logo
Wtorek, 21 listopada 2017
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
Kanał czerwony
Kanał zielony
 
 
 Niewybrana samotność w oczach Boga.
Autor: Marek (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2017-03-16 20:17

Witam. Jestem "starym kawalerem", osobą samotną, która swojej bezżenności nie chciała. Czytając niezliczone artykuły na ten temat opublikowane na portalach katolickich znajduję jedynie przestrogi przed tym, żeby nie wpadać w syndrom starokawalerstwa, tzn. niedojrzałości, niegotowości na poważny związek itd. Ja bardzo chciałem mieć żonę, miałem dziewczyny, z którymi wiązałem przyszłość, modliłem się i prosiłem Boga o to, abym mógł wejść w związek małżeński i założyć rodzinę. Te relacje nie wychodziły jednak, pomimo moich starań - żadna nie została doprowadzona do małżeństwa. Chodziłem też na terapię, żeby móc jakoś nad sobą popracować, ale to również nie sprawiło, że spotkałem na swojej drodze moją przyszłą żonę.

Pozostałem samotny i mam wrażenie, że Kościół niewiele ma do zaproponowania osobom w takiej sytuacji. Nie jest to droga małżeńska, pomimo iż chciałem małżeństwa. Nie jest to powołanie do bezżenności, bo sobie jej nie wybierałem. Jaką więc drogę stawia Bóg przed człowiekiem samotnym nie z własnej woli? Jaki jest Boży sens takiej samotności? Czy taka samotność ma w ogóle jakąś wartość?

 Re: Niewybrana samotność w oczach Boga.
Autor: Usmiechnięta (---.bb.sky.com)
Data:   2017-03-16 22:37

Witaj,

Nie jestem znawcą, ale podzielę się swoją opinią. W oczach Boga wszystko ma sens i każda droga, choć bolesna i niekoniecznie zgodna z naszymi oczekiwaniami, prowadzi do Niego. Samotność, zwłaszcza ta niechciana, jest dużym ciężarem, krzyżem, który niesiesz dla Pana. Ale jest też jarzmem słodkim, bo Pan Jezus jest przy Tobie i pomaga Ci go nieść. Nie będać żonatym możesz pięknie realizować się na polu działalności charytatywnej i pomocy bliźniemu. Masz pewnie trochę mniej 'napięty' grafik i dlatego Pan Bóg może się Tobą swobodnie posługiwać, więc może w takiej roli Ciebie widzi? Czasami też jesteśmy mocno zaślepieni zranieniami, własnymi egoistycznymi pobudkami i ciężko nam poznać wolę bożą. Wiem, że wszyscy mówią 'módl się' do Boga o rozeznanie, o małżeństwo. Nie wiem w jakim wieku jesteś Marku, ale wiem, że jeśli będziesz się modlił o światło do Pana to znajdziesz spokój i ukojenie ducha. W międzyczasie możesz posłuchać konferencji, jeśli jeszcze nie słuchałeś:(https://www.youtube.com/watch?v=IvpyRJhaeWs)
Głowa do góry, Pan Bóg jest z Tobą, a Twoje życie i samotność ma dla niego ogromną wartość :-)

 Re: Niewybrana samotność w oczach Boga.
Autor: 77 (---.7.ftth.classcom.pl)
Data:   2017-03-17 00:56

Mam wujka, który też marzył o małżeństwie, ale nie spotkał odpowiedniej osoby. To ktoś wyjątkowy w naszej rodzinie. Zawsze możemy na niego liczyć. Chętnie pomoże, porozmawia i przy nim wszystkie problemy znikają. Jest bardzo zaangażowany w posługę w swojej parafii. Od zawsze codziennie jest na Mszy świętej. Obecnie pełni posługę nadzwyczajnego szafarza Eucharystii. Niewątpliwie jest szczęśliwym i radosnym człowiekiem, chociaż nie udało mu się zrealizować marzenia o żonie i dzieciach.
Zresztą Pan Bóg na każdej drodze potrafi człowieka zaskoczyć i uszczęśliwić. Każdy jest miły w Jego oczach.

 Re: Niewybrana samotność w oczach Boga.
Autor: Mateusz (31.42.19.---)
Data:   2017-03-17 16:48

"Witam. Jestem "starym kawalerem", osobą samotną, która swojej bezżenności nie chciała".

Też serdecznie Ciebie witam i od razu się zapytam (nie czuję, że rymuję), dlaczego od samego początku podkreślasz swoje braki i niepowodzenia? Spójrz, to zdanie mogłoby wyglądać na przykład tak: "Witam, jestem osobą zdrową, posiadającą kochającą rodzinę(bo wierzę, że w takiej się wychowałeś), której w życiu udało się co prawda zdobyć <takie, czy inne> wykształcenie, jednak nie udało mi się jak dotąd znaleźć drugiej połówki". Niby to samo, a jednak zobacz-wzmianka o samotności pojawiła się na samym końcu, z zaznaczeniem, że prawdopodobnie nie jest to stan permanentny. Zawsze, gdy mówisz o sobie innym, czy też jedynie myślisz-zaczynaj od pozytywów, bo w ten sposób budujesz pozytywny obraz siebie. Koncentrując się na powtarzaniu, że jesteś starym kawalerem tworzysz z kolei tak zwane samospełniające się proroctwo-z jednej strony nie chcesz, żeby tak było, ale z drugiej nieświadomie dążysz do tego.

"Czytając niezliczone artykuły na ten temat opublikowane na portalach katolickich znajduję jedynie przestrogi przed tym, żeby nie wpadać w syndrom starokawalerstwa, tzn. niedojrzałości, niegotowości na poważny związek itd".
W takim razie nie tylko je czytaj, ale staraj się też je analizować. Syndrom starokawalerstwa, które sam zdefiniowałeś, najwyraźniej nie dotyczy Ciebie. Przykładowy "stary kawaler", który pod tę definicję podpada, to ktoś, kto na przykład wyżej ceni sobie zabawę i przyjemności, niż budowanie rodziny, w związku z czym nie chce jej zakładać i nie angażuje się w znajomości z płcią przeciwną. Możliwa jest też aberracja w tej definicji w stronę kogoś, kto spotkał już jakiś czas temu odpowiednią osobę, od kilku lat "chodzą ze sobą", ale jednak któreś z nich ucieka cały czas od rozmów na temat narzeczeństwa i potem małżeństwa. Bo jak to, ludzie mieliby zacząć mówić o Asi i Janku (na przykład), że są małżeństwem. Przecież małżeństwo zawierają osoby starsze od nich (kolejny stereotyp), w związku z czym dają sobie jeszcze czas. Rok, potem dwa lata, trzy, cztery i w końcu albo się rozstają, doszedłszy do wniosku, że się "wypalili", albo też stwierdzają, że małżeństwo i tak wiele by nie zmieniło. Troszkę się rozpisałem, ale to jedynie dlatego, abyś mógł stwierdzić, czy zaliczasz się do którejś z tych dwóch grup. Prawdopodobnie nie-chciałbyś mieć żonę, być jej mężem, jednak do tej pory nie spotkałeś odpowiedniej osoby. Szukaj więc dalej - do momentu, aż ją znajdziesz, bądź uznasz, że dalsze poszukiwania są bezcelowe (nie życzę Ci tego, ale tak też może być).

"Pozostałem samotny i mam wrażenie, że Kościół niewiele ma do zaproponowania osobom w takiej sytuacji. Nie jest to droga małżeńska, pomimo iż chciałem małżeństwa".
Kościół ma Ci przede wszystkim do zaoferowania Eucharystię, która daje zbawienie, oraz inne sakramenty, abyś nie upadał w trudnościach. Zresztą, czy uważasz, że Kościół naprawdę oferuje więcej małżonkom, niż osobom takim jak Ty? I oni i Ty przychodzicie do świątyni w tym samym celu - aby oddać chwałę Bogu oraz dzięki darowi Ciała i Krwi Pańskiej czerpać siłę do walki z trudami codzienności, które dotyczą każdego bez względu na stan. Ty dodatkowo możesz robić to częściej, bo nie posiadasz obowiązków wynikających z małżeństwa.

"Jaką więc drogę stawia Bóg przed człowiekiem samotnym nie z własnej woli? Jaki jest Boży sens takiej samotności?"
Przed człowiekiem samotnym jest ta sama droga, co przed każdym innym-droga do nieba, do świętości. Można ją porównać do zwykłej drogi, o długości powiedzmy czterech kilometrów, którą mają przebyć trzy osoby o różnym statusie materialnym. Jedna wsiądzie do samochodu i pokona ją szybko i komfortowo (taka alegoria dobrze dobranego małżeństwa), druga trochę wolniej, na rowerze(tu przykładem mogą być osoby żyjące samotnie i udzielające się w jakiś wspólnotach, co wiąże się niekiedy z większym wysiłkiem niż życie w małżeństwie) - trudu jest więcej, ale są również korzyści, na przykład wdzięczność ludzi, podobnie jak więcej świeżego powietrza, którym można odetchnąć jadąc rowerem. Ktoś inny wreszcie nie ma samochodu, nie łapie równowagi na rowerze(czyli nie realizowałby się będąc na stałe w jakiejś wspólnocie), ale oto dochodzi do skądinąd bardzo odkrywczego wniosku - ma nogi, może chodzić! I pokonuje te cztery kilometry na piechotę, w swoim tempie. Która z tych osób dotrze do celu? Odpowiedź: wszystkie. Bo małżeństwo jest jedynie środkiem do osiągnięcia celu, dojścia do nieba, ale nie celem samym w sobie. Co więcej, jak już wspomniałem, powinno być ono dopasowane, choćby w średnim stopniu, aby było szczęśliwe. Inaczej istnieje ryzyko, że skończysz jak bohater pewnej opowiastki, którą kiedyś opracowałem-Jan Jakiś. Był to człowiek, który pewnego dnia zrobił po raz kolejny już listę sprawunków: miał znaleźć jakieś masło, jakiś olej, jakiś proszek do prania i jakąś żonę(wciąż był jeszcze kawalerem). Było to oczywiście irracjonalne, bo o ile w razie gdy jest się niezadowolonym z jakiegoś produktu, można go wymienić, a gdy to niemożliwe, więcej go nie kupować, o tyle małżeństwo ważnie zawarte jest na całe życie, bez możliwości reklamacji, w związku z czym przyszła żona nie może być po prostu "jakaś". Między nią, a przyszłym mężem musi być miłość, zrozumienie, zaufanie, wspólna wizja przyszłości, wsparcie. I życzę Ci, żeby tak było w Twoim przypadku.

 Re: Niewybrana samotność w oczach Boga.
Autor: danusia (178.219.104.---)
Data:   2017-03-17 20:37

Nie akceptujesz takiego stanu rzeczy, dlatego mam takie wrażenie, że będziesz mężem. Czytałam historię, gdzie kobieta już była posunięta w latach i bardzo pragnęła małżeństwa ale była cierpliwa, czekała. Oddała to Panu. W bloku w którym mieszkała, na jednej klatce, zmarła kobieta/żona i pozostały małe dzieci z tatą. Ten mężczyzna po sąsiedzku, złączył się z nią, a ona została obdarowana dziećmi, które niezwykle ją pokochały, stała się matką. Taka jest Opatrzność Boża i jeszcze wszystko przed Tobą. Pewien kapłan powiedział mi, że nie ma przypadku dla tych, co zawierzają się Bogu. Nie wiesz co przed Tobą i jaki scenariusz pisze Bóg dla Ciebie. Akceptując wolę Bożą dla Ciebie, uczysz się przyjęcia woli innych wobec Ciebie. Nie jest to wcale łatwe znosić i przyjmować inność Drugiego.

 Re: Niewybrana samotność w oczach Boga.
Autor: Ola (---.dynamic.gprs.plus.pl)
Data:   2017-03-17 21:28

Też jestem sama i też tego nie chcę. I trudno mi uwierzyć, że Bóg chce dla mnie takiego życia. Staram się jednak trwać i żyć w zgodzie z sumieniem. Jako mężczyzna do późnego wieku masz szansę na posiadanie "normalnej "rodziny, dla kobiety "w pewnym wieku" nie jest już to takie proste. Pozdrawiam i życzę więcej optymizmu i zaufania Bożym planom.

 Re: Niewybrana samotność w oczach Boga.
Autor: mateusz (---.dynamic.chello.pl)
Data:   2017-03-17 21:54

Katechizm Kościoła Katolickiego:

KKK 2231 Niektórzy nie zawierają małżeństwa, aby móc zaopiekować się swoimi rodzicami lub rodzeństwem, by poświęcić się bardziej sprawom zawodowym lub też z innych szlachetnych pobudek. Mogą oni bardzo przyczynić się do wzrostu dobra rodziny ludzkiej. (klik).

 Re: Niewybrana samotność w oczach Boga.
Autor: Asia (---.dynamic.chello.pl)
Data:   2017-03-18 01:32

Doskonale Ciebie rozumiem Marku, ponieważ jestem w podobnej sytuacji. Nie wiem jaki jest sens w tej mojej, Twojej i każdej innej niewybranej samotności, ale z kimkolwiek o tym nie rozmawiam to każdy radzi mi się z tym pogodzić. Nie walczyć, nie złościć się nie wiadomo na co i na kogo, bo to i tak nie przyniesie żadnego skutku (co najwyżej negatywny). Tak właśnie chyba należałoby zrobić, nad czym sama pracuję.
Nawiasem mówiąc uważam, że jako mężczyzna i tak masz prościej, bo to do Ciebie należy ten pierwszy krok, to Wy wybieracie kobiety i szukacie z nimi kontaktu. Kobieta może tylko czekać i jak przewrotne życie pokazuje bardzo często w ogóle się nie doczekać.

 Re: Niewybrana samotność w oczach Boga.
Autor: Michał (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2017-03-18 12:12

Czy mężczyźni mają łatwiej, bo to oni wybierają, a kobiety mogą tylko czekać? Nie sądzę. Rzeczywiście, kobiety czekają, ale jak pokazuje życie, bardzo często do 30-stki mają wyobrażenie, że przyjdzie do nich książę z bajki. Kiedy więc podchodzi jakiś "zwykły", porządny chłopak, z którym mogłyby mieć stabilny związek, to odrzucają taką propozycję i albo czekają dalej, albo wybierają jakichś "bardziej atrakcyjnych" chłopaków, którzy nie są w stanie zaoferować dojrzałej relacji. A później po 30-stce panika i żal do życia, że się czeka, a żaden dojrzały, normalny chłopak się nie pojawił. Tak jest bardzo często. Może to brutalne, co piszę, ale warto zwrócić na to uwagę. Oczywiście nie mówię tutaj o wszystkich przypadkach i nikogo nie chcę oskarżyć, tym bardziej Ciebie, Asiu. Ale chcę po prostu powiedzieć, że nie jest prawdą, że mężczyźni mają łatwiej, a kobiety trudniej.

 Re: Niewybrana samotność w oczach Boga.
Autor: Asia (---.dynamic.chello.pl)
Data:   2017-03-18 13:05

Jasne, wiem o czym piszesz, też znam takie przypadki. Kobiety, które czekają same nie wiedzą na co/na kogo, ale akurat mnie ten przypadek nie dotyczy. Właśnie chciałabym takiego "zwykłego" chłopaka, byle porządnego i wierzącego. Jednak on musi mi się też podobać fizycznie i mnie po prostu pociągać, bez tego mogę się z nim zaprzyjaźnić, ale nie stworzyć trwałej relacji małżeńskiej. Tego niestety nie da się przeskoczyć, przynajmniej w moim przypadku. Nie wiem jak to jest po 30, bo jeszcze mi do tego kilka lat brakuje, ale wymagania i w przypadku kobiet i mężczyzn na pewno znacznie maleją.
Jednak mimo wszystko podtrzymuję zdanie, że mężczyźni mają troszkę łatwiej, bo w naszej kulturze utarło się, że to jednak mężczyzn zabiega o kobietę. Odwrotne sytuacje też się zdarzają, ale moim zdanie jest to wbrew naturze i często jest bardzo negatywnie odbierane przez społeczeństwo jak i przez samego mężczyznę.

 Re: Niewybrana samotność w oczach Boga.
Autor: Michał (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2017-03-18 14:09

Asia, jeśli jesteś jeszcze przed 30-stką, to czym się przejmujesz? :-) Jeszcze wszystko przed Tobą. Nawet 30-stka to jest wiek, w którym jeszcze wszystko się może zdarzyć.

 Re: Niewybrana samotność w oczach Boga.
Autor: Asia (---.dynamic.chello.pl)
Data:   2017-03-18 14:44

Michale, zdaję sobie z tego sprawę, że wszystko może się zdarzyć i jeszcze mogę kogoś poznać. Nie spisałam siebie już zupełnie na straty :P Tylko z drugiej strony, te wszystkie samotne kobiety już nawet po 40, które znam, też kiedyś były w moim wieku i też na pewno wszyscy im mówili, że jeszcze znajdą swoją drugą połówkę, a życie pokazało inaczej. Nie martwi mnie perspektywa mojej obecnej samotności, tylko właśnie tego, że być może ten stan się nigdy nie zmieni. Tego się boję najbardziej.

 Re: Niewybrana samotność w oczach Boga.
Autor: Michał (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2017-03-18 15:45

Asia, każdy się tego boi, bo najbardziej boimy się przyszłości, zwłaszcza kiedy jest nieznana :-) A może w tego typu sytuacji Bóg oczekuje od człowieka, żeby nauczył się całkowitej zgody i otwartości na wszystko, co Opatrzność dopuści? Trzej młodzieńcy, którym zagrożono wrzucenie do pieca, jeśli nie zaprą się Boga, odpowiedzieli: "Jeżeli Bóg, którego czcimy, zechce nas wybawić, to wyrwie nas z pieca gorejącego ogniem. Jeżeli zaś nie, to nadal niech będzie błogosławione imię Jego" (Dn 3, 17). Tym piecem może być właśnie niewybrana samotność. Jeżeli Bóg będzie chciał, to da mi męża albo żonę, tak jak dał Abrahamowi potomka, kiedy ten był już całkiem stary i ludzka nadzieja zupełnie przepadła. A jeśli nie da mi męża i żony, to niech będzie błogosławiony Bóg, bo tylko On jest najważniejszy i na pierwszym miejscu. I tylko On może mnie uszczęśliwić. A ileż to sytuacji pokazuje Biblia, kiedy to przekleństwo okazywało się początkiem zupełnie nieoczekiwanego błogosławieństwa? :-) Myślę, że Bogu może chodzić o wolność i pełne otwarcie się na Jego prowadzenie: "Jesteś żonaty? Nie szukaj rozstania. Jesteś wolny? Nie szukaj żony" (1 Kor 7, 27). Oczywiście małżeństwo jest czymś pięknym i chcianym przez Boga, ale równie bardzo Bóg chce, żeby nasze serca były wolne od wszelkich przywiązań, nawet do tych dobrych rzeczy. Bo tylko Bóg może dać człowiekowi prawdziwe szczęście: "Tylko w Bogu szukaj szczęścia, a On spełni pragnienia twego serca" (Ps 37, 4).

Nie martw się i głowa do góry, bo Bóg lubi zaskakiwać i dawać to, czego pragnęliśmy w najmniej oczekiwanym momencie. Żebyśmy się rozwijali w świętości, musimy być do końca życia poddawani takim próbom. Ale nawet gdyby zdarzyła się samotność, to Bóg zamykając drzwi, zawsze otworzy okno. U Niego nie ma sytuacji bez wyjścia.

 Re: Niewybrana samotność w oczach Boga.
Autor: AgaKa (---.multi.internet.cyfrowypolsat.pl)
Data:   2017-03-18 22:53

Temat idealnie pasuje do moich przemyśleń z ostatnich dni :) Jestem w sytuacji podobnej jak Asia - przed 30-stką, szukam normalnego, miłego i wierzącego męża. Kiedyś bardzo przeżywałam to, że nie mogę nikogo takiego spotkać, zwłaszcza, że moje młodsze rodzeństwo już planuje ślub. I może to głupio zabrzmi, bo nie jestem jeszcze taka stara, a kilka moich koleżanek też jest samotnych, ale pogodziłam się z tym, że do tej pory nikogo takiego nie poznałam, i w sumie też pogodziłam się z tym, że mogę nikogo takiego nie poznać. A przynajmniej mam nadzieję, że się z tym pogodziłam. W każdym razie oddałam to Bogu i zaczęłam patrzeć w ten sposób, że może według Niego nie jestem jeszcze gotowa, może nigdy nie będę? On w końcu wie najlepiej co dla nas dobre. Pozdrawiam ciepło wszystkich poszukujących, nie traćmy wiary :)

 Re: Niewybrana samotność w oczach Boga.
Autor: Maggie (---.centertel.pl)
Data:   2017-03-20 01:34

A ja mam 39. Jestem sama. Jestem już za stara by założyć rodzinę. Powiedzmy sobie szczerze. Nikt się już mna nie interesuje. I co? I olewam to! Skoro Bóg tak chciał, to korzystam z zycia!

 Re: Niewybrana samotność w oczach Boga.
Autor: Maggy (78.11.237.---)
Data:   2017-03-20 21:13

Życie to droga wyborów. Każdego to dotyczy bez względu na stan w jakim się znajduje. Ktoś sam może, oczywiście, żyć w rozgoryczeniu i pretensjach do całego świata i Pana Boga, że nie spotkał kogoś z kim mógłby założyć rodzinę albo tak jak Maggie może czerpać z życia garściami, na miarę swoich możliwości. Ale to zależy tylko od konkretnego człowieka. To albo to.

 Re: Niewybrana samotność w oczach Boga.
Autor: Hanna (---.wtvk.pl)
Data:   2017-03-20 21:40

To, czy kobieta 39-letnia jest "za stara", by zakładać rodzinę, nie jest oczywiste. Można tak przyjąć, postawić kropkę. Ale można inaczej.
Mam koleżankę. Wyszła za mąż jako 40-latka. Urodziła dwoje dzieci, wspaniałych dzieci, w odstępie dwuletnim. Starsze jest w wieku przedszkolnym.
Oczywiście można też zaraz napisać, że wyjątek potwierdza regułę :) Ale nie trzeba.

 Re: Niewybrana samotność w oczach Boga.
Autor: ktoś tam (---.neoplus.adsl.tpnet.pl)
Data:   2017-03-21 19:16

- Jaką więc drogę stawia Bóg przed człowiekiem samotnym nie z własnej woli? - Taką jak przed każdym innym człowiekiem, droga miłości. Carlo Caretto napisał: "Nawet jeśli – po ludzku rzecz biorąc - się pomylimy, to nie musimy się tym zbytnio martwić. Kiedyś nie będziemy sądzeni z tego, jaką drogę żeśmy wybrali, ale czyśmy idąc tą drogą kochali...Nie zaśmiecaj nieba pytaniami «Panie, jakie moje powołanie». Kochaj, a kochając odnajdziesz je”.

Drugi cytat św. Matki Teresy: "Miłość nie wybiera, miłość tylko daje."

- Jaki jest Boży sens takiej samotności?- "Samotność posiada dwa oblicza: jest drogą do wewnętrznej wolności oraz jest stróżem wyłączności w zjednoczeniu mistycznym. Na początku życia duchowego jest ona ogołoceniem ze wszystkich rzeczy i dóbr tego świata, na końcu świętowaniem miłości. Bóg prowadzi duszę drogą coraz większej samotności, uciszenia i wolności ducha, by nie była skrępowana żadnym szczegółowym poznaniem, żadną rzeczą duchową, żadnym upodobaniem, żadnym wrażeniem, trwając w zupełnym ogołoceniu ducha. U celu drogi zaś, samotność staje się orzeźwieniem duszy, gdyż doskonale odnajduje ona odpoczynek w Bogu. "Samotność w ujęciu św. Jana od Krzyża" o. Marian Zawada OCD (artykuł w internecie)
Jak widzisz u Boga wszytko ma sens tylko zależy, z której strony się patrzy czy Bożej czy diabelskiej. Z Bożej strony samotność prowadzi do wolności i większego zjednoczenia z Bogiem, diabelskiej do rozpaczy, poczucia winy, poczucia bycia gorszym, niechcianym, niekochanym, odrzuconym. Z której strony ty patrzysz zależy od ciebie.

- Czy taka samotność ma w ogóle jakąś wartość?
- To zależy od ciebie jak ją wykorzystasz, albo inaczej jak z niej skorzystasz. Czy potraktujesz ją jako dar Boży, wtedy nabierze wartości, czy potraktujesz jako niechciany zły los, wtedy cię zniszczy.

"Samotność to taka straszna trwoga, ogarnia mnie, przenika mnie. Wiesz mamo wyobraziłem sobie, że nie ma Boga" - List do M. (znana mądra piosenka Dżemu)
Samotność to straszna trwoga, ale tylko wtedy kiedy wyobrazisz sobie, że nie ma Boga. Kiedy będziesz przeżywał swoją samotność z Bogiem będzie ona dla ciebie czymś wartościowym i pozytywnie wyjątkowy:
"Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie (Mt 11, 25-30)."

 Re: Niewybrana samotność w oczach Boga.
Autor: Magdalena (---.play-internet.pl)
Data:   2017-03-22 18:58

Jestem w podobnej sytuacji. Mam 36 lat. I jestem przekonana, że wszystko przede mną. Odkąd zawierzyłam tę sprawę św. Józefowi, straciłam kontakt z dwoma ewentualnymi kandydatami na męża. Czekam więc na tego właściwego. I żyję, cieszę się, rozwijam się, niosę ludziom ciepło i uśmiech na każdym kroku. Wiem, że na pewno Bóg nie chce, byśmy popadali w smutek wynikający z zawiedzionych nadziei. A ludzie nie chcą kontaktu z osobami smutnymi, roszczeniowymi, czarnowidzącymi. Z mężem czy bez męża - jest dobrze, bo żyję, bo słońce świeci, bo zawsze ktoś się do mnie uśmiechnie, bo mogę osiągnąć wszystko, co mi się jeszcze zamarzy... dopóki żyję.
Polecam do posłuchania konferencję o. Szustaka "Miłość, szmaragd i krokodyl". Nieśmy innym miłość, której jest w nas tyle. Dopóki nie ma tej jednej osoby, możemy obdarować tyle innych osób. I to jest chyba nasze zadanie na ten czas bez męża/ żony.

 Odpowiedz na tę wiadomość
 Twoje imię:
 Adres e-mail:
 Temat:
 Przepisz kod z obrazka: