnie rozbudowanych i skomplikowanych, do których zrozumienia w naszych czasach niezbędne są porządne studia. Jednakże takim jest zasadniczo Tomasz, nauczający pośród specjalistów w teologii oraz prowadzący tych, którzy mieli nimi zostać. Nie takim zaś był Tomasz, gdy głosił swoje kazania, czy też, gdy pisał dzieła dla osób, którym daleko było do nazywania siebie specjalistami czy uczonymi. W tym również wyraża się jego wielkość, że potrafił przedstawić tajemnice wiary i zbawienia w niewielu słowach i prostej formie.

Poszukując pomysłu na nasze rekolekcje, postanowiliśmy nie narzucać niczego Tomaszowi z Akwinu, ale raczej dać się jemu prowadzić. Dlatego wiara, nadzieja i miłość wyznaczają porządek piętnastu dni. Brat Tomasz dwukrotnie przyjął taki podział, gdy poproszono go, by krótko i przystępnie przedstawił całość nauki chrześcijańskiej: w swoich kazaniach wielkopostnych w Neapolu i w Streszczeniu teologii. Oto słowa samego Tomasza: „Aby człowieka pomniejszonego grzechami przywrócić na szczyty chwały Bożej, Słowo Wiecznego Ojca, ogarniające wszystko swoją niezmierzonością, zechciało się pomniejszyć i przyjęło naszą małość, nie wyrzekając się majestatu. Żeby zaś nikt nie wymawiał się od przyjęcia nauki słowa Bożego, to co dla pilnych jest przekazane obszernie i z wyjaśnieniami w różnych księgach Pisma Świętego, dla tych, którzy nie mają czasu, Pan Bóg sprowadził do krótkiego pouczenia o ludzkim zbawieniu. Otóż zbawienie człowieka polega na: poznaniu prawdy, aby umysł ludzki nie był zaciemniony przez rozmaite błędy; na zwróceniu się ku właściwemu celowi, aby dążąc do celów niewłaściwych, nie utracić prawdziwej szczęśliwości; na przestrzeganiu sprawiedliwości, aby się nie brudzić różnymi wadami. Poznanie zaś konieczne do zbawienia człowieka Pan ujął w krótkich i niewielu artykułach wiary. [...] Zwracanie się ku celowi objaśnił za pomocą krótkiej modlitwy Ojcze nasz, w której, ucząc nas, jak mamy się modlić, wskazał, dokąd mają zmierzać nasza intencja i nadzieja. Ludzką sprawiedliwość, która polega na przestrzeganiu prawa, wypełnił jednym przykazaniem miłości: «Miłość bowiem jest wypełnieniem Prawa» (Rz 13,10). [...] Zajmiemy się wobec tego najpierw wiarą, następnie nadzieją i wreszcie miłością. Taki bowiem jest porządek, który przekazał Apostoł, a domaga się go też zdrowy rozsądek. Nie może być bowiem zdrowej miłości, jeżeli nie będzie najpierw właściwego celu nadziei, a również ona jest niemożliwa, jeśli brakuje poznania prawdy. Najpierw więc konieczna jest wiara, przez którą poznasz prawdę; następnie – nadzieja, przez którą zwrócisz się ku właściwemu celowi; i po trzecie – konieczna jest miłość, która całkowicie uporządkuje twoje życie” (Com., 1).

Świętość Tomasza, wychwalana przez pokolenia już prawie siedem stuleci, mądrość wypływająca z kontemplacji Mądrości odwiecznej i jego zdrowy rozsądek zapewniają dobrą pomoc na ścieżkach duchowego rozwoju.
 
Zobacz także
Ks. Andrzej Orczykowski SChr
W architekturze warszawskiego Żoliborza górują dwie charakterystyczne wieże kościoła pw. św. Stanisława Kostki. W dzieje tej świątyni na trwałe wpisał się ks. Jerzy Popiełuszko, kapelan "Solidarności". W 1980 r. został skierowany do pracy duszpasterskiej w tutejszej parafii. Od sierpnia '80 energicznie zaangażował się w duszpasterstwo ludzi pracy...
 
ks. Eligiusz Piotrowski
Za sprawą Wcielenia Trójca immanentna stała się Trójcą historiozbawczą, czyniąc historię świata, wraz ze wszystkimi tego konsekwencjami, swoją własną historią. Ludzka słabość, niewierność i grzech stały się "sprawą Boga", objawiając Jego nieskończoną solidarność z całą, pogrążoną w ciemnościach, ludzkością. Kościół więc, skoro jest i ma być "ikoną Trójcy", musi naśladować Boga w Jego radykalnej solidarności ze światem. 
 
o. Rufus
W obliczu śmierci doświadczamy jakiegoś niebywałego wręcz przywiązania do życia. Nieswojo się czujemy, kiedy stojąc nad grobem innego człowieka, uzmysłowimy sobie, że mógł przestać istnieć, że go już po prostu nie ma. Z głębi człowieka wyrywa się krzyk, jakiś egzystencjalny ból, domagający się prawa do dalszego istnienia. Człowiek wije sobie na tym świecie gniazdko - nawet jeśli to gniazdko życia na ziemi jest nędzne i prześwituje od dziur, to kiedy pomyśli o śmierci - czuje się nieprzyjemnie...
 
 
___________________
 
 reklama