Autor: kammma (94.75.91.---)
Data: 2010-07-30 00:25
Umiera mój teść. Ma raka, jest w stanie agonalnym. Chciałabym być przy umierającym teściu, ale rodzina męża odmawia. Chciałabym się z nim pożegnać, podziękować, za to jak mnie szanował, ale nie mogę, bo mąż i jego rodzina mnie odseparowali od teścia. Mąż odszedł ode mnie pół roku temu. Chce rozwodu. Uważam, że nie jest to żadne rozwiązanie. Ale nie będę teraz rozpisywała się o kryzysie małżeńskim.
Wiem, że mąż jest zniewolony złymi duchami, wymaga egzorcyzmów. (jest uzależniony m. in. od hazardu i od innych rzeczy). Powiedział mi to ksiadz, który z nim rozmawiał. Sprawa w moim małżeństwie jest po ludzku dramatyczna, nie do rozwiązania. Myślałam, ze jak dojdzie do separacji, mąż się pozbiera, ale nie chce pracować ani nad sobą, ani nad uzdrowieniem relacji miedzy nami.
Nawet w obliczu śmierci ojca nie chce pojednać się ze mną.
Jego mama i siostra są bardzo umęczone opieką, mogłabym im pomóc, ale nie chcą. Kiedyś nie uwierzyły mi, że mąż jest zniewolony, mimo, że chodzą do kościoła, też uważają, że powinniśmy się rozwieść. Dla "dobra dzieci".
Modlę się za nich o uzdrowienie w ich rodzinie. (siostra męża chodziła do wróżki) Jedynie teść mnie zawsze lubił i akceptował i jako jedyny właściwie ze mną w tym kryzysie i odtrąceniu przez męża rozmawiał. Mąż, nie wiem dlaczego, ale wini mnie za chorobę ojca, twierdzi, że go dręczyłam, bo dzwoniłam do teścia, prosiłam o pomoc (wtedy nie było wiadomo, że jest chory). Modlę się w intencji teścia koronka do Miłosierdzia Bożego, odmawiam litanie za konających. Staram się być co dziennie na Mszy. Pytałam męża, czy teść miał sakrament chorych, ale oni odkładają na później, zresztą mąż tego nie wiedział. Tak jakby nie wierzyli, że teść umiera. Prosiłam Boga, żeby pozwoził mi jeszcze pojechać do teścia i sie z nim pożegnać. Proponowałam mężowi pomoc przy teściu, ale mąż odmówił.
Nie zmuszę ich, żeby pozwolili mi dojść do chorego teścia. Mogę tylko teraz sie modlić.
Czy możecie mi coś doradzić, co mogę jeszcze zrobić, oprócz tych modlitw, o których wspomniałam.
Nie będę się narzucać, choć strasznie mi przykro, bo po kilkunastu latach małżeństwa potwierdziło sie, że jednak ani teściowa, ani siostra męża nigdy mnie nie zaakceptowały.
Dla mnie to jest niezrozumiałe. U mnie w rodzinie, właśnie jak ktoś umierał, nawet jak były same rozwody, wszyscy się jednoczyli przy chorym, wymienialiśmy sie w dyżurach w szpitalu, zwaśnione rodziny przebaczały sobie. Byłe zony pomagały przy opiece nad chorymi byłymi teściowymi.
Tej zawziętości chyba nie zrozumiem nigdy, mogę tylko modlić sie za nich, a mój ból i cierpienie oraz ogromny smutek ofiarować Bogu.
Jeśli mielibyście dla mnie jakąś rade, jak mogłabym sie w takiej sytuacji zachować, kiedy nie chcą mojej obecnosci, byłabym bardzo wdzięczna.
Może Bóg wysłucha moich próśb i uda mi sie znaleźć w rodzinie męża zrozumienie. Mój ojciec wiele lat nie żyje, teść był naprawdę dla mnie jak własny ojciec. Chciałabym mu to powiedzieć teraz, podziękować za te wszystkie lata, ale mi nie pozwalają. Wiem tylko, bo tyle udało mi się z mężem porozmawiać, że na pogrzeb mogę przyjechać i mąż nie będzie robił mi problemów.
|
|