logo
Sobota, 21 lipca 2018 r.
imieniny:
Daniela, Danieli, Wawrzyńca, Wiktora – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Karol Janik
Nie czekam na Jezusa, czekam na święta
Wzrastanie
 


Adwent to oczekiwanie, na które często nas nie stać, nawet mimo świątecznych wyprzedaży. I bynajmniej nie z powodu polskich zarobków, ale z racji słabej wiary. Nie tylko w Boga, ale również w drugiego człowieka i samego siebie.

Nie lubimy poczekalni
 
Choć adwent kojarzy nam się głównie ze świętami Bożego Narodzenia i oczekiwaniem na powtórne przyjście Jezusa Chrystusa na Ziemię, to w tym czasie oczekiwać można również wielu innych rzeczy, co zresztą często ma miejsce. Kilka przykładów, żeby nie być gołosłownym.
 
Dziewczyna może na przykład czekać, aż jej chłopak w końcu przed nią uklęknie, wyjmie z kieszeni marynarki czerwone pudełeczko z kilkukaratowym pierścionkiem w środku i zapyta o to, o co chciałaby, żeby zapytał, a ona będzie mogła odpowiedzieć – „muszę to przemyśleć”. Z kolei mężczyzna może czekać na odpowiedź i zastanawiać się, co zrobił nie tak, że jego ukochana kazała mu czekać. Przecież karaty powinny zrobić swoje. Jednak błyskotki to nie wszystko. Przed podjęciem tak ważnej, życiowej decyzji należałoby najpierw uporządkować pewne sprawy. Właśnie dlatego chłopak otrzymał od swojej wybranki jeszcze trochę czasu. Nasz chrześcijański adwent to czas pokuty i pojednania. Zarówno z Bogiem jak i z ludźmi. Miłosny adwent tej dwójki zakochanych wiele się od niego nie różni. Mężczyzna, który czeka na odpowiedź swojej dziewczyny, powinien wykorzystać dany mu przez nią czas i przed sakramentalnym „tak”.

Czyste okna cenniejsze niż czyste serce?
 
Sytuację powyższej pary przełóżmy na nasze polskie, świąteczne realia. Mniej więcej w połowie grudnia rozpocznie się ogólnopolska akcja „Umyj okna dla Jezusa”, w ramach której pan i pani domu rozpoczną domowe porządki zakrojone na szeroką skalę. Począwszy od piwnicy, na strychu kończąc. Oczywiście taka forma przygotowań do świąt Bożego Narodzenia jest zrozumiała, jednak tak jak w przypadku wspomnianych wcześniej karatów, nie jest ona najważniejsza. Dla Jezusa nie jest istotne, czy umyte zostaną wszystkie okna w domu, czy tylko te z salonu, ażeby ewentualni goście nie szemrali za plecami. Czas, który otrzymujemy od Chrystusa, ma charakter refleksyjny. Dlatego w ciągu świątecznych zawirowań powinniśmy przystanąć na chwilę i zastanowić się nad sensem kolejnego przyjścia Jezusa na Ziemię. Wykorzystać ten czas na pokutę i pojednanie z Bogiem i bliźnimi, by do Wigilijnej kolacji zasiąść z czystym sercem.
 
Słodka droga do boskich prezentów
 
Znacznie łatwiej podczas adwentu mają dzieci. Od nich raczej nie wymaga się mycia okien, pastowania podłogi, połowu karpia czy chociaż jego kupna. Na pogłębione refleksje są za młode a na pokutę i pojednanie raczej za grzeczne. Przynajmniej taką mam nadzieję. Głupi jednak ten, kto myśli, że jeśli tym dzieciom jest znacznie łatwiej, to znaczy, że łatwo. Nic bardziej mylnego. Czas oczekiwania na Boże Narodzenie stawia przed dziećmi wiele pokus. Pierwszą z nich jest lenistwo, które może objawiać się poprzez niechęć wstawania wczesnym rankiem na roraty. Parafiom, w których Msza roratnia odprawiana jest wieczorem, można tylko pozazdrościć. Inną pokusą jest łakomstwo – i to właśnie ono wiąże się najściślej z oczekiwaniem. Zapewne wielu z was kupowało sobie, bądź dostawało, kalendarz adwentowy. Nie był to byle jaki kalendarz, bo wypełniony czekoladkami. Każdego dnia, po uczestnictwie w roratniej Mszy św., można było wyjąć z poszczególnego fragmentu kalendarza małe co nieco. Brawa dla tych, którzy z ostatnią czekoladką czekali do dwudziestego czwartego grudnia. Jednak generalnie dzieci nie potrafią czekać i zdarza się, że kalendarzowe łakocie zostają zjedzone już w połowie adwentu. Dziecięca niecierpliwość rośnie z biegiem lat. Kiedy dziecko zorientuje się, że prezenty pozostawione pod choinką pochodzą od jego rodziców czy bliskich ani się nie zamartwia, ani nie szuka odpowiedzi na pytanie, dlaczego przez kilka ostatnich lat było okłamywane. Następnego roku szuka natomiast schowanych prezentów już z początkiem grudnia.
 
W grudniu wierzą nawet ateiści
 
Czekać nie potrafią również wszelkiej maści reklamodawcy i centra handlowe, na terenie których wielka choinka i mikołaj w połowie listopada to już norma. Oczywiście chodzi tutaj o mikołaja coca-colowego, a nie tego Świętego. Zresztą, Matki Bożej, św. Józefa czy chociaż wołu i osiołka też się tam nie doczekamy. I bynajmniej nie dlatego, że nie potrafimy czekać.
 
Z czekaniem na święta Bożego Narodzenia problem ma także inne środowisko. Ostatnio zresztą coraz bardziej popularne, zwłaszcza wśród młodzieży. Tutaj jednak problem jest znacznie poważniejszy niż w innych przypadkach. Osoby te jedzą uroczystą kolację, obdarowują się upominkami, a nawet składają sobie życzenia. Ateiści, choć nie wierzą w Boga, to jednak świętują Jego narodziny. I mimo że tych chwil oczekują rok w rok, to czy rzeczywiście nie wiedzą, na co czekają?
 
 
Karol Janik  
 
Zobacz także
Dariusz Piórkowski SJ
W dzisiejszej Ewangelii Jezus pozwala wybranym Apostołom ujrzeć swoją ludzką twarz, w której odsłania się boskość. To do niego należy inicjatywa. Jest to tak mocne i kojące doświadczenie, że Piotr chce zatrzymać czas. Dzieje się tak dlatego, ponieważ w obliczu Jezusa apostołowie ujrzeli to, co niewidzialne, najbardziej upragnione. Wszystko po to, aby uczniowie nie załamali się, kiedy zobaczą tego samego Jezusa, Boga i człowieka, na krzyżu. 
 
Danuta Piekarz
Tak trochę żal… Trochę żal, że apostołowie tylko poprosili Jezusa, by nauczył ich modlitwy, a nie dowiedzieli się od Niego dokładniej, jak On sam się modli, a przynajmniej nie przekazali nam tego ewangeliści. Oczywiście, mówią oni wielokrotnie o modlitwie Jezusa, a nawet starają się przytoczyć treść kilku modlitw, niemniej może zrodzić się w nas pewne odczucie niedosytu. Ale może też i dobrze… bo przecież któż z nas, ludzi, umiałby pojąć tę jedyną relację pomiędzy Niebieskim Ojcem a Jednorodzonym Synem. 
 
Ewa Owsiany
Siostra Mirosława nie lubi telefonów od dziennikarzy. Pytają o różne dworcowe historie, szukają sensacji: Ilu bezdomnych zamarzło? Na bocznicy czy pod mostem? Ile zmaltretowanych kobiet przemoc wyrzuciła wczoraj z mieszkania? Czy dom przy Malborskiej napełnia się zimą bezdomnymi? "A czy wy, tam w redakcji, macie trochę miejsca dla nich?" - odpowiada wtedy siostra pytaniem na pytanie.- "Bo nasze przytulisko jest pełne cały rok...".
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama