logo
Wtorek, 19 czerwca 2018 r.
imieniny:
Gerwazego, Protazego, Sylwii, Romualda – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Elżbieta Wiater
Aktywizacja świeckich w parafii
Czas Serca
 
fot. Dylan Gillis | Unsplash (cc)


Niewiele po II soborze watykańskim, a może nawet tuż przed nim, pojawił się dowcip o bacy, który przyniósł proboszczowi własnoręcznie namalowany obraz. Przedstawiał on wnętrze kościoła, na pierwszym planie był wielki filar, a za nim mnóstwo świeczek. Na pytanie księdza, co to jest, padła odpowiedź: „A dyć świecki w kościele!”. Minęły dziesiątki lat i nadal miejsce za filarem jest ulubioną „miejscówką” większości świeckich. Jak to zmienić?
 
Głowa
 
W strukturze Kościoła, także na poziomie parafii, wciąż najważniejszą, wręcz kluczową rolę odgrywa proboszcz. Dobry kapłan potrafi zdynamizować świeckich i utrzymać ten ruch na fali wznoszącej. Wystarczy jednak zmiana na kogoś, kto nie potrafi (lub nie chce – tak niestety też bywa) pracować z ludźmi i/lub inwestować w rozwój wspólnoty parafialnej i jakiekolwiek zaangażowanie zamiera.
 
Nie sądzę, żeby ta struktura duszpasterstwa mogła się zmienić i, szczerze mówiąc, nie widzę też potrzeby. Kapłan ma być liderem i to jest naturalne dla niego miejsce, bo z racji święceń ma nie tylko władzę sprawowania sakramentów, choć pozostałe jej przejawy, jak choćby administrację czy kwestie ekonomiczne, może scedować na innych. Z tego względu kluczem do rozwoju parafii jest duchowy rozwój księdza lub też księży posługujących w danej wspólnocie. Formacja nie kończy się na seminarium – ono ma tylko ją rozpocząć i dać narzędzia do dalszej pracy. To przełoży się na jakość ich głoszenia, sprawowania sakramentów – szczególnie Eucharystii, a także relacji z wiernymi. Przy spełnieniu tego wymogu struktura, w której kapłan jest liderem liderów, będzie błogosławieństwem. I tu rodzi się już pytanie natury praktycznej: co może zrobić ksiądz, by wierni czuli się na tyle związani z parafią, by angażować się w jej życie?
 
Otwartość w praktyce
 
U proboszcza bardzo ważnym organem są uszy (i nie tylko dlatego, że spowiada), zaś szczególnie pożądaną cnotą – roztropność. Jeśli chce zaangażowania świeckich, powinien ich słuchać i dawać im szansę, po roztropnym rozeznaniu, na działanie. Już w najstarszym tekście Nowego Testamentu, 1 Liście do Tesaloniczan, św. Paweł pisze: „Wszystko badajcie, a co szlachetne – zachowujcie” (5,21). Przykładem skuteczności takiego podejścia może być większość dominikańskich parafii i kościołów.
 
Tętnią one życiem i są pełne wspólnot z tego względu, że ojcowie są otwarci na inicjatywy świeckich. Najpierw słuchają przedstawianych propozycji, potem dają przestrzeń, opiekę duszpasterską i patrzą, jakie dana inicjatywa przynosi owoce. Nie jest idealnie, bo gdzie pojawiają się ludzie, tam wnoszą swoje słabości, ale taka procedura pozwala na odnajdywanie nowych form czynienia dobra lub rozwoju wewnętrznego. Jeśli dana grupa nie przynosi dobrych owoców lub jej działalność kuleje, zostaje rozwiązana, ale nie można zarzucić duszpasterzom, że nie próbowali.
 
Nie tylko duchowość
 
Świetnym momentem na zaproszenie świeckich do aktywności mogą też być rozmowy z wiernymi po mszy pod kościołem i coroczna kolęda. Tę metodę wykorzystał mój obecny proboszcz zaraz po przyjściu do naszej parafii i w ten sposób wciągnął do działania wiele osób. Od razu ogłosił też wybory rady parafialnej i ona realnie działa. Tu warto dodać, że czasem zaangażowanie właśnie w kwestie ekonomiczne czy administracyjne jest dobrym sposobem na to, by parafianie poczuli, że ten kościół należy do nich. Nawet zwyczajne sprzątanie świątyni sprawia, że nawiązują się relacje między sąsiadami, ale z parafią także. Nie we wszystkich wspólnotach da się to wykorzystać, dobrze jednak o tym pamiętać.

Klasyka
 
Warto docenić klasyczne formy duszpasterstwa, którym można nadać współczesną oprawę. Mam na myśli np. wszelkiego rodzaju bractwa. Kilkanaście lat temu na jednym z internetowych for padł pomysł, by stworzyć róże różańcowe. Szybko udało się zebrać potrzebną liczę osób, ale panowie zaprotestowali przeciwko określaniu ich mianem „płatków różańcowych”. Zaczęto więc szukać nowej nomenklatury. Wymyślono formę, która bardzo mnie ujęła – damy i kawalerowie, na wzór zakonów rycerskich. Sposób modlitwy pozostał ten sam, ale zmiana nazwy pomogła modlącym odnaleźć na nowo swoją tożsamość.
 
Rewelacyjnym sposobem na przyciągnięcie i zatrzymanie wiernych jest wieczysta adoracja. Działa ona na wielu poziomach, od duchowego począwszy, i chociaż na jej owoce trzeba poczekać, to są one hojne, a co najważniejsze – trwałe. Warto też potraktować przygotowanie dzieci do I komunii świętej lub młodzieży do bierzmowania jako szansę na poważną pracę z ich rodzicami. Znam małżeństwo, którego powrót do praktykowania wiary i zaangażowania w życie parafii zaczął się właśnie od przygotowania ich najstarszego dziecka do I komunii świętej.
 
Dobrym impulsem dla zdynamizowania parafian są również seminaria Odnowy w Duchu Świętym. Tu trzeba oczywiście roztropnie wybrać wspólnotę, która je poprowadzi. Warto jednak zainwestować czas i energię, żeby potem przyjąć z otwartością pomysły duszpasterskie świeckich, jakie mogą się zrodzić po takich rekolekcjach.
 
To, od czego wszystko się zaczyna
 
Wszystkie te praktyczne rady nie przyniosą efektów, jeżeli zabraknie w parafii ludzi modlitwy, a przede wszystkim, jeśli takim człowiekiem nie będzie proboszcz. Zasady życia duchowego zarówno na poziomie indywidualnym, jak i wspólnotowym są te same: żywotność poszczególnych chrześcijan i parafii zależy od wyklęczanych „kolanogodzin”. Istotnym miejscem jest także konfesjonał. I nie chodzi mi o łowienie tam przymusowych wolontariuszy, ale takie prowadzenie duchowe wiernych, żeby byli otwarci na głos Pana w swoich sercach. A Duch już poprowadzi. I jak to On – do życia. Jeśli ludzie zaczną postrzegać parafię jako wartość, będą o nią dbali. Jeśli zostanie w nich rozbudzony duchowy głód, będą biegli za Bogiem bez zmęczenia i szli bez znużenia (zob. Iz 40,11). Pamięć o tym powinna być w centrum wszystkich podejmowanych działań.

Elżbieta Wiater
Czas Serca nr 151
 
Zobacz także
ks. Jan Glapiak
Wielki Post, który jest czasem przygotowania na owocne przeżywanie największej tajemnicy naszej wiary – Zmartwychwstania Pańskiego, sprzyja także naszej mobilizacji, aby jeszcze więcej w naszym życiu było uczynków pobożności i miłości, również poprzez dawanie jałmużny ludziom potrzebującym. Wszystko to zaś pragniemy czynić nie z przymusu, czy tylko dla spełnienia przykazania kościelnego, lecz z miłości dla naszego Pana i Zbawcy.
 
Grażyna Starzak
Źle się jednak stało, że w naszym systemie edukacji "testologia" stała się wszechobecna, wymuszając zmianę procesu nauczania w kierunku "pod klucz". Szczególnie wyraźnie widać to w liceum, gdzie wszystkim – uczniom, nauczycielom i rodzicom – chodzi o jak najlepszy wynik na maturze, czyli o jak najlepsze przygotowanie ucznia do zdania określonego typu testu.

Ministerstwo edukacji zapowiedziało rezygnację z testów szóstoklasistów. Z dr hab. Anną Sajdak, zastępcą dyrektora Instytutu Pedagogiki Uniwersytetu Jagiellońskiego, rozmawia Grażyna Starzak. 
 
o. Waldemar Meyka OMI
Nie znałam języka rosyjskiego. Pierwsze dwa tygodnie praktycznie przepłakałam. Mąż był dla mnie dobry, nigdy nie pił alkoholu, choć okazje były. Teściowa się dziwiła, że on taki inny – co się z nim w tej Polsce stało, że nie pije? Wkrótce przeprowadziliśmy się do miasta Krzywy Róg. Praca, chleb, można było przeżyć…
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama