logo
Poniedziałek, 22 września 2014 r.
imieniny:
Maurycego, Milany, Tomasza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Tomasz Stroynowski
O godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie
Mateusz.pl
 


Nikt nie żyje wiecznie

Czasami kiedy rozmawiam z ludźmi uciekam się do ostrzeżenia, że nikt nie żyje wiecznie. Zdarza się wówczas, że ktoś próbuje się wytłumaczyć, że on się nawróci w godzinie śmierci. I to inspiruje mnie do postawienia sobie i wam pytania: Na ile jesteś odpowiedzialny za swoją śmierć? Popatrzmy, że to popularne stwierdzenie: "Ja się przed śmiercią wyspowiadam" – jest niestety kłamliwą iluzją, złudzeniem. Aby się o tym przekonać wystarczy komuś, kto tak mówi zadać tylko jedno pytanie: Powiedz mi, kiedy umrzesz? Bo jeśli nie wiesz kiedy umrzesz, to skąd będziesz wiedział kiedy się wyspowiadać?
 

Słowa Jezusa z Ewangelii: "Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie" nie są jednak pułapką zastawioną na nas, nie są pogróżką ani straszeniem. Jezus – pełen delikatności i troski – ostrzega nas i uświadamia nam tę oczywistą prawdę, że to nie my jesteśmy dysponentami własnego życia i czas naszego bycia w doczesności nie zależy od nas. Że nie wiemy ile jest życia przed nami i nie my tym życiem dysponujemy. Wzywa nas tym samym do odpowiedzialnego korzystania z daru życia, bowiem otrzymamy w godzinę śmierci to, na co zapracowaliśmy naszym życiem, dokładnie jak w piosence Edyty Gepert: jakie życie – taka śmierć. I dlatego należy czuwać, należy oczekiwać należy, być przygotowanym na śmierć.

Słowa Pana są prawdziwe

Zaraz po wniebowstąpieniu Chrystusa chrześcijanie byli przekonani, że powtórne przyjście Jezusa jest tylko kwestią czasu i nastąpi niebawem. Jednak upływające lata zmuszały ich do przemyślenia tego przekonania i postawienia sobie pytania czy, aby na pewno dobrze zrozumieli słowa Jezusa. To pytanie nie było też obce św. Łukaszowi i odpowiedź, którą daje swoim czytelnikom jest prosta: Słowa Pana są prawdziwe, ale ich wypełnienie będzie inne niż się spodziewaliśmy, nasze spotkanie z Panem dokonuje się już w godzinę śmierci. Dzień Pański nadejdzie, ale dla chrześcijanina Dniem Pańskim jest już dzień śmierci.

Tak i my dziś stajemy zadumani nad tymi słowami. Kim jestem i do której kategorii postaci z dzisiejszej przypowieści jestem podobny? Czy jestem sługą wiernym i czuwającym, czy tym leniwym i zaniedbującym swoje obowiązki?

Gdzie jest skarb wasz?

Spotkanie z Jezusem w godzinę śmierci jest spotkaniem sądu, tzn. jest ujawnieniem wartości naszych uczynków, wyborów, intencji, słów, pragnień i jak mówi nam dzisiaj Chrystus: gdzie jest skarb wasz, tam będzie i serce wasze – to znaczy, że to co jest naszą największą wartością jest treścią naszych pragnień i tam będziemy, czy też w tym będziemy, czym dziś żyjemy i co sobie najbardziej cenimy. Co jednak jest twoim skarbem, największą wartością w twojego życia, czego najbardziej pragniesz? Co odsłoni dzień Sądu w twojej duszy?

Nieraz może myślimy, że Sąd Boży będzie szukaniem zła i grzechów, ale to nie prawda. Bóg będzie szukał w nas tylko dobra. Tragedią człowieka może być właśnie to, że szukając dobra Bóg znajdzie w nas tylko zło. Warto też dodać, że Sąd Boży jest sprawiedliwy, Bóg ocenia nasze życie nie z zewnątrz, ale niejako od wewnątrz nas, ukazując nie tylko to, co uczyniliśmy, lecz także motywy naszego postępowania. Sąd Boży jest spotkaniem z Miłością i w indywidualnych przypadkach może zupełnie inaczej wyglądać. Chciałby opowiedzieć o 2 takich wydarzeniach znanych mi z pierwszej ręki. 

W pierwszy piątek miesiąca odwiedzałem chorych z komunią św. i uprzedzano mnie, ze obok jednej chorej mieszka samotny pan, starszy człowiek, 70 lat, ciężko chory i mogą mnie poprosić o udzielenie sakramentów. Przygotowałem się więc i poszedłem. Będąc u tej chorej zapytałem o owego człowieka. Odpowiedź jednak była negatywna, chory stwierdził, że on się lepiej czuje i sam pójdzie do Kościoła. Tego samego dnia umarł. Ten przypadek jest dla mnie najlepszym przykładem jak nie postępować. Zauważcie: człowiek był starszy, był chory, Bóg mu księdza pod drzwi przyprowadził, ale on bez kapłana i bez pojednania z ludźmi i Bogiem odszedł na Sąd Boży.

Zupełnie inna historia przydarzyła się innej mojej chorej. Była to starsza kobieta i mocno schorowana. Poprosiła mnie o spowiedź z całego życia. Przypomniały się jej różne sytuacje, które wcześnie nie wyznała na spowiedziach. Otrzymała namaszczenie chorych, potem stan jej się nieco polepszył, lecz za jakiś czas jeszcze raz czując zbliżającą się śmierć poprosiła o spowiedź generalną i namaszczenie. W niedziele córka przywiozła ją do kościoła. We wtorek -- wylew, paraliż jednej części ciała, utrata mowy. Krótki pobyt w szpitalu, który przyniósł poprawę i powrót do domu. Lekarze uprzedzili jednak córkę, aby spodziewała się śmierci. W piątek nowy atak choroby, utrata mowy. Gestami matka pokazuje córce, żeby coś szukała. Idąc za wskazaniami matki odnajduje znaczną sumę pieniędzy. Domyśliła się: Na pogrzeb.

"Mamo czy cię boli?" – Przeczący ruch głowy. A potem dzieje się coś dziwnego, oczy matki skierowują się ku czemuś niewidzialnemu, nie słyszy, nie reaguje, nie ma z nią kontaktu, cała radosna, uśmiechnięta. Lekkie westchnienie i koniec. Tak odeszła. Może w tej ostatniej chwili wyszła jej na spotkanie Matka Boża, a może umierając w stanie łaski widziała swojego i naszego Pana.

Syn Człowieczy przyjdzie

Jaka będzie nasza śmierć? Na ile jesteśmy za tę najważniejszą chwilę naszego życia odpowiedzialni? Czy w ogóle się do niej przygotowujemy? Niech te dwie prawdziwe historie, które wydarzyły się dwa lata temu w Szczecinie pomogą nam przemyśleć nasz stosunek do życia. O godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie.

ks. Tomasz Stroynowski

 
Zobacz także
ks. Jacek Poznański SJ
Niekiedy uważano, że nauka o Trójcy Świętej jest tak wzniosła, iż nie ma nic wspólnego z życiem konkretnego człowieka i społeczeństwa. Choć to przecież fundament i wyróżnik chrześcijaństwa, to jednak długo trudno było przełożyć tę naukę na praktyczne konsekwencje. Szukając odpowiedzi na pytanie, co w życiu powinien zmieniać fakt, że Bóg jest Trójjedyny, trzeba wyjść od doświadczenia. Odnaleźć Trójcę Świętą w sobie.  
 
O. Wiesław Dawidowski OSA
Jestem augustianinem, czyli duchowym synem św. Augustyna z Hippony. Myślę, że ma to znaczenie dla rozważań o roli świeckich w Kościele, bowiem św. Augustyn nigdy nie chciał być ani biskupem, ani kapłanem. Wolał prowadzić życie tzw. sługi Bożego, mieszkającego we wspólnocie wiernych świeckich, oddanych modlitwie, pracy i filozofii. Pewnego dnia został przymuszony do święceń kapłańskich, a potem biskupich. Cóż, Duch Święty niekiedy działa na skraju przemocy! Ale Augustyn nigdy nie przestał żyć we wspólnocie ze świeckimi...
 
ks. Piotr Mieleszyński
Jednak im bardziej jesteśmy dojrzali, tym bardziej warto, byśmy w duchowym bilansie dostrzegali nie tylko straty, ale również zyski. Zyski, czyli to, co jest w nas dobre, szlachetne, wartościowe. I może ktoś powie: Proszę księdza, ale to prowadzi do narcyzmu! Od razu odpowiem, że nie o narcyzm tutaj chodzi.
 


reklama