logo
Sobota, 26 maja 2018
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
Kanał czerwony
Kanał zielony
 
 
 Po spowiedzi nie zamierzam zmieniać wszystkiego.
Autor: Mateusz (---.adsl.inetia.pl)
Data:   2018-02-10 22:16

Zastanawiam się czy jest sens iść do spowiedzi jeśli zamierzam się poprawić z jednego grzechu, a nie zamierzam zmieniać wszystkiego. Kiedyś usłyszałem, żeby podejmować decyzje o poprawie tylko z jednego na raz. Nie zamierzam np. chodzić do Kościoła, uważam to za zbędne. Może w przyszłości bym to zmienił, nie wiem. Zamierzam zerwać z przeklinanie i obrażaniem ludzi. Czy jest sens iść do spowiedzi ? Pisząc to uświadomiłem sobie, że nie. Że to tylko wtedy jak naprawde zbiore się w sobie żeby wszystko zmienić. Problem w tym, że psychicznie jakieś ostanie dwa lata byłem kompletnym wrakiem, nie potrafiłem za dużo wziąć na siebie, bo mnie to od razu dobijało. Nie miałem nadziei, w sumie dziwne że sie nie zabiłem. Własnie jakoś rok temu postanowiłem, że chce w zemście zostać złym człowiekiem, że nie zalezy mi na życiu moge zginąc w każdym momencie i jedyna rzeczą jaką może jeszcze jeszcze zrobie to właśnie skrzywdze innych. Nienawidziłem Boga, obrażałem Go, twierdziłem, że jest zły. Teraz postanowiłem to zmienić na skutek pewnych wydarzeń, nie chce już być złym człowiek. Psychicznie jednak nie jestem w stanie wziąć na siebie zmiany wszystkiego co grzeszne. Na pewno mnie to za bardzo przytłoczy. Moze kiedys chcialbym wrocic do Pana Boga 'calkowicie' teraz na pewno nie jestem na to gotowy. Powiedzcie czy wedlug was taka spowiedz ma sens?

 Re: Po spowiedzi nie zamierzam zmieniać wszystkiego.
Autor: Kitty (---.play-internet.pl)
Data:   2018-02-11 01:40

"Psychicznie jednak nie jestem w stanie wziąć na siebie zmiany wszystkiego co grzeszne."

I perspektywa pójścia do kościoła raz w tygodniu tak Cię psychicznie przytłacza? Bo nie rozumiem. To, że uważasz coś za zbędne, nie oznacza, że masz rację. Warto raczej spróbować i przekonać się, bo może właśnie w tym kościele usłyszysz coś tak konkretnego, że przewartościujesz swoje życie bez marudzenia o przytłaczaniu psychiki.

 Re: Po spowiedzi nie zamierzam zmieniać wszystkiego.
Autor: Magdalena (---.centertel.pl)
Data:   2018-02-11 20:37

"Powiedzcie , czy według was taka spowiedź ma sens?"

Mateuszu,
SPOWIEDŻ zawsze MA SENS, a w TWOIM PRZYPADKU SZCZEGÓLNIE.

 Re: Po spowiedzi nie zamierzam zmieniać wszystkiego.
Autor: drgdg (---.play-internet.pl)
Data:   2018-02-11 21:06

Idź do spowiedzi pamiętając, że nie wszystko zależy od Ciebie - szczerej spowiedzi towarzyszy łaska. Zrób rachunek sumienia, żałuj za grzechy i zrób postanowienie poprawy.

 Re: Po spowiedzi nie zamierzam zmieniać wszystkiego.
Autor: Estera (---.165.kosman.pl)
Data:   2018-02-11 22:59

Postanowienie poprawy powinno dotyczyć w pierwszej kolejności grzechów ciężkich. Pójście do spowiedzi z założeniem, że w ciągu tygodnia zgrzeszy się tak, że przestanie się być w stanie łaski to kpiny z sakramentu.
Ty postanawiasz poprawę nie z tego, co naprawdę ważne, ale z tego co uczyni Cię lepszym, porządniejszym człowiekiem w oczach innych osób.
I tak, masz rację - nie musisz zmieniać wszystkiego. Ale hierarchię zachować trzeba.
Zastanów się po co chcesz iść do spowiedzi, jaka jest Twoja motywacja?

 Re: Po spowiedzi nie zamierzam zmieniać wszystkiego.
Autor: Alina (---.nwrknj.fios.verizon.net)
Data:   2018-02-12 02:03

PIĘĆ WARUNKÓW SAKRAMENTU POKUTY
1. Rachunek sumienia
2. Żal za grzechy
3. Mocne postanowienie poprawy
4. Szczera spowiedź
5. Zadośćuczynienie Panu Bogu i bliźniemu

 Re: Po spowiedzi nie zamierzam zmieniać wszystkiego.
Autor: M (---.centertel.pl)
Data:   2018-02-12 09:12

Mimo wszystko powinieneś iść do spowiedzi i porozmawiać ze spowiednikiem.
Ja też czasami miałam tak, że uznałam, że to bez sensu i tak zaraz upadne, i tak nie będzie mi się chciało w niedzielę po pracy iść do kościoła, i tak nie uda mi się ciągle mówić prawdy - przykładowo oczywiście wszystko.
Ale szlam (sprawa latwiejsza, bo mam stałego spowiednika) i mówiłam, że to bez sensu, że tu przyszłam, ale przyszłam.. jakoś rozmawiałam z księdzem i SAMA, bez nacisku podejmowałam decyzję, że "dobra, to ja jednak chce sprobowac"..
Tak że warto próbować.

 Re: Po spowiedzi nie zamierzam zmieniać wszystkiego.
Autor: Marek Piotrowski (---.global.tygrys.net)
Data:   2018-02-12 11:42

Ejże, nie utożsamiajmy (słusznego) postulatu pracy nad jednym wybranym grzechem z brakiem postanowienia poprawy z wszystkich grzechów.
Jeśli ktoś grzeszy ciężko (opuszczasz Mszę Świętą, cudzołoży, kradnie itd.) to "praca nad jednym grzechem" nie może być wymówką do postanowienia zaniechania tych ciężkich przewinień.

"Praca nad jednym grzechem" oznacza, że jeśli ma się kilka powtarzających się grzechów (klnę, jestem niegrzeczny w stosunku do innych, jestem łakomy itd.), należy nad nimi pracować po kolei (bo naraz może się nie udać, taka praca wymaga skupienia i systematyczności). Ale nie może to być pretekst do zamiaru dalszego kultywowania grzechów, zwłaszcza śmiertelnych!

Możesz iść do spowiedzi, wyznając również to, że zamierzasz dalej grzeszyć ciężko. Rozgrzeszenia - jeśli ksiądz jest uważny - nie dostaniesz, ale może spowiednik pomoże Ci te sprawy uporządkować - a to już krok we właściwym kierunku.

 Re: Po spowiedzi nie zamierzam zmieniać wszystkiego.
Autor: AsiaBB (---.play-internet.pl)
Data:   2018-02-12 12:25

Jak przestaniesz chodzić do kościoła, to mimo silnego postanowienia poprawy z tego jednego grzechu przeklinania to ani się obejrzysz jak będziesz przeklinał jeszcze bardziej. Dlatego że odetniesz się od źródła walki z tym grzechem, jakim jest Jezus przyjęty w Komunii Św. To On zwyciężył na Krzyżu szatana i zwycięża w nas nasze grzechy, nie robimy tego własnymi siłami. Walcząc z jakimkolwiek grzechem walczysz z szatanem i bez Jezusa jesteś dla niego żadnym przeciwnikiem.

 Re: Po spowiedzi nie zamierzam zmieniać wszystkiego.
Autor: Justyna (---.dynamic.chello.pl)
Data:   2018-02-14 09:49

Kościół to także wspólnota ludzi, którzy walczą z grzechem, tak jak ty upadają i próbują dalej. Też kiedyś żyłam przekonaniem, że nie potrzebuję Kościoła, spowiedzi, żeby żyć uczciwie i w wierze. Teraz wiem, że to nie tak, zasady są inne. Niedawno takie zadręczanie siebie, o jakim piszesz, i próba zycia na własnych warunkach a jednocześnie uważanie się za "nikogo" doprowadziło do tego, że "coś" wypchnęło mnie siłą do spowiedzi, przyniosło niesamowity spokój i ukojenie i poznałam ten stan łaski, o którym - szczerze mówiąc - nie miałam pojęcia :-) Chodzę do kościoła i czuję się po mszy szczęśliwa i spokojna, wiem, że jestem na właściwym miejscu. To trzeba odkryć z wiekiem, czasem, przejściami. To, że sam siebie dobijasz, jest twoim poszukiwaniem Boga, sensu życia - w złym postępowaniu go nie znalazłeś, nie ma tam szczęścia. Jeśli Bóg będzie na właściwym miejscu w Twoim życiu, wszystko się ułoży. A tak w ogóle czasem musi się człowiek rozsypać, żeby móc się poskładać na nowo lepszym.

 Odpowiedz na tę wiadomość
 Twoje imię:
 Adres e-mail:
 Temat:
 Przepisz kod z obrazka: