logo
Niedziela, 24 czerwca 2018 r.
imieniny:
Danuty, Jana, Janiny – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Magdalena Urlich
Odważna komunikacja
Droga
 
fot. Tim Gouw | Unsplash (cc)


Chyba każdy, kto przeżył w związku pierwszą kłótnię, wie, jak często słowa zamiast budować porozumienie, zaogniają konflikt.
 
Nawet jeśli obie strony naprawdę chcą się dogadać, często im nie wychodzi. Wkraczają emocje, a wtedy padają słowa, w których oskarżamy i obarczamy drugą osobę odpowiedzialnością za nasze złe samopoczucie. Albo wyrażamy niemożliwe do realizacji, nieprecyzyjne życzenia.
 
Jeśli widzicie bezowocność takich dyskusji i macie dość gierek w przerzucanie piłeczki („to twoja wina”, „nie, bo to ty…”), posłuchajcie o języku serca. Jest to język osobisty, czyli taki, w którym zamiast obarczania winą którejkolwiek ze stron, mówi się o własnych uczuciach i potrzebach. Jego koncepcję rozwinął Marshall B. Rosenberg.
 
O języku serca
 
Polska nazwa tej metody to Porozumienie bez Przemocy. Koncentrujemy się na 4 punktach: obserwacji; uczuciach, jakie budzą się pod wpływem tego, co spostrzegamy; potrzebach, które stoją za uczuciami; wyrażeniu konkretnej prośby, której spełnienie pomogłoby zaspokoić nasze potrzeby.
 
Spróbujmy zastosować to w prostej sytuacji. Siedzimy w kawiarni, czekając na naszą sympatię, która spóźnia się pół godziny. Denerwujemy się, bo mieliśmy dziś dużo zajęć i dotarcie na spotkanie wymagało sporo wysiłku. Wreszcie pojawia się on/ona i z uśmiechem rzuca: „Przepraszam”. Możemy odpowiedzieć wyrzutem: „No, nareszcie! Wiesz, ile mnie kosztowało, żeby być tu punktualnie?”. Spróbujmy wg PbP, np.: „Kiedy spóźniasz się 30 minut na spotkanie (obserwacja), bardzo się denerwuję (uczucie), bo zależy mi, żeby jak najefektywniej spędzić czas (potrzeba – niezaspokojona). Czy mógłbyś/mogłabyś następnym razem uprzedzić mnie, że chcesz przesunąć godzinę spotkania? (prośba)”. Widać jasno, że źródłem zdenerwowania jest niezaspokojona potrzeba.
 
Wydaje się wam, że to sztuczny język? Na pewno sformułowanie takiej wypowiedzi wymaga więcej czasu i uwagi niż krótkie: „Nigdy nie można na ciebie liczyć”. Za to w sytuacjach konfliktowych, gdy już stoimy pod murem, a zależy nam na porozumieniu, to ostatnia deska ratunku. Wiem z autopsji.
 
Serce języka serca
 
Te 4 punkty wydają się banalne, ale w praktyce takie nie są. Co najczęściej jest problemem? To, że zamiast spostrzeżeń wypowiadamy oceny, a zamiast konkretnych obserwacji – uogólnienia („zawsze”, „za często”, „nigdy”). Nie mówimy, co czujemy, a opisujemy nasze myśli, oceny lub interpretacje zdarzeń. I to, co bywa najtrudniejsze: uznanie odpowiedzialności za własne uczucia. Jak w przykładzie wyżej: to nie spóźnienie spowodowało zdenerwowanie, ale niezaspokojona potrzeba efektywności. W innej sytuacji ktoś mógłby się cieszyć, że miał 30 minut dla siebie.
 
Kluczowe jest sformułowanie „czuję …, bo potrzebuję …”. Nieraz bardzo trudno nie tylko przyznać się do potrzeb, ale nawet dać sobie prawo, by je mieć. Dlatego ten sposób komunikacji wymaga odwagi głośnego nazywania swoich potrzeb. Oczywiście z szacunkiem dla drugiej osoby i świadomością, że może naszej prośbie powiedzieć „nie”. Niekiedy łatwiej pokazać swoją złość, niż odkryć i wyrazić, że kryje się za nią bezbronność, potrzeba akceptacji, lęk przed odrzuceniem.
 
Życzę Wam odwagi w mówieniu o uczuciach i potrzebach, a zainteresowanych odsyłam do książki Marshalla B. Rosenberga „Porozumienie bez przemocy. O języku serca?
 
Magdalena Urlich
Droga 4/2014 
 
Zobacz także
Ks. Jan Drozd SDS
Tylko wówczas możemy z ufnością zwrócić się do Boga z prośbą o skreślenie zaciągniętego przez nas u Niego długu, jeśli sami przebaczyliśmy. Prośba nasza byłaby faryzejska, gdyby jej nie poprzedziła nasza gotowość przebaczenia naszym winowajcom. Prosić Boga o przebaczenie własnych win, a sobie pozostawić porachunki z naszymi bliźnimi, znaczyłoby uzurpować sobie sąd nad nimi, który przecież należy wyłącznie do Niego: "Umiłowani, nie wymierzajcie sami sobie sprawiedliwości, lecz pozostawcie to pomście Bożej...
 
Ks. Jan Drozd SDS
Od jakiegos czasu krzykliwe środowiska w Polsce wraz z własną tubą medialną znowu odgrzewają stare i zastępcze tematy przedwyborcze. Mówi się o "świadomym rodzicielstwie" - czytaj liberalizacji aborcji i o tzw. "związkach partnerskich". Jeżeli zaś ktoś zdrowomyślący, żyjący w prawdzie i zgodzie ze swoim sumieniem zabierze głos przeciwny i chce uchronić przed "zamachem na człowieczeństwo", to zaraz zostaje obwołany człowiekiem nietolerancyjnym i żyjącym w ciemnogrodzie...
 
Ks. Jan Drozd SDS
Alkoholizm o niczym nie przesądza. Przeciwnie, to jedna z niewielu chorób, po której zatrzymaniu stan pacjenta może być lepszy, niż przed zachorowaniem. Bóg może obrócić cierpienie w miłość. Robi to. Są ludzie, którzy nie słodzą, bo mają cukrzycę, są tacy, którzy biegają codziennie, bo mają problemy z krążeniem, są i tacy, którzy mają uczulenie na owoce morza, więc ich nie jedzą. To ich nie określa. Ja mam alergię na alkohol, więc go nie piję...

Z Alkoholikiem K. rozmawia Przemysław Radzyński
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama