logo
Wtorek, 17 października 2017 r.
imieniny:
Antonii, Ignacego, Wiktora – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Monika Białkowska
Namalować miłosierdzie
Przewodnik Katolicki
 


Nie ma drugiego takiego obrazu, przed którym z równą wiarą modliliby się katolicy na wszystkich kontynentach. Nie ma drugiego obrazu tak rozpoznawalnego.
 
Ale nie ma też jednego obrazu Bożego Miłosierdzia… Wszystko zaś zaczęło się wcale nie w Krakowie, ale w Płocku, w piętrowym domu na skraju Starego Rynku. Tam właśnie w lutym 1931 r. s. Faustyna Kowalska zobaczyła Jezusa w białej szacie, wznoszącego prawą rękę w geście błogosławieństwa, a lewą dotykającego szaty na piersi w miejscu, z którego wychodziły dwa promienie. Usłyszała od Niego: „Wymaluj obraz według rysunku, który widzisz, z podpisem: Jezu, ufam Tobie. Pragnę, aby ten obraz czczono najpierw w kaplicy waszej i na całym świecie”.
 
W duszy maluj!
 
Faustyna nie była ani intelektualistką, ani artystką. Zajmowała się gotowaniem i sprzedawaniem chleba. Z wizją, którą otrzymała, poszła do swojego spowiednika. Od niego usłyszała: „Maluj obraz Boży w duszy swojej”. Ale nie zdążyła na dobre odejść od konfesjonału, kiedy Jezus do niej wrócił i naprostował to, czego nie zrozumiał spowiednik: „Mój obraz w twojej duszy już jest. Chcę, aby ten obraz, który wymalujesz pędzlem, był uroczyście poświęcony w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, a ta niedziela ma być świętem Miłosierdzia”.
 
Wraz z objawieniem na s. Faustynę nie spłynął malarski talent ani umiejętności. Nikt też z jej znajomych malować nie potrafił. Sprawę obrazu pozostawiła przełożonej. Gdy pod koniec 1932 r. opuszczała Płock i wyjeżdżała do Wilna, obrazu nadal nie było. Jezus upominał ją: „Jeśli zaniedbasz sprawę malowania tego obrazu i całego dzieła miłosierdzia, odpowiesz za wielką liczbę dusz w dzień sądu”.
 
Nie w piękności farby
 
Zapewne sam Bóg tak pokierował życiem Faustyny, że w Wilnie spotkała ks. Michała Sopoćkę. Ten błogosławiony nie tylko był duchowym kierownikiem Faustyny, nie tylko znał malarza, Eugeniusza Kazimirowskiego, ale też był zwyczajnie ciekawy, jaki będzie efekt takiego malowania z wizji prostej zakonnicy. Z przełożoną zgromadzenia ustalił, że s. Faustyna będzie mogła dwa razy w tygodniu przychodzić do pracowni malarskiej, żeby dawać wskazówki do obrazu. Ks. Sopoćko osobiście pilnował, by malarz swoją inicjatywą nie zasłonił wizji siostry. Wszystko otoczone było najwyższą tajemnicą, bo rzecz była bez precedensu. Rozmiar obrazu dopasowano do ramy, jaką księdzu podarowała wcześniej jedna z parafianek. To przedziwne malowanie trwało przez kilka miesięcy. Pod obrazem, na ramie umieszczono słowa, które Faustynie podyktował Jezus: „Jezu, ufam Tobie”. Kiedy w czerwcu 1934 r. Faustyna zobaczyła ukończony obraz, poszła wypłakać się do kaplicy. I nie płakała ze szczęścia, ale z zawodu: „Kto Cię wymaluje tak pięknym, jakim jesteś?” „Nie w piękności farby ani pędzla jest wielkość tego obrazu, ale w łasce Mojej” – pocieszał ją Jezus.
 
Ukryty w pagonach
 
Malowanie obrazu to jedno – ale trzeba go było jeszcze przedstawić światu, który jak to zwykle bywa, wcale nie spodziewał się żadnej rewolucji. Ks. Sopoćko był wówczas rektorem kościoła św. Michała przy wileńskim klasztorze sióstr bernardynek. Tam właśnie, w ciemnym korytarzu kazał umieścić obraz. Siostra Faustyna nie dawała mu jednak spokoju, powtarzając, że sam Jezus domaga się czegoś więcej. W Wielkim Tygodniu 1935 r. zażądała, by na Triduum Paschalne umieścił go w Ostrej Bramie. Obraz wprawdzie nadal nie znalazł się w kościele, ale zawisł jako dekoracja w oknie krużganka w niedzielę po Wielkanocy – i mocno przyciągał uwagę wiernych. Potem wrócił do klasztoru i przez dwa lata służył jako dekoracja ołtarzy na procesje Bożego Ciała. Dopiero w kwietniu 1937 r. został uroczyście poświęcony i umieszczony w kościele św. Michała w Wilnie.
 
Kult obrazu w jednym kościele nie był jeszcze tym, o co chodziło Jezusowi. Faustyna otrzymała od Niego zadanie szerzenia Miłosierdzia Bożego nie w Wilnie, ale na całym świecie. Drukować zaczęto więc reprodukcje, które zgromadzenie rozpowszechniało. Tysiące odbitek fotograficznych – mniejszych i większych, najmniejsze miały zaledwie jeden centymetr! – w czasie II wojny światowej wszywano do żołnierskich czapek i pagonów przy mundurach. Inne wysyłano razem z paczkami do obozów koncentracyjnych i więzień. Po wojnie obraz Kazimirowskiego znalazł się za ołtarzem w wileńskim kościele Świętego Ducha, później w Nowej Rudzie nieopodal Grodna, wreszcie w 1986 r. wrócił do Wilna, by w 2005 r. zawisnąć w kościele Świętej Trójcy – diecezjalnym sanktuarium Miłosierdzia Bożego.
 
Przez zakaz do kultu
 
Dlaczego tak ważny obraz przez tyle lat poniewierał się gdzieś za ołtarzem? Dlaczego nie udało się sprowadzić go do Polski? Czy przy szerzącym się szybko kulcie Miłosierdzia Bożego nikt nie odczuwał braku oryginału? Odpowiedź na te pytania tkwi… w kopiach. Pierwsza z nich i znana dziś bardziej niż pierwowzór, wyszła w 1944 r. spod pędzla krakowskiego artysty Alfreda Hyły. Hyła w 1943 r. zgłosił się do sióstr miłosierdzia mówiąc, że jako wotum za ocalenie rodziny z wojny chciałby namalować jakiś obraz. Siostry dały mu obrazek Jezusa Miłosiernego z Wilna i fragmenty Dzienniczka s. Faustyny. Kiedy okazało się, że gotowy obraz nie odpowiada rozmiarami klasztornej kaplicy, siostry oddały go do Wrocławia, a Hyła namalował im kolejny. Ten znów nie spodobał się biskupowi, bo Jezus kroczył po łące. Hyła przemalował więc łąkę na posadzkę, a obraz trafił do kaplicy sióstr w Krakowie. Dziś znajduje się w sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach i jest reprodukowany na całym świecie.
 
Druga ważna kopia powstała w 1954 r. To był trudny czas dla rodzącego się kultu Miłosierdzia Bożego. Obraz się upowszechniał, ale nie prowadzono jeszcze procesu beatyfikacyjnego s. Faustyny. Należało, zgodnie z instrukcjami Stolicy Apostolskiej, zachować ostrożność przy wprowadzaniu do kościołów nowych wizerunków. Ks. Sopoćko ogłosił wtedy konkurs na nowy obraz – Jezusa Zmartwychwstałego, ukazującego się apostołom. W konkursie wzięło udział trzech malarzy, a zwyciężył Ludomir Śledziński, który Jezusa Miłosiernego namalował w Wieczerniku, na tle zamkniętych drzwi. 5 października 1954 r. Konferencja Episkopatu Polski zaaprobowała ten obraz do kultu – ale nie zdążył się on upowszechnić. W 1959 r. stolica Apostolska wydała notyfikację, zabraniającą szerzenia kultu Miłosierdzia Bożego propagowanego przez św. Faustynę. Obraz zaczęto usuwać z części kościołów, w innych wierni nadal się przy nim modlili. W 1965 r. abp Karol Wojtyła rozpoczął w Krakowie proces informacyjny dotyczący życia i cnót s. Faustyny oraz kultu Miłosierdzia Bożego. 15 kwietnia 1978 r. Stolica Apostolska całkowicie unieważniła notyfikację z 1959 r.
 
Nabożeństwo
 
Obraz, który Jezus kazał namalować siostrze Faustynie, nie jest specjalnie skomplikowany: daleko mu do fantastycznej symboliki Boscha czy subtelnej tajemniczości van Eycka. Tu jednak nie znawcy sztuki, ale sam Jezus tłumaczył, które elementy dzieła są niezbędne i co oznaczają dla człowieka, szukającego Bożego Miłosierdzia. „Te dwa promienie oznaczają krew i wodę. Blady promień oznacza wodę, która usprawiedliwia dusze; czerwony promień oznacza krew, która jest życiem dusz” – mówił s. Faustynie. – „Te dwa promienie wyszły z wnętrzności miłosierdzia Mojego wówczas, kiedy konające serce Moje  zostało włócznią otwarte na krzyżu”.
 
Spojrzenie Jezusa jest takim, jakie było z krzyża – zarówno w sensie dosłownym, z góry na dół, jak i duchowym: miłosierne i zatroskane o człowieka. Serce Jezusa na obrazie pozostaje niewidoczne. Na głowie Jezusa nie ma korony cierniowej. Według objawień ważne są również umieszczone na obrazie słowa i nie powinno się ich zastępować innym wezwaniem.
 
Jezus na obrazie to Chrystus Zmartwychwstały. Przynosi pokój, odpuszczenie grzechów i łaski, zdobyte dla człowieka przez mękę i śmierć na krzyżu. Promienie wychodzące z Jego serca są symbolami sakramentów, Kościoła zrodzonego z przebitego boku Jezusa i  darów Ducha Świętego. To, co pozornie wydaje się być dość prostym obrazkiem, w rzeczywistości jest syntezą nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego. Objawiony s. Faustynie obraz ukazuje zarówno Bożą tajemnicę, jak i odpowiedź człowieka, zawartą w słowach: „Jezu, ufam Tobie”. 
 
Monika Białkowska
Przewodnik Katolicki 14/2016
 
 
fot. TheJim09, zdjęcie obrazu Jezusa Miłosiernego 
 
Zobacz także
Ks. Mariusz Pohl
Wielki Tydzień nie przypadkiem nosi przydomek „Wielki”. Poczucie tej wielkości i wyjątkowości powinno w nas wzrastać i wewnętrznie nas przemieniać. Dobre przeżycie Triduum Paschalnego nie przychodzi jednak samo. Wymaga wysiłku, skupienia i dyscypliny. Dlatego też powinniśmy szukać motywów i uzasadnienia dla głębszego przeżywania tego wspaniałego czasu, zwłaszcza poprzez liturgię. Wtedy będziemy mogli doświadczyć niezwykłej podniosłości, dzięki której celebracje liturgiczne wprowadzą nas w inny wymiar życia – wieczność. 
 
ks. Jan Hadalski SChr
Moim oczom ukazał się monument, który w blasku słońca i na bezchmurnym tle błękitnego nieba robi imponujące wrażenie. Jest ono spowodowane nie tylko rozmiarami figury Chrystusa, ale jeszcze bardziej pewnym spokojem, który od Niego promieniuje.
 
ks. Marek Dziewiecki
W uroczystość Niepokalanego Poczęcia Maryi rozpoczęliśmy Jubileusz Bożego Miłosierdzia. Przesłanie o Bogu miłosiernym wyszło z naszej Ojczyzny. Jego świadkiem stała się św. Siostra Faustyna Kowalska, a największym głosicielem w skali świata stał się św. Jan Paweł II. Papież Franciszek opisał najważniejsze cechy Bożego miłosierdzia w bulli „Misericordiae vultus” (Oblicze miłosierdzia), opublikowanej w Niedzielę Miłosierdzia Bożego, 12-go kwietnia 2015 r.
 
 
___________________
 
 reklama