logo
Wtorek, 27 czerwca 2017 r.
imieniny:
Cypriana, Emanueli, Władysława, Cyryla – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Łukasz Kaźmierczak
Betlejem – tajemnica tajemnic
Przewodnik Katolicki
 


Z Grzegorzem Górnym rozmawia Łukasz Kaźmierczak
 
Trzej królowie – prawda czy fałsz? Pan mówi: sprawdzam. 
 
Stawiam to pytanie z tego powodu, że w Ewangeliach ani razu nie pojawiają się trzej królowie. Jedyny autor, który o tym wydarzeniu pisze, św. Mateusz Ewangelista, wspomina o mędrcach ze Wschodu. I dlatego też pojawiło się dużo zarzutów wobec Ewangelii, że przedstawiają raczej pewne legendy, wymysły literackie niż rzeczywistość. Postanowiłem zatem sprawdzić, czy rzeczywiście jest to prawda. I od razu istotna kwestia: jeżeli można mówić o pewnej wymyślonej tradycji, to dotyczy ona późniejszych legend i przekazów, natomiast nie samego tekstu Mateuszowej Ewangelii.
 
To ważne rozróżnienie. 

Oczywiście, ponieważ gdy przyłoży się narzędzia weryfikacji historycznej do tekstów ewangelicznych, to da się wówczas obronić prawdziwość historyczną opisywanych tam wydarzeń. Poza tym do tej pory nie znaleziono ani jednego dowodu historycznego, a także nie dokonano ani jednego odkrycia archeologicznego, które by jawnie zaprzeczało twierdzeniom zawartym w Ewangeliach dzieciństwa.
 
Jak właściwie powinniśmy ich nazywać? Mędrcami, królami, magami?

Ewangelia św. Mateusza używa greckiego słowa magoi – które może być tłumaczone wieloznacznie – jako mędrcy, magowie, kapłani, a nawet czarownicy czy wróżbici. Słowo to pojawia się w Biblii zarówno w negatywnym, jak i w pozytywnym kontekście. Szczupłość opisów dotyczących narodzin Jezusa spowodowała, że w wiekach późniejszych pojawiły się wokół tego różne legendy i podania.
 
To jest poniekąd zrozumiałe.

O tak, ludzka wyobraźnia domaga się zwykle jakichś rozbudowanych opowieści, a tutaj mamy zaledwie kilka lakonicznych zdań. W przypadku trzech króli ta późniejsza tradycja ma również pewien wymiar teologiczny, tzn. przekaz o ich pokłonie ilustruje pewną prawdę teologiczną o prawdziwym królowaniu Chrystusa, że oto Jemu poddani są też władcy tego świata. To jest również nawiązanie do Psalmu 72, gdzie pojawiają się władcy z różnych stron świata, którzy oddają pokłon Mesjaszowi. Trzeba tu więc wyraźnie odróżnić to, co należy do warstwy tekstu Ewangelii, od tego, co jest późniejszą tradycją i teologiczną interpretacją.
 
W tej interpretacji mieści się także wiele istotnych detali, ot choćby kwestia samej liczby mędrców.

Św. Mateusz nie podaje, ilu ich było. Jako pierwszy o trzech mędrcach mówi jeden z ojców Kościoła, Orygenes, wnioskując to z liczby darów, jakie przynieśli. Ewangelista, jak powszechnie wiemy, wymienia trzy takie rzeczy: złoto, kadzidło i mirrę. Ale już na przykład w tradycji koptyjskiej mędrców jest sześćdziesięciu. Gdzie indziej pojawia się ich sześciu, dwunastu – w pierwotnym Kościele nie było pewności ani zgody co do tego faktu.
 
A imiona? O nich także nie wspomina ani słowem św. Mateusz.

Imiona trzech króli wynikają z ich funkcji i statusu monarchów. One w trzech językach oznaczają to samo, czyli króla. Kacper wywodzi się od łacińskiego caesar i ma ten sam źródłosłów co późniejsze niemieckie Kaiser, Melchior od hebrajskiego melech, a Baltazar od greckiego basileus. Trzej królowie symbolizują też trzy różne kontynenty: Afrykę, Azję i Europę, a także młodość, wiek średni i wiek dojrzały. Byli bowiem przedstawiani jako 20-, 40- i 60-latek. To są takie teologiczne ilustracje, coś w rodzaju przypowieści, które jednak zostały zbudowane na bazie prawdziwych wydarzeń.
 
Mogli to być mędrcy z Persji? Taką tezę stawia m.in. biblista ks. prof. Waldemar Chrostowski.

Oni musieli znać się na astronomii, skoro zaobserwowali Gwiazdę Betlejemską, a także na astrologii, ponieważ nadali tym zjawiskom astronomicznym pewną nadprzyrodzoną interpretację. Ta interpretacja skierowała ich do Judei, bowiem skojarzyli to zjawisko z narodem żydowskim. Moim zdaniem ten perski ślad jest bardzo prawdopodobny, dlatego że astrologia i astronomia najsilniej były rozwinięte na terenie Babilonii, która została później zajęta przez Persów. Tam też przebywała duża diaspora żydowska – biorąca swój początek najpierw od niewoli asyryjskiej, a później z wygnania babilońskiego. Mędrcy niewątpliwie musieli więc zetknąć się z wiarą narodu izraelskiego oraz z jego oczekiwaniami mesjańskimi. Jest zresztą sporo świadectw historycznych na wzajemne przenikanie się judaizmu i zoroastryzmu, który dominował wśród Persów. Zoroastryzm był także religią o dużym potencjale etycznym, w której pojawia się postać posłańca, mającego odmienić dzieje świata. Można go interpretować jako taką zoroastryjską wersję Mesjasza.
 
Co takiego zobaczyli jednak na niebie mędrcy, że wyruszyli aż do Judei?

Na pewno nie była to Kometa Halleya, która pojawiła się w 12 r. przed Chrystusem. Kometa była zresztą uznawana raczej za zły omen, za znak zwiastujący klęski, dlatego nie mogła być interpretowana jako zwiastun nowej ery, znak przyjścia Mesjasza.
 
Zatem co?

Po raz pierwszy na to, czym mogła być Gwiazda Betlejemska, wpadł w 1604 r. niemiecki astronom Johannes Kepler. Postawił on tezę, że chodzi o bardzo rzadko spotykane zjawisko astronomiczne, pojawiające się raz na 800 lat: o trzykrotną w ciągu jednego roku koniunkcję Jowisza i Saturna w gwiazdozbiorze Ryb. Koniunkcja oznacza nałożenie się na jednej linii dwóch największych planet Układu Słonecznego, które przez to sprawiają wrażenie takiego jednego olbrzymiego, bardzo silnie świecącego ciała niebieskiego.
 
To robi aż tak mocne wrażenie?

Dzisiaj astronomowie dysponują bardzo zaawansowanymi programami komputerowymi, które dokonują symulacji mapy nieba w dowolnym momencie historycznym i w dowolnym miejscu na kuli ziemskiej. Ja, będąc w obserwatorium astronomicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, mogłem zobaczyć mapę nieba właśnie z tego okresu, kiedy miała miejsce wspomniana koniunkcja. Rzeczywiście było to takie intensywnie rozbłyskujące zjawisko atmosferyczne na ciemnym niebie i mogło ono zwracać uwagę.
 
Ale dlaczego zdecydowali się wyruszyć? I skąd wiedzieli, dokąd mają iść?

Gwiazda Betlejemska oczywiście nie pokazywała żadnego konkretnego znaku na kuli ziemskiej. Magowie zinterpretowali to astronomiczne zjawisko astrologicznie: Jowisz to planeta królewska, planeta władców Ziemi, Saturn był planetą związaną z narodem żydowskim, a gwiazdozbiór Ryb kojarzono z początkiem nowej ery, jakimiś narodzinami. Jeżeli zinterpretujemy połączenie tych trzech zjawisk, dodajmy niezwykle rzadko spotykane, to otrzymujemy przekaz, że gdzieś w narodzie żydowskim narodzi się wielki król, który będzie władcą świata. I dlatego ci mędrcy kierują się do Jerozolimy. Idą prosto do pałacu Heroda, skoro ma się narodzić nowy król. Oni nic nie wiedzą o Betlejem. Herod jest przerażony. O niczym nie wie. I dopiero wtedy mędrcy wzywają uczonych w piśmie i pytają ich, gdzie ma się dokładnie narodzić Mesjasz.
 
Pada odpowiedź: Betlejem.

A zatem to nie gwiazda wskazała im dalszą drogę, tylko pisma Starego Testamentu. Co więcej, nie wiadomo, kiedy mędrcy tam przybyli. W Ewangelii mamy określenie, że weszli do domu – a więc nie do groty, nie do stajenki, nie do miejsca, gdzie był żłób. A także, że spotkali tam dziecko – św. Mateusz używa greckiego słowa paidon, oznaczającego nie noworodka, niemowlę, ale chłopczyka. Było to więc z pewnością już po ofiarowaniu Jezusa w świątyni jerozolimskiej. Nieprzypadkowo zresztą Herod kazał zabić chłopców do drugiego roku życia, stosownie do tego, co mu powiedzieli mędrcy. Wcale nie noworodki, tylko całkiem pokaźne już dzieci.
 
Mędrcy są oczywiście w ikonografii chrześcijańskiej przedstawiani jako przychodzący do żłóbka, ale jest to pewien skrót artystyczny, bo inaczej trudno byłoby namalować w jednej scenie pokłon pasterzy i hołd mędrców.
 
Żywotność opowieści o trzech królach jest jednak niesamowita. 
 
Być może wiąże się to z faktem, że było to najstarsze święto chrześcijańskie, Epifania, Objawienie Pańskie, które oddawało uniwersalizm przesłania chrześcijańskiego, to znaczy, że orędzie Chrystusa jest skierowane nie tylko do Żydów, ale do ludzi wszystkich ras, kultur, narodów i kontynentów. I w tym znaczeniu owi mędrcy reprezentują symbolicznie całą ludzkość. Ucieleśniają postawę ludzi, których poszukiwanie prawdy wiedzie ku Bogu. To charakterystyczne, że takie rozumowe, spekulatywne poszukiwania, oparte na obserwacji zjawisk przyrody, są ich w stanie zaprowadzić tylko do pewnego momentu, do połowy drogi, czyli do Jerozolimy. Dalej może ich już tylko poprowadzić objawienie. Bo dopiero na podstawie ksiąg Starego Testamentu są w stanie zlokalizować Betlejem, a później rozpoznać nowo narodzonego króla Mesjasza w Jezusie. To naprawdę bardzo wymowna historia. 

Rozmawiał Łukasz Kaźmierczak
Przewodnik Katolicki 1/2015

fot. Ben White | Unsplash (cc)
 
Zobacz także
Redakcja "Listu"
W ojcostwie duchowym, podobnie jak w przypadku ojcostwa fizycznego, chodzi o zrodzenie. Tyle że o zrodzenie – jak to określał św. Paweł – do życia wiecznego. Każdy z nas do takiego ojcostwa musi dojrzewać. Jeżeli tego nie robi, to dziecinnieje, karłowacieje. 

Rozmowa z o. Andrzejem Kamińskim, dominikaninem
 
Józef Augustyn SJ

Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie (Mk 1, 11). Zwrot z nieba odezwał się głos w języku hebrajskim wyraża objawienie się Boga. Chrzest Jezusa w Jordanie, ukazujący jedność pomiędzy Ojcem, Synem i Duchem Świętym, jest nowym objawieniem się Boga. Jahwe znany dotąd Izraelowi jako monoteistyczny Bóg, odsłania teraz pełniej swoje Boskie Oblicze; objawia się jako Trójca, Wspólnota Miłości Trzech Osób.

 
Wiesława Machalica
Czy możemy mówić o innych wszystko, co nam przychodzi do głowy? Czy wypowiadanie opinii na temat innych osób, czyli krytykowanie ich, bądź chwalenie zawsze wtedy, kiedy mamy ochotę – jest wskazane jako poprawiające jakość życia społecznego? Czy to jest mówienie prawdy niosące dobro, zmianę? A może to chęć dania upustu swoim emocjom, złości, chęci do narzekania, potrzebie władzy bądź kontroli?
 
 
___________________
 
 reklama