logo
Czwartek, 19 lipca 2018 r.
imieniny:
Alfreny, Rufina, Wincentego, Arseniusza, Makryny – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Katarzyna Olbrycht
Czy i jak uczyć dziecko radości?
Zeszyty Karmelitańskie
 


Cieszyć się jak...
 
Radość dziecka wydaje się najbardziej naturalna, oczywista, spontaniczna i prawdziwa. Zdrowe, szczęśliwe dziecko cieszy się głośno, zaraźliwie, całym sobą. O momentach takiej wyjątkowej radości przeżywanej przez dorosłego mówi się: „cieszył się jak dziecko”
 
Radość jest dla każdego, niezależnie od wieku, upragnionym stanem kojarzącym się ze szczęściem, a przynajmniej intensywną przyjemnością. Doświadczenie uczy, że radość ułatwia życie. Człowiek radosny samym swym usposobieniem pomaga sobie i innym. Bywa jednak, że radość spotyka się z zazdrością otoczenia („jak on to robi, że wszystko go cieszy?”), a nawet zawistną niechęcią („byle czym się cieszy, nie rozumie życia…”).
 
Radość dziecka wydaje się najbardziej naturalna, oczywista, spontaniczna i prawdziwa. Zdrowe, szczęśliwe dziecko cieszy się głośno, zaraźliwie, całym sobą. O momentach takiej wyjątkowej radości przeżywanej przez dorosłego mówi się: „cieszył się jak dziecko”. Dorośli są gotowi zrobić wiele, żeby wywołać u dziecka radość, bowiem ta sprawia, że świat staje się piękniejszy, a życie bardziej sensowne i warte wysiłku. Smutne dziecko kojarzy się od razu ze szczególnie tragicznymi dramatami, głęboko porusza, budzi chęć niesienia pomocy.
 
Czy więc można założyć, że ponieważ radość jest naturalną cechą dzieciństwa, nie wymaga już żadnych wychowawczych działań? Że zawsze towarzyszy pozytywnym sytuacjom i doświadczeniom, z wiekiem utrwala się lub zanika zależnie od usposobienia i temperamentu, i nic nie można na to poradzić? Czy przeżywanie radości jest dziecku potrzebne w rozwoju? Czy radość dziecka zawsze oznacza pozytywne rozwojowo doświadczenia i pożądane wychowawczo sytuacje? Czy więc można i trzeba wychowywać do radości, uczyć radości?
 
Spróbujmy przyjrzeć się bliżej temu przeżyciu, tak ważnemu dla rozwoju człowieka, a tym samym dla jego wychowania.
 
Czy trzeba wychowywać dziecko do radości, uczyć je radości?
 
Radość jest stanem emocjonalnym, uczuciem odczuwanym i przeżywanym jako stan bardzo pozytywny. Należy do emocji łączących się z zadowoleniem. Może być ulotnym nastrojem („radosnym”), nagłym, impulsywnym przeżyciem, wreszcie bardziej stabilnym, uświadomionym uczuciem. Wtedy obejmuje, poza intensywnym doznaniem przyjemności, głębsze zadowolenie, satysfakcję, poczucie szczęścia, nadzieję na pomyślny bieg wydarzeń. Osoby radosne cechuje optymizm, pogoda ducha, pozytywny stosunek do świata i ludzi, ale także do samych siebie. Pozytywne stany emocjonalne, szczególnie trwalsze i uświadomione pozytywne uczucia, budzą i wzmacniają pozytywną motywację do życia. Dają wiarę we własne siły, w ludzi, w sens trudu i powodzenie podejmowanych działań. Są więc niezwykle cennymi czynnikami rozwoju, pomagającymi najpierw radzić sobie z wymaganiami zewnętrznymi (nowymi sytuacjami, zadaniami, oczekiwaniami dorosłych), a potem również wewnętrznymi (przyjmowanymi dobrowolnie postawami, własnym projektem życia, pracą nad sobą).
 
Jak wszystkie uczucia, radość jest bardzo trudna do kształtowania. Stany emocjonalne, które leżą u podłoża uczuć, nie dają się dowolnie ani wywoływać, ani wygaszać. W ogromnym stopniu zależą od funkcjonowania systemu neuropsychicznego, od temperamentu i ogólnego usposobienia, skłonności do określonych reakcji i nastrojów. Psychologia dostarcza danych, że pozytywnym emocjom, w tym i radości, sprzyja ekstrawersja – a więc niekoncentrowanie się na sobie, otwartość, łatwość kontaktu, wielość środków ekspresji własnych uczuć – czyli cechy w decydującej mierze wrodzone. Mimo to wywieranie wpływu na przekształcanie się emocji w bardziej stabilne uczucia jest możliwe, oparte głównie na świadomym poddawaniu ich refleksji, dążeniu do uzyskania kontroli nad ich przejawami i przebiegiem.
 
Przejawy radości wydają się łatwe do uchwycenia i trafnego odczytania. Trudno ich nie dostrzec, choć i to zależy od indywidualnych cech oraz wzorów kulturowych, w których przeżywający radość człowiek wzrastał, i które uważa za swoje. Wyrazami radości są najczęściej śmiech (czasem i śmiech przez łzy), uśmiechnięty wyraz twarzy, oczu, spontaniczne reakcje ruchowe, słowne, indywidualne formy ekspresji, np. śpiew, taniec, okrzyki. Opisując czyjąś radość często mówi się: „skakał z radości”, „wydał okrzyk radości”. Charakterystyczna dla przeżywania radości jest spontaniczna potrzeba dzielenia się nią z innymi – rzucanie się innym na szyję, gesty podkreślające bliskość, zrozumienie, wspólnotę przeżywania. Powierzchownie odczytywane reakcje i zachowania mogą jednak prowadzić do mylenia radości z wesołością, a tej ostatniej z upodobaniem do dostrzegania wszędzie, niezależnie od kontekstu, elementów śmieszności.
 
Radość najczęściej łączy się z wesołością, która jest wyrazem pogody ducha. Człowieka wesołego charakteryzuje usposobienie wywołujące dobre samopoczucie własne i innych, poprawiające nastrój swój i innych. Wesołość pozwala zwracać uwagę na te elementy rzeczywistości, które są lub mogą być zabawne, podchodzić do trudności z nastawieniem, że można je pokonać, że na wszystko można spojrzeć tak, żeby nie poddawać się przygnębieniu. Pomocna jest tu umiejętność przyjmowania dystansu wobec świata i siebie.
 
Z kolei skłonność do dostrzegania i eksponowania śmieszności może być cechą niekoniecznie ludzi wesołych, a tym bardziej radosnych. Czasem może łączyć się z potrzebą ośmieszania, wyśmiewania, co niebezpiecznie może zbliżać do bawienia się czyimś kosztem, nieliczenia się z czyjąś przykrością, a nawet celowego wyrządzania krzywdy, psychicznej przemocy, atakowania czyjejś godności. W tym miejscu trzeba zwrócić uwagę na zagrożenia wynikające z bezrefleksyjnego traktowania emocji związanych z zadowoleniem. Radość jest tu szczególnie ważnym przypadkiem.
 
Pozytywny charakter uczucia radości sprawia, że przyjmujemy niejako z góry również pozytywny charakter jej źródeł, przebiegu i skutków. Akceptujemy samą sytuację wiążącą się z wywoływaniem lub podtrzymywaniem radości. Pojawia się myślenie: lepiej jest, że ktoś się cieszy aniżeli miałby się smucić, martwić, przeżywać jakieś negatywne emocje. Zapominamy, że nie zawsze to, czym ktoś się cieszy, jest pozytywne. Szczególnie kiedy zastanawiamy się nad wychowaniem dziecka, nie wystarczy dążyć za wszelką cenę do tego, by się cieszyło. Trzeba sobie uświadamiać, kiedy pojawia się radość i co ją wywołuje.
 
Pojawienie się radości wymaga zaspokojenia szczególnie ważnych dla człowieka w danym momencie potrzeb i pragnień, i w konsekwencji doznania głębokiego zadowolenia, intensywnej przyjemności. Odczytywanie tego uczucia jako zawsze pozytywnego zakłada, że w pierwszym rzędzie chodzi o potrzeby i pragnienia dotyczące celów miłych, nieszkodliwych, zajmujących przyjemnie uwagę, myśl, oddalających przynajmniej na chwilę szarą codzienność. Dlatego radość dziecka kojarzy się głównie z zabawą, a sposób jej wywoływania – z zabawianiem, rozweselaniem, rozśmieszaniem.

Radość człowieka dorosłego zakłada większą jej dojrzałość
 
Radość człowieka dorosłego jest już interpretowana głębiej, zakłada większą jej dojrzałość, ale nadal zdecydowanie pozytywny wydźwięk. Pogodny, wesoły nastrój, a nawet fakt cieszenia się z mniej lub bardziej błahych powodów w przypadku ludzi dorosłych odróżnia się od stanu określanego „radością”. Jej źródłem, wraz z dojrzewaniem osobowościowym i duchowym, staje się raczej kontakt z wartościami wyższymi, prorozwojowymi, motywującymi do działań konstruktywnych, z wartościami realizowanymi w sobie, ale i podziwianymi, budzącymi zachwyt u innych. Dążenie do tych wartości zaspokaja potrzeby bezpieczeństwa psychicznego, dawania i doświadczania miłości, poczucia własnej wartości, osiągnięć, sensu życia, realizacji wartości ludzkich. Przekonują więc obrazy radości sportowców z osiągniętego zwycięstwa, radości laureatów różnych konkursów. Prawie każdy człowiek miał okazję sam doświadczyć radości z ukończenia trudnego zadania, zrealizowania marzeń, osiągnięcia upragnionego celu. Jeszcze głębszym wymiarem radości jest stan ducha określany „radością serca” wypływającą z przekonania, że jest się wiernym uznawanym wartościom, żyje się i postępuje zgodnie z sumieniem i sensem życia przyjętym jako prawdziwy; jest się potrzebnym i bezwarunkowo kochanym.
 
Dzieciństwo, pod względem przeżywania radości jest w pewnym zakresie podobne, w pewnym zaś różne od przeżywania tego uczucia przez dorosłych. Podobieństwo dotyczy potrzeb, które muszą być zaspokojone, by obudziła się radość. Jest to przede wszystkim potrzeba bezpieczeństwa i miłości. Rozpoczyna się już od pierwszych reakcji niemowlęcia, które na uśmiech bliskiej osoby odpowiada mimiczną reakcją uśmiechu. Tę reakcję umożliwia zdolność naśladownictwa, ale stopniowo sytuacja wymiany uśmiechów z bliskimi kojarzy się coraz silniej z obecnością kogoś kochającego, serdecznego, chroniącego przed nieprzyjemnymi doznaniami, czułego, wyrażającego na różne sposoby swoją radość z kontaktu z dzieckiem. Stąd spontaniczna sympatia dzieci do osób uśmiechających się, pogodnych, wesołych, co zapowiada akceptację, życzliwość. To pierwsze wzory, które poprzez naśladownictwo uczą radości i jej wyrażania.
 
Opieka kogoś bliskiego zapewniająca bezpieczeństwo pozwala dziecku cieszyć się poznawaniem świata, innych ludzi, zdobywaniem nowych doświadczeń, wrażeń, sprawdzaniem swoich możliwości. Pewne zachowania zaczynają być nagradzane przez bliskich dorosłych nagrodami materialnymi i psychicznymi – pochwałą, uśmiechem, zachętą do kolejnych prób. Takie nagrody stają się źródłem następnych, nowych radości. Dzieje się to nie ze względu na same nagrody, ale właśnie na to, że pochodzą od osoby bliskiej, kochanej, że są wyrazem miłości, zadowolenia z sukcesów, dumy z osiągnięć, docenienia trudu. To kolejna lekcja radości. Ktoś się cieszy moim zachowaniem, działaniem, nawet obecnością, więc można też się tym cieszyć. To jest powód do radości, ponieważ jest to dobre i właściwe, dla wszystkich przyjemne.
 
Jeśli w tym momencie zaczyna dorosłym brakować konsekwencji, można niechcący zacząć uczyć akceptacji każdego – nawet złego – sposobu cieszenia się i każdego powodu, który zadowala osobę bliską, w jakiś sposób dla dziecka znaczącą. Ważne będą więc jasne i odpowiednie reakcje na sytuacje codziennych sukcesów dziecka, które dają mu zadowolenie – szczególnie jeśli to będzie wyrwanie drugiemu dziecku upragnionej zabawki, oszukana wygrana w zabawie, skuteczne dokuczenie komuś nielubianemu, każde zachowanie, słowo wywołujące rozbawienie dorosłych, a w późniejszym wieku – rówieśników. Dziecko stopniowo powinno się uczyć, że nie wszystko, co daje zadowolenie, może (w sensie – powinno) być powodem radości. Otaczający dziecko bliscy, głównie rodzice, później także wychowawcy, nauczyciele, swoim zachowaniem i reakcjami pokazują, kiedy radość nie jest właściwa i zasługuje na negatywną ocenę. Reakcjom tym powinno towarzyszyć odpowiednie do wieku dziecka wyjaśnienie i uzasadnienie takiej a nie innej oceny. Weryfikacją postawy dorosłych jest oczywiście ich własne zachowanie, nie tylko wobec dzieci, ale wobec siebie nawzajem i wobec obcych. Dziecko, a potem młody człowiek obserwują na co dzień, co wzbudza radość ich bliskich. Dlatego tak groźne wychowawczo są sytuacje, gdy dziecko widzi i słyszy, że rodzice cieszą się z oszukania kogoś konkretnego lub instytucji, wyśmiewają innych – niestety również członków rodziny, wybierają formy rozrywki odwołujące się do wulgarnych sytuacji, języka, skojarzeń, wyśmiewania aż po wyszydzanie: ludzi, środowisk, symboli, faktów.
 
Media wprowadziły dodatkowe formy fałszujące dziecięcą radość. Są to programy, w których dziecięce zachowania, reżyserowane przez osoby prowadzące, prezentowane są przed dorosłą publicznością. Widoczne są starania tych dzieci, by zadowolić, rozśmieszyć dorosłych i w ten sposób zasłużyć na ich pochwałę. Wysiłek trafienia w oczekiwania i upodobania dorosłych od dawna nie ma już nic wspólnego ze spontaniczną, obopólną radością dziecka i rodzica, radością wynikającą z pozytywnego rozwoju dziecka, który właśnie za pomocą radości jest stymulowany.
 
Jeszcze dalej idzie pomysł nagrywania prywatnych sytuacji życia domowego i rodzinnego po to, by nagranie wysłać do mediów, upublicznić, sprzedać. Przypadkowe, zarejestrowane „na gorąco” zabawne, domowe, rodzinne zdarzenia, które na początku miały być propozycją rozbawienia także szerszej publiczności, szybko zmieniły się w nagrania reżyserowane, których komizm oparty jest na kompromitujących ujęciach sytuacyjnych. Filmiki te stały się lekcją uczącą, że można cieszyć się zabawą polegającą na ośmieszaniu innych (specjalnego „smaczku” dodaje świadomość, że są to osoby bliskie autorowi nagrania), szczególnie gdy mogą za tym iść nagrody psychiczne – zaistnienie w mediach, a czasem i materialne. Lekcje te okazały się niestety zaskakująco skuteczne. Trudno się dziwić, że coraz częściej pomysłem na dobrą zabawę stają się kompromitujące kolegów nagrania, wprowadzane do sieci przez coraz młodszych uczniów.
 
Różny charakter i sens odczuwania zadowolenia i doznawania przyjemności pokazuje, że radości trzeba uczyć. Pozostawienie dziecka samego z własnymi emocjami, oczekiwanie samoistnego rozwoju pozytywnych uczuć może całkowicie wypaczyć rozwojowe znaczenie uczuć, w tym przypadku radości. Może spowodować, że dziecko nie będzie rozumiało, dlaczego nie każdy „sukces” zasługuje na radość, dlaczego nie można się cieszyć pokonaniem kolegi w nierównej i nieczystej bójce czy grze, dlaczego nie ma śmiać się z wulgarnych dowcipów kolegów i nie powtarzać ich, aby rozśmieszyć innych, by wzmocnić swoją pozycję, dlaczego nie bawić się pomyłkami, nieszczęśliwymi wypadkami, kłopotami, słabością innych, jeśli może to być oznaką siły, zapewniać pozytywną ocenę rówieśników? Obserwacja otoczenia, świata ludzi dorosłych, może szybko nauczyć „wygłupiania się”, które zaspokaja potrzebę popisywania się, gry, zwracania uwagi, wprowadzania wesołego nastroju, który wszyscy lubią i popierają. Gdy dorośli są już tą aktywnością zmęczeni i zniecierpliwieni, dziecko zdezorientowane przenosi tę strategię zdobywania popularności w swoje inne środowiska, nie zważając na kontekst, środki i granice.
 
Radość, która dynamizuje rozwój, to radość niezagrażająca żadnym pozytywnym wartościom, przeciwnie – radość z tego, że udało się coś dobrego przeżyć, kogoś dobrego spotkać, coś ważnego osiągnąć, coś pięknego zobaczyć, coś istotnego stworzyć. Radość z tego, że spotyka nas coś dobrego, ale i z tego, że zrobiliśmy coś dobrego, jesteśmy dobrzy.
 
Czy można więc uczyć dziecko radości?
 
Wszystko, co zostało dotąd powiedziane, prowadzi do stwierdzenia, iż jest to możliwe. Jak to robić? Nie ma tu, jak w ogóle w wychowaniu, gotowych recept, sposobów gwarantujących pozytywne skutki w każdej sytuacji i w przypadku każdego wychowanka. Jednak wnioski zawierają wyraźne podpowiedzi zarówno co do tego, co może sprzyjać uczeniu radości, jak tego, co może to działanie utrudnić, a nawet uniemożliwić.
 
Najważniejszym mechanizmem wychowawczego wpływu jest oddziaływanie przykładów i wzorów modelujących zachowania wychowanka. Bliscy dorośli, przede wszystkim rodzice, ale stopniowo także osoby znaczące z innych środowisk, ich radość, sposób jej przeżywania, stanowią podstawę rozwoju tego uczucia. Na ich przykładzie dziecko uczy się cieszenia z drobnych spraw, przedmiotów, sytuacji aż do wzbogacania tej sfery o radość z dostrzeganego i tworzonego dobra, odpowiadania na potrzeby innych, a stopniowo dochodzenia na tej drodze do „radości serca” – głębokiej radości duchowej.
 
Trzeba mieć świadomość, że sytuacja przeciwna – udawana radość, prymitywna wesołość szukająca rozśmieszenia za wszelką cenę zabija radość prawdziwą, uczy jej udawania, stosowania instrumentalnego, wiązania z doraźnymi korzyściami, a nie z wartościami wyższymi. Niestety, najsilniej dziś modelujące osobowość dziecka masowe media pokazują głównie uczucia negatywne lub dążenie do radości bez skrupułów.
 
Drugim mechanizmem jest stwarzanie okazji do pozytywnego przeżywania radości. Obejmuje ono np. podsuwanie pomysłów, w jaki sposób można komuś sprawić radość, uświadamianie, jak to jest ważne, że ten ktoś się ucieszy itd. Im bardziej sprawienie komuś bliskiemu radości będzie się kojarzyło z własnym wysiłkiem, pomyśleniem, wczuciem się w czyjeś przeżycia, wyobrażeniem sobie jego reakcji, poświęceniem czegoś swojego (czasu, siły, własności), nie zaś z wartościami wymiernymi, materialnymi, radością zależną od wyceny zastosowanych środków (np. prezentów), tym większa szansa na wykształcenie uczucia radości. W wymiarze negatywnym trzeba podkreślić, że trudno dziecko uczyć prawdziwej radości w sytuacji wzajemnej agresji, stałego zagrożenia, lęku, braku poczucia bezpieczeństwa i miłości najbliższych, kiedy próba wywołania atmosfery radości sprowadza się do chwilowego, okazjonalnego nastroju wymuszonego sytuacją (imieniny, święta itp.) i odgrywanego przez uczestników sztucznie radosnego zachowania.
 
Wreszcie mechanizm wpływu słownego. Kształceniu uczucia radości na pewno będzie sprzyjało częste, naturalne rozmawianie z dzieckiem i w jego obecności o cieszeniu się wzajemnie swoimi osiągnięciami, pozytywnymi wydarzeniami w bliższym i dalszym otoczeniu, drobnymi przyjemnościami, oczekiwanymi miłymi wydarzeniami, pomyślnymi wiadomościami. Pomocne będzie uświadamianie codziennych powodów do radości. Warunki utrudniające to: stałe narzekanie na wszystko i wszystkich, brak pozytywnego, radosnego reagowania na pomyślne informacje dotyczące samego dziecka oraz innych osób, deklarowany i podkreślany pesymizm, brak zaufania do dziecka, ciągłe krytykowanie dziecka i innych członków rodziny (w szkole – uczniów danej klasy czy grupy), deklarowanie zależności obdarzania uczuciem od zachowania dziecka (sytuacyjne wymaganie „zasługiwania” na miłość, akceptację).
 
Zmierzajmy do konkluzji. Uczenie jednego z najważniejszych w życiu i rozwoju człowieka uczuć, jakim jest radość, potrzebuje sprzyjających warunków, środowiska przenikniętego radością. Pogodnych, uśmiechniętych, możliwie wesołych (co nie znaczy wesołkowatych – co dzieci świetnie rozpoznają i odrzucają) rodziców i wychowawców, wiarygodnych w swojej radości na co dzień.
 
W tym miejscu musi się pojawić najważniejszy problem – co może być przekonującą podstawą przeżywania życia z radością? Jak uzyskać taki stosunek do świata, taką naturalną radość niezależną od chwilowych nastrojów i przeżywanych cierpień? Jak przekazać jej źródła dziecku tak, by wyposażyć je na całe późniejsze życie? Odpowiedź niesie chrześcijaństwo, Dobra Nowina Ewangelii, bezwarunkowa miłość Chrystusa i obietnica Jego pomocy w drodze do kochającego Ojca, perspektywa życia wiecznego, pomoc Ducha Świętego, którego trzeba prosić o radość dla siebie, dla swoich bliskich i dla każdego człowieka. Życie wiarą jest w świetle Dobrej Nowiny życiem radością, a chrześcijanin – człowiekiem radosnym. Wychowanie do życia wiarą jest więc wychowaniem do radości.

Katarzyna Olbrycht
Zeszyty Karmelitańskie 51/2/2010 
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama