logo
Wtorek, 19 czerwca 2018 r.
imieniny:
Gerwazego, Protazego, Sylwii, Romualda – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Jacek Salij OP
Dar Emanuela
Idziemy
 


Gdyby trzeba było w jednym słowie streścić samą istotę chrześcijaństwa, nie wahałbym się ani chwili: chrześcijaństwo jest to Emanuel, Bóg z nami. „Oto Panna pocznie i porodzi Syna i nazwie Go imieniem Emanuel.”
 
Cały ród ludzki – powiada św. Augustyn – leżał poraniony przez zbójców i ciężko chory. Na szczęście Jednorodzony Syn Boży ulitował się nad nieszczęśnikiem, pochylił się nad nim, przyjmując ludzką naturę i stając się jednym z nas, a następnie opatrzył jego rany winem i oliwą. 
 
Otóż nie kto inny, lecz sam Syn Boży Jezus Chrystus jest umiłowanym przez Ojca krzewem winnym i Jego wybraną Oliwką. Toteż wino i oliwa, którymi dobry Samarytanin opatrzył rany ciężko chorej ludzkości, to w gruncie rzeczy On sam oraz będący z Nim jedno Duch Święty. Wino to Krew z Jego krzyża, oliwa zaś to obecność Ducha Świętego, którego zsyła On w nasze wnętrza. Naprawdę niezawodne lekarstwa stosuje w prowadzonej przez Siebie kuracji Emanuel, Bóg z nami. 
 
Przypatrzmy się dokładniej przytoczonemu przed chwilą proroctwu Izajasza: „Oto Panna pocznie i porodzi Syna i nazwie Go imieniem Emanuel” (Iz 7, 14) . Zdanie to przekazuje co najmniej dwie prawdy. Nadzwyczajne okoliczności poczęcia i narodzin Emanuela wskazują na to, że z ludzi On się narodzi, ale przede wszystkim będzie On darem Bożym dla ludzi. Poczęcie Syna Bożego z Dziewicy natychmiast przecież kojarzy się z narodzinami wielu wybrańców Bożych w Starym Testamencie z matek bezpłodnych. W ten sposób Bóg dawał do zrozumienia, że Izaak, syn obietnicy, i Jakub, protoplasta Izraela, i Józef, syn umiłowania, i mocarz Boży Samson, i ustanowiciel królów Samuel, i poprzednik Pański Jan Chrzciciel – że wszyscy ci wielcy mężowie Starego Testamentu nie tyle uosabiali sobą duchowe osiągnięcia i dążenia ludu Bożego, ale przede wszystkim byli darem Bożym dla tego ludu.
 
Znak narodzin z Dziewicy
 
Otóż Jezus Chrystus jest darem Bożym w najpełniejszym tego słowa znaczeniu, sam Bóg nie mógł już obdarzyć nas czymś więcej niż własnym Synem. Tę różnicę między ludźmi Bożymi Starego Testamentu a Synem Bożym podkreśla właśnie to, że oni rodzili się tylko z matek bezpłodnych, Syn Boży zaś narodził się z Dziewicy. Nie mógł zresztą mieć ludzkiego ojca Ten, który – w przeciwieństwie do nas wszystkich – nie rozpoczął istnieć w momencie swego ludzkiego poczęcia, jest On bowiem Synem Bożym Przedwiecznym. 
 
Druga prawda zawarta w proroctwie Izajasza mieści się w samym imieniu: Emanuel. Ktoś mógłby zapytać: Czy imię „Bóg z nami” nie jest pleonazmem? Przecież Bóg z natury swojej jest wszechobecny! Skoro jest wszędzie, to jest On również z nami! 
 
Sam człowiek by nie przeskoczył
 
Otóż nie takie to proste. To oczywiście prawda, że Bóg jest wszechobecny i że jest bliski każdemu stworzeniu, bliższy nawet niż ono samo sobie. Cóż z tego jednak, że Bóg jest bliski człowiekowi, skoro człowiek może się bardzo oddalić od Boga? Smutną tę prawdę prorok Izajasz wyraża za pomocą metafory przepaści: „Grzechy wasze wykopały przepaść między wami a waszym Bogiem” (Iz 59, 2). Bo przez grzech człowiek ucieka tam, gdzie nie ma Boga. Swoją obecnością Bóg ogarnia całą rzeczywistość, to On jest źródłem wszelkiego sensu i życia. Otóż grzech jest ucieczką z rzeczywistości w świat pozoru, bezsensu i śmierci. 
 
Przez grzech człowiek ucieka zresztą nie tylko od Boga, również od samego siebie – żeby ulec rozproszeniu, zagubieniu i pustce. I nie ma jak wrócić z tego świata bezsensu, bo nie jest on odrębną krainą geograficzną. Człowiek, który zanurzył się w bezsensie, żyje przecież nadal w świecie Bożym. Nie może jednak wrócić do Boga, bo rak bezsensu wyssał z niego siły duchowe. Odzyskanie samego siebie i odnalezienie Boga zupełnie przekracza jego możliwości. 
 
Metafora przepaści, jaką grzech wykopuje pomiędzy człowiekiem a Bogiem, pomoże nam zrozumieć ważną prawdę o tajemnicy Emanuela. Mianowicie imię Emanuel wskazuje na coś znacznie więcej niż na to, że Bóg jest z nami, bo jest wszechobecny. Bóg stał się naszym Emanuelem, to znaczy postanowił pójść za nami nawet w ten świat ciemności, bezsensu i pozoru, dokądśmy od Niego uciekli. Nie żeby nas przymuszać do powrotu, ale żeby podać pomocną rękę tym wszystkim, którzy pragnęliby do Niego powrócić. 
 
Zatem kiedy mówimy, że Syn Boży stał się człowiekiem, wyznajemy wówczas nie tylko tę prawdę, że stał się jednym z nas. Tajemnica Wcielenia to tajemnica wejścia Syna Bożego w ten świat, który w znacznym stopniu ukształtowany został przez ludzką dezorientację i bezbożność, w świat pełen niesprawiedliwości, kłamstwa, przemocy i pogardy dla człowieka. „Nie takiego bowiem mamy arcykapłana – formułuje tę prawdę List do Hebrajczyków (4, 15) – który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz doświadczonego we wszystkim, z wyjątkiem grzechu”. 
 
Zatem Emanuel to Bóg potężny, który stał się człowiekiem, aby nam, pogrążonym w ciemnościach, bezsensie i beznadziei, podać swe pomocne ramię. To Bóg Wybawiciel, który ma moc wybawić nas nawet z sytuacji bez wyjścia, kiedy nam samym wydaje się, że nie ma już dla nas żadnego ratunku. Tu warto przypomnieć, że proroctwo o Emanuelu zostało obwieszczone jako odpowiedź Boga na beznadzieję, w jaką popadł król Achaz w dniach najazdu Judei przez wojska Syrii i Samarii. Prorok Izajasz szydzi sobie z najeźdźców, każe im się jeszcze bardziej umocnić – i tak zamysły ich zostaną zniweczone, albowiem naszą obroną jest Emanuel, Bóg z nami (Iz 8, 9n). 
 
Bóg „oszalał” z miłości
 
Kiedy przyszedł wreszcie Emanuel, okazało się, że jest On tak potężny, iż ma moc wyzwolić nas nawet z niewoli grzechu i szatana. Wszelkie potęgi niszczące człowieka ustępują wobec Jego mocy równie bezsilnie, jak ciemność znika wobec światła. Okazało się zarazem, że potężny Emanuel jest Bogiem cichym i pokornego serca. Nie używa On przemocy nawet przeciwko potęgom zła i ciemności. Bezsiła tych potęg ujawnia się po prostu przez to, że człowiek im nie ulega. Potwierdza się wówczas prawda słów Ewangelii, że potęgi te mogą co najwyżej ciało zabić, nie mogą jednak zabić duszy – jeśli tylko człowiek trzyma się oburącz swojego Obrońcy i Wybawiciela, Jezusa Chrystusa. 
 
Ale cel Emanuela jest niewyobrażalnie większy, aniżeli wyzwolenie nas z niszczącego chaosu, w jaki popadliśmy oddalając się od Boga. On chce być „Bogiem z nami” nie tylko w tym sensie, że chce nas przywrócić do przytomności, ażebyśmy wreszcie zaczęli żyć naprawdę, w rzeczywistości, a nie w pozorach, w obliczu wszechobecnego Boga. Przyszedł do nas jako Emanuel, aby nas uczynić jedno z sobą i w ten sposób dać nam udział w swoim Bożym synostwie. Jak dosłownie zaś należy rozumieć to ostatnie zdanie, niech świadczy chociażby to, że Emanuel posyła we wnętrza nasze tego samego Ducha Świętego, którym sam jest przepełniony. 
 
Krótko mówiąc, wystarczy nieco uważniej przypatrzyć się darom Emanuela, żeby się przekonać, jak nieoczekiwanej prawdziwości nabiera plotka o Nim zapisana w Ewangelii św. Marka: „Oszalał” (3, 21). W Jezusie Chrystusie Bóg dosłownie jakby oszalał z miłości do człowieka. W swojej miłości do nas posunął się aż do granic swojej wszechmocy, mianowicie posunął się niemal do absurdu. Bo absurdem był pomysł, iż stworzenie mogłoby kiedykolwiek stać się Bogiem. Tymczasem w Jezusie Chrystusie Bóg nas naprawdę czyni uczestnikami swojej Boskiej natury (2 P 1, 4). 
 
Kościół obecnością Emanuela
 
Jeśli Jezus nie jest Emanuelem, „daremna jest nasza wiara, a my jesteśmy bardziej od wszystkich ludzi godni politowania” (1 Kor 15, 14 i 19). Jeśli jednak w Jezusie Chrystusie Bóg zstąpił w nasze ludzkie ciemności, to nie można mieć wątpliwości co do tego, że stał się naszym Emanuelem nie tylko na przeciąg trzydziestu kilku lat swojego ziemskiego życia, ale chce „być z nami przez wszystkie dni aż do skończenia świata” (Mt 28, 20). Otóż obecność Emanuela wśród nas nazywa się Kościołem. 
 
Myśli się czasem o Kościele, że jest to instytucja religijna, w której przechowuje się i zgłębia naukę Chrystusa, organizuje życie duchowe Jego wyznawców, w której pomagamy sobie wzajemnie na drodze Ewangelii i staramy się wprowadzać jej ducha w nasze życie społeczne. Wszystko to jest prawdą, podobnie jak prawdziwie mówimy o człowieku, że ma głowę, ręce i nogi, a ciało jego porusza się w pozycji wyprostowanej. Istoty Kościoła, podobnie jak istoty człowieka, należy jednak szukać znacznie głębiej. Powtórzmy: Kościół jest to obecność Emanuela dzisiaj. 
 
Po to przecież Emanuel przyszedł do nas dwa tysiące lat temu, żeby podawać swe potężne ramię każdemu człowiekowi, który zaplątał się w świecie pozorów, bezsensu i ciemności. Każdemu człowiekowi – niezależnie od miejsca i czasu, w których przyszło mu żyć. 
 
Ta obecność Emanuela wśród nas jest bezinteresownym i niezasłużonym darem Bożym. Innymi słowy: bezinteresownym i niezasłużonym darem Bożym jest to, że zostaliśmy ochrzczeni, że możemy karmić się Jego Ciałem, że mamy dostęp do słowa Bożego oraz do Ofiary, jaką złożył On na krzyżu, że przemienia On nas w jedno z Sobą. 
 
Powiedzmy to jeszcze inaczej: bezinteresownym i niezasłużonym darem Bożym jest to, że jesteśmy Kościołem. 

Jacek Salij OP
Idziemy nr 52 (329), 25 grudnia 2011 r.
 
 
fot. Falco, Father Christmas
Pixabay (cc) 
 
Zobacz także
ks. Krzysztof Napora SCJ
Nieco tajemnicza geneza samej choroby oraz jej przerażające objawy sprawiały, że trąd stał się nie tylko oznaką choroby fizycznej, ale również – a może przede wszystkim – symptomem choroby duchowej; symptomem, który powodował wykluczenie chorego z życia religijnego i społecznego. Człowiek, na którego ciele pojawiały się oznaki choroby uważany był za nieczystego i jako taki zmuszony do przebywania w odosobnieniu oraz przestrzegania całego szeregu przepisów regulujących jego wygląd i zachowanie... 
 
ks. Tomáš Halík
Jezus powiedział: wy jesteście solą ziemi. Dla rozważań o sytuacji i misji chrześcijan w dzisiejszej Europie ta wypowiedź może być bardzo interesująca. Przede wszystkim: nie musimy popadać w zakłopotanie, że ludzi uważających się za chrześcijan w Europie ubywa. Soli nie musi być dużo.
 
Katarzyna Proczek
Żeby „zobaczyć” Boże Narodzenie w Betlejem, trzeba przede wszystkim zrozumieć jego historię, która od początku jest związana ze Świętą Grotą. Trzeba zrozumieć obecność w niej różnych wspólnot chrześcijańskich.

Z ojcem Jerzym Krajem OFM rozmawia w Betlejem Katarzyna Proczek
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama