KATOLIK.pl - Portal katolicki dla wierzących, wątpiących i poszukujących

szukaj w


 Działy czytelni
  Artykuły
  Książki
  Rekolekcje
  Fotoreportaże
  Konkursy
  Modlitewnik
 
 Kategorie tematyczne
Aborcja, Eutanazja
Biblia
Bóg, wiara, rozum
Cierpienie, Chorzy
Cuda
Czaty
Dekalog
Dogmaty
Duch Święty
Duchowość
F.A.Q.
Filozofia
Grzech
Historia Kościoła
Inne religie
Jezus Chrystus
Katechezy
Kościół
Maryja
Misje
Modlitwa
Moralność
Muzyka, kultura, sztuka
Nawrócenie
Powołanie
Prawo kościelne
Rodzina, Małżeństwo
Rozważania, opowiadania
Sakramenty
Seksualność
Sekty, okultyzm
Sens życia
Spowiedź święta
Szatan, piekło
Świadectwa
Świat wokół nas
Święci, Świątobliwi
Tradycje, Liturgia
Wywiady
Życie wieczne

Podział wg pochodzenia
 

 
 Polecamy



 


 

 

  Zbroja chrześcijanina
Remigiusz Recław SJ


Zbroja chrześcijanina



Przy każdej sposobności

Święty Paweł mówi do nas: Stańcie więc do walki przepasawszy biodra wasze prawdą i oblókłszy pancerz, którym jest sprawiedliwość, a obuwszy nogi w gotowość głoszenia dobrej nowiny o pokoju. W każdym położeniu bierzcie wiarę jako tarczę, dzięki której zdołacie zgasić wszystkie rozżarzone pociski Złego. Weźcie też hełm zbawienia i miecz Ducha, to jest słowo Boże – wśród wszelakiej modlitwy i błagania. Przy każdej sposobności módlcie się w Duchu! (Ef 6, 14-18).

Zanim omówię „zbroję”, o której pisze św. Paweł, chciałbym przypomnieć jedną z najbardziej znanych walk Starego Testamentu – walkę Dawida z Goliatem.

Na szczęście Dawid miał odwagę

Gdy Filistyni zaatakowali Izraela, był wśród nich człowiek, który się wyróżniał umiejętnościami, zbroją, siłą i posturą. Ktokolwiek z nim walczył, natychmiast ginął z jego ręki. Ten Filistyn miał na imię Goliat. W pewnym momencie wyszedł on przed swoje wojsko i zawołał: „Niech ktoś z Izraela wyjdzie do walki ze mną! Jeśli ja wygram, to wtedy rozgromimy całe wasze wojsko. Jeśli on wygra, to wy nas rozgromicie”. Na całego Izraela padł wielki strach. Ale w końcu zgłosił się młody człowiek – Dawid, gotów podjąć tę nierówną walkę. Był pasterzem i potrafił posługiwać się jedynie procą i kamykiem. Co zrobił wtedy jego król? Oddał mu swoją zbroję – najlepszą, jaka istniała w Izraelu. Włożył na Dawida pancerz, hełm, miecz, tarczę i buty. Jednak gdy pasterz ubrał się w to wszystko – przewrócił się pod ciężarem tego ekwipunku. Nie umiał w tym chodzić, choć była to najlepsza zbroja, jaką dysponowało jego wojsko. Na szczęście Dawid miał odwagę powiedzieć swojemu władcy: „Królu, to jest najlepsza zbroja, ale ona nie jest dla mnie. Ja sobie w niej nie poradzę, bo nie umiem jej nosić. Jest za ciężka, obciąża mi ręce. Jak teraz mam chwycić procę? A poza tym, przez ten hełm na oczach to nawet nie widzę kamienia”.

Moja zbroja, czy nie moja?

Zbroja, jaką mamy przywdziać jako chrześcijanie w obozie Chrystusa, i taktyka walki jest dla każdego z nas indywidualna. Ale wspólne dla nas wszystkich jest zaproszenie do słuchania Słowa Bożego – przy czym ono w sercu każdego z nas pracuje inaczej. I ta „inność” staje się właśnie moją zbroją.

Chrześcijanie nie są ludźmi identycznymi, dlatego każdy jest uzbrojony inaczej. Tę zasadę dobrze zrozumiał Dawid, dlatego wziął kilka kamyków, procę i poszedł ze swoim kijem pastucha do walki z uzbrojonym rycerzem. Powalił go już pierwszym kamykiem, bo trafił nim w nieuzbrojoną część twarzy przeciwnika.

Oprócz tego, że każdy ma inną zbroję, to w dodatku zmienia się ona i udoskonala wraz z upływem czasu. Nie będziemy używać dokładnie tej samej dziś i za dziesięć lat. Nasze wspólnoty też zmieniają się na przestrzeni lat – uczestniczymy w kolejnych forach charyzmatycznych, w kolejnych rekolekcjach, a te doświadczenia sprawiają, że nie jesteśmy już tacy sami.

Dlatego gdy Dawid został królem, nie walczył już procą, ale nosił hełm i zbroję. Jego życie i status społeczny uległy zmianie, zmieniła się więc i zbroja. Na czas walki z Goliatem zwykła proca mogła dać mu zwycięstwo, ale w innych sytuacjach była już nieużyteczna. Jego przykład powinien każdego z nas zainspirować, aby szukał i odnajdywał – w swojej rodzinie, powołaniu czy we wspólnocie – taką zbroję, która jest mu potrzebna na dany moment.

Dobry miecz to nie wszystko

Szczegółowy opis duchowej zbroi znajdziemy w Liście do Efezjan, w którym św. Paweł wzywa  nas do walki. Oglądając zbroję od góry do dołu, widzimy: hełm, pancerz, pas, miecz, tarczę i buty. Paweł podaje nawet kolejność, w jakiej mamy o te wszystkie elementy zbroi dbać. Co ciekawe, miecz wymieniony jest dopiero na samym końcu, choć najbardziej kojarzy się z walką – służy nie tylko do obrony, ale i do ataku.

A zatem, o co mamy dbać przede wszystkim? Może nas to zdziwić – o pas. Doświadczony w takiej walce Paweł mówi: „Przepaszcie biodra wasze prawdą”. A to oznacza: dbajcie o czystość serca, obyczajów, spojrzenia, o czystość emocjonalną, fizyczną, o wierność w małżeństwie lub wierność celibatowi. Święty Paweł ma tu na myśli także sferę seksualną, gdy mówi: „Niech w tym będzie prawda” – czyli niech nasze gesty, spojrzenia, rozmowy, przytulanie się, słowa będą prawe. To ciekawe, że my zazwyczaj poruszamy tę kwestię na końcu, jakby mimochodem, natomiast św. Paweł mówi o tym już na początku. Wręcz uderza nas tymi słowami – mówi jak jest i w ogóle na ten temat nie dyskutuje. Dopiero później porusza inne kwestie. Charakterystyczne jest, że gdy szukamy w którymś z jego listów odniesienia do spraw związanych z naszą cielesnością – temat ten znajdziemy tylko w pierwszych rozdziałach. Później nie jest już poruszany, bo są ważniejsze sprawy – taki jest Pawłowy porządek.
Wracając jednak do „pasa prawdy” – św. Paweł pokazuje nam, że w tym miejscu jesteśmy kuszeni i dlatego potrzeba nam przejrzystości i prawości. Prawość oznacza przede wszystkim wierność ślubom zakonnym lub przysiędze małżeńskiej. W małżeństwie wierność to oddanie się sobie nawzajem i wysiłek z tym związany. Czy rzeczywiście go podejmujemy?

Przecież często jesteśmy kuszeni, by opuścić obóz Chrystusa także z powodów cielesnych – np. żona odpycha męża, bo uważa, że jemu „chodzi tylko o jedno”, on z kolei już się dla niej nie stara, bo czuje się odrzucony itp. Dlatego, idąc za tym, co mówi św. Paweł – pod sztandarem Chrystusa żona nie może odpychać męża, a mężowi nie może chodzić w małżeństwie tylko o jedno. Ona powinna usłyszeć, że jest kochana, i to codziennie. Jeśli dla jej męża jest to zbyt trudne – niech spojrzy na krzyż i wysiłek Jezusa na nim. Niech to go zainspiruje, by codziennie mówić żonie o miłości. Dla Jezusa krzyż także nie był łatwy ani przyjemny. Dla mężczyzny powtarzać to samo w kółko jest trudne, ale dla kobiety – potrzebne.

Załóż pancerz

Kolejne zadanie, jakie stoi przed nami, to „oblec pancerz sprawiedliwości”. Pancerz zakładany na tułów ma za zadanie chronić nasze serce, kręgosłup i płuca. Przy czym serce to nasze uczucia, kręgosłup to inaczej fundament naszego życia, a płuca są symbolem oddychania, czyli wolności. Dlatego gdy św. Paweł mówi: „Przywdziejcie pancerz sprawiedliwości” – oznacza to: „Troszczcie się o uczucia, o kręgosłup i o wolność. Zabiegajcie o to”.  Nie zabiegając i nie chroniąc ich, narażamy swoje życie.

Za uczucia jesteśmy odpowiedzialni – i to nie tylko za swoje, ale również za cudze. A to oznacza, że jeśli czuję się obrażony i gniewam się na kogoś, to nie powinienem czekać aż on pierwszy wyciągnie rękę do zgody i mnie przeprosi. Oznacza to także, że nie mogę prowokować innych do gniewu. A gdy popatrzymy na nasze rodziny, wspólnoty czy parafie – jak często spotykamy się tam z prowokacją! Co chwilę sprawdzamy, na ile ktoś jest silny, ile wytrzyma... A może okaże się, że to ja jestem silniejszy? Nie Jezus, ale ja. Prowokacja służy temu, by pokazać, kto tu ma władzę i kto ma rację, ale na skutek tego odwracamy się od Jezusa. Dlatego jesteśmy odpowiedzialni za uczucia, jakie pojawiają się w nas i jakie wywołujemy w innych.

Wpatrywać się w Jezusa

Jesteśmy też odpowiedzialni za „kręgosłup” – czyli nasze wpatrzenie się w Jezusa i pewność zbawienia. Pewność, że Chrystus już mi wybaczył, rodzi się tylko z wpatrzenia w Niego. Gdy odwracamy od Niego wzrok – tracimy fundament, na którym stoimy, a wtedy pojawia się lęk i wątpliwości. A w konsekwencji – zmagamy się z nieudanym kapłaństwem lub nieudanym małżeństwem. Drążą nas pytania: po co ja jestem w tej parafii? Dlaczego wyszłam za tego człowieka? Co ja robię w tej wspólnocie? Jakiego ja mam lidera?

Pamiętajmy też, że jesteśmy odpowiedzialni za swoją wolność. Chrystus nas nieustannie uwalnia, a zły nas nieustannie zniewala. Dlatego idąc za Chrystusem – zawsze idziemy ku wolności. Jezus nikogo nie zniewala. Mówienie o oddaniu się w niewolę Maryi czy Jezusowi to są nasze „pobożności”, które nie mają nic wspólnego z teologią. To my mamy skłonność narzucać pęta na innych, by działali tak, jak my chcemy. Na przykład żona wolałaby męża, który przychodzi do domu i już w drzwiach ją całuje, uśmiecha się do niej, podaje herbatę i nie włącza telewizora. Chciałaby go „zniewolić miłością”, by działał tak, jak ona chce.

Podobnie pragnęlibyśmy widzieć swojego księdza idącego na pół godziny przed Mszą do kościoła i klęczącego tam przed tabernakulum. I najlepiej, żeby po Mszy świętej także pół godziny jeszcze tam poklęczał. A Bóg daje wolność – tylko zło ma to do siebie, że zniewala. Gdy „burkniesz” na żonę raz, to za drugim razem jest już łatwiej. Za trzecim pójdzie już „jak z płatka”, aż w końcu w ogóle przestaniesz zauważać, że coś jest nie w porządku. Dlatego trzeba się troszczyć o prawdziwą wolność, którą daje Jezus.

Zadbaj o pełną zbroję

Zawsze miej na sobie buty, o jakich mówi św. Paweł, czyli: bądź gotowy do drogi. Ci, którzy ewangelizują aż do końca swojego życia oraz wszyscy męczennicy to ludzie, którzy umierają w drodze. Buty symbolizują nasze „bycie w Chrystusie” – bo On jest drogą.
Zawsze miej też przy sobie tarczę, czyli wiarę. Potrzebna jest do odpierania pocisków – wewnętrznych pokuszeń w myślach, w uczuciach, w sercu i duszy. Prowadzą one do tego, abyśmy przestali patrzeć na sztandar Jezusa. Święty Paweł przypomina, że trzeba się przed nimi bronić tarczą wiary – wiary w to, że miłosierdzie ma sens, że miłość ma sens, podobnie i poświęcenie, cierpienie, ból i samotność. To jest wiara w Chrystusa, który wisi na krzyżu, a jednocześnie jest naszą tarczą. Ilekroć jesteśmy wpatrzeni w Jezusa na krzyżu i wierzymy w Niego – chroni nas tarcza. Gdy odwracamy wzrok od Niego, to automatycznie wypuszczamy ją z ręki. Pamiętajmy, że walka duchowa i pociski, jakimi są pokusy i zwątpienia – są realne. To faktycznie nas dotyczy i angażuje do codziennej walki duchowej, dlatego tarcza jest nam tak potrzebna.

Nie ma innej drogi...

Potrzebujemy również hełmu – by chronił nasze myśli i sposób, w jaki przyjmujemy wskazówki Jezusa, w jaki docierają one do naszej świadomości, wyobraźni i pamięci. Dlatego potrzebna nam jest ochrona przed tym wszystkim, co nie pochodzi od Jezusa i nie prowadzi nas pod Jego sztandar.

Jeśli jesteśmy uczniami Chrystusa, to nie tylko nasze powołanie, ale wszystko w naszym życiu – to, co myślimy, czym się zajmujemy i sposób, w jaki reagujemy – ma być ukierunkowane na Niego i prowadzić pod Jego sztandar. Nie ma innej drogi, dlatego bądźmy do niej dobrze przygotowani.

Remigiusz Recław SJ

wersja do druku 
wyślij znajomemu 


 

Gloria zaprasza!