logo
Piątek, 25 maja 2018 r.
imieniny:
Borysa, Magdy, Marii-Magdaleny, Bedy, Grzegorza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. dr Johannes Gamperl
Idźcie w pokoju Chrystusa
Czas Serca
 
fot. J A N U P R A S A D | Unsplash (cc)


Spojrzenie w kierunku chwały nieba może nam pomóc w tym, abyśmy jeszcze poważniej przyjęli i potraktowali nasze posłanie i nasze zadania. Spojrzenie w kierunku nieba pomoże nam także spełnić je z radością i miłością!
 
Sprawowaliśmy Mszę Świętą, jako kapłani, lub uczestniczyliśmy, jako lud Boży, w niej, w tej największej Tajemnicy naszego Odkupienia, mianowicie w celebracji tajemnicy męki, śmierci i zmartwychwstania naszego Pana Jezusa Chrystusa. Doświadczyliśmy Jego miłości i zostaliśmy nią obdarzeni. Teraz, z błogosławieństwem Boga Wszechmogącego, którego udzielił nam kapłan, mamy wrócić do naszej codzienności, ale już nie sami, lecz z miłością Pana Jezusa w sercach!

Idźcie w pokoju – z Chrystusem
 
Słowo „pokój”, hebrajskie schalom, oznaczało już w Starym Przymierzu uosobienie mesjanistycznego Zbawiciela. Wszystko to, co możemy wyrazić pod pojęciami „zbawienie”, „radość”, „miłość”, „szczęśliwość”, „dobroć”, „litość” itd., zawiera się w słowie „pokój”. I Pan Jezus może nas tym wszystkim obdarzyć – teraz tylko w takim stopniu, w jakim jesteśmy w stanie to przyjąć, kiedyś zaś, w wieczności, obdarzy nas pełnią tych darów. Nie jesteśmy sami, jest z nami Pan Jezus, który towarzyszy nam w naszej codzienności. Przecież przyjęliśmy Go w Komunii Świętej. A wraz z Nim towarzyszy nam całe niebo, chociaż tego nie możemy spostrzec naszymi cielesnymi zmysłami. Zjednoczenie z Nim, Jego miłość, Jego moc, Jego duch pomagają nam w codziennym życiu.
 
Pan Jezus nigdy nie pozostawia nas samych. Już dawno temu św. Teresa z Lisieux zauważyła: „Kiedy cierpisz, wtedy i Pan Jezus cierpi jeszcze bardziej w tobie”. To zjednoczenie z Panem Jezusem, który przecież jest z nami i w nas, osiągamy poprzez modlitwę. Dlatego też modlitwa we wszystkich jej formach i wariantach jest tak ważna: modlitwa żarliwa, modlitwa jako rozmowa, adoracja lub też proste uniesienia serca do Pana Boga – tzw. akty modlitewne, akty strzeliste.
 
Możemy się modlić tylko wtedy, gdy jesteśmy napełnieni miłością. Z całą słusznością mówi św. Jan Vianney: „Pięknym zadaniem człowieka jest miłować i modlić się. Jeżeli będziecie się modlili i miłowali, to zauważycie, że na tym właśnie polega szczęście człowieka tutaj na ziemi. Modlitwa nie jest niczym innym jak zjednoczeniem z Bogiem. Pan Bóg i dusza ludzka w tym ścisłym zjednoczeniu są jak dwie świece wtopione jedna w drugą, których już nikt i nic nie zdoła rozdzielić. To zjednoczenie jest szczęściem, którego nikt nie jest w stanie pojąć. My nie byliśmy godni, by się modlić, ale Pan Bóg w swej dobroci pozwolił nam, byśmy mogli z Nim rozmawiać. Moje dzieci, macie małe serca, ale modlitwa powiększa je i czyni sposobnymi, by kochały Pana Boga”.
 
Nasza codzienność może i powinna być wypełniona modlitwą, przede wszystkim kiedy wykonujemy naszą pracę wraz z Panem Jezusem i z miłości do Niego.
 
Idźcie – wasza misja się rozpoczyna
 
Misja zawsze rozpoczyna się wezwaniem Pana Boga. I właśnie we Mszy św. czujemy się powołani, aby żyć Jego przesłaniem, Jego Ewangelią, a także by pozyskać dla Niego innych. W realizowaniu tego wezwania decydujące znaczenie mają raczej nasze czyny aniżeli słowa. Słowa mogą nas poruszyć, ale tylko czyny mogą nas porwać. Najpiękniejsza liturgia Mszy św., najlepsze uczestnictwo w niej na niewiele się zdają, jeśli nie urzeczywistnimy ich i nie potwierdzimy tego naszym życiem.
 
Jesteśmy posłani w mocy Ducha Świętego; Ducha, którego Pan Jezus obiecał, a potem zesłał na apostołów! Duch Święty pomoże nam rozpoznać to, co słuszne. Święty Cyryl Jerozolimski porównuje działanie Ducha Świętego do bijącego źródła, którego wody obdarzają życiem wiecznym (por. J 4,14). Wszystkie rośliny i składniki odżywcze potrzebują wody i przyjmują ją, ale różnie ona na nie działa. Podobnie jest z Duchem Świętym. On jest jeden, ale udziela każdemu swoich szczególnych darów tak, jak chce (por. l Kor 12,11). Według św. Cyryla: „Tak jak suche drzewo, które przyjmując wodę, zaczyna wypuszczać pąki, tak samo ma się rzecz z pogrążoną w grzechu duszą. Kiedy się nawraca, przyjmuje Ducha Świętego i zaczyna wydawać owoce sprawiedliwości. I chociaż Duch Święty ma tylko jedną postać, działając w imieniu Chrystusa, udziela wielu darów łask. Jeżeli ktoś był w ciemności i nagle zaświeci słońce, to jego cielesne oczy zostaną oświetlone i zobaczy wyraźnie to, czego wcześniej nie mógł widzieć”.
 
Ten, kto zostanie napełniony Duchem Świętym, rozpozna Jego intencje i będzie wiedział, co powinien czynić, a czego unikać. Otrzyma też od Ducha Świętego różne dary i owoce, na przykład mądrość, dar interpretacji Pisma Świętego, siłę do poszczenia i czynienia dzieł miłosierdzia, moc do wypędzania złych duchów, dar mowy w przepowiadaniu Dobrej Nowiny Pana, gotowość na męczeńską śmierć, dar modlitwy i miłości.
 
Idźcie i nie zapominajcie o waszym wzniosłym celu
 
„Nasza bowiem ojczyzna jest w niebie. Stamtąd też jako Zbawcy wyczekujemy Pana Jezusa Chrystusa, który przekształci nasze ciało poniżone w podobne do swego chwalebnego ciała” (Flp 3,20-21). Spojrzenie w kierunku chwały nieba może nam pomóc w tym, abyśmy jeszcze poważniej przyjęli i potraktowali nasze posłanie i nasze zadania. Spojrzenie w kierunku nieba pomoże nam także spełnić je z radością i miłością!
 
Podobno artysta kamieniarz Andrzej z Ried miał się uwiecznić w postaci śmiejącego się anioła w starej, dostojnej katedrze w Reims we Francji. Andrzej był sierotą. Jego ciocia, u której mieszkał, wychowywała go, uciekając się do gróźb i do straszenia piekłem. Stosując takie metody, nie osiągnęła jednak dobrych rezultatów. Chłopiec coraz bardziej się bał, szczególnie ciemności, dlatego chętnie przebywał u dalekiej rodziny, z którą czuł się bardzo dobrze i doświadczał od niej miłości Bożej. Jednak któregoś dnia, a było to jakieś święto, matka rodziny, Barbara, postanowiła zrealizować pewien plan. Zaproszono Andrzeja na świąteczny obiad, a kiedy wszystko było już przygotowane i panowała atmosfera pełna wyczekiwania i radości, pani Barbara wręczyła mu srebrzysty dzban, prosząc: „Idź, Andrzejku, i przynieś tacie wina, bo zapomniałam o nim”. Na te słowa chłopca natychmiast opuściła radość – tak straszna wydawała mu się ciemność głębokiej piwnicy. Mama Barbara uśmiechnęła się i dodała zaraz: „Zaczekaj, pójdę z tobą”. Wzięła kaganek, zapaliła go, ujęła chłopca za rękę i poszli po schodach w dół do piwnicy. Wątłe, migocące światło słabo oświetlało ciemne sklepienie. Andrzej mocno trzymał panią Barbarę za rękę. Nagle kobieta zatrzymała się i puściła dłoń chłopca, aby otworzyć ciężką klapę spuszczanych drzwi, które prowadziły do innego pomieszczenia. Andrzej, nie chcąc pozostać w ciemnościach, musiał iść zaraz za panią Barbarą i za światłem kaganka. Kiedy znów mógł ją złapać za rękę, wyszeptał z bojaźnią: „Czy to już ostatnie drzwi?”. „Zaczekaj, Andrzejku – powiedziała kobieta – wyczujesz to. Musisz tylko iść aż do końca”. Potem schyliła się i pociągnęła chłopca za sobą korytarzem o niskim sklepieniu. Wtem jednak zgasło światło kaganka i oboje pogrążyli się w nieprzeniknionej, kompletnej ciemności. „Czy to już ostatnie drzwi?” – zapytał chłopiec. „Tak, już ostatnie, to już tutaj” – odpowiedziała pani Barbara. Puściła jego rękę, a on usłyszał, jak przesuwa rygiel w drzwiach i otwiera je. Korytarz prowadził do drugiego wyjścia z piwnicy. Znajdowało się ono pod zboczem góry, na którym były położone dom i gospodarstwo. Gdy pani Barbara otworzyła drzwi, rozpostarł się przed nimi wspaniały widok: piękny, wiosenny krajobraz, rozświetlony jasnymi promieniami słońca, z kwitnącymi drzewami, śpiewającymi ptakami, z doliną, w której błyszczała tafla rzeki.
 
Andrzej był tak olśniony i pełen niepojętej radości, że nawet nie mógł wydobyć z siebie okrzyku zachwytu, który uwiązł mu w gardle. Po chwili spojrzał na panią Barbarę. Uśmiech, który przyozdobił jej twarz, gdy opierając się o witrynę drzwi, patrzyła na niego, zapamiętał do końca życia. „Widzisz, to już te ostatnie drzwi” – powiedziała. Od tego czasu Andrzej wiedział już na zawsze, że śmierć i ciemność nie oznaczają końca, ale że za nimi świeci prawdziwe, życiodajne światło. W ten sposób został uleczony z wszelkiego lęku.
 
„Idźcie w pokoju Chrystusa!”

Pomyślmy przy tym wezwaniu o naszym najwyższym, ostatecznym celu, który Pan przygotował dla nas – o wspaniałości nieba! Pan towarzyszy nam każdego dnia, aż do momentu, gdy osiągniemy wieczny cel!
 
A za wszystkie Jego łaski, za Jego miłość, za Jego potęgę podziękujmy – tak jak na końcu każdej Mszy św. – wołając: „Bogu niech będą dzięki!”.
 
ks. dr Johannes Gamperl
tłum. z jęz. niem.: ks. Jacek Kubica SCJ
Czas serca 115/6/2011 
 
Zobacz także
Ewelina Drela
Poruszanie tematu pobożności, czy dewocji, zawsze jest dość niebezpieczne. Robiąc to, narażamy się na krytykę, być może nawet agresję zarówno ze strony osób niewierzących, jak też "wierzących za bardzo". Czy zatem lepiej przemilczeć pewne kwestie? Nie wypowiadać się, udając, że ich nie ma? Bynajmniej.
 
Rafał Sulikowski
Nie ma takiej dziedziny życia dziś, która nie przynosiłaby przykładów anty-ewangelii i nie generowałaby cywilizacji śmierci. Tak naprawdę na świecie trwa walka nie tyle dobra ze złem, a życia i śmierci. Coraz więcej przestępstw, handel ludźmi i narkotykami, kłamstwa na porządku dziennym. Zagrożone jest życie wieczne ludzkości...
 
ks. Dariusz Salamon SCJ
Narodzeniu Jezusa towarzyszyły zapowiedzi, że dzięki Niemu ludzie otrzymają odpuszczenie grzechów. Anioł obwieścił Józefowi, że „Jezus, zbawi swój lud od jego grzechów” (Mt 1,21). Zachariasz również zapowiedział: „Jego ludowi dasz poznać zbawienie przez odpuszczenie grzechów” (Łk 1,77). Potwierdzi te proroctwa Jan Chrzciciel, gdy nad Jordanem zaświadczy o Jezusie: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata” (J 1,29). 
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama