logo
Piątek, 22 września 2017 r.
imieniny:
Maurycego, Milany, Tomasza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Danuta Piekarz
Ciało i Krew
eSPe
 


Nie obawiaj się, drogi czytelniku: nie będzie to artykuł o hemoglobinie, tkance łącznej i innych podobnych kwestiach, które znasz z lekcji biologii. Tym razem nie chcemy rozważać zagadnienia ludzkiego ciała i krwi za pomocą narzędzi współczesnej nauki, lecz spojrzeć na nie oczyma człowieka Biblii. 
 
Jak naród izraelski postrzegał ludzkie ciało dwadzieścia i więcej wieków temu? 
 
Fundamentalne stwierdzenie brzmi: ludzkie ciało (hebr. basar) jest dobre, bo zostało stworzone przez Boga. Bóg, stwarzając istotę cielesną – człowieka, stworzył go na swój obraz i podobieństwo. To właśnie poprzez cielesność człowiek wchodzi w relację ze światem (praca), z innymi ludźmi, a nawet z Bogiem, bo przecież również ciało na swój sposób uczestniczy w modlitwie (L. Manicardi). 
 
Ty mnie utkałeś w łonie mej matki. Dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie (Ps 139,13b-14). Trzeba też pamiętać, że Stary Testament (z wyjątkiem najpóźniejszych jego warstw) nie rozumie ciała i duszy jako dwóch odrębnych bytów, dlatego słowo „ciało” oznacza całego człowieka.
 
Co więcej, wskazuje też na więzy pokrewieństwa czy nawet przynależności do jednego narodu, jak widzimy w apelu skierowanym do Dawida przez przywódców rodów: Oto myśmy twoje kości i ciało (2 Sm 5,1).
 
Zarazem jednak pozostaje w nas bolesna świadomość skutków grzechu pierworodnego: Wszelkie ciało starzeje się jak odzienie, i to jest odwieczne prawo: „Na pewno umrzesz!”. Dlatego gdy myśl biblijna zetknęła się z kulturą grecką i gdy greka stała się powszechnym językiem w basenie Morza Śródziemnego, na gruncie tego języka w myśli biblijnej zaczęła kształtować się dwutorowość w rozumieniu ciała, wyrażana za pomocą dwóch terminów: „sarks” i „soma”, które często są synonimami, ale niekiedy (zwłaszcza później u św. Pawła) mają swoiste odcienie znaczeniowe.
 
„Soma” to ciało rozumiane często jako całość osoby. To właśnie to słowo pojawia się w ewangelicznym opisie ustanowienia Eucharystii: to jest Ciało Moje – a więc moja Osoba, a nie tylko kawałek ciała. 
 
„Sarks” w pierwotnym znaczeniu oznacza natomiast mięso, ciało miękkie i umięśnione, w odróżnieniu od kości (ale może również oznaczać całość osoby ludzkiej). Łatwo zgadnąć, że właśnie to słowo często służyło wyrażeniu ludzkiej słabości, zarówno tej fizycznej – przemijalności, kruchości – jak i moralnej, kojarzyło się z przyziemnymi dążeniami ludzkiej natury. 
 
Jak wspomniałam, widać to zwłaszcza w myśli św. Pawła, który nieraz odnosi się krytycznie do sposobu myślenia czy postępowania „według ciała – kata sarka (od „sarks”), przeciwstawiając mu życie według Ducha.
 
Na ograniczoność i przyziemność ludzkiego myślenia i działania wskazywało też semickie wyrażenie „ciało i krew”: np. gdy św. Piotr wyznaje, że Jezus jest Mesjaszem, słyszy od Niego: nie objawiły ci tego ciało i krew, ale Ojciec... (Mt 16,17) – inaczej mówiąc: „samym ludzkim umysłem nie doszedłbyś do tego!”
 
Przy całym realizmie i świadomości ograniczeń ludzkiego ciała myśl biblijna bardziej skupia się jednak na wartości, godności ludzkiego ciała. Ta prawda osiąga szczyt w fakcie wcielenia Syna Bożego: Słowo stało się Ciałem – „sarks”, tu oczywiście nie w sensie moralnej słabości, lecz dla podkreślenia realizmu ciała Chrystusa: Syn Boży przyjął ciało śmiertelne, podatne na zranienia, ulegające zmęczeniu...
 
Co więcej, autor Listu do Hebrajczyków, ukazując przyjście Syna na świat jako akt posłuszeństwa Ojcu, wkłada w Jego usta nieco zmodyfikowane słowa psalmu 40: Ofiary ani daru nie chciałeś, ale Mi utworzyłeś ciało. L. Manicardi zauważa, komentując ten fragment, że dla Chrystusa i dla chrześcijan ciało jest miejscem pełnienia woli Bożej. Można by powiedzieć: ono daje nam nowe możliwości odpowiadania na miłość Boga.
 
Jakże różni się to biblijne spojrzenie na ludzkie ciało od pewnych późniejszych ujęć, w których więcej było Platona niż Bożego Ducha! Oczywiście, autorzy biblijni są świadomi pewnych zagrożeń, dlatego św. Paweł mówi o ukrzyżowaniu ciała czy braniu go w niewolę, ale właśnie dlatego, by było godną świątynią: Czy nie wiecie, że ciało wasze jest przybytkiem Ducha Świętego? (1 Kor 6,19). 
 
Zatem ciało nie jest po to, by się go wreszcie definitywnie pozbyć, uwalniając duszę z tego mizernego więzienia, lecz po to, by zostało przemienione, uświęcone, aby w dniu ostatecznym mogło powstać do nowego życia.
 
Spójrzmy teraz na rozumienie krwi przez człowieka czasów biblijnych. Otóż ludzie starożytni nieraz widzieli poległych na placu boju i dostrzegali, że koniec życia wiąże się z wypłynięciem krwi. Dlatego w ich rozumieniu śmierć nie była rozdzieleniem ciała od duszy (z wspomnianych wyżej przyczyn), ale rozdzieleniem krwi od ciała. 
 
Skoro ciało bez krwi nie może żyć, to znaczy, że w krwi jest życie. To dlatego krew uważano za świętą, zastrzeżoną dla Boga – Pana życia. Tylko Jemu można ją było ofiarować. Co więcej, grzesznik pragnący zyskać Boże przebaczenie przynosił zwierzę na ofiarę, by krew zwierzęcia – w zastępstwie za samego człowieka – stała się narzędziem przebłagania. 
 
Dlatego też składano krwawe ofiary podczas konsekracji, np. kapłanów, aby przelana krew dokonała oczyszczenia i uświęcenia. Co więcej, gdy Izraelici pod Synajem zawarli przymierze z Bogiem, Mojżesz pokropił krwią zwierząt ołtarz i lud – na znak, że odtąd między Bogiem i ludem istnieją swoiste „więzy krwi”.
 
Natomiast żaden Izraelita nie mógł spożywać mięsa z krwią (zwierzęta zabijano w taki sposób, by wypłynęła z nich krew) pod karą wyłączenia ze społeczności czy wręcz śmierci. Skoro bowiem uważano, że w krwi jest życie, zjedzenie mięsa z krwią zdawało się swoistym kanibalizmem, zjedzeniem życia danego stworzenia.
 
W tamtych czasach, przy ówczesnym poziomie wiedzy, były to całkiem logiczne zalecenia; my natomiast wiemy dziś, że kwestia życia nie ogranicza się do samej krwi, ale jest dużo bardziej skomplikowana. Dlatego dzisiaj jemy bez wyrzutów sumienia kaszankę i inne krwiste przysmaki, bo przecież dobrze rozumiemy, że nie pochłaniamy życia zwierzęcia, podobnie jak podczas transfuzji krwi nie wchodzi w nas życie innej osoby.
 
Nadal natomiast obowiązuje nas, rzecz jasna, zakaz przelewania ludzkiej krwi w sensie zabijania czy ranienia innych osób. W myśli biblijnej bardzo podkreślano grozę takiego grzechu, stwierdzając, że krew wylana na ziemię woła do Boga o pomstę.
 
Jednak pewnego dnia przelano Krew, która wołała nie o pomstę, a o miłosierdzie: krew Chrystusa – Baranka, która rzeczywiście obmyła nas z grzechów i uświęciła. On chce upodobnić nas jak najbardziej do siebie, dlatego daje nam na pokarm swoje Ciało, poi nas swoją Krwią. 
 
I tu rzeczywiście możemy powiedzieć, że spożywając Jego Ciało i Krew, przyjmujemy w siebie Jego życie; ale nie jesteśmy bynajmniej „kanibalami” – przeciwnie, czujemy się jak spragniony wędrowiec, który wreszcie stanął u źródła życia.
 
Danuta Piekarz
eSPe, 84/2009
 
 
fot. Michael_Swan Gifts
Flickr (cc) 
 
Zobacz także
Jacek Święcki
Jezus, który sam jest czysty, zanurza się w wodzie mętnej nie tylko z powodu rzecznego mułu, ale także od duchowej nieczystości wyznających swe grzechy Izraelitów. Na wielu dawnych ikonach przedstawiających tę scenę Jordan jest wręcz fioletowy, prawie czarny. Jezus sam jest bez grzechu, ale wchodzi w te wody, aby wypełnić całą sprawiedliwość (por. Mt 3,15)...
 
br. Gracjan
Ci, którzy dzielą się chlebem i kielichem, za które składa się Bogu dzięki, uczestniczą w Ciele i Krwi Chrystusa. Należy to odnieść do doświadczenia dobrodziejstw, wynikłych ze śmierci Chrystusa, w której ofiarował On samego siebie. Uczestniczenie w Ciele i Krwi Chrystusa oznacza bycie świadkiem śmierci Chrystusa...
 
Dariusz Piórkowski SJ
Jakby nie spojrzeć na dzisiejszą przypowieść, to jednak ostatecznie Chrystus próbuje nam powiedzieć, że niewykorzystana szansa przechodzi na innych. Dary Boże nie mogą zostać w tym świecie „zamrożone”. Do tego, który zakopał pieniądze pana i z lęku nie puścił ich w obrót, powiedział: „Każdemu bowiem, kto ma będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie. Temu zaś, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma” (Mt 25, 29). A więc pozytywna odpowiedź na powyższe pytania wcale nie jest taka bezzasadna. 
 
 
___________________
 
 reklama