logo
Sobota, 21 października 2017 r.
imieniny:
Celiny, Hilarego, Janusza, Jakuba Strzemię, Urszuli – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Dominika Ćosić
Bożki współczesnej Europy
Zeszyty Karmelitańskie
 
fot. Efes, Woman | Pixabay (cc)


Demokracja i prawa człowieka – oba pojęcia w wypaczonej formie stały się w postnowoczesnej Europie nową świecką religią, wręcz bożkami. Jej kapłani rywalizują z duchownymi o rząd dusz, okazałe siedziby różnych instytucji zajmują miejsca pustoszejących kościołów. Specyficzna interpretacja tych pojęć przywodzi na myśl świat Orwellowski, w którym wolność to niewola, a wojna to pokój.
 
Geneza
 
Za kolebkę demokracji słusznie uważa się starożytne Ateny. Tam po raz pierwszy szerokie masy dostały możliwość decydowania o tym, co się wokół nich dzieje. Ale nie zapominajmy o dwóch czynnikach. Po pierwsze, z przywilejów demokracji pewne grupy społeczne nie mogły korzystać – kobiety, cudzoziemcy i niewolnicy byli pozbawieni prawa głosu. Na dobrą sprawę chrześcijaństwo i Nowy Testament stały się pierwszym w pełni demokratycznym, w obiegowym rozumieniu tego słowa, systemem społecznym, który zrównał wszystkich ludzi. Po drugie – to argument dla zlaicyzowanych współczesnych apologetów cywilizacji antycznej – ówczesna demokracja istniała w ścisłym połączeniu z religią i kultem religijnym. Bezbożnikom i ludziom profanującym wiarę w skrajnych przypadkach groziła kara śmierci. Podstawą prawną do wytaczania filozofom greckim procesów o bezbożność stało się tak zwane prawo Diopeitesa, uchwalone w Atenach za archonta Eutydema przed wybuchem wojny peloponeskiej, w roku 432 przed naszą erą. Ustawa ta przewidywała karę śmierci dla „tych, którzy nie wierzą w istnienie bóstw”. To była też podstawa do skazania Sokratesa. Podkreślam ten fakt, gdyż dzisiejsi obrońcy demokracji często odwołują się do Aten i ówczesnego modelu demokracji.
 
Współczesne formy demokracji pojawiły się już u oświeceniowych myślicieli. Kamieniem milowym, który jednocześnie dokonał rozróżnienia od demokracji ateńskiej i nakreślił nowe spojrzenie na relacje człowiek–Bóg–społeczeństwo, była słynna sentencja Kartezjusza „myślę, więc jestem” (cogito ergo sum). Usytuowanie na głównej pozycji myślenia, czyli subiektywnego poznania świata oznaczało zmianę percepcji w odbiorze świata i rzeczywistości. Od tej pory to człowiek i jego wewnętrzny ogląd był w centrum. Bóg stał się elementem naszego poznania, a nie bytem niezależnym. Konsekwencją tego było odejście od boskiego porządku i prawa Bożego na rzecz prawa określonego przez człowieka, to znaczy kreowanie prawa i rzeczywistości, w której Bóg może, ale nie musi być, bo wszak Bóg jest naszym wyobrażeniem. Pisze o tym Ojciec Święty Jan Paweł II w Pamięci i tożsamości: „Jaki jest korzeń tych ideologii postoświeceniowych? Odpowiedź jest jednoznaczna i prosta: dzieje się tak dlatego, że odrzucono Boga jako Stwórcę, a przez to źródło stanowienia o tym, co jest dobre, a co złe”.
 
Świat bez Boga
 
Kolejnym przełomowym – i to już nie w domenie idei, lecz czynów – wydarzeniem była rewolucja francuska. Ideologicznie oparta na fundamentach oświeceniowych wytoczyła wojnę nie tylko monarchii, ale i Kościołowi katolickiemu, i religii katolickiej w ogóle. Palono kościoły i klasztory, mordowano duchownych. Niszczono, także w sferze ideologicznej, przejawy religijności i wiary. W którymś jednak momencie jeden z najbardziej intrygujących przywódców rewolucji, Luis Saint-Just, zwany „aniołem śmierci”, dostrzegł niebezpieczeństwo kryjące się w negowaniu wszystkiego, co duchowe. Jak możemy czytać w jego pismach, doszedł do wniosku, że lud pozbawiony bóstw i duchowego wymiaru dziczeje i staje się niedającym się opanować i podporządkować motłochem. Postanowił zatem przywrócić „jakąś” formę religijności. „Siłę wyższą”. W swoich Fragmentach o instytucjach republikańskich pisze: „lud francuski uznaje Byt Nadrzędny i nieśmiertelność duszy. Pierwszy dzień każdego miesiąca będzie poświęcony wieczności”. Tak więc w ślad za tym wprowadzono nowy kalendarz, a kościoły – te, których jeszcze nie zniszczono – przetworzono w Świątynie Rozumu. Francja wyznaczyła nową drogą, którą zaczęły podążać i inne kraje. Nie chodzi tylko o samo wcielenie modelu laickiego, ale o zastąpienie Boga bożkami, prawdziwej religii – przekonaniami, kapłanów – świeckimi guru.
 
Rewolucja październikowa była zmodernizowaną realizacją tej koncepcji. Znów Kościół, chrześcijaństwo i Bóg okazali się wrogami dla nowego porządku społecznego. I ponownie też nie pozostawiono pustego miejsca. Wprowadzenie kultu jednostki sprawiło, że zamiast Boga obywatele zaczęli czcić Lenina, a później jeszcze bardziej Stalina. Sferę myśli wypełniły nowe pojęcia, których celem było podporządkowanie ludzi systemowi. Wprowadzono nowy system wartości.
 
Podobnie działo się w Niemczech w przypadku ideologii nazistowskiej. I tam nie było miejsca dla Boga personalnego. Dlaczego? Bo wiara w istnienie takiego Boga zakłada podporządkowanie się Jego prawom i porządkowi. Tymczasem i Hitler, i Stalin, i inni reżimowi przywódcy chcieli wprowadzać nowy porządek społeczny, stawiający człowieka na miejscu Boga. Pozwalał on na dokonywanie eksterminacji na masową skalę, eliminowanie jednostek uznanych za nieprzydatne (czy to Żydów, homoseksualistów, Cyganów, Słowian, czy innych „wrogów ludu”).
 
Jednocześnie w ślad za tym szła rewolucja językowa, odwracanie naturalnego porządku także w warstwie leksykalnej za pomocą eufemizmów czy nawet skrajnego odwracania znaczenia słów i pojęć. „Odbierz ludziom pierwotny sens słów, a otrzymasz właśnie ten stopień paraliżu psychicznego, którego dziś jesteśmy świadkami. To jest w swej prostocie tak genialne, jak to zrobił Pan Bóg, gdy chciał sparaliżować akcję zbuntowanych ludzi, budujących wieżę Babel: pomieszał im języki” – napisał przed laty Józef Mackiewicz. I dodał: „Słowa mają w komunizmie znaczenie odwrotne albo nie mają żadnego”. Podobne zjawisko dotyczyło, rzecz jasna, nazizmu.
 
Nowe znaczenia starych słów
 
Upadek ideologii zła, komunizmu i nazizmu nie oznaczał powrotu do prawdziwych wartości i odstępstwa od chociażby zasady decydowania przez człowieka o życiu innego człowieka. Znów zacytuję Jana Pawła II: „Po upadku ustrojów zbudowanych na »ideologiach zła« wspomniane formy eksterminacji w tych krajach wprawdzie ustały, utrzymuje się jednak nadal legalna eksterminacja poczętych istnień ludzkich przed ich narodzeniem. Również i to jest eksterminacja zadecydowana przez demokratycznie wybrane parlamenty i postulowana w imię postępu społeczeństw i całej ludzkości”. Chodzi oczywiście przede wszystkim o aborcję, ale również eutanazję, a także pośrednio eksperymenty genetyczne.
 
Bożki Europy
 
Wspólnota europejska pierwotnie oparta na wartościach chrześcijańskich – przypomnę, że trwa proces beatyfikacyjny jednego z autorów i realizatorów tej koncepcji, Roberta Schumana – wraz z upływem czasu dokonywała niebezpiecznej ewolucji w stronę świata opartego na wartościach w dużej mierze wręcz antychrześcijańskich. Trend i wzór do naśladowania wyznaczały kraje laickie, a nie chrześcijańskie. Do głównego nurtu myśli europejskiej przeniknął duch laickości. O tym, że w zjednoczonej Europie nie ma niestety miejsca dla Boga, można było się przekonać podczas prac nad konstytucją europejską. W preambule tego dokumentu, pod naciskiem środowisk lewicowo-liberalnych, które są mainstreamem europejskich mediów, nie znalazło się ani odniesienie do Boga, ani nawet wzmianka o chrześcijańskich korzeniach Europy, co jest już ewidentnym przeinaczaniem historii.
 
Następcy Roberspierre’a i Dantona także zdają sobie sprawę, że nie wolno dopuścić do powstania wspólnoty, która nie opiera się na żadnych fundamentach ideologicznych. Boga we współczesnej Europie nie ma, są jednak bożki. Te bożki to pojęcia i słowa klucze, wyznaczające zarys światopoglądu europejskiego. To: demokracja, prawa człowieka – w całym swoim szerokim spektrum – i tolerancja. Pojęcia w swej istocie piękne i pozytywne, doprowadzone jednak do absurdu lub niemal całkowicie wypaczone. Zgodnie zresztą z zasadą, którą sformułował cytowany już Mackiewicz i którą również bardzo celnie opisał w Roku 1984 George Orwell. W świecie Wielkiego Brata „wolność to niewola”, a „wojna to pokój”.
 
To faktycznie Europa jest kolebką pojęcia „prawa człowieka”. Choć pierwsze zalążki czegoś, co można uznać za skodyfikowane prawa człowieka, pojawiły się już w średniowieczu, tak naprawdę krokiem przełomowym była rewolucja francuska. Dopiero jednak XX wiek nadał im miejsce priorytetowe. Jakie są podstawowe prawa człowieka według standardowych zapisów? To:
 
- prawo do życia
- prawo do wolności myśli, sumienia i wyznania
- prawo do głoszenia swoich poglądów i opinii bez względu na ich treść i formę
- prawo każdego człowieka do uznawania wszędzie jego podmiotowości prawnej
- zakaz stosowania tortur, nieludzkiego lub poniżającego traktowania lub karania
- zakaz trzymania człowieka w niewolnictwie lub poddaństwie
- zakaz skazywania człowieka za czyn, który nie stanowił przestępstwa w chwili jego popełnienia
- zakaz pozbawiania wolności jedynie z powodu niemożności wywiązania się ze zobowiązań umownych
 
Pierwsze, czyli prawo do życia. Dla każdego człowieka. Tymczasem we współczesnej Europie pod prawa człowieka podciąga się prawo do usuwania ciąży – jako prawo do decydowania kobiety o jej ciele. Co oznacza, że prawo do życia w tym kontekście przepoczwarza się w prawo do zabijania, podobnie zresztą jak w przypadku eutanazji. Na jakiej podstawie życie jednego człowieka jest wartościowe i chronione prawem, a życie innego nie? Taka interpretacja jest negacją praw człowieka.
 
Swoistym majstersztykiem absurdu i wypaczenia pierwotnego znaczenia jest w tym kontekście określenie „zdrowie reprodukcyjne”. Na zdrowy rozum powinien być to szereg ułatwień dla osób mających lub chcących założyć rodzinę. W istocie jest jednak odwrotnie, bo w ramach zdrowia reprodukcyjnego promuje się ułatwienia związane z aborcją. Mało tego, część z tych funduszy jest przeznaczona na zagraniczne inicjatywy. Kilka lat temu wybuchł skandal, kiedy okazało się, że z europejskich pieniędzy z właśnie funduszu zdrowia reprodukcyjnego dotuje się przymusowe aborcje w Chinach. Restrykcyjne założenia demograficzne, które przejawiają się w polityce jednego dziecka, sprawiają, że zdarzają się tam przymusowe aborcje nawet w siódmym miesiącu ciąży. Nasuwa się analogia z nazistowskimi „domami opieki”, w których kobiety (te o niewłaściwej krwi) poddawano przymusowej aborcji.
 
Prawo do wolności myśli, sumienia i wyznania
 
Kolejny przykład – prawo do wolności myśli, sumienia i wyznania. Owszem, w Europie za praktykowanie kultu religijnego nie otrzymuje się wyroku śmierci. Ale i w mateczniku wolności sumienia wolność religijna jest łamana, zwłaszcza w odniesieniu do chrześcijaństwa, co wydaje się na pierwszy rzut oka paradoksalne. Od kilku lat z inicjatywy chadeckich i konserwatywnych eurodeputowanych w Parlamencie Europejskim odbywają się konferencje poświęcone prześladowaniom chrześcijan. Ubiegłoroczna konferencja skupiła się na dyskryminowaniu chrześcijan w Europie. W jaki sposób są dyskryminowani? Na przykład przez wprowadzanie zakazu noszenia oznak religijnych, choćby krzyżyka na szyi. Wszyscy pamiętają sprawę brytyjskiej pielęgniarki, którą zwolniono z pracy w szpitalu za to tylko, że miała na szyi krzyżyk. Jak wskazywał podczas konferencji dr Martin Kugler z Observatory on Intolerance and Discrimination against Christians w Wiedniu, „84% przypadków wandalizmu we Francji w 2010 roku dotyczyło miejsc chrześcijańskich. Według badań National Church Survey 48% księży w Wielkiej Brytanii odczuło jakąś formę agresji. W badaniach ComRes z 2011 roku 74% badanych uznało, że dyskryminacja dotyczy chrześcijan bardziej niż wyznawców innych wyznań”. Lekarze, którzy kierując się zasadami swojej wiary, uważają aborcję za grzech, są zmuszani do jej przeprowadzania. Zatem mamy do czynienia z wykroczeniem przeciw wolności sumienia. „Chrześcijanie, którzy z powodu swojej wiary bronią pewnych, określonych wartości, stają się jednakże często marginalizowani i ignorowani. Ta ogólna tendencja do oceniania a priori słów chrześcijan za niewłaściwe dyskryminuje osoby religijne” – jak trafnie podsumował ks. Florian Kolfhaus z Sekretariatu Stanu Stolicy Apostolskiej.
            
Prawo do głoszenia poglądów jest respektowane głównie w tych przypadkach, gdy są to poglądy z politycznego i społecznego mainstreamu. Rozumiem zasadność wprowadzenia pewnych ograniczeń w przypadku na przykład nawoływania do nienawiści rasowej, religijnej czy seksualnej czy też szerzenia treści pornograficznych czy satanistycznych. Tymczasem nierzadko jest tak, że o ile przyzwala się na obrażanie chrześcijaństwa i jego symboli (praca pewnej polskiej artystki profanująca krzyż czy inne tego typu przykłady są uważane za przejaw wolności artystycznej), na obrażanie duchowieństwa (pamiętam obrzydliwe karykatury w jednym z niemieckich magazynów, które szydziły z niedołężnego Jana Pawła II, czyli obrażały głowę Kościoła katolickiego i jednocześnie majestat starości i choroby), o tyle nie ma już tego przyzwolenia na wypowiedzi krytykujące liberalny model życia. Ofiarą tego padł włoski polityk, prof. Rocco Buttiglione, który z powodu jawnego mówienia o swoich zasadach i przekonaniach nie został wybrany na unijnego komisarza. A przecież Buttiglione nie nawoływał, broń Boże, do dyskryminacji homoseksualistów. Przyznał jedynie, że jako chrześcijanin uważa homoseksualizm za grzech. I to stało się przyczyną wielkiej afery i histerii, która skończyła się tym, iż jego kandydatura upadła.
 
Za prawa człowieka uważane są także prawa osób orientacji homoseksualnej do zawierania związków małżeńskich i adoptowania dzieci. W zapaterowskiej Hiszpanii w imię walki o prawa człowieka aktywiści domagali się zlikwidowania rubryk „ojciec” i „matka” w aktach urodzenia dzieci, by nie dyskryminować rodziców jednej płci. Zamiast ojca i matki byłby rodzic płci A i B. Z kolei w przedszkolach skandynawskich dzieci są upominane, by nie używały formy „on” i „ona”. Też w imię praw człowieka. Jakże jaskrawo to kontrastuje z prawdziwymi przypadkami naruszania tych najbardziej podstawowych praw człowieka. Odejdę na chwilę od Europy. Mauretania, zapomniany kraj afrykański, którego czarni mieszkańcy walczą z… niewolnictwem. „Dopiero w 1980 roku Mauretania oficjalnie zniosła niewolnictwo. Do 2007 roku nie istniało jednak żadne prawo, które przewidywałoby kary za nieprzestrzeganie tego zakazu. Według organizacji zajmujących się tym problemem niewolnictwo w Mauretanii jest nadal praktykowane. Szacuje się, że pomimo zniesienia niewolnictwa dziś w Mauretanii wciąż mieszka od 100 tysięcy do miliona czarnych niewolników. Tradycja ich posiadania istnieje w tym kraju już od 800 lat. Najwyższy szczebel drabiny społecznej w Mauretanii zajmują biali Maurowie. Mają oni arabsko-berberskie korzenie i pojawili się w tym kraju w rezultacie migracji” – cytuję dane z portalu www.afryka.org. Jak to się ma do walki o rodzica A i rodzica B?
 
Poniekąd z prawami człowieka związany jest inny współczesny bożek: tolerancja. Pojęcie skądinąd doskonale znane w Polsce, która w dobie renesansu przyjmowała Żydów, wypędzanych z Hiszpanii i innych krajów europejskich, i zapewniała szeroką wolność religijną. Co teraz jest uważane za przejaw tolerancji? Aprobowanie obrażania przeciwników politycznych (oczywiście tylko tych niepoprawnych politycznie) w myśl hasła, które wyczytałam na murze jednej z krakowskich kamienic: „nie toleruję ludzi nietolerancyjnych”. Ustawicznie rozszerzane są granice tolerancji. To, co było jeszcze niedawno potępiane, teraz jest jeśli nie aprobowane, to przynajmniej tolerowane. Przykładem zjawisko pedofilii w Holandii. W 2007 roku powstała tam bowiem partia zwolenników pedofilii i zoofilii. W przypadku tej ostatniej dewiacji rozbawiło mnie sformułowanie, iż obywatele powinni mieć prawo do stosunków seksualnych ze zwierzętami, pod warunkiem iż „zwierzęta tego chcą”. Nie wiem niestety, gdyż nie było to sprecyzowane, na jakiej podstawie można uznać, że zwierzę chce nawiązać kontakty seksualne z człowiekiem – czy w grę wchodzą ankiety, czy też zwykła rozmowa.
 
Kolejna kwestia to prostytucja, czy raczej, jak się to teraz określa, sponsoring. Po wejściu na ekrany kin rok temu filmu o takimże tytule rozpętała się dyskusja na temat tego zjawiska. I wówczas jedna z czołowych polskich feministek stwierdziła, że w sponsoringu nie ma nic złego, bo co ma zrobić dziewczyna, której nie stać na studiowanie? „Ma sprzątać czy pracować w McDonaldzie? To już lepiej, żeby miała sponsora” – powiedziała ta pani. Rozumiem, że w takim razie praca sprzątaczki czy ekspedientki jest bardziej hańbiąca od prostytucji. Mamy zatem tolerować promowanie prostytucji. Natomiast potępiając zjawisko prostytucji, narażam się na zarzut, iż jestem nietolerancyjna.
 
„Wielu z tych ludzi, którzy działają dzisiaj pod szyldem tolerancji, jest w rzeczywistości skrajnie nietolerancyjnych. Po prostu nie akceptują nikogo, kto myśli inaczej niż oni, obrzucają go obelgami, niszczą. Chodzą po świecie z poczuciem nienawiści i szukają kolejnych spraw, którymi mogą się zająć” – zauważa prof. Roger Scruton. Myśl ta może być puentą do wszelkich rozważań na temat wypaczanych pojęć i idei.
 
Dominika Ćosić
Zeszyty karmelitańskie 2/2013 
 
Zobacz także
Zbigniew Nosowski
Czy będzie dobrze czy źle? Nie będziemy Chrystusem narodów, raczej papugą narodów – teraz zapewne poważnie dotknie nas, tak jak i inne kraje europejskie, sekularyzacja. Grozi nam, a wręcz niemal pewna jest przyspieszona laicyzacja, odchodzenie od wiary i spadek wpływu religii na życie. Trudno zresztą się temu dziwić...
 
Aneta Pisarczyk
Każdy z nas patrzy na życie z własnej perspektywy. Różni ludzie mogą to samo wydarzenie opisywać w różny sposób, akcentując inne jego aspekty, analizując je przez pryzmat odczuwanych emocji. Obserwujemy rzeczywistość na miarę naszych możliwości. Poznając różne punkty widzenia, jesteśmy bliżej tego, co prawdziwe. Dlaczego więc nieraz tak trudno przyjąć nam to, co chcą nam przekazać bliscy? 
 
Paweł Wieczorek
O twórczym sensie niepokoju można mówić zawsze wtedy gdy skłania nas do zastanowiania się czy aby na pewno dobrze wykorzystujemy powierzony nam czas. Wiele ryzykujemy, gdy zagłuszamy w sobie głos podpowiadający nam, że idziemy niewłaściwą drogą. Refleksję nad problematyką sensu życia podejmowali nie tylko teologowie, filozofowie, artyści czy pisarze. Zajmowali się nią także psychoterapeuci i lekarze...
 
 
___________________
 
 reklama