logo
Niedziela, 28 maja 2017 r.
imieniny:
Augustyna, Ingi, Jaromira, Germana – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Janusz Nawrot
Fundament ludzkiego życia
Zeszyty Karmelitańskie
 


Rozmaitość wszelakiego rodzaju wydarzeń dziejących się w naszych czasach na świecie i starym kontynencie coraz bardziej zmusza do refleksji nad kierunkiem dróg, po których stąpa współczesny człowiek. Starsze pokolenie Polaków zwykło mówić, że to, co jeszcze tak niedawno wydawałoby się nawet nie do pomyślenia, dzisiaj jest coraz bardziej normalne, wchodzi w przepisy prawa, stając się nie tylko miarą zachowań społecznie akceptowalnych, lecz nakazanych właśnie z tej racji, że przyjmuje wartość normatywną jako prawo stanowione. Pomija się zaś wszelkie odniesienie do norm ostatecznych, nienaruszalnych, których nie chce się dostrzegać w procesie roztrząsania konkretnych zagadnień prawnych lub tworzenia modeli zachowania moralnego. Odrzuca się odniesienie do świata religii chrześcijańskiej, wyznaczającej standardy fundamentalnych postaw gwarantujących zdrowie społeczne. W ten sposób aborcja, eutanazja, związki partnerskie, jednopłciowe, rozwody, zapłodnienie in vitro i wiele jeszcze innych cywilizacyjnych anomalii włącza się w zwykły obieg życia społecznego. Daje się tutaj obserwować ogromnie destrukcyjna rola środków społecznego przekazu, które wpływają na sposób myślenia i zachowania społecznego i czynią człowieka miarą jego osądu, z przekonaniami podbudowanymi ideologią ściąganą z ekranu, głośnika czy komputera. Kościół i od zawsze głoszone przezeń prawdy zostają zrelatywizowane i zepchnięte do poziomu postaw konserwatywnych, dalekich od zrozumienia potrzeb współczesnych społeczeństw. Nie są to już prawdy, lecz jedynie „przekonania”, z którymi można dyskutować jak z każdą inną opinią. W ten sposób świat wartości został „strącony z nieba”, a wprowadzony na rynek i poddany handlowi: kto da większy upust, błyskotliwiej uargumentuje, głośniej krzyknie lub wyśmieje.

Tymczasem tym, co podlega normom moralnym, w myśl wiary chrześcijańskiej, nie da się handlować. W Konstytucji duszpasterskiej o Kościele Sobór Watykański II jednoznacznie stwierdził, że stworzenie, w tym zwłaszcza świat ludzki, może poprawnie funkcjonować tylko wówczas, gdy pamięta o swej zależności od Stwórcy i nigdy nie traci z horyzontu świadomości, że do Boga musi się odwoływać, by nie utracić busoli własnego istnienia (KDK 36).

W początkach stworzenia
 
Zanim zastanowimy się nad treścią i konsekwencjami samego przykazania „Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną”, należy przyjrzeć się początkom ludzkości, jakich literacko-teologiczną wizję przedstawia Pismo Święte w Księdze Rodzaju. Otóż jednym z czterech podstawowych elementów pierwotnego szczęścia człowieka – oprócz zaspokojenia potrzeb materialnych, możliwości pracy, panowania nad resztą stworzenia, obecności drugiego człowieka – jest absolutny nakaz wierności Bożym przykazaniom, ściśle jednemu tylko, lecz dotykającemu podstaw ludzkiej egzystencji. Chodzi o zakaz spożywania z drzewa poznania dobra i zła (Rdz 2,16-17).
 
Ustanawia on hierarchiczną strukturę stworzenia. Nigdy Bóg jako Stwórca nie będzie równorzędnym partnerem człowieka jako stworzenia, i to zdolnego do życia rozumnego i moralnego. Nie byłoby bowiem nakazu wierności, gdyby człowiek nie był w stanie go wypełnić. Sam zaś nakaz jest bezdyskusyjny. Jednak słowo Boga wpierw daje człowiekowi nieograniczone możliwości korzystania ze środowiska jego życia: „Z wszystkich drzew tego ogrodu możesz spożywać według upodobania”! Manifestowana w ten sposób łaskawość i hojność Boga zaspokaja wszelkie potrzeby i aspiracje Jego ulubieńca, który od rana do wieczora może biegać po raju i korzystać do woli z wszelkich jego bogactw, by się wyrazić nieco eufemistycznie. Co więcej! Nie tylko rozległość przekazanego terenu, lecz całkowita wolność w sposobie zaspokajania apetytu daje poczucie pełni szczęścia, niemal nieograniczonego!
 
Właśnie! Owo „niemal” stanowi sedno problemu od początku istnienia naszych przodków aż po dziś dzień. W to „niemal” postanowił uderzyć nieprzyjaciel człowieka, sprytnie wykorzystując jego naturalny pęd do poznawania tego, co nieznane. Jedno bowiem „drzewo” zostało wyłączone z naszych możliwości konsumpcyjnych: to symbolizujące możliwość poznania dobra i zła. Wolność ludzka nie jest więc nieograniczona, inaczej niż wolność Boga. On sam stawia jej tamę przykazaniami, pragnąc uświadomić człowiekowi  jego całkowitą i permanentną zależność od Boga, Stwórcy. Każde więc przekroczenie tej granicy zmienia wolność w samowolę, tworząc postawę buntu wobec Prawodawcy.
 
Zarówno dobro, jak i zło to kategorie moralne, stanowiące trzon ludzkiego postępowania. Zakaz spożywania owoców z tego drzewa mówi nam najpierw o tym, że dziedzina życia moralnego zostaje wyjęta spod naszych możliwości tworzenia. Wszystkim na świecie może człowiek dowolnie rozporządzać, z wyjątkiem moralności, którą – jako jedyną – Bóg rezerwuje wyłącznie dla siebie. Z tej to racji nie dopuszcza jakiejkolwiek dyskusji z człowiekiem. Posłuszeństwo i wierność to oczekiwane wyrazy uznania podległości człowieka swemu Stwórcy i dobroczyńcy. Zauważyć jeszcze trzeba, że zakaz nie powinien być interpretowany jako widzimisię Boga, Jego kaprys w stosunku do człowieka. Chociaż nie tłumaczy mu swego polecenia, Bóg ukazuje się jako jedyny gwarant właściwych relacji między człowiekiem a Nim samym oraz człowiekiem a resztą świata. To właśnie posłuszeństwo Bogu utrzymuje człowieka we właściwej hierarchii stworzeń – i tak jako pierwszego po Bogu – i zabezpiecza utrzymanie porządku w całości dzieła Bożego. W ten sposób właśnie posłuszeństwo ustala najbardziej fundamentalną relację człowieka do wszystkiego, co jest poza nim samym, na pierwszym zaś miejscu właśnie do Tego, który powołał go do istnienia, do życia. Nie dziwi zatem, że pierwsze z Bożych przykazań przypomina tę relację, która człowieka czyni najbardziej osobą w najpełniejszym tego słowa znaczeniu.
 
Co Bóg chciał widzieć w przykazaniach?
 
Zanim odpowiemy na to pytanie, poczyńmy małą, a ważną obserwację. Otóż jak na początku stworzenia Bóg, zanim czegokolwiek zażądał od człowieka, obdarował go wszelkim potrzebnym do rozwoju dobrem, tak Dekalog zostaje wprowadzony istotną formułą przypominającą, co Bóg uczynił swemu ludowi: „Jam jest Pan, Bóg twój, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej, z domu niewoli” (Wj 20,2; Pwt 5,6). Akcent pada na absolutną darmowość Jego dzieła, którego naród wybrany jest jedynie beneficjentem, bez żadnego zobowiązania ze swej strony. Zatem dobro uczynione przez Boga jest zarówno darmowe, jak i uprzednie w stosunku do zobowiązań, które teraz Izrael ma podjąć dla swego Boga. Księga Rodzaju notuje takie samo uprzednie i darmowe dobro Boga stwarzającego świat dla człowieka, zanim postawił On pierwotny zakaz spożywania owoców z drzewa poznania dobra i zła. Otóż jest to stały sposób przedstawienia przez autorów biblijnych relacji między dobrocią Boga a Jego przykazaniami (m.in. Kpł 11,45; 19,36; 22,32-33; Lb 15,40-41; Pwt 5,15; 6,12-13.23-24). Darmowość ta wynika jedynie z faktu umiłowania ludu przez Boga, co nie jest motywowane żadną z jego strony zasługą (Pwt 4,37). Ponieważ zaś przykazania są zawsze następcze względem Bożych darów, mają być jednoznacznie odczytane jako wyraz wdzięczności ludu za otrzymane dobro. Również dlatego mają być postrzegane jako dobro, że dobry jest Ten, który je nadał. Mają być zatem oceniane nie jako jakieś zło konieczne lub ograniczenie wolności, lecz jej właściwe ukierunkowanie.
 
Sens pierwszego przykazania
 
Sama treść przykazania jest wszystkim dobrze znana. Co to jednak znaczy „bogowie cudzy”? Otóż chodzi Bogu o innych niż On sam. W czasach, gdy te słowa były formułowane, czczono wiele bóstw. Wszystko, czego człowiek wówczas się obawiał, co przewyższało jego zdolności i możliwości, czego nie potrafił racjonalnie wyjaśnić – wszystko to wkładane było do jednego worka z napisem: „bóg”. Nie dziwi, że w krajach starożytnych bezustannie mnożono kolejnych bogów, coraz bardziej zacieśniając sferę ich oddziaływania. Takim bóstwom chętnie stawiano statuy, ciosano ich posągi z drewna, kamienia lub żelaza. Wiele tego przykładów zawierają karty ksiąg natchnionych, najczęściej szydząc sobie z całego procederu ubóstwiania dzieł rąk ludzkich, jak choćby Iz 40,19-20; 44,9-20 czy Mdr 13,10-14,2.
 
Dziś moglibyśmy powiedzieć, że szczęśliwie wyrośliśmy z takich przedstawień, bo nikt już nie czci jako bóstwa żadnych gwiazd, zwierząt, sił przyrody, innych ludzi. Lecz czy do końca jesteśmy wolni od pokus czczenia innych bóstw? Czy dziś nie ma innych wartości lub raczej pseudowartości, które chciałyby zająć miejsce w naszym życiu należne Bogu jedynemu i prawdziwemu? Otóż są, i to wiele: pieniądze, władza, kariera, wygoda, technika, telewizja, sport, muzyka, nawet praca! Słowem, to wszystko, czemu ludzie poświęcają nieproporcjonalnie wiele wysiłku, czasu, zdrowia, czemu w praktyce podporządkowują swoje życie, co staje się dla nich tak ważne, że wszystko inne przestaje się właściwie liczyć. Jeżeli jednak człowiek podporządkowuje swe życie czemukolwiek poza Bogiem, stawia tę wartość na miejscu tylko Jemu należnym, jako swoistego konkurenta Boga w walce o człowieka. Katechizm Kościoła akcentuje konieczność pielęgnowania wiary: „Pierwsze przykazanie domaga się od nas umacniania naszej wiary, strzeżenia jej z roztropnością i czujnością oraz odrzucania wszystkiego, co się jej sprzeciwia” (KKK 2088).
 
Bóg zazdrosny o swą chwałę w człowieku
 
O. Jacek Salij OP w swej znakomitej książeczce „Dekalog” (Poznań 1997) wyłożył w sposób klarowny i przystępny argumentację dla stanowczego, boskiego „nie” wobec ubóstwiania stworzenia. Cztery są główne tego powody:
 
Bóg nie chce widzieć siebie jako jednej „z” wartości tego świata, stawianej tylko „obok” innych spraw lub rzeczy, na równi z nimi lub niżej od nich. Żaden człowiek posiadający poczucie swej wartości także nie lubi odczuwać jakiegokolwiek lekceważenia ze strony innych. Nie może zatem dziwić domaganie się przez Boga respektowania przysługującego Mu miejsca w życiu człowieka, którego przecież powołał do życia! Właśnie dlatego sam o sobie mówi, że jest Bogiem zazdrosnym (Wj 20,5; 34,14; Pwt 5,9; 6,15; Joz 24,19), a chwały sobie należnej nie odda żadnemu innemu (Iz 48,11).
 
Bóg żadnego spośród wszystkich stworzeń materialnych nie stawia tak wysoko, jak człowieka. Jeżeli człowiek odpowie Mu tym samym, nie będzie to z jego strony łaska dla Boga, lecz wyraz uczciwości i przyzwoitości. Niestety, istnieją ludzie, którzy Bogu nie przyznają wręcz żadnego miejsca w swym życiu, bo wszystko inne jest dla nich ważniejsze.
 
Człowiek zawsze jakoś upodabnia się do tego, w czym widzi wartość najwyższą i czemu poświęca najwięcej uwagi i sił. Jeśli spojrzeć na zagorzałych fanów piłki nożnej lub któregokolwiek z piosenkarzy, od razu daje się zauważyć, iż nie potrafią rozmawiać o niczym innym, ożywiają się dopiero wówczas, gdy mowa jest o tym, co ich bezpośrednio interesuje. Zacieśniają tym samym nie tylko krąg swych zainteresowań, lecz także możliwości swego rozwoju osobowego jedynie do wybranych obszarów. Co tu jest jednak najważniejsze? Otóż fakt, że wszelkie zainteresowania na tym świecie są wynikiem ludzkiej wytwórczości i jako takie, same w sobie, nigdy nie są w stanie rozwijać człowieka całościowo. Nie mają po prostu takich możliwości, ponieważ są ograniczone. Jeśli więc całość ludzkiego życia zostaje podporządkowana czemukolwiek poza Bogiem, człowiek będzie stale się umniejszał jako człowiek. Tym samym pozwoli na okrojenie i zredukowanie swojego życia tylko do jednej z jego dziedzin.
 
Spośród wszystkich stworzeń na ziemi jedynie człowiek jako istota rozumna zawsze będzie odczuwał niedosyt wartości duchowych i konieczność zaspokojenia tej potrzebny, czego nie dokonają żadne dobra materialne. Paradoks wynikający z powyższego spostrzeżenia jest taki, że ludzie odrzucający wiarę i Boga prędzej czy później skłaniają się ku wróżkom, zaklinaczom, tarociarzom, przepowiadaczom przyszłości, biorą udział w seansach spirytystycznych lub praktykują sekciarskie dziwactwa w poszukiwaniu spełnienia potrzeb duchowych. Pozytywnie swego czasu tak świetnie wyraził to św. Augustyn, pisząc w swych Wyznaniach: „Niespokojne jest serce nasze, dopóki nie spocznie w Tobie, Boże”.
 
Dlaczego Bóg chce być pierwszy w życiu człowieka?
 
Otóż dlatego, że jest On Bogiem jedynym, poza którym nie ma innego prawdziwego. Wielokrotnie przekonuje o tym Pismo Święte (Pwt 4,39; Iz 45,6). Zatem owo żądanie ma odzwierciedlić tę jedyną z możliwych prawd, że poza Bogiem nie istnieje żadna siła o mocy Jemu równej. Człowiek pragnący usunąć Boga, lub choćby dać Mu poślednie miejsce w swym życiu, z definicji żyje w zakłamaniu, gdy status boski nadaje rzeczywistościom stworzonym. Z kolei w przedstawionej wcześniej preambule do 10 przykazań w Wj 20,2 pojawia się niezwykle ważne stwierdzenie. Jeżeli Bóg nazywa tam siebie „Bogiem twoim”, to wyraźnie ogłasza, że nie zadowoli się swą jedynością lub panowaniem nad całym wszechświatem, lecz chce być Bogiem konkretnego, żywego człowieka, którego stworzył na swój obraz i podobieństwo.
 
Dziwne może się wydawać, że Bogu tak bardzo na tym zależy. Przyczyny należy chyba poszukać w fakcie, że tylko ludzie są zdolni kochać, czcić Go i odpowiedzieć Mu wartością swego życia (J 14,15). Nie uczyni tego żadna gwiazda, żadna góra, morze, roślina czy zwierzę. Z tej właśnie racji niegdyś skierował do każdego człowieka najważniejsze ze swoich przykazań o konieczności miłowania Go (Pwt 6,4). Człowiek ma więc odpowiedzieć swemu Bogu dokładnie tym, do czego On go uzdolnił: do miłowania oraz oddawania Mu czci i chwały. Wdzięczność to druga ważna motywacja pierwszeństwa Boga w życiu ludzkim (Ps 8,4-7; 13,6). Wreszcie nadzieja na dalsze Boże dobrodziejstwa, gdy człowiek odpowie Mu oddaniem należnej czci i okazaniem wdzięczności (Pwt 28,1-13).
 
Przykazanie akcentuje więc konieczność zwrócenia się ku Bogu, który – jako jedyny – zasługuje na ludzkie zaufanie, bo jest żywy, kochający i zawsze działa dla dobra człowieka, a przy tym jest od niego nieskończenie doskonalszy i działa ku jego wszechstronnemu, nie tylko cząstkowemu rozwojowi.
 
Co z „przykazaniem Ia”?
 
To nieco sztuczne oznaczenie odnosi się do literalnie nieobecnego w chrześcijańskim dekalogu przykazania drugiego w wersji Starego Testamentu, zakazującego czynienia jakichkolwiek wyobrażeń Boga lub stworzeń (Wj 20,4-5a). Tradycja Kościoła nie opuściła go jednak, lecz włączyła w treść pierwszego przykazania, stapiając niejako w jedno. Jest to całkowicie zrozumiałe, skoro nakaz wiary w jednego, duchowego, będącego poza swym stworzeniem Boga łączy się nierozerwalnie z zakazem czynienia jakichkolwiek Jego podobizn. Jeżeli jednak w Starym Testamencie się on pojawia, racją jego zamieszczenia jest powszechnie wówczas praktykowane bałwochwalstwo, zwłaszcza w wielkich cywilizacjach starożytności bliskowschodniej. Stanowiło to niezwykle żywotne niebezpieczeństwo dla młodej i nieokrzepłej jeszcze monoteistycznej wiary Izraela, który nota bene w całej swej historii miał ogromne kłopoty z zachowaniem wiary w jednego Boga. Właśnie za grzech idolatrii naród został ostatecznie wypędzony ze swej ziemi do nowej niewoli, tym razem na wschód, do Babilonii, w roku 587 przed Chr. Jednak w czasach Kościoła problem czynienia podobizn bożków nie był już żywotny, a w zasadzie przestał istnieć w swej klasycznej formie. Skoro więc z czasem definitywnie zaprzestano czynić podobizny bóstw, drugie przykazanie w wersji biblijnej straciło na znaczeniu.
 
Grzechy przeciw pierwszemu przykazaniu
 
Otóż grzeszy ten, kto się z Bogiem nie liczy, kto w bezczelnej pysze uważa, że wszystko zawdzięcza wyłącznie sobie, własnym zdolnościom, zamożności, sukcesom, umiejętnościom, układom, znajomościom, kto jest przekonany, że Bóg nie jest mu do niczego potrzebny. Kilka mocnych tekstów biblijnych ukazuje taką postawę jako szalenie niebezpieczną (1 Sm 2,9; Ps 49,13; Iz 5,21; Koh 7,16). Poza tym według Katechizmu Kościoła grzechami są tu: zabobon, bałwochwalstwo, wróżbiarstwo i magia, bezbożność, ateizm i agnostycyzm (KKK 2111-2128).
 
Jak realizować przykazanie?
 
Wypełniać słowa „Nie będziesz miał bogów cudzych przede Mną” znaczy najpierw zauważać Boga w codziennych sprawach swego życia. Nie oznacza to jednak stale i zawsze o Nim myśleć, nie jest to nawet fizycznie możliwe. Natomiast znaczy, że zawsze należy liczyć się z Bogiem w podejmowaniu decyzji mniejszych lub ważniejszych (Pwt 11,18). W praktyce wymaga to stawiania sobie pytania: czy Jezus uczyniłby na moim miejscu to, co ja chcę uczynić?, czy zgodziłby się ze mną?, czy poparłby mnie w moim działaniu?. To następnie postawa wdzięczności i podziękowania Bogu za to, co każdego dnia mnie spotyka. Chodzi zarówno o radość, dobro, jak i smutek i próby, jakim może On poddać człowieka. On po prostu jest obecny w każdym wydarzeniu ludzkiej codzienności. Stare przysłowie mówi, że kto Bogu dziękuje, ten od rana się raduje! To wreszcie praktykowana codziennie modlitwa. Właśnie modlitwa jest najważniejszym znamieniem realizacji pierwszego przykazania. Oznacza bowiem powierzanie Bogu własnych, codziennych spraw nie tylko w chwilach cierpienia i próby („jak trwoga, to do Boga!”), lecz zawsze i w sposób naturalny, gdy staje się On przyjacielem życia, a nie tylko figurką raz po raz odkurzaną dla świętego spokoju. Modlitwa to przede wszystkim postawa zauważania Jego stałej obecności oraz pozwolania Mu, by działał w nas i przez nas. Na koniec warto zacytować jedną z najwspanialszych sentencji św. Augustyna, zawierającą w sobie całkowicie treść omawianego przykazania dekalogu: „Gdy Bóg jest na pierwszym miejscu, wszystko jest na swoim miejscu”.
 
ks. Janusz Nawrot
Zeszyty karmelitańskie 2/2013
 
fot. Pexels Arrows | Pixabay (cc) 
 
Zobacz także
Adam Pastorczyk SCJ
Znawcy tematu nazywają go najszybszą drogą do świętości lub autostradą zbawienia. Ci, którzy ten cel już osiągnęli, przy zapisywaniu na multisesyjnym dysku kolejnego dnia swojego życia, nigdy o nim nie zapomnieli. Jeden z nich, św. Ignacy z Loyoli, domagał się nawet, byśmy poświęcili mu piętnaście minut naszego cennego czasu, codziennie... 
 
Adam Langhammer SP
Bóg oddziałuje na ludzką wolę nie swoją wszechmocą (wtedy by ją zniszczył!), lecz przez uniżenie i ofiarną miłość swojego Syna. Ma takie argumenty do przekonania stworzonej wolności, jakich my nie znamy po tej stronie życia. Dlatego można mówić – czerpiąc intuicje z Pisma i z dzieł Ojców Kościoła – o tym, że ludzka wolność bynajmniej nie jest zniweczona. 

Z ks. prof. dr hab. Wacławem Hryniewiczem OMI – dyrektorem Instytutu Ekumenicznego na KUL-u rozmawia Adam Langhammer SP
 
Joanna Krzywonos
Niezależnie od stopnia uduchowienia wszyscy mamy do czynienia z bardzo ziemskim elementem, jakim są pieniądze. Umiejętności zarabiania i wydawania pieniędzy jest tyle, ile samych ich posiadaczy, a bezpieczniej mówiąc, użytkowników. W związku z tym przed chrześcijaninem staje wiele pytań. Oto chociażby kilka z nich: czy istnieją ewangeliczne ogólne i szczegółowe zasady zarządzania zarobionym groszem? Czy chrześcijanin powinien pożyczać na procent? Czy chrześcijanin powinien zaciągać kredyty? Jakie wydatki są godziwe, a jakie nie? 
 
 
___________________
 
 reklama