logo
Sobota, 16 grudnia 2017 r.
imieniny:
Albiny, Sebastiana, Zdzisławy, Adelajdy – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Dariusz Piórkowski SJ
Nie bądź aktorem, lecz sobą
Mateusz.pl
 


„Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie” (Mt 6, 1).
 
W ukryciu czy jawie?

Hanna Arendt, żydowska myślicielka, zinterpretowała powyższe ostrzeżenie Chrystusa w dość literalny sposób. Jej zdaniem, Jezus twierdzi, że nasze uczynki zachowują wartość, jeśli nie są widziane przez innych. Kiedy dobry uczynek staje się jawny wobec szerszej publiczności, traci swoją „dobroć”. W tym napomnieniu Arendt upatrywała jeden z powodów rzekomego wycofania się chrześcijan ze sfery publicznej. Czy jednak Jezus rzeczywiście chce, abyśmy ukrywali przed innymi naszą dobroć? Czy nie byłby to przejaw fałszywej pokory? Przecież sam działał publicznie. Arendt przeoczyła wcześniejsze zdanie z tej samej Ewangelii: „Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” (Mt 5,16). Ale czy te dwie wypowiedzi nie wykluczają się wzajemnie?
 
Mylne wrażenie rodzi się po części za sprawą nieprecyzyjnego tłumaczenia. Kluczem do zagadki jest pojawiające się w obu zdaniach wyrażenie: „aby was ludzie widzieli”. W oryginalnym tekście greckim znajdujemy dwa różne słowa, które zapewne z braku odpowiedników oddano przez „widzieć”. Ale w ten sposób zamazano znamienną różnicę. Kiedy Jezus mówi w Mt 6,1 o pobożnych uczynkach, występuje tam słowo thehatridzo, które oznacza „robić widowisko”, „odgrywać rolę na scenie”, „wystawiać kogoś na pośmiewisko”. Przestrogę Jezusa należałoby więc tak oddać: „Nie wykonujcie uczynków pobożnych tak, aby ludzie patrzyli na was jak na ulicznych aktorów, którzy zabawiają tłum. Nie róbcie z siebie pośmiewiska”. Warto wspomnieć, że aktorzy w starożytności nosili maski – drugie „ja”, zakrywając swoje autentyczne oblicze.
 
Z kolei w Mt 5,16 natrafiamy na słowo eido, które może oznaczać zarówno „widzieć” jak i „poznać”. Arystoteles pisał na początku „Metafizyki”, że „wszyscy ludzie z natury pragną poznawać”. Dosłownie jest tam napisane, że „wszyscy ludzie chcą widzieć”. Grecy używali tych dwóch słów zamiennie. Można by więc przełożyć zdanie Jezusa w następujący sposób: „Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby poznali wasze dobre uczynki”.
 
Wymowa tego zdania staje się ciekawsza, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że w Biblii poznanie polega na zawiązaniu osobowej relacji. Poznaję kogoś, gdy z nim mieszkam, żyję, dzielę swoje troski i radości. Z pewnością ten rodzaj poznania był bliższy mentalności słuchaczy Chrystusa. Można by więc odważyć się na jeszcze inną wersję tego zdania: „Tak postępujcie, aby ludzie chcieli was poznać, wejść z wami w relację, i w ten sposób chwalić Ojca, który jest w niebie”.

Świadectwo życia
 
Wnioski okazują się zaskakujące. Po pierwsze, Jezus oczekuje od nas autentyczności, a nie udawania. Aktora się podziwia lub śmieje się z niego. Tak naprawdę nie można go naśladować. Patrząc na aktora, widzimy odgrywaną przez niego rolę. Ewangeliczny obłudnik wychodzi na ulicę i próbuje wzbudzić w obserwatorach wrażenie, że jest pobożny, że jest nosicielem światła, gdy tymczasem tego światła w nim nie ma. Takiego człowieka nie bierze się na poważnie. Budzi on krótkotrwałe zachwyty albo zostaje uznany za komedianta.
 
Po drugie, nasze czyny powinny być widoczne dla innych, bo wymaga tego świadectwo życia zjednoczonego z Bogiem. Chrześcijanie nie mają być podziwiani i oklaskiwani. Ich zadanie polega na tym, aby swoimi postawami i działaniem ożywiali w ludziach inny rodzaj widzenia, poznania płynącego z wiary, które nie zatrzymuje się jedynie na tym, co zewnętrzne, lecz przedziera się przez zasłony. Mamy tak żyć, czerpiąc Światło z Boga, aby inni chcieli się do nas przyłączyć, aby byli zainteresowani bliższym poznaniem, aby poczuli się zachęceni do podjęcia decyzji. Nawiasem mówiąc, ciekawe, że spośród tłumów, które podziwiały Jezusa, tylko niewielka garstka ostatecznie poszła Jego drogą. Chrystus potrzebuje ludzi wierzących i otwartych na Niego jako „przewodników” Światła. Stąd przepiękne porównanie uczniów do lampy.
 
Prawdziwe Światło emanuje z tych, którzy nawet o tym nie wiedzą. Nie muszą się z tym obnosić. To oni powiedzą ze zdziwieniem na sądzie: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie”(Mt 25,37)? Tym Światłem jest Bóg, który działał w Chrystusie. Dlatego kiedy Jezus czynił znaki, zdarzało się, iż „tłumy wielbiły Boga, który takiej mocy (światła) udzielił ludziom” (Mt 9, 8). Świadkowie naszych czynów, dostrzegając prawdziwe Światło, powinni spontanicznie przejść od skoncentrowania na tym, co widać gołym okiem, do tego, co niewidzialne. Bóg daje się poznać wewnątrz międzyosobowych relacji. Wówczas oddajemy Mu chwałę. To niesamowity paradoks chrześcijaństwa. Nie dowody, przekonywanie i intelektualne spekulacje rozszerzają wiarę, lecz prosty przykład życia. Nic nie jest w stanie bardziej poruszyć człowieka i przyciągnąć go do Boga, niż osobiste świadectwo, które odzwierciedla autentyczne zaangażowanie.

Zobaczyć siebie, bliźnich i Boga
 
Jednym z zasadniczych celów nauczania Jezusa jest zachwianie naszego przesadnego zaabsorbowania zewnętrzną stroną życia i skierowanie uwagi ku jego wewnętrznemu wymiarowi, który wcale nie narzuca nam się z siłą wodospadu. Niestety, często po uszy tkwimy w zewnętrzności, to znaczy w tym, co można dotknąć, poczuć, zbadać, posmakować, zdobyć, posiąść. Budowanie relacji z ludźmi i z Bogiem chroni nas przed przytłaczającą presją zewnętrzności. Nie sposób tego uczynić bez zaufania, które jest niezbędne w osobowym dojrzewaniu. W królestwie zewnętrzności panuje przewidywalność, kalkulacja i użyteczność. Jeśli tylko to, co widzialne kształtuje naszą codzienność, nic dziwnego, że wiele ludzi czuje się tak, jakby żyli w ogromnym, samotnym tłumie.
 
Nierzadko nasze relacje nie są satysfakcjonujące, bo pozostają w ramach czystej zewnętrzności. Nie mamy czasu dla siebie, bo tyle spraw nas zajmuje. Często żyjemy niezainteresowani sobą, bo pochłania nas to, co zewnętrzne. Rodzice „nie widzą” swoich dzieci. Mąż „nie widzi” swojej żony lub na odwrót. Przyjaźnie należą do rzadkości, gdyż boimy się odsłonić przed innymi i pozbyć swoich masek. Nieraz wydaje się jakbyśmy już nie oczekiwali od siebie niczego szczególnego. A jednak wewnątrz nas ciągle płonie tęsknota za relacją i miłością. Czy zewnętrzność jest zła? Czy powinniśmy się jej pozbyć? Bynajmniej. Ale jako istoty cielesno-duchowe możemy nasze życie łatwo zredukować do tego, co widać, słychać i czuć.

Motto Wielkiego Postu
 
W tym sensie „Strzeżcie się, żebyście…” może być mottem Wielkiego Postu i całego życia. Jest to wezwanie do tego, aby naszą motywację poddać wewnętrznej tranformacji, aby osiągnąć równowagę między tym, co zewnętrzne, a tym, co wewnętrzne, aby odkryć wartość relacji, wspólnoty i osobistego chrześcijańskiego świadectwa. To długi proces. Nie na jeden Wielki Post. Nasz zwrot ku zewnętrzności spowodowany jest tym, że obecność Boga stawiamy pod znakiem zapytania. A my sami nie jesteśmy w Niego wpatrzeni. Trudno wówczas napełnić się Światłem i nieść je innym ludziom. Dlatego Bóg wyprowadza nas na pustynię, która pozwala nam odkryć zapoznany wewnętrzny wymiar życia. Skorzystajmy z tej szansy.
 
Dariusz Piórkowski SJ
 
 
fot. Unsplash Hands
Pixabay (cc) 
 
Zobacz także
Wojciech Ziółek SJ
Bez wiary w prawdziwe człowieczeństwo Pana Jezusa nie ma jednak chrześcijaństwa. I nie ma Kościoła. Bo niedzielna Eucharystia to tak naprawdę tajemnica wcielenia i odkupienia w całej krasie albo – lepiej powiedzieć – w całym swoim gorszącym i skandalicznym konkrecie. Wcielenie to nie tylko fakt, że Jezus Chrystus jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem. Wcielenie ma swoje konsekwencje we wszystkim, co stanowi chrześcijaństwo. 
 
Paweł Teperski OFMCap
Zadanie piarowca to poinformowanie, że towar jest na rynku. Nikt nie kupi rewelacyjnego szamponu do samochodu z woskującą emulsją, jeżeli nie dowie się, że taki produkt istnieje. Dobra nowina o Jezusie okazuje się paradoksalnie dla każdego pokolenia nowością, kopernikańskim przewrotem czy odkryciem Ameryki...
 
ks. Marek Dziewiecki
Rozumienie grzechu w świetle Ewangelii jest czymś zupełnie wyjątkowym w porównaniu ze wszystkimi innymi religiami czy systemami etycznymi. W innych religiach czy systemach moralnych grzech sprowadza się do obrazy jakiegoś bóstwa czy do kary za przekroczenie określonych nakazów i zakazów moralnych. 
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama