logo
Piątek, 15 grudnia 2017 r.
imieniny:
Celiny, Ireneusza, Ninony, Niny, Waleriana – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
dk. Jacek Jan Pawłowicz
Czy spowiedź furtkowa zamyka, czy też otwiera furtkę szatanowi?
Kwartalnik Homo Dei
 
fot. Samuel Zeller | Unsplash (cc)


[przyp. red.: odsyłamy do decyzji Konferencja Episkopatu Polski w sprawie tzw. spowiedzi furtkowej]

"Spowiedź furtkowa" to określenie, które coraz częściej pojawia się w różnych rozmowach dotyczących sakramentu pokuty, jest przedmiotem dyskusji na katolickich portalach i forach internetowych, budzi ciekawość, a w wielu wypadkach niepokój. Coraz więcej spowiedników spotyka się z nim także w konfesjonale, gdy penitenci wyrażają chęć odbycia właśnie takiej spowiedzi. Wielu pyta: co to jest ta "spowiedź furtkowa"? To pytanie w pełni uzasadnione, gdyż jest to praktyka nowa, dotychczas nie znana; nie występuje w Tradycji Kościoła, w nauczaniu ojców czy pisarzy wczesnochrześcijańskich ani w teologicznej refleksji Kościoła późniejszych wieków. Nie można się więc dziwić, że budzi nie tylko wiele pytań, ale też kontrowersji. 
 
Ostatnimi czasy ukazało się na ten temat kilka ciekawych artykułów [1], które będą w dużym stopniu stanowić kanwę niniejszego tekstu. Maria Patynowska w swoim tekście Demony a "spowiedź furtkowa" słusznie zauważa, że chyba jeszcze nikt dotychczas nie próbował od strony teologicznej, a konkretnie teologii sakramentów (zwłaszcza sakramentu pojednania), opisać tej nowej praktyki. Spotykamy się z nią od zaledwie kilku lat. Nie wiadomo nawet, kto wymyślił tę nazwę, nie istnieje też jakaś jedna systematyczna definicja. Zresztą trudno byłoby ją skonstruować, gdyż nie jest to zjawisko jednorodne. Praktyka ta jest stosowana przez wielu kapłanów czy nawet ośrodki duchowe całkowicie niezależnie i spontanicznie, niemal "na żywioł". Stąd pilna potrzeba pewnego usystematyzowania i opisu teologicznego owej "spowiedzi furtkowej". Najwyższa pora, aby zajęli się nią w sposób profesjonalny teolodzy, gdyż praktyka ta pozostawiona sama sobie, nie ujęta w ramy dyscypliny sakramentalnej, może przynieść więcej szkód niż dobra.
 
Próba definicji
 
Maria Patynowska podejmuje próbę zdefiniowania tej praktyki, a właściwie wyjaśnienia samego określenia "spowiedź furtkowa": przez słowo "furtka" rozumiemy otwarcie. Chodzi tu o "punkt otwarcia się" na grzech, a zarazem na szatana, który, jak powtarzamy w formule chrzcielnej, odpowiadając na pytanie kapłana, "jest głównym sprawcą grzechu". Istnieje zatem związek grzechu z szatanem. Grzech przywołuje złego ducha, o czym mówi nam 1 J 3,8: Kto grzeszy, jest dzieckiem diabła, ponieważ diabeł trwa w grzechu od początku. Syn Boży objawił się po to, aby zniszczyć dzieła diabła. Z tych słów apostoła wnioskujemy, że grzech, mówiąc obrazowo, "otwiera w nas furtkę", którą usiłuje wykorzystać szatan, abyśmy stale mieli z nim związek [2]. Dlatego trzeba pozamykać te "furtki" właśnie przez sakramentalną spowiedź. Wydaje się, że takie wyjaśnienie odpowiada rozumieniu mysterium iniquitatis (tajemnicy nieprawości), jakim jest grzech, a szczególnie każdy grzech śmiertelny. 
 
Misterium oznacza wejście w bardzo bliski, bezpośredni kontakt. Nawet z pozoru niewinne ustępstwo wobec grzechu, owo otwarcie furtki, może prowadzić do bezpośredniego zetknięcia ze Złym. Nie chodzi z pewnością o każdy grzech, gdyż nie każdy grzech zrywa więź z Bogiem (grzechy powszednie nie zrywają). Sytuacja staje się jednak prawdziwie niebezpieczna, gdy człowiek z rozmysłem czyni zło i znajduje w tym upodobanie; gdy z całą świadomością, zupełnie dobrowolnie dopuszcza się grzechów śmiertelnych.
 
Oczywiście jeśli chodzi o "spowiedź furtkową", nie należy "gasić ducha" i z góry całkowicie potępiać praktyki, która jest stosunkowo nowa i jeszcze słabo opisana, gdyż samo pragnienie odbycia spowiedzi, wyznania swoich win i prośba o ich przebaczenie są ze wszech miar godne pochwały; należy do tego usilnie zachęcać i o tym przypominać. Chodzi jednak o sposób, w jaki się to czyni. Trzeba zachować ostrożność, tym bardziej że w dzisiejszym świecie zanika poczucie grzechu. Coraz więcej ludzi, uważających się nawet za wierzących, dochodzi do fałszywego wniosku, że nie mają się z czego spowiadać, bo nie mają grzechów. Niektórzy nawet kwestionują zasadność indywidualnej spowiedzi, twierdząc, że kapłan jako szafarz sakramentu jest zbędny, że wystarczy wyznać grzechy przed Bogiem podczas modlitwy. Są to właśnie przejawy zanikania poczucia grzechu. Św. Jan Paweł II w swojej adhortacji apostolskiej Reconciliatio et paenitentia, odwołując się do swoich poprzedników, wyraźnie stwierdza, że poczucie to ma swoje źródło w świadomości moralnej człowieka i jest jakby jej termometrem. Powiązane jest z poczuciem Boga, ponieważ wypływa ze świadomego stosunku łączącego człowieka z Bogiem jako jego Stwórcą, Panem i Ojcem. Dlatego tak jak nie można całkowicie wymazać poczucia Boga ani zagłuszyć sumienia, tak też nigdy nie da się zupełnie wymazać poczucia grzechu [3]. Ale można je rozmyć, zagłuszyć. Człowiek traci wrażliwość sumienia, a wraz z utratą wrażliwości sumienia – pisze dalej papież – następuje również "zaćmienie" poczucia Boga, a kiedy zagubi się ów decydujący punkt wewnętrznego odniesienia, zatraca się także poczucie grzechu. Dlatego właśnie mój Poprzednik, Pius XII, używając zwrotu, który stał się niemal przysłowiowym, oświadczył, że "grzechem tego wieku jest utrata poczucia grzechu" [4].
 
Dlatego "spowiedź furtkowa", jako nowa praktyka w życiu religijnym, musi być poddana krytycznej refleksji teologicznej i ocenie Kościoła, któremu został powierzony depozyt wiary i szafarstwo sakramentów. Kapłani i wierni, kierując się zdrowym zmysłem wiary i nauczaniem Magisterium, powinni zachować roztropność i czujność wobec tego typu praktyk, dopóki Kościół nie wyda osądu w danej sprawie; tym bardziej że, jak się przekonamy, niesie ona z sobą bardzo konkretne zagrożenia i zamiast zamykać powstałe "furtki", może otwierać nowe.
 
Próba charakterystyki "spowiedzi furtkowej"
 
Ci, którzy w swoim życiu i posługiwaniu zetknęli się z praktyką "spowiedzi furtkowej", twierdzą, że poniekąd przypomina ona spowiedź generalną, bardzo popieraną i propagowaną przez Kościół jako konkretna pomoc w ważnych momentach życia człowieka i w sytuacjach, gdy zachodzi uzasadniona wątpliwość co do ważności poprzednich spowiedzi. 
 
1. Spowiedź generalna
 
Sądzę, że warto w tym miejscu krótko przypomnieć, czym jest spowiedź generalna, która zasadniczo tym różni się od "normalnej", że obejmuje okres dłuższy niż od momentu ostatniej spowiedzi, a czasami może nawet dotyczyć całego życia.
 
Ciekawe (i trochę dziwne…), że Katechizm Kościoła katolickiego nie wspomina o spowiedzi generalnej. Natomiast mówili na jej temat i praktykowali ją niektórzy święci, np. Wincenty a Paulo czy Ignacy Loyola. Zalecają ją również niektóre programy duszpasterskie czy kierownicy duchowi. Istnieją trzy sytuacje, w których spowiedź generalna jest odpowiednio konieczna, zalecana lub absolutnie niedopuszczalna.
 
- Konieczna jest w sytuacji, gdy ktoś uświadomił sobie, że przez dłuższy czas spowiadał się w sposób nieważny, świętokradzki: nie wyznawał wszystkich grzechów, coś zatajał, przekręcał. Oczywiście można to uczynić w czasie zwykłej spowiedzi, wyznając: "Przez taki a taki czas ukrywałem grzech", i spróbować powtórzyć wcześniejsze, jednak zdecydowanie lepiej odbyć spowiedź generalną (niektórzy kierownicy duchowi wręcz to nakazują).
 
- Zalecana jest jako pomoc w przygotowaniu się do dobrego przeżycia ważnych momentów życia. I tak zaleca się odbyć spowiedź generalną w czasie trwania misji parafialnych (średnio co 10 lat), przed zawarciem sakramentu małżeństwa, przed wstąpieniem do seminarium duchownego czy zakonu, przed przyjęciem święceń kapłańskich, złożeniem ślubów wieczystych czy też z racji jakiś osobistych przeżyć duchowych (potrzeba głębszego nawrócenia, zmiany drogi życia, oczyszczenia się z grzechów z całego życia). Taką spowiedź odbywają ci, którzy wyczuwając nadchodzącą chwilę śmierci i zdając sobie sprawę, że byli daleko od Chrystusa, pragną oczyścić swoją duszę.
 
- Niedopuszczalna jest natomiast u osób cierpiących na dotyczącą grzechu nerwicę kompulsywno-obsesyjną, czyli u tzw. skrupulatów [5].
 
W takcie spowiedzi generalnej, a właściwie już podczas przygotowania do niej, czyli robiąc rachunek sumienia, należy pamiętać o tym, by nie wyznawać ponownie grzechów, które z całą pewnością zostały już odpuszczone podczas wcześniejszych spowiedzi. Ich już nie ma! W przeciwnym wypadku może to znaczyć, że wątpimy w Boże miłosierdzie. Można wyznać te grzechy, co do których mamy wątpliwości, czy w sposób właściwy i dokładny je wyznaliśmy. Spowiedź generalna jest więc pewnego rodzaju gruntownym oczyszczeniem się. Skłania nas ona także do refleksji nad tym, czy dopełniliśmy zadośćuczynienia, naprawiliśmy to, co powinniśmy byli naprawić.
 
2. Przebieg "spowiedzi furtkowej"
 
Jedną z charakterystycznych cech tej spowiedzi jest to, że penitent przygotowuje się do niej przez dłuższy czas. Bywa, że czyni to w towarzystwie innej osoby świeckiej, zakonnej, a najczęściej samego spowiednika. Do przygotowania służy bardzo rozbudowany i szczegółowy rachunek sumienia. Częstokroć wymaga on nawet kilku spotkań z osobą pomagającą go zrobić.
Inną charakterystyczną cechę stanowią pytania, skoncentrowane przede wszystkim (czasami nawet wyłącznie) na pierwszym przykazaniu Dekalogu (Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną) i wykroczeniach przeciw niemu oraz dotyczące sytuacji rodzinnej i emocjonalnej penitenta, np. o przebaczenie winowajcom, o relacje z rodzicami. Mówiąc najprościej, chodzi tu o tzw. grzechy pokoleniowe i problem uzdrowienia międzypokoleniowego [6].
 
Kolejną sprawą jest to, że tego typu spowiedź obejmuje nie tylko samo wyznanie grzechów, ale jest też możliwość wyjaśnienia tych punktów rachunku sumienia, które są trudne czy niezrozumiałe dla osoby spowiadającej się. Penitent i spowiednik spokojnie i z uwagą szukają tych momentów w życiu, kiedy mogło nastąpić otwarcie się na złego ducha. 
 
Po takiej spowiedzi następuje, tak jak w przypadku każdej innej, akt żalu za grzechy, postanowienie poprawy, kapłan wypowiada formułę rozgrzeszenia oraz udziela nauki (która z reguły również trwa dłużej niż przy "zwykłej" spowiedzi i ma swoją specyfikę, zależnie od materii grzechów), a następnie nakłada pokutę. Niekiedy spowiedź kończy rozbudowane błogosławieństwo. Spowiednik korzysta albo z zatwierdzanych przez Kościół modlitw o uwolnienie, albo modli się spontanicznie, nierzadko z nałożeniem rąk na głowę penitenta. Wszystko zależy od inwencji kapłana, gdyż nie istnieje żaden zatwierdzony schemat takiej spowiedzi. Niekiedy po skończonej spowiedzi odprawiana jest Msza św. w intencji uzdrowienia i uwolnienia, z rozbudowaną modlitwą wiernych, kończąca się adoracją i indywidualnym błogosławieństwem Najświętszym Sakramentem [7].
 
Zagrożenia związane ze "spowiedzią furtkową"
 
Na podstawie tego, co zostało wyżej powiedziane o "spowiedzi furtkowej", z łatwością możemy zauważyć, że niestety, przy wszystkich dobrych intencjach, niesie ona z sobą co najmniej dwa istotne zagrożenia odnoszące się do samej istoty sakramentu pokuty, które mogą ją nawet czynić nieważną.
 
1. Wyznanie wszystkich grzechów śmiertelnych
 
Ks. Michał Strudziński, kapłan archidiecezji lubelskiej, dokonując krytycznej analizy "spowiedzi furtkowej", słusznie wskazuje na pewne punkty styczne tej praktyki z uznawaną przez Kościół od wieków spowiedzią generalną. Takim punktem wspólnym jest niewątpliwie szczegółowe badanie życia w rachunku sumienia ukierunkowane na znalezienie tych grzechów, które nie zostały wyznane i odpuszczone w czasie wcześniejszych spowiedzi. Istnieje tu jednak zasadnicza różnica. W przypadku spowiedzi generalnej trzeba wyznać wszystkie grzechy śmiertelne popełnione w okresie, który obejmuje spowiedź. Stąd też rachunek sumienia dotyczy grzechów przeciwko wszystkim przykazaniom Bożym, przykazaniom kościelnym, obowiązkom stanu, nauce Kościoła, natchnieniom Ducha Świętego itd.
 
Tak też naucza Katechizm Kościoła katolickiego, w którym czytamy: Wyznanie grzechów (spowiedź), nawet tylko z ludzkiego punktu widzenia, wyzwala nas i ułatwia nasze pojednanie z innymi. Przez spowiedź człowiek patrzy w prawdzie na popełnione grzechy, bierze za nie odpowiedzialność, a przez to na nowo otwiera się na Boga i na komunię Kościoła, by umożliwić nową przyszłość [8]. W kolejnym punkcie KKK wyjaśnia: Wyznanie grzechów wobec kapłana stanowi istotną część sakramentu pokuty: "Na spowiedzi penitenci powinni wyznać wszystkie grzechy śmiertelne, których są świadomi po dokładnym zbadaniu siebie, chociaż byłyby najbardziej skryte i popełnione tylko przeciw dwu ostatnim przykazaniom Dekalogu, ponieważ niekiedy ciężej ranią one duszę i są bardziej niebezpieczne niż popełnione jawnie" [9].
 
W tym samym duchu wypowiada się Kodeks prawa kanonicznego, który wyraźnie stwierdza, że wierny podczas spowiedzi jest obowiązany wyznać co do liczby i rodzaju wszelkie grzechy ciężkie popełnione po chrzcie, a jeszcze przez władzę kluczy Kościoła bezpośrednio nie odpuszczone i nie wyznane w indywidualnej spowiedzi, które sobie przypomina po dokładnym rachunku sumienia. Zaleca się wiernym, by wyznawali także grzechy powszednie [10].
 
Tymczasem przygotowanie do "spowiedzi futkowej" w rachunku sumienia i sama spowiedź dotyczą przede wszystkim grzechów i wykroczeń popełnionych w materii pierwszego przykazania Dekalogu (chodzi głównie o grzech bałwochwalstwa; niektórzy spowiednicy dołączają do tego rachunku sumienia kwestie związane ze wspomnianymi już grzechami pokoleniowymi i uzdrowieniem międzypokoleniowym) [11]. Czy Kościół kiedykolwiek zalecał – pyta ks. Strudziński – spowiedź z jednego przykazania? Niedawno słyszałem o spowiedzi ze "złego obrazu Boga Ojca". Jaki sens ma taka "spowiedź tematyczna" w kontekście nauki i dotychczasowej praktyki Kościoła?
 
I tu właśnie tkwi zagrożenie, gdyż zawężając zakres spowiedzi do jednego tylko przykazania Dekalogu, sugeruje się tym samym, że w sakramencie pokuty i pojednania, sakramencie wszechogarniającego Bożego miłosierdzia, Bóg odpuszcza tylko niektóre grzechy. A tak przecież nie jest! Takie ujęcie przeczy Tradycji i nauczaniu Kościoła. W spowiedzi odbytej ważnie, tj. spełniającej wszystkie pięć warunków ważności, następuje odpuszczenie wszystkich grzechów, nawet tych, które nie zostały wyznane bez winy penitenta, np. przez zapomnienie [12]. Używając terminologii propagatorów "spowiedzi furtkowej", powiemy, że ważnie odbyta spowiedź zamyka wszystkie "furtki", które otwierają nas na działanie złego ducha. Jeżeli jest nieważna, a taką będzie spowiedź tylko z grzechów popełnionych w zakresie materii jednego przykazania, to żaden grzech śmiertelny nie zostaje w niej odpuszczony, a nierzadko dochodzi do tego także grzech świętokradztwa [13]. Można by podsumować: albo wszystko, albo nic!
 
W przywołanej już adhortacji Reconciliatio et paenitentia św. Jan Paweł II wyraźnie naucza, że oskarżenie się z własnych grzechów [dodajmy: wszystkich grzechów] jest konieczne przede wszystkim po to, by grzesznik mógł być poznany przez tego, kto pełni w Sakramencie rolę sędziego, i by spowiednik mógł ocenić zarówno ciężar grzechów, jak i skruchę penitenta, a jako lekarz poznać stan chorego, aby go leczyć i uzdrowić. Spowiedź indywidualna posiada jednak jeszcze wartość znaku: znaku spotkania grzesznika z pośrednictwem Kościoła w osobie szafarza; znaku jego ujawnienia się jako grzesznika wobec Boga i Kościoła, jego odnalezienia siebie samego w prawdzie przed obliczem Boga. A zatem oskarżenie się z grzechów nie może być zredukowane do jakiejkolwiek próby psychologicznego samowyzwolenia, chociaż odpowiada to słusznej i naturalnej, wrodzonej ludzkiemu sercu potrzebie otwarcia się wobec kogoś drugiego; jest to akt liturgiczny, uroczysty w swojej dramatyczności, prosty i skromny przy całej wzniosłości swego znaczenia. Jest to akt marnotrawnego syna, który wraca do Ojca i zostaje przez niego powitany pocałunkiem pokoju; akt lojalności i odwagi; akt zawierzenia siebie samego, pomimo grzechu, miłosierdziu, które przebacza (nr 31).
 
Spowiednik nie jest w stanie ocenić ani ciężaru grzechów, ani skruchy penitenta na podstawie tylko fragmentu jego życia, tj. jego stosunku do zaledwie jednego z dziesięciu przykazań Bożych. Potrzebny jest całościowy ogląd i osąd przez pryzmat całego Dekalogu, przykazania miłości Boga i bliźniego, przykazań kościelnych itd. Konfesjonał to nie gabinet psychoterapeuty, a sakrament pokuty to nie sesja u psychoanalityka, u którego można rzeczywiście fragmentarycznie i wybiórczo przyglądać się problemom natury emocjonalnej i szukać ich rozwiązania, na poszczególnych wizytach zamykając kolejne "furtki". 
 
2. Sumienie delikatne czy już skrupulackie?
 
Kolejnym zagrożeniem, na które słusznie zwraca uwagę ks. Strudziński, jest sytuacja opisana przez Marię Patynowską, według której należy spowiadać się nawet wielokrotnie u różnych kapłanów, otwierać się na ich szczegółowe pytania; może uda się odnaleźć tę "furtkę"? Dlaczego jest to zagrożenie duchowe? Wiąże się ono z pewnego rodzaju niewiarą w skuteczność łaski sakramentu, która w rzeczywistości zamyka wszystkie "furtki" – grzechy, nawet te, o których zapomnieliśmy, i dlatego nieświadomie nie wyznaliśmy ich podczas spowiedzi. Obawiam się, że jest to już forma skrupulatyzmu. Takie podejście oznacza przyjęcie, że grzech nie wyznany z powodu zapomnienia (bez winy penitenta) pozostaje nie odpuszczony, a to jest niezgodne z nauką Kościoła. 
 
W sytuacji gdy penitent podczas spowiedzi zapomni o jakimś grzechu, a następnie przypomni go sobie już po odbytej ważnie spowiedzi i uzyskaniu rozgrzeszenia, Kościół zobowiązuje go, aby wyznał go przy następnej spowiedzi, zaznaczając, że poprzednio o nim zapomniał. Świadome i dobrowolne niedopełnienie tego obowiązku jest grzechem – ale już innej kategorii: grzechem zaniedbania. Nie ma więc sensu opisana przez Marię Patynowską wędrówka w poszukiwaniu kapłana, który wreszcie "zlokalizuje furtkę" i pomoże ją ostatecznie zamknąć. Szukanie nowych spowiedników i wielokrotne odbywanie spowiedzi generalnej i analogicznie "furtkowej" jest prostą drogą do wypaczenia swojego sumienia przez skrupulatyzm, który w skrajnych przypadkach może nawet przybrać formę choroby wymagającej specjalistycznego leczenia. 
 
Gdy człowiek popadnie w takie skrupuły, zapomina o istocie sakramentu pokuty, a mianowicie że odpuszczenie grzechów zawdzięczamy miłosierdziu Bożemu i że ono góruje nad wszelką ludzką niedoskonałością. Takiej osobie wydaje się, iż w spowiedzi najważniejszą rzeczą jest jak najdokładniejsze wyznanie grzechów, jak najdokładniejsze odprawienie pokuty itp. A przecież przychodząc do konfesjonału, przychodzę do Chrystusa Najlepszego Lekarza, który pragnie uzdrowić moją duszę, a nie wpędzać ją w udrękę skrupułów. Źródłem rozgrzeszenia jest sam Bóg, Jego miłosierdzie, nie ludzkie – choćby najbardziej usilne – starania.
 
Skrupulatyzm niszczy w człowieku umiejętność wyczucia granicy między faktycznym grzechem a tym, co nim nie jest. Zatarcie jej demotywuje go moralnie, rodzi fatalistyczne postawy wobec zła nawet do tego stopnia, że wokół siebie widzi tylko zło, wszędzie się go doszukuje, a przestaje dostrzegać i w sobie i w innych ludziach dobro. Przyczyny tego zła będzie poszukiwał np. w grzechach swoich przodków, grzechach całych pokoleń ("grzechy pokoleniowe").
 
Sięgnijmy jeszcze raz do adhortacji Reconciliatio et paenitentia, która tak mówi o działaniu sakramentu pokuty: Rozważając działanie tego Sakramentu, świadomość Kościoła dostrzega w nim […], poza charakterem sądowniczym […], również charakter terapeutyczny, czyli leczniczy. Wiąże się to z faktem, że Ewangelia często ukazuje Chrystusa jako lekarza, a Jego dzieło odkupieńcze bywa często od czasów starożytności chrześcijańskiej nazywane "medicina salutis". "Pragnę leczyć, a nie oskarżać", mówi św. Augustyn, odwołując się do praktyki duszpasterstwa pokutnego, i to dzięki lekarstwu spowiedzi doświadczenie grzechu nie przeradza się w rozpacz. "Obrzędy pokuty" nawiązują do owego leczniczego aspektu Sakramentu, na co człowiek współczesny jest może bardziej wrażliwy, widząc w grzechu, owszem, to, co jest błędem, ale bardziej jeszcze słabość i niemoc ludzką. Sakrament ten, w obydwu aspektach – czy to jako trybunał miłosierdzia, czy też jako miejsce duchowego leczenia – wymaga od spowiednika znajomości wnętrza grzesznika, koniecznej do tego, by móc go osądzić i rozgrzeszyć, leczyć i uzdrowić. Właśnie dlatego zakłada on ze strony penitenta szczere i pełne oskarżenie się z grzechów, nie tylko z racji ascetycznych (praktykowanie pokory i umartwienia), ale jako należące do samej natury Sakramentu (nr 31).
 
Ciekawie na temat istoty sakramentu pokuty, jego rozumienia i wspomnianej "wędrówki" w poszukiwaniu tego "właściwego" spowiednika pisał archimandryta Nektariusz (Antonopulos) z siostrzanego Kościoła wschodniego w swoim dziele Powrót. Nawrócenie i spowiedź. Otóż autor ten stwierdza, że nazbyt często mamy skażone wyobrażenie o tym, jak należy przystępować do spowiedzi [w rosyjskiej Cerkwi – pokajanije] i w rezultacie pozostajemy niewolnikami grzechu. […] Na przykład wielu uważa, że spowiedź to coś w rodzaju rozmowy, w której omawia się nasze grzechy. Jaki to jednak stosunek ma do sakramentu nawrócenia? Jeśli spróbujemy przeanalizować, co popycha wielu z nas do spowiedzi, to zobaczymy, że jedni pragną uzyskać ulgę w poczuciu winy, innych goni do duchownego strach przed "karą" od Boga, a inni przychodzą nie z powodu osobistego nawrócenia, a po to, aby później można było przystąpić do Sakramentu Komunii. Jednak wszystko to jest bardzo odległe, albo i w ogóle nie ma nic wspólnego ze spowiedzią i nawróceniem. Spowiedź jest oczyszczeniem duszy z trucizny. Jeśli trucizna trafi do organizmu, to nie ma innego sposobu przeżycia jak oczyszczenie żołądka. Także i spowiedź: powinniśmy wyrzucić z siebie truciznę grzechu, inaczej jesteśmy skazani na zgubę.
 
Z kolei o częstej zmianie spowiedników pisał: Trzeba powiedzieć, że wielu spowiada się przy różnych okazjach tam, gdzie znajdą spowiednika, każdy raz u innego duchownego. Jednak należy pamiętać, że jest to tak samo jak przy chorobach ciała. Jeśli zawsze będziemy zmieniać lekarza, to leczenie nie może być skutecznym. Nasz duchowny to jedyny, który zna "historię choroby", nasze poprzednie grzechy, osobliwości przebiegu choroby, i on jeden może nam efektywnie pomóc. […] Trzeba więc koniecznie dążyć do tego, aby mieć jednego [ojca] duchownego, a wtedy droga nasza będzie bezpieczniejsza. Oczywiście bywają sytuacje, gdy trzeba zmieniać duchownego. Ale na to trzeba się decydować z dużą ostrożnością i rozsądnie, a najważniejsze – po uważnym zbadaniu wewnętrznych przyczyn pobudzających nas do tej zmiany [14].
 
Idealnym rozwiązaniem, przynoszącym wielki pożytek duchowy, jest więc posiadanie stałego spowiednika, a nie szukanie ciągle nowych. Oczywiście zanim się znajdzie takiego, który będzie odpowiadał potrzebom duchowym danego penitenta, trzeba będzie może skorzystać z posługi kilku, ale mając na uwadze znalezienie tego stałego, który stanie się nie tylko spowiednikiem, ale i kierownikiem duchowym.

3. Owoce (skutki) sakramentu pokuty

 
Omawiając temat sakramentu pokuty w kontekście "spowiedzi furtkowej", nie sposób nie zwrócić uwagi na rzecz niezwykle istotną, mianowicie na owoce czy też, jak je określa KKK, skutki spowiedzi, i to – co należy z mocą podkreślić – każdej dobrze odbytej spowiedzi. Należy pamiętać, że sakramenty udzielają łaski same z siebie, mocą wykonanego dzieła (ex opere operato), zawsze i wszystkim, którzy nie stawiają łasce przeszkody.
 
KKK wylicza następujące skutki duchowe sakramentu pokuty [15]:
- pojednanie z Bogiem, przez które penitent odzyskuje łaskę;
- pojednanie z Kościołem;
- darowanie kary wiecznej spowodowanej przez grzechy śmiertelne;
- darowanie, przynajmniej częściowe, kar doczesnych będących skutkiem grzechu;
- pokój i pogoda sumienia oraz pociecha duchowa;
- wzrost sił duchowych do walki, jaką chrześcijanin musi stale prowadzić.
 
Wśród skutków sakramentu pokuty (choć wszystkie są jednakowo ważne) szczególną uwagę zwróciłbym zwłaszcza na dwa: przebaczenie i pokój. W formule rozgrzeszenia kapłan wypowiada następujące słowa: "[Bóg] niech ci udzieli przebaczenia i pokoju". To sam Bóg, "przez posługę Kościoła", udziela grzesznikowi przebaczenia, odpuszczenia grzechów i jednocześnie obdarza go pokojem. Pokój jest darem Boga, dlatego każda dobrze odbyta spowiedź niesie z sobą pokój. Używając terminologii zwolenników "spowiedzi furtkowej" – zamyka wszystkie furtki niepokoju. Katechizm wyraźnie stwierdza: U tych, którzy przyjmują sakrament pokuty z sercem skruszonym i z religijnym nastawieniem, "zwykle nastają po nim pokój i pogoda sumienia wraz z wielką pociechą duchową". Istotnie, sakrament pojednania z Bogiem daje prawdziwe "zmartwychwstanie duchowe", przywrócenie godności i dóbr życia dzieci Bożych. Najcenniejszym z tych dóbr jest przyjaźń z Bogiem [16].

Podsumowanie
 
Trudno dociec, co było powodem powstania omawianej praktyki "spowiedzi furtkowej", a tym bardziej skąd wzięła się myśl, że to przede wszystkim wykroczenia przeciwko pierwszemu z przykazań otwierają człowieka na działanie złego ducha. Przykazania Dekalogu stanową organiczną całość, dlatego przekroczenie jednego jest też naruszeniem pozostałych (por. Jk 2,10-11; KKK 2069). Każdy grzech śmiertelny daje szatanowi dostęp do wnętrza człowieka. Oczywiście nikt nie kwestionuje istnienia bardzo poważnych zagrożeń duchowych w postaci okultyzmu, magii, wróżbiarstwa itp. Jednak co jest łatwiej zrobić: wyrzucić amulety i zrezygnować z wizyt u wróżki czy też pogodzić się z bliźnim, np. z sąsiadką, z którą nie rozmawiam od lat? Te działania się nie wykluczają, a czasem pierwsze pomaga w drugim. Jednak zagrożenie duchowe stwarza też ograniczanie się tylko do pierwszego z nich. Bóg wśród dziesięciu przykazań Dekalogu tylko trzy zarezerwował odnośnie do siebie, a pozostałe siedem odniósł do ludzi, aby żyli we wzajemnej zgodzie i miłości. Nie mogę naprawdę kochać i wychwalać Boga, jeśli nie potrafię tej miłości, szacunku i czci okazać drugiemu człowiekowi. 
 
Można z bardzo dużym prawdopodobieństwem przypuszczać, że praktyka "spowiedzi furtkowej" powstała – jeśli można się tak wyrazić – dla potrzeb i uzasadnienia innego nowego zjawiska, mianowicie "grzechów pokoleniowych" i "uzdrowienia międzypokoleniowego". Ale problem "grzechów pokoleniowych" również nie ma uzasadnienia w Tradycji Kościoła, a powoływanie się niektórych zwolenników tej swoistej teologii na świadectwa Biblii wydaje się mocno naciągane.
 
Inną kwestią jest zasadność tworzenia, poszukiwania jakichś nowych praktyk funkcjonujących w obrębie sakramentów Kościoła, skoro istnieją stare, sprawdzone już i zakorzenione w Tradycji Kościoła praktyki sakramentalne. Takie nowe praktyki budzą uzasadnione kontrowersje. Po co propagować jakąś "spowiedź furtkową", skoro można odbyć spowiedź generalną, do której również należy się odpowiednio przygotować przez szczegółowy rachunek sumienia? Jest to praktyka – jak już powiedziano - od wieków uznawana przez Kościół, którego pasterze gorąco do niej zachęcają.
 
Chrystus poucza, że dobry ojciec (gospodarz) ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare (Mt 13,52). Należy jednak zawsze zachować roztropność i pamiętać, że nowe nie zawsze jest lepsze od starego. A czasami nawet to "nowe" jest sprzeczne ze "starym" i może spowodować wielkie szkody duchowe. Dlatego z najgłębszym przekonaniem odradzam "spowiedź furtkową", a tych, których dręczą wątpliwości co do stanu ich duszy, zachęcam do odbycia spowiedzi generalnej.
 
dk. Jacek Jan Pawłowicz
Kwartalnik Homo Dei nr 4 (313) 2014

[przyp. red. odsyłamy do decyzji Konferencja Episkopatu Polski w sprawie tzw. spowiedzi furtkowej:

Konferencja Episkopatu Polski podczas 368. Zebrania Plenarnego, które odbyło się w Warszawie w dniach 11-12 marca 2015 r., po zapoznaniu się z opinią komisji teologicznej w sprawie tzw. spowiedzi furtkowej, na podstawie art. 9 Statutu KEP podjęła decyzję o zakazie stosowania tej praktyki.

więcej na stronie episkopatu]
______________________________
Przypisy:
 
[1] Zob. M. Patynowska, Demony a "spowiedź furtkowa", http://www.fronda.pl/a/demony-a-spowiedz-furtkowa,31517.html (dostęp: 25.10.2013); M. Studziński, Kto zamknie "furtki" po artykule "Demony a spowiedź furtkowa"?, http://www.fronda.pl/a/kto-zamknie-furtki-po-artykule-demony-a-spowiedz-furtkowa,31548.html (dostęp: 26.10.2013).
[2] M. Patynowska, Demony a "spowiedź furtkowa", dz. cyt.
[3] Jan Paweł II, Adhortacja apostolska Reconciliatio et paenitentia. O pojednaniu i pokucie w dzisiejszym posłannictwie Kościoła, Watykan, 2 grudnia 1984, nr 18.
[4] Tamże.
[5] Zob. Spowiedź generalna - czy to ma sens?, "List" 3/2013.
[6] Na ten temat pisałem w artykule: Problem "grzechów pokoleniowych" i "uzdrowienia międzypokoleniowego", "Homo Dei" 3/2013, s. 55-65; zob. też http://www.areopag21.pl/giacinto/artykul_2475_problem-262382223bgrzechow-pokoleniowych262382213b-i-262382223buzdrowienia-miedzypokoleniowego262382213b.html.
[7] M. Patynowska, Demony a "spowiedź furtkowa", dz. cyt.
[8] KKK 1455. 
[9] Tamże 1456. 
[10] KPK kan. 988 § 1-2.
[11] Na http://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/zagrozenia-duchowe-przygotowanie-do-spowiedzi/ podany jest zestaw pytań przygotowujących do modlitwy o uwolnienie oraz przykładowy rachunek sumienia do "spowiedzi furtkowej". Jak można się przekonać, zdecydowana większość pytań dotyczy właśnie pierwszego przykazania Dekalogu. 
[12] Przecież w formule sakramentu pokuty penitent po wyznaniu grzechów mówi: "Więcej grzechów nie pamiętam, za wszystkie serdecznie żałuję i obiecuję poprawę…".
[13] M. Studziński, Kto zamknie "furtki"..., dz. cyt.
[14] Archimandryta Nektariusz (Antonopulos), Powrót. Nawrócenie i spowiedź, Hajnówka 2006, s. 3nn.
[15] Zob. KKK 1468-1470.
[16] KKK 1468. 
 
Zobacz także
Elżbieta Sujak
Wartościowanie moralne nie jest funkcją wyłącznie intelektu, wiąże się z nim przezywanie emocjonalne, należące do uczuciowości wyższej, obejmującej np. wdzięczność, życzliwość, miłość wspólnoty, poczucie obowiązku i odpowiedzialności. Na początku ich rozwoju pojawia się zdolność współczucia, utożsamienia z przeżywaniem innych. Stąd pochodzi elementarna zasada moralna: "nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe"...
 
Wiesława Stefan
Na początku zadajmy sobie pytanie: Czy możemy się zmieniać? To prawda, że wielu ludzi ma na ten temat pesymistyczny pogląd. Często są oni przeciwni zmianom z powodu własnych braków, boją się ich, ponieważ wymagają aktywnego procesu uczenia się. Istotne jest jednak to, czy wierzymy, że możemy się zmieniać. Co my osobiście na ten temat myślimy i co czujemy?...
 
ks. Mieczysław Rusiecki
W procesie edukacji na pierwsze miejsce u katechety jako nauczyciela wysuwają się umiejętności interpersonalne. Są one ściśle złączone z żywą ekspresją, pełnym utożsamieniem z misją dydaktyczno-pedagogiczną, całkowitym otwarciem się na współdziałanie z wszystkimi podmiotami wychowania (dzieci, rodzice, inni ludzie, nauczyciele, dyrekcja, władze szkolne) i osobistą odpowiedzialnością za efekty podjętej pracy.
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama