logo
Wtorek, 02 września 2014 r.
imieniny:
Ingrydy, Dionizy, Izy, Juliana, Stefana – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Ks. Grzegorz Pomorski SDS
Chrzest Jezusa
Magazyn Salwator
 


Chrzest Jezusa
Propozycja medytacji

Wtedy przyszedł Jezus z Galilei nad Jordan do Jana, żeby przyjąć chrzest od niego. Lecz Jan powstrzymywał Go mówiąc: "To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?" Jezus mu odpowiedział: "Pozwól teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe". Wtedy Mu ustąpił. A gdy Jezus został ochrzczony, natychmiast wyszedł z wody. A oto otworzyły Mu się niebiosa i ujrzał Ducha Bożego zstępującego jak gołębicę i przychodzącego na Niego. A głos z nieba mówił: "Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie". Mt 3,13-17


Przygotowanie medytacji

Najpierw przeczytaj 2-3 razy, powoli, zdanie po zdaniu, proponowany fragment Pisma Świętego, mówiący o Narodzinach Jezusa. To nic, że Ci się wydaje, iż tekst znasz prawie na pamięć i tyle razy go już słyszałeś. Czytając wejdź na nowo w jego treść i strukturę, zwróć uwagę na występujące w nim osoby, wydarzenia, miejscowości...

Następnie przeczytaj tekst wolniej, zatrzymując się krótko po każdym zdaniu. Celem tego rodzaju czytania nie jest już intelektualne poznawanie treści, ale jej wewnętrzne smakowanie i odczucie.

Na koniec przeczytaj tekst jeszcze raz, zatrzymując się w dowolnym miejscu dowolnie długo. Trwaj w wybranym słowie, zdaniu, myśli, odczuciu. Uchwyć to, co cię uderza, przyciąga, fascynuje czy intryguje, ale także i to, co cię drażni bądź irytuje, może budzi znudzenie lub zniechęcenie


Medytacja

Każda nasza modlitwa ma być w pierwszym rzędzie słuchaniem Boga, otwieraniem się na Jego słowo. Dlatego rozpoczynając medytację najpierw uświadomijmy sobie to, że Bóg pierwszy zapragnął się z nami spotkać. On pierwszy wychodzi ku nam. Zatem z wielką ufnością poprośmy Go, żeby ta medytacja nie była naszym kręceniem się wokół siebie, wokół swoich własnych spraw, ale żeby całkowicie otworzyła nasze wnętrze na Niego, tak by wszystkie moje zamiary decyzje i czyny były skierowane w sposób czysty do służby i chwały Jego Boskiego Majestatu.

Następnie przedstawmy sobie scenę Chrztu Jezusa w Jordanie. Pomocą może być zamieszczony w tekście obraz. Postarajmy się, aby głęboko zagościł on w naszej wyobraźni To ważne! Obraz na medytacji jest bowiem jak brama, przez którą zawsze będziemy mogli powrócić do rozważanych treści. Kiedy z powodu rozproszeń oddalimy się od przedmiotu modlitwy, właśnie obraz zakorzeniony w naszej wyobraźni będzie nam pomocą, by ponownie odnaleźć się w medytowanej historii.

Teraz pomyślmy przez chwilę, czego oczekujemy od Boga w obecnej modlitwie. Przedstawmy Mu nasze pragnienia, te autentycznie noszone w sercu. Jeśli żadne duchowe pragnienie jeszcze się w nas nie zrodziło, możemy prosić o pragnienie pragnienia. W obecnej modlitwie możemy na przykład szczególniej prosić o głębokie poznanie tajemnicy własnego Chrztu.

Wyciszeni, otwarci na działającego Ojca, powoli zacznijmy wchodzić w medytowaną scenę. Pomocą może być kilka poniższych refleksji. Są to jakby drogowskazy, które pokazują wiele różnych dróg, po których może podążyć nasza modlitwa. Nie musimy iść po wszystkich: wystarczy kilka, czasem jedna. Pozwólmy przede wszystkim, żeby prowadził nas Bóg.


Opuścił rodzinny dom...

"Wtedy przyszedł Jezus z Galilei nad Jordan..." /Mt 3, 13/

W wieku około 30 lat Jezus opuszcza swój dom w Nazarecie. Pozostawia wszystko, z czym był związany przez lata dzieciństwa i młodości. Wszystko co było Mu drogie. Uczynił tak po to, aby rozpocząć swoją apostolską działalność. Pozostawia w domu starszą już wiekiem, samotną Matkę, aby odtąd być już całkowicie tylko dla innych. Czyni tak, bo jest posłuszny woli Ojca. Jezus wie, że Jego odejście jest dla Matki przykre, ale to miłość do Ojca, który zawsze jest pierwszy, przynagla Go, żeby stanął ponad więzami krwi i opuścił rodzinny dom. Do naśladowania tej miłości wzywać będzie później swoich wszystkich uczniów słowami: "Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien" /Mt 10, 37/. Tylko miłość do Boga może być pierwsza w życiu człowieka.

Medytując scenę pożegnania Matki z Synem w Nazarecie, zapytajmy siebie o nasze więzy z bliskimi. Scena ta ukazuje bowiem nie tylko czułą miłość wzajemną, ale nade wszystko moment wielkiej próby tej miłości, która poprzez ból, rozterkę serca, pytania, na które nie ma natychmiastowej odpowiedzi i wzajemne zaufanie, wyraża zgodę na pierwszeństwo woli Ojca w ich życiu

Co czuję wpatrując się w tę scen pożegnania? Spróbujmy dostrzec także uczucia negatywne, jakie rodzą się w nas. One bowiem mogą doprowadzić nas do prawdy o naszych więzach z bliskimi. Nie zawsze są to więzy autentycznej miłości Czasami są to emocjonalne wędzidła, uzależnienia, które objawiają się w ciągłym poczuciu winy, niesionych urazach, agresji, lękach czy też dbaniu za wszelką cenę o dobre zdanie w oczach najbliższych. Rozmawiajmy z Jezusem o tych wszystkich chorych więzach rodzinnych, które wciąż jeszcze nie pozwalają nam powierzyć Mu się całkowicie. Wypowiedzmy Mu nasz ból, urazy, agresję czy lęki, które wciąż jeszcze wiążą nas z rodzinnym domem tak, iż brakuje nam dostatecznej wolności, żeby służyć bliźnim, do których posyła nas Bóg. Promy o ducha przebaczenia. Dostrzeżmy także i te miejsca naszego serca, w których autentyczna miłość naszych rodziców i bliskich zrodziła prawdziwą wolność, pozwalającą stawiać i wybierać Boga i Jego sprawy na pierwszym miejscu, chociaż nieraz mogło to nas wiele kosztować. Podziękujmy za tę miłość.


Jezus solidarny z grzesznikami...

Przybywszy nad Jordan, Jezus staje wśród tłumu zasłuchanego w mowę proroka o płomiennych oczach i głębokim radykalizmie. Z ust Jana padają słowa ostre, pełne nagany, wzywające do nawrócenia i pokuty. Udzieliwszy zgromadzonemu ludowi pouczeń, Jan stojąc w wodach Jordanu, każdemu po kolei udziela chrztu nawrócenia. Jezus staje w kolejce pomiędzy grzesznikami oczekującymi na chrzest.

W naszej modlitwie spróbujmy dostrzec całą wymowę tego pierwszego gestu publicznej działalności Jezusa, który u początku swej zbawczej misji nie sięga po wielkie przemówienia, znaki spektakularnych cudów, lecz staje pośród swego ludu w geście solidarności z wszystkimi grzesznikami, solidarności z każdym z nas. Przychodzący Mesjasz zadziwia wszystkich - nie potępia, nie gani, ale staje w kolejce z grzesznikami i modli się razem z nimi /Łk 3, 21/. W ten sposób Syn Boży upodabnia się do każdego z nas. Sam bezgrzeszny, przyjmuje na siebie nasze grzechy i ich skutki. Tak oto "w zewnętrznym przejawie uznany został za człowieka" /Flp 2, 7/. Jezus solidarny ze swoim ludem, tworzy z nim jedność. Chce być najbliżej zwłaszcza tych, którzy skutkami tajemnicy nieprawości pokaleczeni są najbardziej. Tak Boży Syn rozpoczyna swoje królowanie na ziemi.

Umiejmy wyrazić wdzięczność Jezusowi za to, że stanął pośród nas, modli się razem z nami i przyjmuje na siebie całe nasze życie, nasz grzech i nasz niemoc. Prośmy o głębokie doświadczenie tak niezwykłej bliskości Jezusa, poprzez którą objawia nam On bliskość Boga Ojca. Prośmy tez o odczucie wielkiego zaproszenia ze strony Jezusa do analogicznej solidarności z każdym człowiekiem, zwłaszcza najbardziej poranionym grzechem. Jakże często stając wśród takich samych jak my, grzesznych ludzi, do których posłał nas Bóg, popadamy w dwie skrajne postawy. Albo czujemy się lepsi, wybrani, ludzie z elity, uprzywilejowani obecnością Boga w naszym życiu, albo też w imię tejże solidarności z drugimi brniemy sami w ich grzechy, przyjmując ich styl życia. Oczekując na chrzest Janowy, Jezus pokazuje nam jak trwać w jedności z grzesznikami nie popadając w pokusę czynienia zła. Stojąc w kolejce z grzesznikami, Jezus modli się, trwa w łączności z Ojcem, od Niego czerpie moc i siłę. Brak modlitwy, brak łączności z Bogiem zawsze będzie deformował nasz kontakt z drugim człowiekiem.


Chrzest Jezusa

Podchodząc z tłumu do Jana, jako jeden z wielu, Jezus natychmiast zostaje zauważony przez proroka. Jan otwarty na działanie Bożego Ducha, dostrzega to, co przez nikogo w tłumie nie zostało zauważone. Jezus jest bez grzechu! Reakcja proroka jest momentalna: "To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?" /Mt 3,14/. Dla Jana sytuacja jest prosta i oczywista: to on jest grzesznikiem, a nie Jezus. A zatem według wszelkiej ludzkiej logiki, to on potrzebuje chrztu od Jezusa a nie odwrotnie. Stąd też Jan stawia opór, nie chce na początku wypełnić prośby Jezusa.

Spróbujmy i my wejść w sytuacje naszego życia, które wydawały się nam po ludzku paradoksalne, a w których Bóg oczekiwał od nas rzeczy zgoła przeciwnych niż dyktowałaby nam nasza ludzka, ziemska logika. Kiedy pragnął tylko modlitwy, gdy nam się wydawało, że trzeba działać, coś robić. Albo naszego zaufania i zawierzenia Mu w podejmowaniu niekonwencjonalnych decyzji. Ile w nas wtedy było oporu, może nawet buntu? Podziękujmy Jezusowi za te momenty życia, w których Jego wola tak bardzo nas zaskakiwała.

Jezus nie gani Jana, ale wyjaśnia: "Pozwól teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko co sprawiedliwe" /Mt 3,15/. Wtedy Jan ustępuje i udziela Jezusowi chrztu. Wychodząc z wody Bóg-Człowiek bierze na siebie nasz grzech, aby ponieść go na krzyż. Tak rozpoczyna swoją publiczną działalność. Znaki towarzyszące chrztowi potwierdzają Jego Boskie Synostwo i misję. Zstępujący na Jezusa w postaci gołębicy Duch Święty i głos z nieba: "Tyś jest Mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie", objawiają nadto jedność Ojca i Syna i Ducha Świętego. W ten sposób, znany dotąd w Izraelu jako monoteistyczny, Bóg odsłania swoje Boskie oblicze i objawia się jako Trójca, Wsp\ólnota Miłości Trzech Boskich Osób.

To nowe, pełniejsze objawienie się Boga jest początkiem Nowego Czasu Historii Zbawienia, zawarciem Nowego Przymierza. Objawiona jedność Trzech Boskich Osób staje się odtąd najwyższym wzorem jedności każdego człowieka z Bogiem i wzorem naszej międzyludzkiej jedności. O tę jedność modlił się Jezus w czasie Ostatniej Wieczerzy: "Aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie" /J 17,21/.

Doniosłość Chrztu Jezusa objawia nam doniosłość naszego Chrztu-, pierwszego daru Kościoła, który został nam ofiarowany. Chciejmy uprzytomnić sobie moment własnego Chrztu: pomocą mogą być zachowane fotografie z tej uroczystości czy metryka Chrztu. Kapłan polewał Twoją głowę wodą, wypowiadając formułę sakramentu: "Ja ciebie chrzczę w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego". To był właśnie ten moment, w którym Ojciec wypowiedział nad Tobą słowa: 'tyś jest mój syn umiłowany, w tobie mam upodobanie'. Jezus uznał Cię za swego brata i przyjaciela, a Duch Święty uczynił z Ciebie swoje mieszkanie. Podziękujmy Bogu za ten pierwszy sakrament Kościoła, tak głęboki i doniosły dla naszego życia, w którym zostaliśmy zaproszeni do wejścia w intymną jedność z osobami Trójcy Świętej. Poczujmy w sobie słodycz miłości Boga, którą jeszcze głębiej ogarnął nas od momentu Chrztu, aby stała się ona dla nas oparciem w chwilach próby i zwątpienia. Prośmy gorąco, aby zasiane na Chrzcie Świętym ziarno synostwa Bożego, braterstwa w Chrystusie i świętości w Duchu Świętym zostało przez nas przyjęte, wzrastało w nas i wydawało owoce przemiany i nawrócenia.

Zakończenie medytacji
Kończąc medytację pomódlmy się słowami Ojcze nasz.

Ks. Grzegorz Pomorski SDS

 
Zobacz także
Andrzej Sobczyk
Możemy się tak zagmatwać w naszej codzienności, że nie rozpoznajemy znaków, nie potrafimy ustalić właściwych priorytetów; wydaje się nam, że to co robimy w naszym codziennym zaganianiu musi być najważniejsze, bo każdy robi to samo, a my chcemy innych przegonić, albo chociaż im dorównać. Okazuje się jednak, że patrzymy bardzo krótkowzrocznie.
 
ks. dr Johannes Gamperl
Pan Jezus nigdy nie pozostawia nas samych. Już dawno temu św. Teresa z Lisieux zauważyła: „Kiedy cierpisz, wtedy i Pan Jezus cierpi jeszcze bardziej w tobie”. To zjednoczenie z Panem Jezusem, który przecież jest z nami i w nas, osiągamy poprzez modlitwę. Dlatego też modlitwa we wszystkich jej formach i wariantach jest tak ważna: modlitwa żarliwa, modlitwa jako rozmowa, adoracja lub też proste uniesienia serca do Pana Boga – tzw. akty modlitewne, akty strzeliste.
 
Dariusz Piórkowski SJ
W naszych czasach niektórzy ludzie zadają sobie ogromne cierpienia, aby upiększyć swoje ciało i bardziej się sobie podobać. Wyszukują więc najwymyślniejsze diety i głodzą się niemal na śmierć. Inni z pobudek religijnych, umęczają swoje ciało nadmiernymi wyrzeczeniami, gdyż rzekomo wymaga tego od nich Bóg. Jeszcze inni stronią od postu jak od bazyliszka. Często motorem takich praktyk jest głęboko skrywana pogarda wobec ciała lub wykrzywiony model postu.
 


reklama