KATOLIK.pl - Portal katolicki dla wierzących, wątpiących i poszukujących

szukaj w


 Działy czytelni
  Artykuły
  Książki
  Rekolekcje
  Fotoreportaże
  Konkursy
  Modlitewnik
 
 Kategorie tematyczne
Aborcja, Eutanazja
Biblia
Bóg, wiara, rozum
Cierpienie, Chorzy
Cuda
Czaty
Dekalog
Dogmaty
Duch Święty
Duchowość
F.A.Q.
Filozofia
Grzech
Historia Kościoła
Inne religie
Jezus Chrystus
Katechezy
Kościół
Maryja
Misje
Modlitwa
Moralność
Muzyka, kultura, sztuka
Nawrócenie
Powołanie
Prawo kościelne
Rodzina, Małżeństwo
Rozważania, opowiadania
Sakramenty
Seksualność
Sekty, okultyzm
Sens życia
Spowiedź święta
Szatan, piekło
Świadectwa
Świat wokół nas
Święci, Świątobliwi
Tradycje, Liturgia
Wywiady
Życie wieczne

Podział wg pochodzenia
 

 
 Polecamy



 


 

 

  Zrealizuj swój czek na radość
Fabian Błaszkiewicz SJ

Zrealizuj swój czek na radość
 
 Czy chrześcijanin ma więcej powodów do radości niż niechrześcijanin? Przecież wszystko, czego nie uda mu się zrealizować w tym życiu, może nadrobić w niebie. – I to ma być powód do radości? – kwestionuje tę optymistyczną tezę Fabian Błaszkiewicz SJ. Po czym kontynuuje:
 
Ten rodzaj pytania sam w sobie zakłada pewną wizję rzeczywistości. Według niej człowiek, żeby się cieszyć – musi mieć powód. Jakby radość była zależna od czynników zewnętrznych, a nie od samego człowieka!
 
Anna Lasoń-Zygadlewicz: Przecież radość jest uczuciem, więc zależy od czynników zewnętrznych...
 
Czy jakiekolwiek uczucie jest zależne od czynników zewnętrznych? To fałszywa wizja człowieka. Oczywiście, zgadzam się z tym, że ludzie taką wizję posiadają – i bardzo często ich ona usprawiedliwia. Na przykład ktoś siedzi w pracy naburmuszony, więc zadajesz mu pytanie: – Co jesteś taki zły? – a on na to: – Bo szef mnie zdenerwował! Tymczasem prawda jest inna. Nikt z zewnątrz nie może cię zdenerwować. Szef coś zrobił, ale to ja się zdenerwowałem, a nie „on mnie zdenerwował”. Ja sam siebie wyprowadziłem z równowagi i zgodziłem się, żeby to wydarzenie mną manipulowało.
 
Wiele osób rzeczywiście żyje w ten sposób – dowiadują się od innych, jak powinni się czuć. Kiedyś zrobiono taki eksperyment: ktoś przychodzi do biura, a pozostali zastawiają na niego psychologiczną pułapkę. Pierwszy mówi: „O, co ty taki blady dzisiaj jesteś?”. Za kilka minut drugi pyta: „A ty na pewno dobrze się czujesz? Bo tak ci się szklą oczy.” I tak dalej. Prawie wszystkie osoby poddane tego rodzaju naciskowi, czysto werbalnemu, jeszcze tego samego dnia zwalniały się do domu – ze względu na postępującą chorobę! Same zaczynały doświadczać tego, co im ludzie z zewnątrz mówili.
 
– A działa to też w drugą stronę? Gdyby wszyscy mówili: „Ale super wyglądasz”? – też by uwierzyły?
 
W drugą stronę też działa, ale nie z taką siłą. Tak więc przyjmujemy za pewnik, że zewnętrzne zjawiska mają wpływ na nasze emocje. Ale na tym polega geniusz chrześcijaństwa – które wyprzedziło pod tym względem współczesne szkoły motywacyjne o dwa tysiące lat – że ono mówi wyraźnie: człowiek czuje to… co sam chce czuć. Czuje się tak, jak wybiera, żeby się czuć. I zewnętrzne czynniki wcale nie muszą mieć na niego wpływu.
 
– Proponujesz autosugestię?
 
Nie, ale Księgę Syracha. Posłuchaj, co Syrach mówi o mądrości: „Włóż nogi w jej dyby, a szyję swą w jej obrożę! Poddaj ramiona swe i dźwignij ją, a nie zżymaj się na jej więzy! Całą duszą zbliż się do niej i strzeż jej dróg ze wszystkich sił! Ubiegaj się o nią, szukaj, a da ci się poznać, a gdy ją posiądziesz, nie wypuszczaj z objęć! Na koniec bowiem znajdziesz miejsce jej odpoczynku, a to ci się w radość obróci. Dyby jej będą ci walną obroną, a obroża jej strojem zaszczytnym. Jak strój wspaniały ją przywdziejesz, jak wieniec radosnego uniesienia włożysz na siebie. Jeżeli jej będziesz pożądał, posiądziesz naukę, jeśli dołożysz uwagi, zdatny będziesz do zrobienia wszystkiego. Jeżeli będziesz lubił słuchać, nauczysz się, i jeśli nakłonisz ucha swego, będziesz mądry” (Syr 6,24-33).
 
Syrach naucza, że jeżeli ktoś przyjmuje Słowo Boże – ćwiczy się w mądrości, w życiu świadomym, czyli takim, w którym to on decyduje o swoim losie. A wówczas, nawet gdy przychodzi próba – człowiek przyjmuje ją z radością, jako miejsce, gdzie tym bardziej może wzrosnąć. Na tym właśnie polega asceza, że człowiek ćwiczy się nie wtedy, kiedy tego potrzebuje, ale zanim będzie potrzebował. W czym się ćwiczy? W świadomości i wolności decydowania o sobie: czy chce jeść, czy nie; czy chce się bawić, czy uczyć…
 
– To radość da się wytrenować jak np. umiar w jedzeniu i korzystaniu z uroków życia?
 
Tak, podam ci inny przykład. Ktoś urodził się, aby być wojownikiem, ale od dziecka był wychowywany z dziewczynkami. Co z tego, że ma naturalny talent do walki – gdy przyjdzie przeciwnik i da mu w zęby, a on się przewróci. Nie będzie umiał się bronić, bo nie ćwiczył. Jeżeli jednak zostanie wychowany według swego talentu do walki – to nawet gdy przyjdzie pięciu napastników i spróbuje go zaatakować, on z nimi wygra.
 
Człowiek jest stworzony na tym świecie do radości, do tego, żeby się cieszył wszystkim, co Bóg dla niego stworzył. Ale jeśli się w tym nie ćwiczy – niech się nie dziwi, że gdy przychodzi trudna próba, to on spada na skraj rozpaczy. Jeżeli zaś ćwiczy się w radości każdego dnia – wzrasta w mądrości, czyli widzi rzeczywistość taką, jaka naprawdę jest. A gdy przyjdą doświadczenia, które mogłyby go wewnętrznie zdruzgotać – on się nie da.
 
– Święty Paweł zachęca Filipian, żeby się „radowali w Panu”. Jak to się robi?
 
W Liście do Filipian Paweł do niczego nie zachęca, to jest rozkaz! Najpierw masz słowa: „W końcu, bracia moi, radujcie się w Panu! Pisanie do was o tym samym nie jest dla mnie uciążliwe, a dla was jest środkiem niezawodnym” (Flp 3,1). Później ten sam rozkaz jest powtórzony dalej: „Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się!” (Flp 4,4). Co to znaczy? Paweł wyjaśnia to w następnych wersach: człowiek, który naprawdę pozwala Chrystusowi zamieszkać w sobie, przestaje opierać swoją radość na czynnikach zewnętrznych. Już nie myśli: Dzisiaj rano czuję się dobrze, to będę radosny. Ale w pracy ktoś na mnie krzywo spojrzał – to będę mniej radosny. Paweł mówi, że kto pozwala Chrystusowi zamieszkiwać w sobie, ten ma w sobie wystarczające powody do radości – na zawsze! Chrystus jest tym powodem. Jaki może być inny powód poza Chrystusem, który w tobie mieszka, który do ciebie mówi i wszystko ci wyjaśnia, umacnia cię i pociesza?
 
Jeżeli mówię komuś, że Chrystus w nim jest wystarczającym powodem do radości, a ten ktoś nie wie, o czym mówię – to znaczy, że Jezus w nim jeszcze nie mieszka, a jego wiara jest nadal cienka. Jeżeli ktoś się zasmuci, że mu to mówię – to dobrze, bo to go sprowadzi ku nawróceniu. Nawracając się, przyjmie Chrystusa żyjącego i da Mu przestrzeń w swoim wnętrzu. A wtedy Jezus go rozraduje. Bo co z tego, że ktoś się będzie oszukiwał, że jest wierzący, a z dnia na dzień postępuje jego depresja? Tym gorzej dla niego i dla innych, wobec których świadczy: oto owoc mojej wiary. Bo depresja jest owocem braku wiary w cokolwiek: w Boga, w siebie i w to, że świat, który nas otacza, jest dobrze stworzony.
 
– Ale przecież mam prawo prosić Pana Boga o zmianę rzeczywistości, która mi doskwiera, zamiast się nią za wszelką cenę cieszyć?
 
Oczywiście. Coś cię martwi, stresuje, wyprowadza z równowagi? Natychmiast powierz to Panu, pamiętając na wskazanie św. Pawła: „O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem!” (Flp 4, 6). Prosisz więc Boga o to, czego chcesz – a następnie dziękujesz, że cię wysłuchał i udzieli ci tego, co dla ciebie najlepsze w tym wypadku. A jak chcesz, możesz potem znowu prosić. Nawet pięćset razy, ale za każdym razem też dziękuj. Paweł wyjaśnia dlaczego: „A pokój Boży, który przewyższa wszelki umysł, będzie strzegł waszych serc i myśli w Chrystusie Jezusie” (Flp 4, 7); serc i myśli – czyli tego, co w głowie i w uczuciach.
 
Aż wreszcie czytamy absolutnie podstawową zasadę: „W końcu, bracia, wszystko, co jest prawdziwe, co godne, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co zasługuje na uznanie: jeśli jest jakąś cnotą i czynem chwalebnym – to miejcie na myśli!” (Flp 4, 8). W uproszczeniu brzmiałoby to tak: „Myślcie tylko i wyłącznie o tym, co jest prawdziwe, godne, sprawiedliwe, czyste, przyjemne i zasługuje na uznanie – jeśli tylko jest jakąś cnotą i czynem chwalebnym – to miejcie na myśli!”. Słowem: człowiek zarządza emocjami poprzez swoje myśli, masz więc władzę nad tym, o czym i jak myślisz. Dlatego św. Paweł mówi, że nie ma żadnego usprawiedliwienia dla człowieka, który poświęca swoje myśli rzeczom przeciwnym, np. zamartwia się, że ktoś powiedział nieprawdę na jego temat, że jest dla niego nieżyczliwy itp.
 
– A jeśli w jakiejś sytuacji nie potrafię przestać myśleć o rzeczach przykrych – mogę pójść na skróty i prosić Boga o radość?
 
Tak, bo tylko w tej kwestii masz prawo spodziewać się wyłącznie jednego wyniku. Z modlitwą o inne sprawy różnie bywa, bo Bóg wysłuchuje na różne sposoby. Ale kiedy prosisz Boga o radość – nie ma możliwości, żeby dał ci gorycz, a potem tłumaczył, że taka była Jego wola. Kiedy prosisz o radość – zawsze masz ją otrzymać.
Święty Franciszek z Asyżu, podobnie i Filip Nereusz (znany jako jeden z najradośniejszych świętych), mieli taki zwyczaj, że kiedy czuli się przybici i „zdołowani” – wstępowali do kaplicy i siedzieli w niej tak długo, dopóki nie doznali autentycznej radości. Niektórzy twierdzą, że gdy trwało to za długo – niecierpliwili się i krzyczeli na Pana Boga, że ile mają ślęczeć, skoro powinni być rozradowani? Święty Franciszek ponoć kiedyś stwierdził, że nie wyjdzie z kaplicy, dopóki Bóg go nie pocieszy.
 
– To znaczy, że Pan Bóg daje się szantażować?!
 
Pewnie, On to lubi.
 
Fabian Błaszkiewicz SJ
wersja do druku 
wyślij znajomemu 


 

Gloria zaprasza!