logo
Sobota, 21 lipca 2018 r.
imieniny:
Daniela, Danieli, Wawrzyńca, Wiktora – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Bogusław Dygdała
Jedność w różnorodności
Wieczernik
 


Kościół nie jest jakimś monolitem, gdzie wszystko musi być „pod linijkę” – identyczne, jednorodne.

Co niedzielę, w mszalnym wyznaniu wiary, recytujemy, iż wierzymy w jeden Koś­ciół. Nie trzeba jednak zbyt długo się nad Kościołem zastanawiać, by odkryć, jak bardzo jest on zróżnicowany. Przecież nawet w naszym kraju, są różne lokalne zwyczaje i jadąc z wizytą do rodziny z dalszych stron, dziwimy się, jak „inaczej" jest uw parafii. Przecież poza prostym podziałem na diecezje i parafie są najróżniejsze za­kony, ruchy, stowarzyszenia. Nawet wsłuchując się w głos biskupów nieraz łatwo spostrzec, że różnią się opiniami i osądami dotyczącymi aktualnych za­gadnień. W tym momencie łatwo już o pytania: Czemu tak się dzieje? Czy nie lepiej byłoby, gdyby wszystko wszędzie było tak samo?

Otóż nie. W Kościele od samego początku wys­tępo­wały różnice. Owe odmienności możemy zna­leźć już na kartach Pisma Świętego. Inaczej wyglą­dała opisana w Dziejach Apostolskich pierwsza wspólnota chrześcijańska w Jerozolimie, złożona głównie z nawróconych Żydów, a inaczej wspólnoty opisane w listach św. Pawła, złożone głównie z nawróconych Greków. Wraz z rozwojem Kościoła szybko owa różnorodność narastała. Nakładały się na nią różnice języka, kultur, zwyczajów. Katechizm Kościoła poucza nas jasno: Od początku ten jeden Kościół ukazuje się jednak w wielkiej różnorod­noś­ci, która pochodzi zarówno z rozmaitości da­rów Bożych, jak i wielości otrzymujących je osób. W jedności Ludu Bożego gromadzi się różnorod­ność narodów i kultur. Wśród członków Kościoła istnieje różnorodność darów, zadań, sytuacji i sposobów życia (KKK 814).

Skąd się bierze owa różnorodność w Kościele? Do Kościoła są powołani wszyscy ludzie, bez wzglę­du na to, z jakiego kraju czy kultury się wywodzą. Już w starożytności powstały różne formy sprawo­wania Mszy św. Pamiętamy pewnie z zeszłego roku, z pogrzebu Ojca Świętego obecność patriarchów katolickich kościołów wschodnich. Są to wspólnoty będące integralną częścią Kościoła Katolickiego, posiadające pełną łącz­ność ze Stolicą Apostolską, ale zarazem mają one swoją własną, zupełnie inną liturgię, prawo czy zwyczaje. Niektóre z nich odwołują się do tradycji apostolskiej. Są to kościoły: chaldejski, koptyjski, syryjski, maronicki, melchicki, syromalabarski, syromalankarski czy greckokatolicki. W Polsce w praktyce możemy spotkać tylko kościół greckokatolicki, który powstał w wyniku Unii Brzeskiej. Zachowując liturgię bizantyjską, uznał on zara­zem zwierzchność papieży, a wierni tego obrządku wydali przez wieki wspaniałe przykłady świętości. Grekokatolicy są obecni w Polsce wschodniej, ale też – w wyniku przesiedleń po II wojnie światowej – część z nich znalazła się na tzw. ziemiach odzyskanych.

Owa różnorodność Kościoła dotyczy jednak nie tylko kościołów wschodnich, choć tam najlepiej ją widać, ale występuje także w obrębie kościoła zachodniego, łacińskiego. Pewnie mało kto zdaje sobie sprawę, że poza rytem rzymskim, tym najlepiej nam zna­nym, istnieje jeszcze liturgia ambrozjańska sprawowana w archidiecezji mediolańskiej iłoskojęzycznej części Szwajcarii czy liturgia mozarabska kultywowana jeszcze gdzie­nieg­dzie w Hiszpanii.

Znacznie bardziej jednak owo bogactwo widać w różnych duchowościach, które po­przez wieki powstały w Kościele. Najwyraźniej dostrzegamy je w dziedzictwie różnych za­konów. Ich założyciele, odpowiadając na potrzeby czasów tworzyli wspólnoty, które oży­wiały Kościół. Klasyczny przykład, to początek XIII w. Kościół przeżywa ewidentny kry­zys, targają nim herezje, życie duchowieństwa pozostawia wiele do życzenia, a zarazem społeczeństwo Europy ulega znacznym przekształceniom. Odpowiedzią na problemy cza­su są dominikanie i franciszkanie – dwa zakony, zupełnie różne, na raz. Dominikanie to korporacja uczonych, związanych z uniwersytetami, mających wielkie możliwości intelek­tualne, a powołana do głoszenia Słowa Bożego. W tym samym czasie św. Franciszek chce po prostu żyć ubogo Ewangelią, a jego bracia świadczą prostotą życia we wspólnocie. Dwa zakony zupełnie różne, a oba bardzo szybko się rozrastały i bardzo szybko rozeszły się po całej Europie przeprowadzając niejako od wewnątrz konieczne reformy Kościoła. Owych zakonów, które pojawiały się w trudnych dla Kościoła czasach można wskazać więcej. Już wcześniej, od schyłku starożytności, swoją rolę odegrali be­nedyktyni, w XI/XII w. cystersi, w XVI w. po reformacji jezuici. A można by wyliczać różne mniej­sze zgromadzenia, często o lokalnym zasięgu, których ilość jest aż ciężka do ogarnięcia. Iowych różnorodnych zakonów po dziś dzień jest miejsce w Kościele, a ciągle po­wsta­ją nowe zgromadzenia, aby podjąć nowe dzieła i odpowiedzieć na wyzwa­nia nowych czasów. Bogactwo Bożego Ducha, który je wszystkie wzbudza i inspiruje jest dla nas wprost zadziwiające.

Owo bogactwo zakonów, w XX w. w pewnym stopniu zostało uzupełnione bogac­twem ruchów katolickich. Wraz z dowartościowaniem laikatu, powstają już nie tylko zgromadzenia, ale najróżniejsze ruchy i wspólnoty w Kościele. Znamy dobrze najbliższy nam Ruch Światło-Życie, spotykamy pewnie grupy Odnowy w Duchu Świętym, Szkoły Nowej Ewangelizacji, Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży, Akcję Katolicką czy Neokate­chumenat. Jest to jednak tylko kilka najbardziej znanych ruchów; z Ogólnopolską Radą Ruchów Katolickich współpracuje obecnie ponad 140 ruchów i stowarzyszeń. A to tylko Polska, w skali całego Kościoła jest to zapewne liczba bez porównania większa.

Skąd taka różnorodność? Ano stąd, że Kościół jest powszechny. Powszechny, czyli otwarty na wszystkich. Znajdują w nim swe miejsce ludzie o różnej osobowości, różnym charakterze, w różnym wieku, różniący się wykształceniem, zainteresowaniami, poglądami, rozumieniem wielu spraw. Kościół nie jest jakimś monolitem, gdzie wszystko musi być „pod linijkę" – identyczne, jed­norodne. Co więc łączy tych wszystkich różnorod­nych ludzi? Odpowiedź jest oczywista: Jeden jest Pan, jedna wiara, jeden chrzest. Jeden jest Bóg i Ojciec wszystkich, który jest i działa ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich. (Ef 4,5-6). Przecież taka różnorodność ludzi to dzieło Stwórcy, a każdego z nich Bóg jest w stanie prowa­dzić do siebie inną, jemu właściwą drogą. I nie ma drogi lepszej lub gorszej, nie ma wspólnoty czy ruchu lepszego czy gorszego. Owa wielość i różnorod­ność jest bogactwem Kościoła, w którym każdy mo­że znaleźć swoje miejsce, pozostając sobą. I we wszystkich tych najróżniejszych formach działa ten sam Duch Święty, wszyscy wierzą w tego samego Boga w Trójcy, wszyscy idą za głosem tej samej hierarchii, która ma służyć jedności i budowaniu wspólnoty Kościoła, wszystkich ma łączyć ta sama miłość Boga i bliźniego, o którą przez całe życie zabiegamy.

W praktyce jednak, odrębność, inność drugiego człowieka często rodzi w nas sprzeciw czy wprost rozdrażnienie. Skłonność, by wszystkich do siebie upodobnić, lub odrzucić i potępić. Nic bardziej błęd­nego. W parafii jest miejsce i dla grup charyzma­tycznych, które chciałyby jak najwięcej modlić się ję­zykami, ale też dla osób starszych, które przesuwa­jąc wciąż różańcowe paciorki są w stanie wybłagać w niebie prawdziwe skarbnice łask. Jest miejsce dla osób pielęgnujących liturgię w pięknej oprawie, zchorałowymi śpiewami, ale też i dla zespołów młodzieżowych, które wprowadzają, w ra­mach dozwolonych na liturgii, współczesne rytmy. Są też i różne formy pobożności. Czcimy różnych świętych, mamy do wyboru najróżniejsze formy modlitwy, każdy z wielkiego bogactwa Kościoła może odnaleźć coś dla siebie szczególnie bliskiego.

Jednak warto zapytać się ile razy na parafiach jest tak, że zamiast współpracy grup izaangażowanych w życie Kościoła, rodzą się uprzedzenia, niezdrowa rywalizacja, li­cytowanie się, kto jest lepszy. Taka postawa jest już iście szatańska. Duch Boży tworzy jedność w wielości, a nie rywalizację. Trzeba ciągłego wysiłku, aby usuwać z samego sie­bie postawę antypatii, niezrozumienia, odrzucenia, aby umieć doceniać wartości, które inne grupy i wspólnoty wnoszą w parafię, szukać pola dla współpracy. Teologia posobo­rowa mocno akcentuje Kościół jako wspólnotę wspólnot. Dotyczy to w pierwszym rzę­dzie parafii. To właśnie tam jest miejsce, gdzie spotykają się ludzie różnie myślący i będą­cy w różnych grupach czy wspólnotach. To właśnie do parafii każdy wnosi swoje bogac­two, swoje uzdolnienia, charyzmaty, swoją duchowość. Dla każdej grupy i duchowości jest w parafii miejsce. Każda wspólnota czy grupa ludzi inaczej przeżywających swoją wiarę jest ubogaceniem dla innych. Ideałem byłoby, gdyby każdy potrafił docenić warto­ści wnoszone przez tych „innych", docenić bogactwo, jakie stanowi dla parafii owa róż­norodność, a jednocześnie był gotowym do współpracy, dla dobra wiary. Współpracy, rywalizacji, zawiści, sporów czy jakichś fałszywych ambicji. Owa współpraca, wza­jem­ne otwarcie się na siebie różnych duchowości, jest tym bardziej aktualna dziś, gdy ob­ser­wujemy oziębłość wiary i powolne odchodzenie całych rzesz ludzkich od Kościoła. Brak jedności jest w tym kontekście tym większym zgorszeniem. Jednocześnie zgodna współ­praca i zrozumienie różnych grup, będzie czytelnym znakiem dla owych odchodzą­cych, że dla każdego jest miejsce w Kościele. Będzie znakiem, że bez względu na to, ja­kie ma zapatrywania na kwestie społeczne, czy jaki ma styl bycia, to miejsce w Kościele jest i dla niego.

Skończmy nasze rozważanie słowami św. Augustyna: „W tym, co konieczne – jedność; w tym, co budzi wątpliwości – wolność; we wszystkim jednak – miłość". Oby zawsze i w nas przeważała miłość, do tych, którzy będąc w jednym Kościele, myślą inaczej.


ks. Bogusław Dygdała

 
Zobacz także
o. Jan Andrzej Kłoczowski OP, Sławomir Rusin, Marcin Jakubionek
Kościół zamknięty to Kościół apostołów, którzy zamknęli się w Wieczerniku z obawy przed Żydami (J 20,19). Postawa ta niespecjalnie się Panu Bogu podobała, posłał więc swojego Ducha - pojawił się jakiś dziwny szum, ogień, słowa z mocą, otwarły się drzwi i okna rzeczonego Wieczernika, a apostołowie wyszli i zaczęli nauczać...
 
Ela Konderak
Nieprzeciętny do granic możliwości! We wszystko, co robił, angażował zawsze wszystko, czym był. Miał tak wielki autorytet w pierwotnym Kościele i tak wiele mądrych rzeczy wypowiedział o Chrystusie, że niektórzy złośliwcy mówią nawet, że to on wymyślił chrześcijaństwo. Dzieje Apostolskie poświęcają mu aż piętnaście rozdziałów z dwudziestu siedmiu, które zawierają. Jedyny Apostoł, który nie znał Mistrza, a ośmielał się pouczać Dwunastu. A jednocześnie u Piotra i pozostałych Apostołów szukał potwierdzenia swego wybrania i swej misji. Są tacy, którzy chcieliby widzieć w nim epileptyka i w ten sposób pomniejszyć wielkość jego dokonań. Łatwiej im uwierzyć w chorobę Pawła niż w Jezusa, którego spotkał. Mówią też, że był człowiekiem surowym, w przeciwieństwie do swego Mistrza. A przecież "Listy" i działanie Pawła są pełne niezwykłego miłosierdzia.
 
Weronika Stachura
Z roku na rok możemy obserwować zmniejszające się przywiązanie do tradycyjnego obchodzenia świąt czy to Bożego Narodzenia, czy też Wielkiej Nocy, które niestety nierzadko są niczym więcej, jak dniami wolnymi od pracy. Taki stan rzeczy nie omija też uroczystości Wszystkich Świętych. 
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama