logo
Czwartek, 21 września 2017 r.
imieniny:
Darii, Mateusza, Wawrzyńca, Hipolita – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Dorota Mazur
Przenikasz i znasz mnie
Rycerz Młodych
 


Zmartwychwstanie Jezusa jest dla nas wielką radością. Nadzieją na przyszłość z Bogiem w raju. Ale czy we współczesnym wyścigu szczurów zastanawiamy się tak naprawdę nad sensem zmartwychwstania?
 
Życie na serio
 
Sensem zmartwychwstania jest życie. We wcieleniu Jezusa postawione jest ono w konfrontacji ze śmiercią, ponieważ jedynie w tym kontekście triumf życia zabłysnąć może pełnią chwały.
 
Ta konfrontacja życia i śmierci jest człowiekowi potrzebna, bo dzięki temu zaczyna traktować życie na serio. Niestety, dziś ludzie daleko odsuwają myśli o śmierci. Śmierć staje się czymś coraz mniej rzeczywistym. Jest czymś tak dalekim, obcym i wzbudzającym lęk, strach i zniechęcenie, że ukrywanym za parawanami szpitalnymi i w specjalnych oddziałach domów opieki. Zupełnie tak, jakby ten najbardziej nieubłagany i oczywisty fakt miał nas w ogóle nie dotyczyć. Ale ucieczka od myśli o śmierci wcale nie oznacza, że śmierci nie ma. Ani nawet nie sprawia, że mniej się śmierci boimy. Wręcz przeciwnie: śmierć spychana do podświadomości atakuje stamtąd o wiele boleśniej, niż gdybyśmy mieli ją na oku i potrafili jakoś oswoić.
 
Cud wskrzeszenia Łazarza wraz z okolicznościami jego odejścia był chyba najlepszą – po krzyżu i zmartwychwstaniu – manifestacją potęgi śmierci i zwycięstwa życia. Cud ten uczy, jak mamy reagować na śmierć. Nie ucieczką i maskowaniem, nie bagatelizowaniem i udawaniem, że nic się nie stało. Śmierć potrafi pokazać swój pazur i przeorać nim nasze uczucia i myśli. Ale śmierć nie zdoła zniszczyć w nas wiary. Wręcz przeciwnie: śmierć z wiarą przegrywa.
 
Z podwójną siłą
Triumf życia nad śmiercią dochodzi do głosu w chwili zmartwychwstania Jezusa. Zwycięstwo to staje się w naszej kulturze coraz bardziej świadomym przedmiotem wiary, nadziei i ufnego oczekiwania, które wraz z napotkaną na naszej drodze śmiercią bliskich dojrzewa w świadomości naszej wiary.
 
Jednak tylko w kontekście chrześcijaństwa sprawa zwycięstwa życia nad śmiercią staje się tak prosta do przyjęcia. Człowiek współczesny, często ten wierzący, chciałby tak naprawdę stać się panem swojego życia. Chciałby przekroczyć wszelkie granice także po to, by stać się panem życia innych. W człowieku od zawsze budziło się gdzieś we wnętrzu pragnienie dominacji. Najlepszym przykładem może być II wojna światowa, kiedy to wielu ludzi ginęło z powodu zła i bestialstwa. Minionego czasu nie da się odwrócić.
 
Czas wojny minął już co prawda dawno, ale niestety czas zła nadal trwa. Najgorsze jednak jest to, że coraz częściej odczuwa się, jakby uderzało ono z podwójną siłą. Zwłaszcza w starszych, bezbronnych, a co najboleśniejsze - w nie narodzonych. Ludzka naiwność bierze górę nad miłością.
 
Siłą modlitwy
Każde dziecko jest darem samego Boga. Jednak dla niektórych ludzi w momencie poczęcia nie jest człowiekiem i odrzucają oni ten dar. Dlaczego tak się dzieje? Jest to dla mnie niezrozumiałe, choć wydawać by się mogło, że powinno być czymś współcześnie normalnym, bo mam dopiero 26 lat i żyję w "kulturze śmierci" przejawiającej się poprzez aborcję i eutanazję.
 
Każdy człowiek tęskni za doświadczeniem radości, a największą może nam przynieść jedynie drugi człowiek. Odrzucenie nie narodzonego dziecka jest czymś przerażającym, bo coraz częściej uwidacznia się w naszej kulturze niesamowity kontrast: wiele małżeństw cierpi (lub co gorsza rozpada się) z powodu niemożliwości posiadania własnych dzieci, a z drugiej strony coraz częściej pojawiają się nieuzasadnione petycje o zalegalizowanie aborcji. Okrutna rzeczywistość. Rzeczywistość grzechu, której można jednak przeciwdziałać. Sposobem jest modlitwa, tzw. Duchowa Adopcja dziecka poczętego. Bo czyż jest inne wyjście, by przekonać osobę, która chce popełnić aborcję, do zaniechania tego czynu?
 
Jest to niezwykłe zobowiązanie. Modlitwa ma bowiem ponadprzeciętną siłę. W tym przypadku jest to modlitwa trwająca 9 miesięcy w intencji dziecka zagrożonego zabiciem w łonie matki. Modlitwa Duchowej Adopcji polega na codziennym odmawianiu jednej tajemnicy różańcowej – światła, radosnej, bolesnej lub chwalebnej (Ojcze nasz i 10 Zdrowaś Maryjo) oraz specjalnej modlitwy w intencji dziecka i jego rodziców. Można podjąć także dodatkowe zobowiązania, które nie są obowiązkowe, ale mają głębokie znaczenie. Jeśli dodatkowe zobowiązania są podjęte, muszą być dostosowane do możliwości danego człowieka. Od codziennej modlitwy bowiem zależy życie jednego dziecka, które jest dzieckiem Boga. Nie jest nam znane imię dziecka, ale Bóg je zna.
 
Duchową Adopcję można podjąć w dowolnym czasie, jednak wymownym i pięknym momentem jest dzień 25 marca - Zwiastowanie Pańskie. W wielu parafiach właśnie wtedy można rozpocząć to dzieło uroczyście.

Dorota Mazur
Rycerz Młodych marzec-kwiecień 2010
 
 
fot. John Mark Arnold | Unsplash (cc) 
 
Zobacz także
Paul Badde, Judyta Syrek
Od wieków w Watykanie czczony jest wizerunek Jezusa, który miał odbić się na chuście Weroniki. Czy to prawdziwe oblicze? Czy jest to chusta Weroniki? I czy płótno to rzeczywiście znajduje się jeszcze w Watykanie? Paule Badde twierdzi, iż wizerunek zwany vera eikon (tzn. prawdziwe oblicze), został wykradziony z bazyliki św. Piotra przed 500 laty, a przechowywany jest obecnie w Manopello. Płótno to nie jest jednak chustą Weroniki lecz całunem, którym przykryto twarz Chrystusa po złożeniu do grobu...
 
Marta Wielek
Podobno jest to w Rzymie jedyny neogotycki kościół - a właściwie mały kościółek wciśnięty w rząd kamienic, nad samym Tybrem. Mimo że znajduje się nieopodal Watykanu, a więc w samym centrum Rzymu, nawet rodowici rzymianie mają kłopot ze wskazaniem drogi do niego. Wielu z nich nawet o nim nie słyszało. Tymczasem w jego wnętrzu mieści się niezwykła kolekcja...
 
ks. Grzegorz Strzelczyk
Wierzymy, że Jezus przeżył po ludzku szczęśliwe życie. Że – gdybyśmy mogli cofnąć się w czasie i z premedytowaną wścibskością zadali mu fundamentalne pytanie: „Czy jesteś szczęśliwy?” – potwierdziłby bez wahania. Oczywistość tego założenia, niestety, umożliwia pomijanie pytania, które w sobie kryje. A to jest jak najbardziej poważne: Czy Bóg, który stał się człowiekiem, jako człowiek właśnie, w ludzkim ciele, psychice, życiu, doświadczeniu, był po ludzku szczęśliwy? 
 
 
___________________
 
 reklama