KATOLIK.pl - Portal katolicki dla wierzących, wątpiących i poszukujących

szukaj w


 Działy czytelni
  Artykuły
  Książki
  Rekolekcje
  Fotoreportaże
  Konkursy
  Modlitewnik
 
 Kategorie tematyczne
Aborcja, Eutanazja
Biblia
Bóg, wiara, rozum
Cierpienie, Chorzy
Cuda
Czaty
Dekalog
Dogmaty
Duch Święty
Duchowość
F.A.Q.
Filozofia
Grzech
Historia Kościoła
Inne religie
Jezus Chrystus
Katechezy
Kościół
Maryja
Misje
Modlitwa
Moralność
Muzyka, kultura, sztuka
Nawrócenie
Powołanie
Prawo kościelne
Rodzina, Małżeństwo
Rozważania, opowiadania
Sakramenty
Seksualność
Sekty, okultyzm
Sens życia
Spowiedź święta
Szatan, piekło
Świadectwa
Świat wokół nas
Święci, Świątobliwi
Tradycje, Liturgia
Wywiady
Życie wieczne

Podział wg pochodzenia
 

 
 Polecamy



 


 

 

  Choruję na duszę! - Nienawidzę swojego ciała!
Agnieszka

Anoreksja  
 
Choruję na duszę! - Nienawidzę swojego ciała!
 
Robię sobie krzywdę. Kaleczę swoje ciało. Ale ono jest moje! Nie chcę go, nie lubię go… Nienawidzę na siebie patrzeć. Nigdy nie patrzę w lustro. A jeżeli patrzę – to i tak nie na siebie. Mnie tam nie ma.
Po co się urodziłam, no – po co? Tato, tato! – dlaczego odszedłeś ode mnie, od mamy?
Czułam się strasznie samotnie, nikt nie głaskał mnie po głowie… Potwornie boję się bliskości – nie wierzę, żeby ktoś mnie zaakceptował. A z drugiej strony tego pragnę. Ale do tych uczuć nie daję sobie praw.
Udaję… że jestem kochana. Wymiotuję wszystkim – smutkiem, strachem, złością…
Boję się.
 
Odchudzanie stało się moją obsesją. Papierosy też, bo kiedy się pali, nie trzeba jeść. Żeby mało jeść, trzeba dużo palić. Więc za kieszonkowe – za pieniądze na śniadanie – kupowałam dwie paczki „mocnych”, czasem nie wystarczyły nawet na jeden dzień. Chodziłam śmierdząca od dymu tytoniowego, paznokcie obgryzałam do krwi, włosy zgoliłam… Bez papierosów bym oszalała, kiedy mi ich brakowało, zapalałam skręta z trawy – to był odlot, ale bolała mnie głowa. Każdego dnia wyrzucałam to, co złe. Za dużo jedzenia, za dużo nieszczęścia, postanowiłam wszystkiego się pozbywać. Dopiero wtedy czułam się wolna i czysta, jak mój żołądek.
 
Zaczęłam dużo ćwiczyć, tylko szybko oblewał mnie pot, bo czułam się głodna, robiłam kąpiele w gorącej wodzie, bo to ponoć wyciąga. Nie miałam siły się uczyć, olewałam to, wszystko miałam gdzieś. Najważniejsze dla mnie było, kiedy wieczorem wchodziłam na wagę, a tam było mniej, to był sukces, który mnie uskrzydlał. Dążyłam do moich marzeń, by mieć wystające kości policzkowe, szczupłe nogi i ramiona. Matka na mnie ciągle krzyczała, że jestem bałaganiara, bo ciągle znajdowała stary chleb czy kanapki – w szafie, pod łóżkiem… Chowałam śniadania, kolacje, a obiad – udawałam, że jem – szybko wyrzucałam do kibla. Czasem, nie chcąc zaognić sytuacji, jadłam wspólną kolację, ale też umiałam się jej pozbywać.
 
Dobrze, że choć Marek mnie doceniał, właśnie zaczęłam z nim chodzić, koledzy mu zazdrościli, że ma taka „laskę”. Imponowało mi to, więc pozwalałam mu na coraz więcej. Skoro nikt mnie nie kochał, to nareszcie znalazł się ktoś, komu na mnie zależało (tak mi się wówczas wydawało). Matka nie domyślała się niczego, myślała, że to niewinna pierwsza miłość… To był osiedlowy Rambo, imponowała mi jego siła, był najlepszy. Wcale nie byłam gotowa na seks, ale robiłam to dla niego, myślałam, że potem otrzymam nagrodę, chciałam, aby ktoś chronił mnie przed złym światem.
 
Kiedy poszłam do szkoły średniej, to było w pierwszej klasie – chciałam zapisać się do szkoły modelek, okazało się, że muszę jeszcze trochę schudnąć, wzięłam się ostro za siebie: jadłam tylko marchew, sałatę, dużo piłam wody niegazowanej, ziół przeczyszczających... A kiedy zdarzało mi się obżarstwo (były dni wielkiego głodu), opracowałam technikę wymiotowania.
 
Zaczęły mi się psuć zęby, łykałam tabletki przeciwbólowe, ciągle było mi zimno, włosów już prawie nie mam, ale zawsze chciałam być łysa.
Zerwałam z Markiem, powiedział, że bardziej mu się podobałam grubsza, mówił, że ciało się liczy, tylko ono, „nie ważne, co ci w duszy gra, tylko jaki masz obwód biustu” – kretyn.
Potem byli inni – i też nie traktowali mnie lepiej. Ale ja się godziłam, to było przyzwyczajenie, pozwalałam facetom – robili, co chcieli.
Coraz więcej we mnie było agresji, wszystko mi przeszkadzało, cały świat jakby mnie uwierał i gniótł. Szkoła, dom…
 
Ginę, bo tak chcę! To było moje postanowienie! – Dlaczego nie chcesz żyć? – pytała mnie psycholog. Sama nie wiedziałam… Tłumaczyłam, że najpierw chciałam się tylko trochę odchudzić, bo ojciec uważał, że jestem za gruba, potem nie przyjęli mnie do szkoły modelek, a potem nie mogłam już przestać.
Szczerze mówiąc, nie lubiłam chodzić na żadne wizyty – robiłam to tylko przymuszona przez matkę. Jednocześnie kochałam i przeklinałam swoje ciało, byłam jak zraniony ptak, któremu zamiast skrzydeł ktoś wyrwał serce.
Po raz pierwszy (to był koniec drugiej klasy) ośmieliłam się powiedzieć o sobie: ANOREKTYCZKA; ale przecież świat musi pomieścić wszystkich: chudych i grubych, szczęśliwych i nieszczęśliwych, i tych, którzy mają chore ciała i chore dusze.
 
Czułam się bardzo słabo, często mdlałam, kilka razy lądowałam w szpitalu, ale nie chciałam się leczyć. Na grupie mówiłam: – Wiem, że jestem anorektyczką i ciężko z taką wizją żyć, bo nie akceptuję swojego ciała. Ja nadal uważam, że mam zbyt pulchne policzki, że brzuch nie jest dostatecznie płaski, w swoim lustrze dostrzegam po prostu co innego… Wiem, że to jest choroba, a wszelkie działania prowadzące do ideału wymykają się spod kontroli. Jak się uwolnić od tego problemu? Trzeba polubić siebie! Ale jak to zrobić?
Zapadły mi w sercu słowa psychoterapeuty: – Możesz osiągnąć wszystko, co tylko sobie zaplanujesz, ale musisz do tego konsekwentnie dążyć, z taką samą premedytacją, z jaką walczyłaś ze swoim ciałem.
 
W szpitalu dużo napatrzyłam się na nieszczęścia takich, jak ja. Były też anorektyczki, które umarły. Pamiętam jedną matkę, która z wielką troską opiekowała się córką, zaczęła się gorąco modlić, Bóg jej wysłuchał.
Postanowiłam, że ja też poproszę Boga, by mi pomógł (to była klasa maturalna).
I dziś dziękuję Jezusowi za cud nowego życia! Studiuję psychologię, bo chcę pomagać takim, jak ja.
Życie to nieustanna walka, nie jest mi łatwo, ale z Bogiem wszystko jest możliwe!
 
Agnieszka
 
wersja do druku 
wyślij znajomemu 


 

Gloria zaprasza!