KATOLIK.pl - Portal katolicki dla wierzących, wątpiących i poszukujących

szukaj w


 Działy czytelni
  Artykuły
  Książki
  Rekolekcje
  Fotoreportaże
  Konkursy
  Modlitewnik
 
 Kategorie tematyczne
Aborcja, Eutanazja
Biblia
Bóg, wiara, rozum
Cierpienie, Chorzy
Cuda
Czaty
Dekalog
Dogmaty
Duch Święty
Duchowość
F.A.Q.
Filozofia
Grzech
Historia Kościoła
Inne religie
Jezus Chrystus
Katechezy
Kościół
Maryja
Misje
Modlitwa
Moralność
Muzyka, kultura, sztuka
Nawrócenie
Powołanie
Prawo kościelne
Rodzina, Małżeństwo
Rozważania, opowiadania
Sakramenty
Seksualność
Sekty, okultyzm
Sens życia
Spowiedź święta
Szatan, piekło
Świadectwa
Świat wokół nas
Święci, Świątobliwi
Tradycje, Liturgia
Wywiady
Życie wieczne

Podział wg pochodzenia
 

 
 Polecamy



 


 

 

  Marzenia senne
o. Mieczysław Kożuch SJ

Marzenia senne
 
Jakie jest znaczenie marzeń sennych w poznawaniu siebie i w formacji?
 
 Sny są ważnym elementem w poznawaniu siebie, a także w kształtowaniu swego wnętrza, szczególnie w uporządkowaniu sfery uczuciowej. Tak jak nie ma leczenia bez diagnozy, tak nie ma formacji bez poznania siebie. Praca nad kształtowaniem siebie bez poznania jest skazana na niepowodzenie, gdyż nie wystarczy działanie wolą, trzeba jeszcze wiedzieć, nad czym pracować, aby realizować prawdziwą przemianę swego serca. Marzenia senne pomagają nam w poznaniu tego, co w nas ukryte, czego się wstydzimy, od czego uciekamy, a zarazem, co nosimy w sobie. Wyrażają one przeżycia z dalszej lub bliższej przeszłości, które złączone są z dużym ładunkiem emocjonalnym. To ten ładunek wpływa na nasze zachowania, myślenie, na samopoczucie.
 
Zauważmy, że aby odpocząć, nie wystarczy spać w znaczeniu tracenia świadomości, trzeba także śnić. Istnieją badania, które wykazują, że sen ma funkcję pozbywania się negatywnych energii, jakie gromadzą się w naszej psychice i to dzięki temu człowiek może głęboko wypocząć. Młodych, zdrowych ludzi przebudzano, gdy zaczynali śnić (można łatwo poznać, kiedy zaczynamy śnić, bo wtedy zaczynamy poruszać gałkami ocznymi, zmienia się też wykres naszych fal mózgowych), przerywając im w ten sposób proces śnienia. Ci ludzie, choć spali dziewięć godzin, po kilku dniach byli na skraju wyczerpania nerwowego. Marzenia senne mają więc olbrzymie znaczenie dla naszej regeneracji psychicznej.
 
Statystycznie podczas nocy śnimy kilka razy. Dlaczego tak często nie pamiętamy naszych snów? Niektórzy nawet są przekonani, że w ogóle nie śnią. Śnimy zawsze, tylko nie zapamiętujemy naszych marzeń sennych i to z kilku racji. Po pierwsze, nie mamy wprawy w sztuce zapamiętywania. Często wręcz lekceważymy sny, mówimy, że „takie bzdury mi się śniły”. Jesteśmy zbyt zmęczeni, za krótko śpimy i nie rejestrujemy snów. Możemy też bać się tych treści, jakie śnimy i jest to trzecia racja, z powodu której nie pamiętamy snów. Ale powtórzmy, że sny są ważne w kształtowaniu siebie. W nich jestem zupełnie sobą, szczery wobec siebie, można by powiedzieć aż do bólu. To ja i tylko ja jestem autorem moich marzeń sennych, nikt mi ich nie podsuwa z zewnątrz. Natomiast kod, w jakim śnimy, nie jest łatwy do odczytania, gdyż nie jest on tym samym, w którym myślimy racjonalnie. Jest to kod podświadomy, mający sobie właściwe działanie i kierujący się swoimi prawami. Trzeba nauczyć się odczytywać treści, jakie sobie przekazujemy, przypominamy, od jakich chcemy się uwolnić. Stąd ważną sztuką jest rozumienie swoich „listów pisanych do samego siebie”, jak określa sny Talmud.
 
Dobrze byłoby, gdybyśmy mogli niektóre sny omówić z kimś, komu ufamy i kto ma pewną kompetencję w tym względzie. Ludzie, którzy rozumieją alfabet marzeń sennych, wiedzą z jednej strony, że człowiek posługuje się symbolami uniwersalnymi (zęby, pazury zwykle kojarzą nam się z atakiem i oznaczają na ogół agresję), ale są też symbole środowiskowe zależne od mentalności, w jakiej się wychowaliśmy. W końcu każdy z nas na swój niepowtarzalny sposób odbiera otoczenie, inaczej przeżywa napotykane sytuacje. Rodzimy się bowiem z różną wrażliwością.
 
Ważne jest, byśmy zdawali sobie sprawę z marzeń sennych w tym, co dotyczy ich tonu, jeśli można się tak wyrazić, to znaczy, czy nutą dominując jest lęk, wycofanie, agresja, czy też są to sny spokojne, w których czuję się dobrze. Jeżli mamy sny powtarzające się, to jakie one są? Dla rozumienia treści snów warto też podkreślić dwie rzeczy. Zapamiętajmy pierwsze skojarzenie po przebudzeniu się. We śnie nie wiedzieliśmy, gdzie jesteśmy, nie mogliśmy rozpoznać osób, które wchodziły w treść snu. Gdy obudziliśmy się, byliśmy pewni, że to było w moim domu rodzinnym i że osoba, której nie mogliśmy rozpoznać, to mój kuzyn. Druga sprawa, to połączenie snu z konkretnym wydarzeniem, jakie nam się z nim kojarzy z najbliższej przeszłości, może z wczoraj?
 
Po tym wprowadzeniu, zapytajmy się o znaczenie marzeń sennych dla naszej formacji, a także dla wychodzenia z naszych lęków.
Człowiek nosi w sobie dwie różne, choć ściśle ze sobą złączone logiki: racjonalną i uczuciową. Jesteśmy świadomi pewnych rzeczy, pewne umykają naszej kontroli. Naszym zadaniem jest jeszcze pełniejsze przekonanie się, że sfera uczuciowa bardziej nas warunkuje, niż nam się to na ogół wydaje, że ogarnia nas, niejako obejmuje każdy nasz krok. Często jesteśmy przekonani, że jest inaczej, wręcz przeciwnie, że nie jest ona zbyt dominująca w naszym życiu i postępowaniu.
 
Marzenia senne ukazują nam głębokie prawdy, jakie w sobie nosimy i od jakich niestety często uciekamy, wprowadzając nas samych w złudzenie, w nieprawdę, poprzez jednostronne, zbyt idealne widzenie i ocenianie siebie. Człowiek lubi zachwycać się sobą… Na co dzień możemy być bardzo grzeczni, kurtuazyjni, usłużni, a wobec tych samych osób czy w różnych sytuacjach sennych jesteśmy zupełnie inni: agresywni, atakujący, cyniczni, uciekający i tchórzliwi, a nie odważni i konsekwentni. Często mówimy sobie: „jakieś bzdury mi się śniły!”. Tymczasem, to nie są błahostki, ale głęboka prawda o mnie samym, którą przekazuję sobie, bo ona we mnie żyje! Muszę przyznać, że ta część mnie, jaką śniłem, jest także częścią mego wnętrza! Ja na jawie boję się przyznać do tej rzeczywistości. Co nie znaczy, że moje świadome postępowanie i mój wysiłek, by być dobrym, usłużnym, nie jest prawdziwy. Jest prawdziwy! Jest jednak pewne „ale” – ono wychodzi w moich marzeniach sennych. Jeśli tej prawdy o sobie samym, jaką przeżywam w snach, nie włączę w formację siebie, to pominę bardzo ważny wymiar mego życia i postępowania. Mam więc pochylić się nad ukrytymi treściami mojej osobowości, mam je poznać i włączyć w postępowanie z innymi i dla innych.
 
Jak? Najpierw mam możliwie najpełniej zdać sobie sprawę z tego, co mówię o sobie w snach, a czego nie jestem świadomy, z czego po prostu nie zdaję sobie sprawy. Jeśli w snach kogoś atakuję, poniżam, uciekam przed czymś, to podobne uczucia noszę w sobie, one we mnie żyją i mam je uznać jako część mojego życia uczuciowego. Sen naprowadza mnie na taką możliwość i pomaga mi w wejściu w tę ukrytą przed moją świadomością rzeczywistość. Sen stawia mnie w sytuacji, w której mam sobie zadać pytanie: czy nie ma w mojej relacji do danej osoby nuty agresji, zazdrości, niechęci, czy tak naprawdę jestem bardziej lękliwym niż odważnym? Mam się zapytać: dlaczego rodzą się we mnie takie uczucia? Co powoduje, że w głębi mojej osobowości czuję się przez kogoś zagrożony, pomniejszony, gorszy. To pozwala mi stopniowo odkryć moje talenty i uszanować innych oraz szukać możliwie pokojowej współpracy i współistnienia. Refleksja na ten temat doprowadzi mnie do tego, że zacznę wychodzić z uczuć zagrożenia, a wchodzić w logikę uznania inności mojej i kogoś oraz wdzięczności za tę inność. Zdam sobie sprawę z tego, że człowieka nie można porównywać. Można porównać jego wzrost, wyniki w nauce, ilość dóbr materialnych, ale nie człowieka jako człowieka. Człowiek na tej drodze staje się bardziej świadomy swojej niepowtarzalności i niepowtarzalności bliźniego, staje się zdolny uszanować to i być wdzięczny za siebie i drugiego. Tak zacznie doświadczać pokoju serca, który to pokój jeszcze bardziej pogłębi ten stan.
 
Prawdę tę pięknie wyraża święta Teresa z Lisieux, kiedy mówi o ludziach jako różnych kwiatach w ogrodzie Pana. W ogrodzie jest pięknie wtedy, gdy są w nim różne kwiaty: róże, lilie, gerbery, mieczyki, ale są też małe, ukryte w trawie, jak fiołki, czy stokrotki. Nie byłby to piękny ogród, gdyby rosły w nim tylko róże czy lilie, potrzeba także innych kwiatów. Pycha człowieka, która czerpie swoje niszczące energie z ubogiego obrazu siebie, podsuwa człowiekowi jedyną myśl: ja mam być najwspanialszym kwiatem, nie mogę być małym i ukrytym. Mały czy ukryty oznacza byle jaki, nieważny, godny pożałowania. Tymczasem jest to logika fałszu. Kwiatów nie da się porównać, kwiat jest cenny jako konkretny kwiat i tyle. Jaki nudny byłby ogród Pana, gdyby był w nim tylko jeden rodzaj kwiatów, nawet najpiękniejszy, ale jeden. Porównywanie się na jawie, nieraz bardzo subtelne i ukryte, brak akceptacji siebie jako konkretnej, niepowtarzalnej osoby, prowadzi do powtarzania tego w snach, gdzie praktycznie nie funkcjonują mechanizmy kontrolne i gdzie przekazujemy sobie prawdę o nas! Wychodzi moje niezadowolenie z siebie, agresja w stosunku do innych, idealizowanie ich cech i poniżanie siebie. Chciejmy sobie jeszcze bardziej uświadomić, że jeśli Bóg obdarza różnie: jednemu daje jeden talent, drugiemu dwa, jeszcze innemu trzy, to nie znaczy, że pierwszego mniej kocha! On równie gorąco i całym sobą kocha pierwszego i trzeciego, tylko że różnie rozdziela talenty.
 
A jak to łączy się z wychodzeniem z lęków?
Wpojenie dziecku, że jest nieudacznikiem, gdy ono jeszcze nie potrafi się bronić przed takim oskarżeniem, tylko negatywne przeżywanie własnych porażek, a więc ukształtowany kompleks niższości, są najczęstszym gruntem, z którego wyrastają postawy lękowe. Przekonania, że nie dam rady, że to nie dla mnie, że nie mogę, nie potrafię, są najczęściej wyrazem zbyt ubogiego odczuwania i oceniania siebie, a także przyczyną rodzącego się lęku. Zauważmy, że ludzie zalęknieni nie muszą być bierni. Mogą zakładać maski aktywności, dynamizmu, ale w tych zachowaniach zawsze jest nuta nerwowości, niepokoju. Lęki powodują niepotrzebną utratę energii, ponieważ czekające nas zadania oceniamy nieproporcjonalnie do ich realnej trudności. Człowiek zalękniony zawsze o wiele wyżej widzi postawioną mu przez życie poprzeczkę. A dlaczego jest widziana jako wyższa? Bo sam siebie odczuwa, ocenia jako niższego, choć obiektywnie może być o wiele bardziej ciekawy. Ponieważ jednak czuje się właśnie taki, nie może ze spokojem i realnie ocenić swoich możliwości i trudności zadań, jakie ma do spełnienia. Do tego wrócimy jeszcze, gdy będziemy mówić o ocenach (osądach) emocjonalnych ludzi i sytuacji.
 
Jeżeli będziemy potrafili wykorzystać nasze marzenia senne do lepszego poznania siebie, wówczas szczerzej zwrócimy się w ufnej modlitwie do Boga. On i tylko On daje nam wzrost, On uzdrawia, nie nasze wysiłki, choć są one potrzebne i w pewnym sensie konieczne do przyjęcia wszechmocnej łaski Pana.
 
o. Mieczysław Kożuch SJ
wersja do druku 
wyślij znajomemu 


 

Gloria zaprasza!