Dobre chęci

Był początek Adwentu. Zapisałam się na internetowe rekolekcje prowadzone przez ojca Szustaka. Siedziałam właśnie owinięta kocem i słuchałam pierwszego odcinka. Nie pamiętam, która to była godzina, ale można spokojnie zakładać, że bardzo późna. Jak to zwykle bywa – na początku rekolekcji można było usłyszeć o tym, że może się dużo wydarzyć. To tak w ramach zmotywowania.

– Boże, jak ja bym chciała, żeby coś się wreszcie w moim życiu wydarzyło – westchnęłam naprawdę, naprawdę głęboko.

Zarówno Adwent jak i Wielki Post są okresami liturgicznymi, które mają nas na coś przygotować. Kiedy byłam jeszcze w szkole, rekolekcje odbywały się wyłącznie w Wielkim Poście, trwały trzy dni i w zasadzie polegały głównie na tym, że była Msza z dłuższym kazaniem. Teraz oferta jest dużo bogatsza. Można wybierać wśród różnych form, różnych kaznodziei, różnego czasu trwania... Na facebooku co i rusz dostaję jakieś powiadomienia o najrozmaitszych formach przygotowania duchowego.

Jest w tym pewne ryzyko – człowiek zasypany informacjami, chcący we wszystkim, co wydaje mu się interesujące, uczestniczyć łatwo może osiągnąć pewien przesyt – słowa przestają docierać i w zasadzie trudno nawet powiedzieć, co nowego się usłyszało.

Tym bardziej, że tak naprawdę niczego nowego nie usłyszymy. Dobra Nowina od przeszło dwóch tysięcy lat jest wciąż taka sama i jedyne, czego możemy oczekiwać, to tego, że ktoś po raz kolejny nam o tym przypomni.

Czemu więc to wszystko ma służyć?

Najprościej mówiąc – totalnej przemianie naszego życia.

Niewiele osób wprawdzie pewnie w to wierzy (trudno w coś takiego wierzyć po n-tych rekolekcjach, które – tak naprawdę – niewiele, jeśli w ogóle cokolwiek,  w naszym życiu zmieniły), ale tak właśnie jest. Nawrócenie – do którego nawołują wszystkie rekolekcje, bez względu na formę i charyzmatyczność prowadzącego – polega na totalnej przemianie życia.

Problem w tym, że przemiana taka jest możliwa tylko wtedy, gdy człowiek naprawdę tego chce. A z tymi chęciami – bywa różnie. Nawet mawia się, że dobrymi chęciami jest wybrukowane piekło. Te dobre chęci to takie „no chciałbym, ale... ale żeby nie było za dużego zamieszania”, „chciałabym, ale żebym nie musiała ze zbyt wielu rzeczy rezygnować”.

Rozmawiałam kiedyś z koleżanką, która bardzo chciała znaleźć kogoś, z kim spędzi życie. 

– Tylko wiesz, to nie jest łatwe – powiedziała – bo ja we wtorki i czwartki mam fitness, w środy chodzę na spotkania wspólnoty, w poniedziałki chodzę na spotkania modlitewne, a w piątki pracuję.

A kiedy miałabyś mieć czas na randki??? – miałam ochotę zapytać. To właśnie takie „dobre chęci”. Niby chcę, ale... Na takie „niby-chęci” nie pomogą nawet najlepsze rekolekcje.

Można powiedzieć, że Jonasz też głosił swojego rodzaju rekolekcje. Ich forma nie była może szczególnie porywająca – szedł przez miasto i wołał, że jeszcze czterdzieści dni, a Niniwa zostanie zburzona. Już sobie wyobrażam oburzenie czy zdegustowanie, gdyby jakiś ksiądz to właśnie powiedział na kazaniu. 

Tymczasem mieszkańcy Niniwy... uwierzyli. Tak po prostu uwierzyli i zaczęli działać. Podjęli post. I co? I „zobaczył Bóg ich czyny, że odwrócili się od złego postępowania. I ulitował się Bóg nad niedolą, którą postanowił na nich sprowadzić, i nie zesłał jej.” (Jon 3,10)

Bo rekolekcje „zadziałają” gdy człowiek uwierzy. Gdy tak naprawdę uwierzy w możliwość zmiany. Kiedy naprawdę szczerze, będąc gotowym na wszystko, czego będzie wymagać Bóg, powie:

– Boże, jak ja bym chciał/chciała, żeby coś się wreszcie w moim życiu wydarzyło...

Do tej pory pamiętam ten wieczór. Pamiętam, bo wtedy to westchnienie było jakieś takie wyjątkowo szczere i pełne desperackiej nadziei. Tak, wiem, słowo „desperacja” oznacza właśnie „brak nadziei” ale to właśnie tak było – jednocześnie bez nadziei i z nadzieją.

Do tej pory pamiętam ten wieczór, bo dwa tygodnie później wydarzyło się coś, co bez najmniejszej przesady można nazwać wydarzeniem spektakularnym. 

Pan Bóg, jak to się mówi, nie zasypia gruszek w popiele. Trzeba mu tylko przestać przeszkadzać swoimi „dobrymi chęciami”.

Agnieszka Twardowska
at6626.34@gmail.com 

***

Biblia pyta:

Ach, twoje cudzołóstwa i twoje rżenie, twoja haniebna rozwiązłość! Na wyżynach i na polach widziałem twoje obrzydliwości. Biada tobie, Jerozolimo, iż nie poddajesz się oczyszczeniu! Dokądże jeszcze?
Jr 13,27

*** 

KSIĘGA IV, GORĄCA ZACHĘTA DO KOMUNII ŚWIĘTEJ
ROZDZIAŁ VI. PYTANIE, JAK NALEŻY PRZYGOTOWYWAĆ SIĘ DO KOMUNII ŚWIĘTEJ


1. Panie, kiedy porównuję Twoją potęgę i moją nicość, drżę z lęku i stoję pełen sprzeczności Ezd 9,6. Bo jeśli nie przystąpię, stracę życie, a jeśli zbliżę się niegodnie, Ciebie obrażę. Cóż więc mam czynić, Boże, moja pomocy Iz 50,7 i rado w każdej potrzebie?

2. Ukaż mi sam słuszną drogę, podaj mi sposób, jak w krótkim czasie przygotować się do Komunii świętej. Bo chciałbym wiedzieć, jak z oddaniem i czcią przygotować serce na zbawienne przyjęcie Twego Sakramentu, a także odprawienie tej wielkiej i Bożej ofiary.

Tomasz a Kempis, 'O naśladowaniu Chrystusa'

*** 

SKARGA

"Uszło szczęście, i próżno dotąd za nim chodzę!"
- Nie uszło, czeka ciebie na krzyżowej drodze.

Adam Mickiewicz

*** 

W pracy i w domu stwórz miejsce wolne od dymu.

H. Jackson Brown, Jr. 'Mały poradnik życia'