logo
Wtorek, 16 września 2014 r.
imieniny:
Jagienki, Kamili, Roberta, Justyny – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Rafał Masarczyk SDS
Niedzielna Msza święta a grzech śmiertelny
materiał własny
 


Niedzielna Msza święta a grzech śmiertelny

Wszyscy księża z jakimi do tej pory rozmawiałem jednoznacznie stwierdzili, że opuszczenie niedzielnej Mszy św. (w sposób świadomy i dobrowolny) jest grzechem ciężkim. Czy do kogoś z Was to dotarło??? Jeżeli opuścisz mszę św. w niedzielę to, według tego co powiedzieli mi księża, grozi Ci za to POTĘPIENIE WIECZNE, PIEKŁO z którego nigdy się nie wydostaniesz!!! To KARA SMIERCI!!! - Czy takie są konsekwencje tego grzechu?

Sprawa nie jest taka prosta jak ją Pan przedstawia. Definicja grzechu jaką Pan podaje jest prawdziwa, gdyż faktycznie grzech ciężki w skróconej wersji Katechizmu podany jest jako "Świadome i dobrowolne przekroczenie przykazania Bożego lub Kościelnego w sprawie ważnej." Jednakże, żeby dobrze zrozumieć, jak należałoby to stwierdzenie zinterpretować, warto zajrzeć do nowego Katechizmu Kościoła Katolickiego, który mówi że: Grzech jest wykroczeniem przeciw rozumowi, prawdzie, prawemu sumieniu; jest brakiem prawdziwej miłości względem Boga i bliźniego z powodu niewłaściwego przywiązania do pewnych dóbr. Rani on naturę człowieka i godzi w ludzką solidarność." (KKK 1848). Dalej możemy przeczytać także, że: Grzech jest więc "miłością siebie, posuniętą aż do pogardy Boga"(KKK 1850). 

Grzech śmiertelny, o którym Pan pisze wymaga: "pełnego poznania i całkowitej zgody."(KKK 1859). Należy się zapytać, o jakie poznanie i o jaką zgodę tutaj chodzi. Pełne poznanie i pełna zgoda występuje wtedy, gdy świadomie nie idę do Kościoła chcąc w ten sposób wyrazić swoją pogardę do Boga. Wiem wprawdzie, że Msza św. jest wyrazem wielkiej miłości Boga do człowieka, a nie idę do kościoła by pokazać Bogu i innym, że tą miłością gardzę. Wtedy na pewno należy mówić o grzechu śmiertelnym, który prowadzi do potępienia. Jednakże takie przypadki występują niezmiernie rzadko. Zazwyczaj nie uczestniczenie w niedzielnej Mszy św. ma inne powody.

Często nie chodzi się do Kościoła ze zwykłej obojętności religijnej, nie do końca rozumie się znaczenie Mszy św., jako uczty miłości Boga do człowieka. Traktuje się ją często jako rytuał religijny który nie do końca się rozumie i przeżywa, dlatego nie dostrzega się znaczenia uczestniczenia w Mszy św. Taka sytuacja jest czasami zawiniona, a czasami jest wynikiem wychowania, lub odbiciem poglądów środowiska w którym się przebywa. Nie ma więc w tej sytuacji świadomości pogardy Boga.

Może być także inaczej. Wiem, że Msza św. jest ważna, ale ze względu na lenistwo nie uczestniczę w niej. Nie ma tutaj świadomości pogardy Boga, jest tylko brak woli by odpowiedzieć na miłość Boga. Nie jest to dobra sytuacja, choć to trudno nazwać grzechem śmiertelnym. Bardziej należałoby określić ją jako grzech powszedni. Katechizm mówi o nim, że: "Grzech powszedni pozwala trwać miłości, chociaż ją obraża i rani." (KKK 1854). Taka postawa lenistwa może jednak zawsze doprowadzić w końcu do pogardy Boga, jest więc niebezpieczna i nie należałby w nie trwać.

Inna sytuacja może być wtedy, gdy jesteśmy przemęczeni, źle zorganizowani. Wiem wprawdzie, że powinniśmy pójść do Kościoła, ale nie potrafimy się zmobilizować, by to uczynić. Nie ma tu świadomości i zgody na odrzucenie Boga, jest tylko nieumiejętność, zawiniona lub niezawiniona, w realizacji naszej powinności wobec Niego. Trudno to zakwalifikować jako świadome i dobrowolne odrzucenie Boga, z jakim mamy do czynienia w grzechu śmiertelnym.

Bywa także tak, że jesteśmy chorzy, w podróży lub w innych sytuacjach, gdy nie możemy pójść do Kościoła, wtedy w ogóle nie może być mowy o jakimkolwiek grzechu.

Jak więc Pan widzi nie każde opuszczenie niedzielnej Mszy św. jest grzechem i, że rzadko pojawia się tutaj grzech śmiertelny, często natomiast mamy do czynienia z grzechem powszednim, który nie powoduje śmierci wiecznej. Pozwala bowiem "trwać miłości, choć ją obraża i rani" (1855).

ks. Rafał Masarczyk SDS

 
Zobacz także
Fr. Justyn
Tak się przyzwyczaiłem do Mszy świętej w języku ojczystym, że nie chciałbym już wracać do Mszy łacińskiej, choć był czas po Soborze, że miałem wielki żal w sercu do biskupów i papieża, którzy na Soborze zdecydowali się na te zmianę. Moje dzieci przepadają za Mszą dziecięcą, podczas której śpiewają pieśni, a jednocześnie gestykulują, co łączy je bardziej z tajemnicą Ołtarza. Mamy zacnych księży. Tylko jeden z nich sili się jeszcze na cos nowego, wplata stówa, które raz śmieszą, raz drażnią. Czy mu tak wolno?
 
Fr. Justyn
Stałem się ofiarą Świadków Jehowy. Zawsze są u moich drzwi, zawsze nalegają. W pewnym momencie wychodzę z siebie i kończy się miłość chrześcijańska. Traktuje ich źlę, by nie dać się zwariować. W mojej okolicy zrujnowali liczne rodziny, początkowo chrześcijańskie, katolickie. Swoim bombardującym cytowaniem Pisma Świętego odwracają kota ogonem, a my, porządni katolicy, jesteśmy nieukami w dziedzinie Pisma Świętego, nie wiemy, jak można łowić ryby. Ci natomiast, raz wpuszczeni do domu, mówią o sumieniu, nie popuszczają cugli. Piszę do was o tym, abyście pomogli ubogiemu chrześcijaninowi, który ufa Kościołowi i czuje się katolikiem.
 
ks. Stanisław Mól SJ
Gdy w maju 1945 r. zakończyła się II wojna światowa, Rudolf Hoess - były komendant obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu-Brzezince, znalazł się w więzieniu. Miał czas na przemyślenia. Uderzyło go - jak sam później wyznał - ludzkie traktowanie przez polskie służby więzienne. Uwierzył w człowieka. To umożliwiło mu znalezienie drogi do Boga, dało dostęp łasce nawrócenia...
 


reklama