Ostatnio moje wyobrażenie o Bogu uległo transformacji w stronę, która wydaje mi się niepokojąca, jednak nie potrafię tego procesu odwrócić.
Najogólniej rzecz mówiąc, trudno mi obecnie uwierzyć w to, że Bóg jest Miłosierny. Jawi mi się On jako Sędzia, który narzucił ludziom pewne normy postępowania i po śmierci każdego z nich surowo rozliczy. Sprawy ziemskie Go nie interesują, bo jest zbyt doskonały, aby Jego uwagę mogło zwrócić nawet i miliard ludzi. Jednak z jakiegoś powodu wybrał jednak niektórych i im dopomaga, natomiast innych zostawił samych sobie.
Doskonale zdaję sobie sprawę, że powyższy uproszczony model jest pełen sprzeczności (prawdę mówiąc zauważyłem je dopiero w momencie gdy musiałem tutaj jakoś tę wizję opisać). Miesza on cechy jakiegoś wyimaginowanego bóstwa z cechami prawdziwego Boga tworząc kosmiczną mieszankę. Wynika to zapewne z tego, że nie chcę odrzucić Boga (co daje pewną nadzieję na poprawę), a z drugiej strony jednak ten proces Jego odrzucenia działa gdzieś w mojej podświadomości.
Co więcej ten obraz Boga (już nie wiem czy w świetle tego co napisałem powyżej należy używać wielkiej litery) przenosi się na obraz świata, choć ten siedzi we mnie znacznie dłużej. Ten z kolei przypomina gnostycką herezję. Świat wydaje mi się z gruntu zły, a jego konstrukcja powoduje, że przewagę w nim ma to co złe. Innymi słowy jego natura jest zła i dąży on (personifikacja świata wydaje mi się tutaj w pewnym sensie uprawniona) zlikwidowania wszystkich resztek dobra jakie w nim istnieją.
Można by temat dalej rozwijać i doprowadziłoby to nas jeszcze do mizantropii, ale i tak już za bardzo się rozpisałem.
Nie ma co ukrywać, że wszystkie w/w wyobrażenia nie powstały tak sobie, a wyrastają one z pewnych moich doświadczeń i problemów (depresja, fobia społeczna, niskie poczucie własnej wartości, apatia, lenistwo - wygląda imponująco ale to wszystko ma raczej łagodny przebieg, więc wielkiej tragedii jeszcze nie ma), z którymi nie potrafię sobie poradzić, co czyni je tak silnymi i trudnymi do odrzucenia. Nie uważam więc, aby jakiekolwiek racjonalne argumenty były w stanie je usunąć (zresztą człowiek jak chce, to może zracjonalizować absolutnie wszystko).
Prosiłbym o pomoc, bardziej w postaci rad odnoszących się do życia duchowego, bo to ono jest chyba tutaj źródłem problemu.
Z Pana wiadomości wynika, że jest Pan niezwykle inteligentnym człowiekiem i ma Pan dużą wiedzę. Wykorzystując więc swoje zdolności proszę szukać prawdy i po prostu modlić się. Z czasem odkryje Pan właściwy obraz świata i Boga.
Re: Proszę o rady odnoszące się do życia duchowego.
Autor: M (---.147.56.107.nat.umts.dynamic.eranet.pl)
Data: 2010-03-10 16:19
Masz rację, tu się nie da użyć racjonalnych argumentów. Rada jest więc w sensie intelektualnym prosta - sakramenty, modlitwa, często, jak tylko możesz Msza św. w tygodniu. Staraj się zaufać Bogu, niezależnie od tego, co szatan na Jego temat by Ci nie wmawiał. Przedstawiony przez Ciebie obraz Boga jest fałszywy. Bóg nie jest "zbyt doskonały" - jest bardziej doskonały niż myślisz, a częścią tej doskonałości jest Jego miłość.
Co do depresji/apatii - to zawsze mogą być objawy choroby, wtedy do lekarza. Piszesz jednak, że ma to dość łagodny przebieg, więc może wystarczy trochę wiosennego słońca i ruchu na świeżym powietrzu :) Nie wiem, jak się u Ciebie objawia aspołeczność, nie musisz być zawsze duszą towarzystwa i mieć przyjaciół na pęczki, czasem wystarczy mała grupka bliskich Ci osób, takich warto poszukać, a może tylko lepiej się rozejrzeć wokół.
Re: Proszę o rady odnoszące się do życia duchowego.
Autor: Andrzej 2 (194.39.141.---)
Data: 2010-03-10 16:21
Na pewnym etapie rozwoju wspólnota osób, w znaczeniu grupy modlitewnej, jest niemal nieodzowna. Tam każdy może wypowiedzieć swoje wątpliwości, poprosić o radę. Tam można dostrzec jak jest naprawdę - co nam się zdaje, a co jest naprawdę. Sam widzę po sobie. Samo posłuchanie innych ludzi ze wspólnoty, bez odezwania się z mojej strony, pozwala mi dostrzec co jest u mnie nie tak. Sam nie mam szans tego dostrzec. I tu mam świadomość, że o ile samotność jest potrzebna do osobistej modlitwy, jednak wspólnota jest potrzebna do wzrostu. Polecam każdemu, razem łatwiej.
Re: Proszę o rady odnoszące się do życia duchowego.
Autor: ktosia (---.pl)
Data: 2010-03-10 19:22
Zachęcam Cię do kupienia sobie nowego wydania "Twierdzy Wewnętrznej" św. Teresy z Avila pod nowym tytułem "Zamek wewnętrzny" - ta święta to konkretna kobieta i w świetny sposób daje rady duchowe, trafiające naprawdę do wszystkich, także współczesnych ludzi.
Re: Proszę o rady odnoszące się do życia duchowego.
Autor: Joy (---.lightspeed.austtx.sbcglobal.net)
Data: 2010-03-10 20:47
Jaką duchową lekturą się posilasz? Sięgasz po co coś wartościowego, żeby się wydostać z kręgu własnych - jak słusznie zauważasz - błędnych wyobrażeń? Czy lenistwo powoduje, że kręcisz się jedynie wokół nich?
Re: Proszę o rady odnoszące się do życia duchowego.
Autor: Usia (---.chello.pl)
Data: 2010-03-11 12:11
Takie doświadczenia wewnętrzne mogą być też dopustem Bożym. Św. siostra Faustyna także doświadczała czasem tego, jakoby Bóg był tylko Sędzią sprawiedliwym.
Re: Proszę o rady odnoszące się do życia duchowego.
Autor: Asia (195.149.64.---)
Data: 2010-03-11 13:34
Ticho, masz rację "Sprawy ziemskie Go nie interesują" - Interesuje Go to, czy potrafimy z tego, co mamy na ziemi korzystać w taki sposób, aby nauczyć się miłości i nauczyć się tą miłością dzielić z innymi ludźmi.
Interesuje Go to, czy to, co nas spotyka prowadzi do naszej przemiany, czy może zupełnie do nas nie trafia, bo ową miłość skierowaliśmy jedynie do własnego wnętrza.
Bóg wybrał wszystkich, ale dla każdego wybrał inną drogę.
Szukaj, czytaj, pytaj, a przede wszystkim rozmawiaj z Bogiem.
Re: Proszę o rady odnoszące się do życia duchowego.
Autor: Mati (---.197.158.213.umts.dynamic.eranet.pl)
Data: 2010-03-11 18:09
Problem chyba w tym że za mało wpatrujesz się w Jezusa Miłosiernego. Poczytaj "Dzienniczek" s. Faustyny a myślę, że twoje wyobrażenie Boga się zmieni. Co do świata to przecież Bóg stwarzał go jako dobry i piękny i chce by taki był jednak to ludzie w swojej wolności zaśmiecili go złem. Z Bogiem.