logo
Piątek, 27 kwietnia 2018 r.
imieniny:
Sergiusza, Teofila, Zyty, Felicji – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Ks. Józef Naumowicz
Krzyż Chrystusa znakiem nadziei
Życie Duchowe
 


„O Krzyżu, bądź pozdrowiony, jedyna nasza nadziejo” – głosi znana starożytna pieśń pt. Sztandary Króla się wznoszą, która służy jako hymn brewiarzowy na nieszpory w Wielkim Tygodniu.
 
Hymn wskazuje na paradoks krzyża, polegający na odwróceniu wartości: drzewo hańby, śmierci i klęski staje się miejscem chwały i zwycięstwa Chrystusa, a przez to znakiem nadziei dla człowieka. Nadziei oczyszczenia, odkupienia, przywrócenia do życia. Ale też nadziei, że zostaniemy zachowani od złego oraz umocnieni w naszych ziemskich trudach i cierpieniach. Chodzi więc o nadzieję, jaka zaczyna się w naszym zwyczajnym życiu tu, na ziemi, ale która sięga wieczności i ostatecznego celu życia człowieka.

Nadzieja na wytrwanie

Na Kalwarii, obok krzyża Chrystusa, stały dwa inne krzyże. Na obu zawisł ogrom cierpienia. Krzyż złego łotra pozostał jednak samą udręką, „czystym” cierpieniem, zmarnowanym trudem. Krzyż dobrego łotra był takim przeżywaniem cierpienia, że doprowadził do przemiany i pojednania. Ale stało się to dlatego, że dobry łotr spojrzał z miłością na ukrzyżowanego Jezusa.

Krzyż Chrystusa stanowi „jedyną nadzieję” dla tych, którzy są cierpiący, znękani, utrudzeni – faktycznie dla wszystkich ludzi. Nie ma bowiem człowieka, który nie doznawałby bólu, fizycznego czy duchowego, pochodzącego od świata, czy takiego, który sam sobie zadaje. Bólu zawinionego i – niezawinionego, jak w przypadku biblijnego Hioba. Tak naprawdę, nie ma życia bez ofiary, wyrzeczenia, trudu, wysiłku, cierpienia. Każdy człowiek żyjący na ziemi niesie swój krzyż. Większy czy mniejszy, taki, jaki jest w stanie unieść, jaki jest przeznaczony właśnie dla niego. Niezależnie od tego, czy jest wierzący, czy nie, niezależnie od tego, jak ten krzyż pojmuje i jak go przyjmuje, jaki ma do niego stosunek.
 
Bez Chrystusowego krzyża ludzkie cierpienie pozostaje niewytłumaczalne, bezsensowne, jakby bezwartościowe. Poza Bogiem trudno stawić mu czoła. Dlatego więc warto patrzeć z miłością na krzyż Chrystusa, adorować go, w nim odnajdywać sens swego cierpienia.
 
A krzyż Chrystusa jest właśnie znakiem, że Bóg podzielił ludzki los. Razem z człowiekiem przyjął mękę, samotność, zniósł szyderstwo i niesławę, okazał bezbronność i wybaczył prześladowcom. Kiedy więc patrzymy na krzyż, wiemy, że Syn Boży naprawdę przeżył ludzkie cierpienie. W pełni je podzielił. I nie ma takiego cierpienia, którego by nie doznał. Nie ma takiej winy, wstydu, samotności, głodu, ucisku czy wyzysku, nie ma tortur, więzienia czy morderstwa, przemocy czy zagrożenia, które byłyby Mu obce.
 
Stąd wiadomo, że nie jesteśmy sami w naszym cierpieniu. Bóg w Jezusie i przez Jezusa stał się rzeczywiście Emmanuelem, Bogiem z nami. Właśnie chrześcijańska nadzieja wynika z wiary w takiego Boga, którego obchodzi ludzki los. Stąd dzięki krzyżowi Chrystusa, człowiek w swym trudzie czuje się spokojniejszy i mocniejszy, gdyż wie, że nie pozostaje sam i jest kochany przez Stwórcę.
 
Dobrą Nowiną Ewangelii nie jest to, że Bóg przyszedł po to, by nas uwolnić od cierpienia, ale by w nim uczestniczyć.
 
Ludzkie cierpienie nabiera sensu dlatego, że sam Chrystus, całkowicie niewinny, nie mający żadnego grzechu, zaznał tak wiele bólu i męki. „Bóg własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał” – mówi św. Paweł (por. Rz 8, 32). Słowa te stanowią chyba jedyne wyjaśnienie sensu udręki, trudu, ofiary. Dają siłę wytrwania, przywracają nadzieję.
 
Chodzi tu o nadzieję w sensie chrześcijańskim. Nie usuwa ona trudów, cierpień, zmagań. Nadaje jednak im sens, wskazuje cel i drogę. Jest czymś znacznie więcej niż zwykłym optymizmem. Pomaga bowiem pogodzić się z tym, czego nie można zmienić i daje odwagę, by zmieniać to, co zmienić można. Umie przeciwstawić się rozpaczy, ale pomaga wykrzesać w nas nowe siły. Pozwala bowiem widzieć dalej aniżeli to, co teraz człowiek widzi cielesnymi oczyma. Nie jest więc „matką głupich”, ale mądrością trwania przy życiu. Bo człowiekiem nadziei nie jest jedynie ten, który czeka, ale ten, który się przygotowuje. Stąd wyrazem nadziei chrześcijańskiej jest walka ze złem.
 
Jezus nie pomniejszał grozy krzyża. Pokazał nawet, że nie należy cierpienia szukać. W Ogrodzie Oliwnym najpierw prosił Ojca: Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich (Łk 22, 42). Zabrać „kielich” to znaczy: odsunąć trudny los przeznaczony człowiekowi. Jezus prosił o odsunięcie swego bolesnego losu. Zatem i my nie tylko możemy, ale powinniśmy starać się o uniknięcie cierpienia. Z jednym jedynym wyjątkiem: nigdy za cenę grzechu, zaparcia się, buntu.
 
1 2 3  następna
Zobacz także
Dariusz Piórkowski SJ
Pragnienia mają wiele wspólnego z wiarą. Nie wiemy, dokąd nas zaprowadzą. Nie wiadomo, czy uda się je spełnić. Trudno przewidzieć, na jakie natrafimy przeciwności. Wzywają nas do ufności. Z potrzebami jest nieco inaczej. Jedne muszą, a inne mogą być zaspokojone. 
 
Marcin Jakimowicz
W Pierwszym Liście św. Piotra czytamy: „Bądźcie zawsze gotowi do obrony (pros apologian) wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia (gr. logou, dosłownie „słowa”) tej nadziei, która w was jest” (3,15). Autor dodaje, że należy to czynić z delikatnością, respektem i czystym sumieniem (3,16). To klasyczny tekst biblijny, który zwraca uwagę, że wiara potrzebuje obrony i uzasadnienia, zwłaszcza gdy jest kwestionowana. Apologia to właśnie mowa obrończa, odpowiedź na zarzuty, zestaw rozumnych argumentów, które usprawiedliwiają określoną postawę czy wybór.
 
ks. Dariusz Salamon SCJ
To wyznanie, zawarte w symbolu wiary, wypowiadamy w każdą niedzielę, ponieważ ten dzień jest właśnie pamiątką owego wydarzenia. Jest ono tak ważne dla chrześcijan, że zgodnie z tradycją apostolską świętują je co tydzień. Aby to nasze świętowanie było jeszcze bardziej świadome, zechciejmy podjąć choć krótką refleksję nad tą największą tajemnicą naszej wiary. 
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama