Jezus uzdrawia chorych
(Mk 1,29-39)


Nieraz osoby, które pragną pójść za Ewangelią zmagają się z pewną trudnością. Najwyraźniej widać to u osób, które rozeznają powołanie do naśladowania Chrystusa w życiu zakonnym, kapłańskim lub posłudze misyjnej. Dotyczy również tych którzy pragną, aby ich wiara była autentyczna i jednoznaczna. Wybór Jezusa jawi się jako konieczność odsunięcia się od rodziny lub przyjaciół. Z tego samego względu bywa, że bliscy gorączkowo poszukują „argumentów”, aby odwieść od takiej decyzji. 

W innych sytuacjach, pragnieniu wierności przykazaniom przeszkadza obawa przed odrzuceniem przez znajomych, przez osoby, z którymi studiujemy lub współpracujemy. Nawet pozytywne mówienie o Kościele grozi podejrzliwymi spojrzeniami, kąśliwymi uwagami, czy w końcu różnymi określeniem, z których „dziwak” czy „dewotka” należą do najłagodniejszych.

Być może tak samo mówiono o uczniach Jezusa. Zostawili przecież rodziny, dobre biznesy, intratne stanowiska. Być może wspominając tego, którego my znamy jako św. Piotra, mówiono: „Tutaj mieszkał Szymon, kiedyś bardzo dobry rybak, był kimś… ale dzisiaj, szkoda gadać…”.

Wszystko zmieniło się z chwilą, gdy jego dom stał się domem Jezusa. Wówczas zwyciężało pragnienie, aby iść w odwiedziny, bo tam można usłyszeć Dobrą Nowinę. Szli do domu Piotra, gdzie mogli doświadczyć Bożej łaski. Przychodzili sąsiedzi z własnymi udrękami. A inni z całego miasta przynosili swoich chorych, bo chociaż z daleka to dokładnie wiedzieli, gdzie jest dom rybaka Szymona. 

Może być trudno zostawić wszystko i wszystkich dla Jezusa. A wprowadzić Go do tego wszystkiego i przybliżyć Go wszystkim?


Rafał Ziajka SDS
duszpasterz Centrum Formacji Duchowej w Krakowie
www.cfd.sds.pl