Uwaga na Antychrysta! cz.2
Antychryst w oczach Ojców Kościoła
Chrześcijanie od samego początku istnienia Kościoła kierowali baczną uwagę na odczytywanie w duchu Ewangelii znaków czasu. Być może dlatego, że pierwsze wieki istnienia wspólnot uczniów Chrystusa to czas prześladowań religijnych i politycznych wybuchających z gwałtowną siłą i niespodziewanie. Męczeństwo pierwszych chrześcijan domagało się światła z wysoka. Takiego samego światła poszukiwano w obliczu mnożących się sekt i odstępstw doktrynalnych, sporów teologicznych i kłopotów z zachowaniem kościelnej dyscypliny, uderzających w jedność Kościoła. Już dokument Didaché z początków II wieku po Chrystusie przestrzegał przed „fałszywymi prorokami i gorszycielami”, którzy namnożą się w ostatnich dniach. Zapowiadał też ukazanie się Zwodziciela, czyniącego znaki i cuda „tak samo, jak Syn Boży”. „I wówczas ludzkie plemię pójdzie ku ogniowi próby” (16,3).
Widzimy, że wielu nauczycieli wczesnochrześcijańskich w poszukiwaniu właściwego sensu wydarzeń odwoływało się do komentowania wyżej wspomnianych tekstów biblijnych, natomiast pierwszymi, którzy zaczęli wprost posługiwać się określeniem „antychryst”, byli św. Polikarp, św. Ireneusz z Lyonu oraz Hipolit Rzymski.
W tradycji patrystycznej pojawiają się dwa typy antychrysta: prześladowca doktrynalny, czyli „antychryst herezjologiczny” oraz prześladowca dni ostatnich, czyli „antychryst eschatologiczny”. Do faktu prześladowań, jakie cechowały epokę imperium rzymskiego, odniósł się Celsus, słynny pogański znawca judaizmu i chrześcijaństwa, wielki przeciwnik i prześmiewca nauki Chrystusa, którego dzieło znamy jedynie dzięki ripoście Contra Celsum, napisanej przez geniusza Kościoła z Aleksandrii, Orygenesa. Celsus zauważał, że chrześcijanie za bezpośredniego sprawcę prześladowań uważają diabła. Również i on przeciwnika uczniów Jezusa wywodził z żydowskiego pojęcia szatana. Tego zaś kojarzył z jednostronnie interpretowaną treścią greckich mitów o tytanach. Orygenes słusznie zarzucił Celsusowi, iż ten w próbie zrozumienia mentalności chrześcijan całkowicie pomijał naukę o Antychryście.
Pierwsze pojęcie Antychrysta zostaje użyte w związku z plagą herezji i w związku z wymową listów Janowych. O tym mówi Polikarp, biskup Smyrny, twierdząc, iż każdy, kto nie wyznaje wiary w człowieczeństwo Syna Bożego, kto nie uznaje świadectwa Jego krzyża oraz odrzuca rzeczywistość zmartwychwstania, zasługuje na miano antychrysta[6]. Tą samą drogą podążają Tertulian i Orygenes, autorzy z początku III wieku[7]. Dzięki Tertulianowi dowiadujemy się o Marcjonie, który, powołując się na List św. Pawła do Tesaloniczan, objaśniał swą doktrynę Demiurga, złego Boga Starego Przymierza, który sprzeciwia się dobremu Bogu głoszonemu przez Chrystusa, i który powodowany zazdrością o Mesjasza nasyła przeciw Tamtemu siły demoniczne[8]. Ireneusz z Lyonu, duchowy uczeń Polikarpa, podejmuje w swym wielkim dziele Przeciw herezjom temat antychrysta w dwóch znaczeniach. Najpierw, w księdze III wspomnianego dzieła, polemizuje z gnostykami, a zwłaszcza z doketystami, którzy twierdzili, że cierpienie Chrystusa na krzyżu było tylko pozorne. Dla Ireneusza są oni przykładem Pawłowego „człowieka nieprawości”[9]. Wspomina on też o Marku Magu, uczniu Waldensa, gnostyku działającym w Galii, który jest „niemalże prawdziwym prekursorem Antychrysta”.
Ireneusz objaśnia „Boską ekonomię zbawienia” objawioną łącznie przez Stary i Nowy Testament, bowiem pierwsze przymierze wyjaśnia się i spełnia dopiero w tym ostatecznym przymierzu, zawartym we krwi Chrystusa. Całe dzieje – od stworzenia świata, poprzez grzech, aż do zbawienia – spina jedna klamra, mianowicie zamysł Boga, aby wszystko zrekapitulować w Chrystusie. W tym sensie Ireneusz po raz pierwszy sięgnął po eschatologiczną interpretację Antychrysta, utożsamianego z trzecią Bestią, wspomnianą w psalmie 90 oraz w Apokalipsie[10]. Ten eschatologiczny nurt rozwijają pisarze po obydwu stronach doktrynalnej barykady. Z jednej strony frygijski prorok Montan (stąd: montanizm), zapowiadający rychły koniec świata i zstąpienie Nowej Jerozolimy, z drugiej zaś ojcowie chrześcijańskiej ortodoksji: Hipolit Rzymski (poświęcił temu całe dzieło Traktat o Antychryście oraz fragmenty Komentarza do księgi Daniela), św. Cyprian z Kartaginy (w swoich Listach 58, 59, 67, 69, 70, 73, 74 oraz Do Fortunata), Kommodian (Instructiones), Laktancjusz (Divinae Instructiones), św. Jan Damasceński (De fide orthodoxa) oraz św. Augustyn z Hippony (Państwo Boże, XX). Według tego ostatniego, obok Antychrysta eschatologicznego, należy brać pod uwagę wielu jego prekursorów oraz zwolenników.
Moją listę Ojców zamknę wyjątkowo św. Tomaszem z Akwinu, mimo że należy on już do innej epoki i innej tradycji teologicznej. W dziełach Tomaszowych słowo „Antychryst” występuje 1394 razy. Oznacza ono osobę nie tożsamą z diabłem, mimo że diabeł się nią posługuje. Szatan zamieszkuje duszę Antychrysta tylko w sensie moralnym, bowiem realnie w człowieku może przez łaskę zamieszkiwać tylko Trójca Święta. Diabeł ma moc oddziaływania zewnętrznego na wszystkich ludzi, Antychryst tylko na nieprawych. Jest sumą nieprawości, jest więc w stanie nakłonić innych ludzi do najbardziej wyrafinowanych podłości. Tomasz twierdził, że Antychryst pojawi się, by odciągnąć chrześcijan od wiary w Chrystusa. Dla niego „koniec czasów” oznacza okres największego dostępu demonów do ludzi[11].
Warto dodać, iż wielu nauczycieli Kościoła pierwszych wieków (takich jak Ireneusz, Cyryl Aleksandryjski, Efrem, Hieronim, Jan Chryzostom, Anzelm czy Raban Maur), przy okazji omawiania zagadnień związanych z Antychrystem, swą nadzieję lokowało w postaci wielkiego władcy chrześcijańskiego, który pokrzepi do zmagań serca uczniów Chrystusa. Już w VI stuleciu św. Cezary z Arles twierdził (kilka wieków później potwierdzą to samo inni wizjonerzy historii, np. opat Werdin d’Otranto, św. Zenobiusz czy św. Hildegarda z Bingen), że Antychrysta poprzedzą Wielki Władca oraz Wielki Papież: „Wielki władca towarzyszyć będzie Papieżowi w odnowie całej ziemi. Wielu książąt i narodów żyjących w błędzie i nieprawości nawróci się i zakróluje cudowny pokój między ludźmi… Wszystkie narody uznają Stolicę Apostolską w Rzymie i przyznają słuszny hołd Papieżowi”. Kto żył świadomie przez ostatnie trzydzieści lat i kto widział ciało papieża Jana Pawła II otoczone przez głowy większości państw świata podczas pogrzebu w Watykanie w 2005 roku, nie zdoła oprzeć się sile skojarzeń. „Lecz po określonym czasie – kontynuuje Cezary z Arles – gorliwość ostygnie, wzmoże się nieprawość, zaś zepsucie moralne stanie się takie, jak nigdy dotąd i to sprowadzi na rodzaj ludzki ostateczne i najgorsze prześladowania Antychrysta i koniec świata”[12].
Antychryst średniowieczny
Pozostawiamy na boku ulubione zajęcie Ojców: zgłębianie Słowa Bożego, by w jego świetle odczytywać znaki Boga w historii. Ulubionym zajęciem ludzi średniowiecza są przygody, budujące opowieści, hagiografie świętych. Lekturą najważniejszą jest Złota legenda Jacopa de Voragine, zestaw niesamowitych epizodów z życia szaleńców Bożych, obfitujących w cuda i cnoty w stopniu heroicznym. Zmienia się w związku z tym klimat wokół samego Antychrysta. Pojawi się on w konwencji hagiograficznej: jako anty-święty. Trzeba szybko dodać jeden szczegół: Antychryst nie jest centralną postacią średniowiecza. Zajmie raczej umysły ciekawskie, żądne przygód. Postaram się dostarczyć kilku przykładów.
Pierwszym biografem Antychrysta jest żyjący w X wieku mnich Adson z Montier-en-Der, który w latach 950-954 napisał, na prośbę królowej Gerbergii, żony Ludwika IV, dziełko De ortu et tempore Antichristi (O narodzinach i czasie Antychrysta), znane powszechnie jako Vita Antichristi, bardzo naówczas rozpowszechnione. Wystarczy pomyśleć, że do dziś przechowało się 171 jego manuskryptów. Autor niczego nie wymyśla, lecz zwyczajnie kompiluje i przepisuje różne wcześniejsze fragmenty: a to z Hieronima, a to z Bedy Czcigodnego, a to z wielu innych komentarzy do listów Pawłowych czy Apokalipsy. Bohater Adsona prowadzi życie całkowicie przeciwne Chrystusowi, coś w rodzaju przeżywanej anty-Ewangelii.
W ślad za Adsonem pojawiają się kolejne tego typu prace, świadczące mimo wszystko o swoistej pozycji, jaką tajemnicza postać Antychrysta będzie zajmować w zbiorowej świadomości Europejczyków. Pod koniec XIII stulecia kataloński lekarz Arnoldo de Villanova (1240-1311) napisze najpierw po katalońsku, potem w łacińskiej wersji swój Tractatus de tempore adventus Antichristi. Ogłosi w nim nadejście mrocznego antagonisty Chrystusa na rok 1378. Według autora, pozostającego pod urokiem ruchu franciszkańskiego w Kościele, tylko ubóstwo będzie w stanie pokonać ponure władanie Antychrysta.
Uczeń Arnoldo, Bartolomé Genovés (Janoesius) z Majorki w swej książeczce De nonissimis temporibus, potępionej jednocześnie przez biskupa Barcelony, jak i wielkiego inkwizytora, będzie obstawał przy święcie Zesłania Ducha Świętego 1360 roku jako dacie przewidywanego nadejścia Antychrysta. W ten nurt wyglądania na horyzoncie przeciwnika Zbawiciela włączą się także zakony kaznodziejskie. Dominikanin św. Wincenty Ferrier (1350-1419) w swych kazaniach pełnych wezwań do nawrócenia będzie powoływał się na rzekomą wizję św. Dominika, w której to Dziewica Maryja miała mu przyrzec opóźnienie o sto lat ostatecznych wydarzeń końca świata, aby dominikanie mogli zdążyć nawrócić ludzkie serca. Franciszkanie natomiast celowali w sztuce identyfikacji Antychrysta, który już nadszedł. Miejscem jego narodzin miał być Półwysep Iberyjski, zaś samym zainteresowanym mistrz Ferdinando z Kordoby (1421-1480).
Kawaler ten już w wieku dwudziestu lat zdobywa tytuł doktora filozofii, teologii i medycyny, po czym udaje się do Francji, gdzie wprawia w podziw cały uniwersytet paryski swym poziomem wiedzy i erudycji. Tak opisuje jego postać w biografii pod tytułem Chronicon z 1501 roku pewien niemiecki opat: „Był bowiem biegły w tym wszystkim, co odnosi się do Pisma Świętego, nienaganny w obyczajach i rozmowach, bez cienia wyniosłości czy też arogancji, lecz niezwykle pokorny i uprzejmy. Znał na pamięć całą Biblię, pisma Mikołaja z Lyry, św. Tomasza z Akwinu, Aleksandra z Hales, Dunsa Szkota, św. Bonawentury i innych wiodących teologów, zarówno też wszystkie księgi prawa, tak cywilnego, jak i kanonicznego. Znał jednocześnie na wylot (jak to się mówi) pisma Awicenny, Galena, Hipokratesa, Arystotelesa, Alberta Wielkiego oraz wiele innych ksiąg i komentarzy z dziedzin filozofii naturalnej i metafizyki. Był sprawny w argumentacjach, dokładny w dyskusji, nigdy też nie przegrywał z nikim sporu. Posiadał wreszcie umiejętność pisania i czytania do perfekcji w języku hebrajskim, greckim, łacinie, po arabsku i po chaldejsku […]. Różne opinie wypowiadali o nim paryscy doktorzy: niektórzy brali go za czarownika, opętanego przez diabła; inni wręcz przeciwnie. Nie brakowało i takich, którzy twierdzili, iż to niemożliwe, aby zwykły śmiertelnik w tak niezwykły sposób obeznany w Pismach nie był Antychrystem”.
Ferdinando zdołał uniknąć licznych procesów, uciekając do Rzymu, gdzie wsparty protekcją kardynała Bessarione został mianowany członkiem Roty Rzymskiej oraz doradcą prawnym papieża Sykstusa IV. Dzięki niemu przez większą część epoki średniowiecza pozostało jednak przekonanie, że Antychryst będzie naukowcem i Hiszpanem.
Postać Antychrysta gości również w licznych poematach i sztukach scenicznych. Na uwagę zasługuje przedstawienie Ludus de Antichristo, napisane przez mnicha klasztoru Tegernsee z Bawarii. Otóż w świątyni jerozolimskiej władca Królestwa Łacińskiego składa insygnia swej godności królewskiej, czym wywołuje Antychrysta, poprzedzonego przez Hipokryzję oraz Herezję (zaprezentowane jako alegorie). Początkowo Antychryst składa śluby pokory i wyrzeka się żądzy władzy. Jednakże pod świeckim ubraniem ukrywa zbroję. Niebawem napada na króla Grecji, przekupuje króla Francji. Król Niemiec wydaje się odporny na korupcję, lecz przekonują go cuda: uzdrowienie kaleki, wyleczenie trędowatego, a po wskrzeszeniu umarłego przyłącza się do Antychrysta. W dalszej kolejności nawraca się Synagoga i Antychryst zostaje władcą świata. W pewnym momencie pojawiają się dwaj świadkowie Boga: Henoch i Eliasz, którzy demaskują Antychrysta: non est Christus! i sprawiają, że Żydzi przyłączają się do chrześcijan. To właśnie Synagoga nazwie fałszywego mesjasza Antychrystem. Dwaj świadkowie za wszystko płacą życiem. Historia kończy się ucieczką Antychrysta oraz tym, że oszukani chrześcijanie, gorzko żałując, powracają na łono Eklezji. Wiadomo na koniec, że Antychryst żyje, lecz nikt nie wie gdzie.
W innej sztuce ludowej pod tytułem Przyjście Antychrysta, powstałej w Chester w Anglii, główny bohater naśladuje cuda, znaki i słowa Zbawiciela. Parodiuje Jego misterium paschalne, udając swoją śmierć oraz zmartwychwstając nagle w obecności czterech innych królów, czym wprawia ich w zdumienie. Następnie przyzywa Ducha, urządzając coś w rodzaju anty-Pięćdziesiątnicy. Początkowo zachowuje się jak święty, potem jednak, pod wpływem dysputy z dwoma świadkami z nieba, wpada w furię, powodując masakrę chrześcijan. Ostatecznie zostaje zabity w walce z Archaniołem Michałem. Kończący przedstawienie taniec demonów znajduje finał w zaciągnięciu Antychrysta do piekieł.
Charakterystyczną cechą średniowiecznego Antychrysta jest jego pociągający, uwodzący sposób bycia. Stara się we wszystkim upodobnić się do Chrystusa. Jego fałszywy wygląd demaskują dwaj świadkowie (postaci z Apokalipsy). Wśród znaków końca świata, obok kataklizmów i wstrząsów społecznych, bywa ukazany upadek moralny Kościoła. Zazwyczaj pojawieniu się Antychrysta towarzyszą dwie postaci, wywodzące się z tradycji żydowskiej, znane dobrze Ojcom, takim jak Augustyn czy Hieronim – mianowicie Gog i Magog. Są to personifikacje wszelkiej podłości, gotowe na ostateczny bój. Ich koniec, podobnie jak Antychrysta, jest przesądzony, niemniej zdążą zadać chrześcijanom wiele cierpień.
Antychryst protestancki
Dotarliśmy do epoki, w której „antychryst” będzie służył za inwektywę. Każda epoka ma swoje sposoby obrażania przeciwnika. Cuchnące i ohydne obelgi mają przylgnąć do znienawidzonego adwersarza i na wieki przykryć go infamią. Począwszy od XIII wieku takie polemiczne użycie słowa „antychryst” służy w konfliktach pomiędzy papiestwem a władzą świecką, między papieżami i antypapieżami, między różnymi grupami wyznaniowymi. Tak będzie się wyrażać papież Grzegorz IX o cesarzu Fryderyku II, następca Fryderyka o Innocentym IV, ruchy uznawane za heretyckie (jak albigensi lub husyci) o Kościele hierarchicznym.
Wraz z nastaniem epoki reformacji nadeszła też maniera utożsamiania antychrysta z papieżami, już nie na poziomie polemicznym, ale jako istotny element nowej doktryny (np. w tzw. Artykułach ze Smalkaldy Melanchtona z 1537 roku). Luter atakuje wprost papiestwo oraz cały Kościół rzymski jako prostytutkę Babilonię z powodów doktrynalnych. Synod w Gap (w roku 1603) użyje w wyznaniu wiary hugenotów określenia „syn zatracenia” bądź też „kobieta lekkich obyczajów odziana w szkarłat” w stosunku do papieża. Jeden z angielskich kaznodziejów epoki, Henry Smith będzie kpił, mówiąc, że „protestantem jest ten, kto przysięga, że papież jest Antychrystem i że należy jeść mięso w piątek”.
Od Edwarda Bagshawa (1629-1671) przyjmuje się przekonanie, że Antychryst musi być liczby mnogiej: obejmując „sumę licznych fałszywych Chrystusów i fałszywych proroków, zjednoczonych pod jednym przewodem”. Będzie uznawane za „zwykłą bujdę” doszukiwanie się pod tym pojęciem jakiś pojedynczych jednostek. Na nazwę „antychrysta” zasługiwać może jedynie misterium nieprawości w całości: albo sukcesja papieska, albo imperium otomańskie Turków, albo wreszcie też anabaptyści z Münster.
Marcin Luter w swej wizji historii wyróżniał trzy okresy: czas Kościoła, czas Antychrysta oraz eschatologiczne Królestwo Chrystusa. Ostatniego prawowitego pasterza Kościoła widział w papieżu Grzegorzu Wielkim. Początek zaś panowania Antychrysta wskazywał na VII wiek, kiedy to Bonifacy III przyznał sobie tytuł universalis episcopus. Antychrysta należy bezwzględnie doszukiwać się wewnątrz Kościoła. Melanchton w tym względzie dzielił antychrystów na wewnętrznego i zewnętrznego. Papieża nazywał „prawdziwym Antychrystem”, dodając przy okazji, że postawienie sprawy w ten sposób to kwestia życia lub śmierci Kościoła. Przeciwstawiał też działaniu Chrystusa praktyki całej hierarchii kościelnej. W przypisach do Biblii Genewskiej Kalwin dwie bestie z Apokalipsy objaśniał jako imperium rzymskie i rzymskie papiestwo. Temu ostatniemu zagadnieniu niejaki Nicolas Vignier poświęcił 700-stronicowe dzieło pod tytułem Théâtre de l’Antéchrist. Thomas Hobbes w słynnym Lewiatanie utożsamiał obie te rzeczywistości, przypisując im równie pejoratywną opinię.
Pewnym rodzajem doktrynalnej polemiki czy „demaskacji” wroga była próba rozszyfrowania znaczenia apokaliptycznej liczby 666, będącej imieniem własnym Bestii. Sposobu aplikacji znaczeń można się od razu domyślić. W 1642 roku Francis Potter opublikował w Oxfordzie książkę An interpretation of the Number 666, na karcie tytułowej umieścił po jednej stronie Jerozolimę z dwunastoma bramami, z Chrystusem i dwunastoma Apostołami powyżej oraz ze stu czterdziestoma czterema tysiącami wybranych w szrankach za nimi. Naprzeciwko nich, oczywiście, został umieszczony papież na czubku Rzymu, a wraz z nim dwudziestu czterech kardynałów i armia 666 żołnierzy. Podejmowano się odszyfrowywania znaczenia tajemniczej liczby, z którego to wynikało, iż kombinacja poszczególnych cyfr: 30+1+300+5+10+50+70+200, dająca razem sumę 666, odpowiada znaczeniowo literom układającym się w greckie słowo lateinos. Podstawienie cyfr odpowiadających transkrypcji hebrajskiej: 200+6+40+10+10+400 dawało tę samą sumę, a przy okazji to samo słowo, tyle że po łacinie: latinus. Nie było to żadne odkrycie. Kombinację tę znał już św. Ireneusz z Lyonu, tyle że znaczyła ona wówczas imperialny Rzym.
Ale na tym nie koniec. Pewien francuski protestant Pierre du Moulin w książce L’accomplissement des prophéties z 1612 roku biblijne określenie „złota czasza pełna nieczystości” przetłumaczył na łacinę jako Poculum Aureum Plenum Abominationum, z czego uzyskał z inicjalnych liter słowo PAPA, ciesząc się, że dowiódł tego na przykładzie samego papieskiego języka. Zmianę kalendarza z juliańskiego na gregoriański, jaką przeprowadził Kościół w 1582 roku, zinterpretowano jako usiłowania Antychrysta, by opóźnić wyznaczoną apokaliptyczną liczbę 1260 lat wskazującą na powrót Chrystusa. Wykazywano dodatkowo, że od ustalenia daty sprawowania świąt paschalnych na Soborze w Nicei w 323 roku pod cesarzem Konstantynem, aż do zmiany kalendarza pod władzą papieża Rudolfa minęło akurat 1260 lat. A ponadto, jeśli komuś jeszcze tego mało, imiona dwóch wspomnianych władców: Constantinus i Rudolphus dają razem nie co innego, tylko liczbę Bestii. W tę polemikę wdał się jezuita Francesco Juarez, dowodząc, że według wszelkich danych z Tradycji siedzibą Antychrysta nie jest Rzym, ale Jerozolima.
Mit wielkiego władcy
Wiek XVII to epoka wielkich wojen. Najpierw krwawa, wyniszczająca wojna trzydziestoletnia w Europie (1618-1648), następnie zagrożenie inwazją muzułmańską ze strony Turcji. Postać Antychrysta schodzi na dalszy plan, ukrywając się pomiędzy linijkami różnych religijnych i politycznych przemówień. Natomiast na czoło wysunęła się nowa teologia imperialna, skupiona na związku silnej władzy politycznej z chrześcijaństwem oraz sakralizacją roli wielkiego suwerena. Tradycja takiego myślenia korzeniami sięgała epoki Konstantyna Wielkiego, wraz z którym ustały prześladowania pierwszych chrześcijan i zapewniony został Kościołowi pokój. Bezpośrednim powodem narodzin mitu wielkiego władcy była klęska militarna Adrianopola w 378 roku i los cesarza Walensa, znanego zwolennika arian i rywala św. Atanazego, który został pokonany i spalony żywcem przez Gotów.
Istnieje dokument, zwany Sybillą Rzymską vel Tyburtyńską, napisany przez anonimowego autora i zawierający proroctwa legendarnej Sybilli, pochodzące z tradycji pogańskiej, lecz zaadaptowane do kultury chrześcijańskiej. Przedstawia on dzieje świata aż po cesarzy Waldensa i Teodozjusza. W swych przepowiedniach Sybilla zwiastowała nastanie imperatora greckiego o imieniu Konstanty, który rządzić będzie Rzymianami. Miał on prześladować pogan. Za jego panowania mieli też nawrócić się Żydzi. To stało się sygnałem do ukazania się Księcia nieprawości znanego z wielu cudów. Władca zdoła pokonać zwolenników Nikczemnika Goga i Magoga, królów indyjskich, po czym, na koniec złoży swe berło i szaty cesarskie w świątyni w Jerozolimie, przekazując w ręce Boga umocnione imperium chrześcijan. Wówczas to w świątyni jerozolimskiej ukaże się Antychryst. Eliasz i Henoch będą świadczyć przeciw niemu, za co zostaną uśmierceni, lecz po trzech dniach zmartwychwstaną. Antychryst wznieci wówczas prześladowania chrześcijan, jakich jeszcze dotąd nie było. Wszystko zakończy się zabiciem Antychrysta na Górze Oliwnej z ręki Michała Archanioła.
Istnieje też inny tekst podobny w treści, zwany Księgą Objawień, przypisywany Metodemu z Patery, biskupowi męczennikowi z IV wieku, który powstał jednak prawdopodobnie pod koniec wieku VII. W tym tekście Rzym zastępuje Bizancjum jako czwarte królestwo z Apokalipsy, natomiast Antychrystem zostaje wskazany Mahomet. Fragment o wielkim chrześcijańskim władcy z tego dzieła był rozprowadzany wśród wojsk europejskich przed bitwą pod Wiedniem w 1683 roku.
Porównywanie Mahometa do Antychrysta bywa wyważone i ostrożne. Zarówno św. Eligiusz, jak i Paolo Alvarus z Kordoby (IX wiek) mówili o Mahomecie, że to jedynie prekursor Antychrysta. Zresztą, według ówczesnego przekonania, koniec islamu miał nadejść niebawem, bowiem panowanie Mahometa Apokalipsa miała wymierzyć na „trzy czasy i połowę czasu”, czyli na 245 lat (każdy „czas” miał mieć po 70 lat). Kompilacja tekstów Joachima z Fiore (XII wiek) pod tytułem Księga postaci identyfikuje siedem głów Smoka z Apokalipsy z siedmioma władcami nieprawymi, wśród których wymieniony zostaje Herod, Neron, Konstantyn Arianin, Mahomet, Mesemoth (prawdopodobnie król północnoafrykański), Saladyn i siódmy król, zwany Antychrystem. Przyjście Antychrysta poprzedzone było więc prześladowaniami Saladyna, po nim natomiast nastąpi cudowna era Ducha (czyli trzeci okres historii). Mahometa z apokaliptyczną Bestią, przychodzącą ze Wschodu utożsamiał inny jeszcze tekst z XII wieku, zwany Sybillą z Erytrei. Bestia miała siedem głów i 633 łapy, co miało oznaczać lata islamu. Pokona ją, według zapowiedzi, lew z Zachodu, a więc legendarny chrześcijański władca.
Wielu myślicieli chrześcijańskich, takich jak św. Robert Bellarmin czy Martin Luter, odrzucało przypisywanie Mahometowi roli Antychrysta. Jednakże tysiąc lat po powstaniu islamu Europa znalazła się w obliczu zagrożenia tureckiego. Kiedy w 1624 roku niejaki Montagu zaczął twierdzić, że to nie papież, lecz Turek jest Antychrystem, wywołało to w środowisku anglikańskim atmosferę skandalu. Niemniej kilka lat później twierdzenie „Mahomet jest Antychrystem” stanie się w Anglii jak najbardziej stosowne, natomiast mówienie tego samego o papieżu będzie już out of fashion. Humphrey Prideaux pod koniec XVII wieku w książeczce The true nature of imposture Fuldy display’d in the life of Mahomet przypisze założycielowi religii muzułmańskiej wszystkie cechy Antychrysta ze znanej już średniowiecznej biografii Adsona. Mahomet nie będzie się jednak cieszył przywilejem wyłączności. Wnet znajdą się inni protagoniści tej roli, jak choćby francuski król Ludwik XIV i wielu innych.
c.d.n.
Ks Robert Skrzypczak
Przypisy:
1 - Homilia papieża Benedykta XVI podczas Mszy św. na terenach targowych w Monachium, 10 września 2006 rok.
2 - Ps.-Ephraem „Latinus”, Sermo de fine mundi, w: Sancti Ephraem Syri opera omnia quae exstant [Rome: Salvioni, 1746], 3. 141-142.
3 - W. Sołowjow, Krótka opowieść o Antychryście, w: tenże, Wybór pism, t. 2, tłum. J. Zychowicz, Poznań 1988, s. 144.
4 - Św. Izydor z Sewilli, Etym., VIII, 11, 20-22.
5 - Św. Augustyn, Państwo Boże XX, 19: PL 41, 686; por. Tacyt, Hist. II, 8.
6 - Por. św. Polikarp, List do Filipian, VII, 1.
7 - Por. Tertulian, De praes., 4, 4 i 33, 11; Orygenes, Com. Math., serm. 33.
8 - Por. Tertulian, Adv. Marc., V, 16, 4-7.
9 - Por. św. Ireneusz, Adv. haer., III, 6,5-7,2.
10 - Por. Tamże, V, 25.
11 - Por. Św. Tomasz, Summa theol., III,, q. 1, a 7; III, q. 8, a. 8.
12 - Por. M. Rizzi, Introduzione generale, w: G.-L. Potesta, M. Rizzi (red.), L’Anticristo, vol. 1, Il nemico dei tempi finali, Milano 2005.