logo
Czwartek, 24 maja 2018 r.
imieniny:
Joanny, Zdenka, Zuzanny, Marii – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Cezary Sękalski
Praktykujący (nie)wierzący
Głos Ojca Pio
 


Kerygmat św. Pawła i innych

Piotr nie był jedyną osobą w historii Kościoła, która głosiła kerygmat. Po nim ruszył św. Paweł. Ten, który wcale nie znał Jezusa za Jego ziemskiego życia, po spotkaniu ze zmartwychwstałym Jezusem pod Damaszkiem stał się Jego gorliwym świadkiem. W dodatku swoje apostolskie powołanie odczytał jako posłanie przede wszystkim do pogan. Jego zasługą było, że Kościół pierwotny, w początkowej fazie istnienia złożony wyłącznie z Żydów, pozwolił na to, by nawróceni z pogaństwa chrześcijanie nie musieli najpierw wdrażać się we wszystkie obyczaje żydowskie, ale swoją religijność oparli jedynie na żywej relacji z Jezusem. Kerygmat Pawła można streścić jednym zdaniem z Pierwszego Listu do Koryntian: "Chrystus umarł - zgodnie z Pismem - za nasze grzechy, został pogrzebany, zmartwychwstał trzeciego dnia zgodnie z Pismem, i ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu" (15,3b-5). Skoro Jezus przez swoją śmierć wykupił nas spod władzy grzechu, nie musimy już zasługiwać na zbawienie przez realizację Prawa Mojżeszowego, ale wystarczy przyjęcie ofiary Chrystusa za nasze grzechy, co wiąże się z uznaniem Jego jurysdykcji nad całym naszym życiem: "Jeżeli więc ustami swoimi wyznasz, że JEZUS JEST PANEM, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych – osiągniesz zbawienie. Bo sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej ustami – do zbawienia" (Rz 10,9). Taki akt wiary wiąże się oczywiście z przemianą życia, ale jest ona konsekwencją uznania Jezusa za Pana i Zbawiciela, a nie stanowi tylko wyniku naszego ludzkiego wysiłku podejmowanego, aby zasłużyć na bliskość z Bogiem.

Potem każda epoka przynosiła nowych świadków Jezusa, którzy swoją działalność ewangelizacyjną rozpoczynali od głoszenia kerygmatu. W Polsce po II Soborze Watykańskim tego typu ewangelizacja dokonywała się najpierw dzięki Ruchowi Światło-Życie, a następnie dzięki Odnowie w Duchu Świętym, Neokatechumenatowi i innym ruchom odnowy Kościoła, a ostatnio przez dynamicznie rozwijające się Szkoły Nowej Ewangelizacji. Jest to odpowiedź na problem współczesnych chrześcijan, którzy chrzest najczęściej przyjmowali jako niemowlęta, toteż nic nie można było jeszcze powiedzieć o ich wierze.

Deficyt żywej wiary

Zwyczaj chrztu niemowląt, funkcjonujący w Kościele od jego początków, a z czasem, na Soborze Trydenckim utrwalony i obwarowany nawet groźbą anatemy dla osób, które go negują, dobrze sprawdzał się w przypadku rodziny, która gwarantowała pogłębione chrześcijańskie wychowanie (jak było w czasach pierwotnego Kościoła), albo w sytuacji silnego katolicyzmu kulturowego, który sprawiał, że człowiek przesiąkał prawdami ewangelicznymi za pośrednictwem kultury. W obu przypadkach zakładano, że wiara zostanie przekazana dziecku w chrześcijańskiej rodzinie. Do niedawna ta jej funkcja była dobrze realizowana.

Trudności w przekazywaniu wiary w rodzinie spowodowane wspomnianymi wcześniej zjawiskami narastają, jeśli samym rodzicom brakuje doświadczenia wiary – wtedy przez różne zabiegi wychowawcze mogą najwyżej przekazać poczucie powinności co do pewnych praktyk religijnych, ale nie żywą wiarę, która domaga się wolnej odpowiedzi każdego człowieka na propozycję zbawienia, jaką daje Jezus. Oczywiście nie jest źle, jeśli dziecko wychowywane jest do praktyk religijnych, ale jeśli zabraknie mu pogłębienia, a przede wszystkim osobistego ustosunkowania się do Jezusowej oferty zbawienia, może z czasem - najczęściej w wieku kilkunastu lat - porzucić praktyki religijne, jak wiele innych "nieżyciowych" rodzicielskich zaleceń.

Przejawem tego deficytu jest coraz bardziej dziś widoczny problem z sakramentem bierzmowania – dla wielu młodych ludzi zamiast być momentem autentycznej inicjacji w dojrzałe chrześcijaństwo staje się oficjalnym pożegnaniem z Kościołem. Wprawdzie młodzi potrafią jeszcze na jakiś czas zmobilizować się, aby "upolować" odpowiednią liczbę wpisów w indeksie potwierdzającym udział w mszach i nakazanych nabożeństwach, ale tuż po sakramentalnym namaszczeniu przez biskupa na wiele lat porzucają jakiekolwiek praktyki, bo nikt nie wprowadził ich w misterium żywej wiary. Przestają one być potrzebne, skoro został uzyskany kolejny papier, który może okazać się przydatny w przypadku pragnienia zawarcia np. ślubu kościelnego... To jeszcze jeden przykład, jak chrześcijaństwo kulturowe bez pogłębienia stopniowo przeradza się w czysty formalizm, który w efekcie drastycznie zaprzecza istocie i sensowi jakichkolwiek znaków sakramentalnych i liturgicznych.

W tych warunkach tylko ponowne głoszenie kerygmatu może być jedyną sensowną odpowiedzią na proces, w którym praktykujący-niewierzący powoli dryfują w kierunku zerwania jakiejkolwiek widzialnej więzi z Kościołem. Być może właśnie temu ma służyć ogłoszony przez Benedykta XVI Rok Wiary, który rozpoczyna się 11 października 2012 roku.

Cezary Sękalski
 
poprzednia  1 2 3 4 5
Zobacz także
o. Remigiusz Recław SJ
Niektórzy uważają, że wystarczy raz się nawrócić i już mamy spokój na całe życie. Inni sądzą, że są już po nawróceniu, więc osiągnęli taki poziom bezpieczeństwa duchowego, że zbłądzenie im nie grozi. Tymczasem niewiele potrzeba, aby nawrócony człowiek odłączył się od Chrystusa...
 
Paweł Kozacki OP
Kiedy stajesz wobec nieszczęścia, jakim jest utrata ukochanej osoby, kogoś, z kim dzieliłeś życie, z kim zjadłeś beczkę soli, kto był zawsze w zasięgu telefonu – możesz tylko zamilknąć. Czasami taki ból przekracza ludzką wytrzymałość. Sprawia, że człowiek niemalże popada w szaleństwo, szukając wszędzie śladów tego, kto odszedł. Zrozpaczony, chce zobaczyć postać zmarłego, usłyszeć jego głos, przebywać w miejscach, w których go widywał. Niepogodzony z odejściem wyrusza na poszukiwanie umarłego.
 
s. Wioletta Ostrowska CSL
Pokarmu dla wiary należy dziś szukać tam, gdzie był on od zawsze – w ciszy, ale nie tej pustej i nie ze swoimi myślami, lecz w ciszy modlitwy, w której dochodzi do spotkania żywego Serca Pana Jezusa z moim grzesznym sercem. 

Z ks. dr. Jarosławem Kodzią rozmawia s. Wioletta Ostrowska CSL
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama