logo
Poniedziałek, 16 lipca 2018 r.
imieniny:
Eustachego, Mariki, Mirelli, Marii – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Bp. Edward Dajczak
Marzę o Kościele
Zeszyty Odnowy
 


 Wziąłem do ręki tekst Ojca Świętego Jana Pawła II, Sługi Bożego, który zostawił polskim biskupom w 1997 roku. Wziąłem go, zastanawiając się, w którą stronę i jak trzeba wędrować z młodym pokoleniem. I tam, z niezwykłą mocą, Ojciec Święty przekazał nam coś bardzo ważnego: „Polskie społeczeństwo wymaga gruntownej Nowej Ewangelizacji. Nikogo nie możemy uważać za straconego, bo Chrystus umarł za wszystkich, otwierając każdemu człowiekowi drogę do życia wiecznego. Potrzeba wiary w moc Chrystusowego krzyża”. Następnie Papież przypomina nam mocno i jednoznacznie: „Człowiek jest drogą Kościoła”. To zdanie Episkopat i Kościół muszą przetłumaczyć na język konkretnych czynów. Jan Paweł II mówił także: „W poprzedniej epoce [Ojciec Święty ma tu na myśli czasy przed rokiem 1990] Kościół stwarzał przestrzeń, w której człowiek, naród mógł bronić swoich praw. W tej chwili człowiek musi znaleźć w Kościele przestrzeń do obrony, poniekąd, przed samym sobą. Przed złym użyciem wolności i przed zmarnowaniem wielkiej, historycznej szansy dla narodu”. Dziś, w kontekście tego wszystkiego, co przeżywamy, całego zmagania o uporządkowanie sytuacji szkoły, pytanie o to, co robić, jest pytaniem otwartym. Jaka jest w tym rola Kościoła? Ministerstwo próbuje tworzyć jakiś porządek, coś robić – mniej lub bardziej poprawnie. Natomiast, co my mamy zrobić?
 
Szukałem słowa, którym można by określić jakąś część młodego pokolenia, i ciśnie mi się na usta słowo „dezorientacja”. Zdezorientowany człowiek, czujący się kimś zabłąkanym, zapędzonym, trochę jak zwierz w matnię, niewidzący wyjścia i sensu tego miotania się, jest kimś, kto na pewno kąsa. Przytoczę tu pewne zdarzenie. Niedawno, idąc ulicami Gorzowa, przechodziłem koło jednej ze szkół. Trzech chłopców, którzy wyszli z niej, widząc koloratkę, próbowało mi dokuczyć. Kiedy mijaliśmy się, podszedłem do nich blisko, prosząc Boga, bym zrobił to najcieplej, jak potrafię, i zapytałem: „Chłopaki, kto wam tak pokiereszował serca? Kto was tak zranił, zniszczył?”. Kiedy stanęli zdziwieni, powiedziałem: „Wiecie, skąd to wiem? Bo normalnie człowiek nie kąsa. Przechodząc obok drugiego człowieka, nie znając go, nie robi takich rzeczy. Tak się zachowuje ktoś, kto jest ranny, jak zwierz, który gryzie tego, kto jest najbliżej”. Myślę, że ta dezorientacja, rany i niemożliwość znalezienia klucza dobrze opisują naszą rzeczywistość. Dlatego zastanawiając się nad Kościołem, który idzie w kolejne tysiąclecie, postawiłem sobie pytanie: „Co można zrobić?”.
 
Kiedyś przytaczałem informację, która mnie bardzo uderzyła: otóż sobotnio-niedzielny numer „New York Timesa” zawiera więcej informacji niż przeciętny mieszkaniec Europy w XIX wieku nabywał w ciągu całego swojego życia. Uderzyło mnie to dlatego, że jest to tylko mały sygnał rzeczywistości, w której żyjemy. Człowiek współczesny jest zarzucany taką ilością informacji i tak różnorodnych, tak sprzecznych, że nijak nie może odnaleźć klucza do ich zrozumienia. Dobrze jest, jeżeli żyje w klimacie rodzinnego ciepła, gdzie ktoś z uporem, sam będąc świadkiem, będzie próbował pomóc mu tę rzeczywistość lepiej rozumieć. A jeżeli nie ma, to jest tylko jedno wyjście z tej sytuacji: musi spotkać człowieka. Musi!
 
I to jest zadanie Kościoła – dawanie świadectwa wobec tych, którzy nie mogą się tego spodziewać w domu rodzinnym. Bo oczywiście, że musimy wspierać odnowę rodziny – to jest postulat oczywisty – ale równocześnie jest to sytuacja, w której trzeba zacząć szukać ludzi, właściwych świadków. W ostatnią niedzielę lipca ubiegłego roku byłem z młodymi ludźmi na Przystanku Jezus. Koncerty Woodstock skończyły się nad ranem, koło drugiej czy trzeciej. Jechałem w niedzielę rano z Kostrzyna nad Odrą, gdzie to wydarzenie miało miejsce, do Rzepina, niewielkiego miasta diecezji zielonogórsko-gorzowskiej, z którego wychodziła piesza pielgrzymka na Jasną Górę. Msza święta miała być o 6 rano. Jadąc, widziałem siedzących przy drodze młodych ludzi, którzy zatrzymywali samochody. Duże grupy mijałem, szukając jakiejś mniejszej.
 
 
1 2 3  następna
Zobacz także
Zbigniew Nosowski
Czy będzie dobrze czy źle? Nie będziemy Chrystusem narodów, raczej papugą narodów – teraz zapewne poważnie dotknie nas, tak jak i inne kraje europejskie, sekularyzacja. Grozi nam, a wręcz niemal pewna jest przyspieszona laicyzacja, odchodzenie od wiary i spadek wpływu religii na życie. Trudno zresztą się temu dziwić...
 
Zbigniew Nosowski
Na słowa „potrzeba zmiany” – reagujemy najczęściej z lękiem. Lęk pojawia się, gdy mówimy o zmianach w Kościele, we wspólnocie, w parafii. Zawsze część osób przyzwyczaja się do tego, co jest, więc chciałaby, aby sytuacja się nie zmieniała. Inni natomiast czekają na zmianę jak na wybawienie! 
 
Danuta Piekarz
Jaki twój światopogląd, taki twój obraz anioła. Jeżeli sam nie potrafisz oderwać nosa od ziemi, anioł z twojej wyobraźni też będzie miał "niskie loty". Na drodze wiary jedną z przeszkód przy przechodzeniu "od aniołków do aniołów" jest komercyjne traktowanie duchów niebieskich w dzisiejszej pseudosztuce...
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama