logo
Środa, 20 czerwca 2018 r.
imieniny:
Bogny, Rafaeli, Rafała, Benigny, Florentyny, Sylweriusza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
skrzynka intencji
 

ISMCH

___________________
 
 reklama
 

…a były to więzy miłości…


Miłość to niewola… – to zdanie pasowałoby do utworu jakiegoś romantycznego poety cierpiącego z powodu nieodwzajemnionego uczucia, co romantycznym poetom przydarzało się nagminnie, bo nic tak nie pobudza do tworzenia poezji jak nieodwzajemniona miłość.

Ale w tym zdaniu kryje się też zupełnie nieromantyczna prawda. Miłość jest pewnego rodzaju niewolą – kochając kogoś pozbawiamy się części naszej wolności. Dlaczego? Dlatego, że kiedy kochamy, nie możemy już myśleć tylko o sobie, działać tylko ze względu na siebie i skupiać się wyłącznie na swoich planach i pragnieniach – jeśli istotnie kogoś kochamy, to zaczynamy myśleć o nim, troszczyć się o niego, niepokoić się, gdy jest mu źle, starać się spełniać jego pragnienia…

Jest to pewien rodzaj „niewoli” - dobrowolny, to jasne, ale polega on na tym, że część swojej wolności oddajemy komuś innemu.

Jest to tego rodzaju niewola, o której często marzymy. Człowiek nie jest stworzony do samotności – kiedy Pan Bóg stworzył Adama, powiedział „nie jest dobrze” - a przecież wszystkie poprzednie stworzenia były dobre i Bóg to widział. A tu – nie jest dobrze.

Bo nie jest dobrze, aby człowiek był sam. Aby żył sam dla siebie. Mimo że ma wtedy więcej wolności. 

– Ciesz się tym, co masz teraz – mówi się czasem osobom, które poszukują męża bądź żony – możesz teraz robić co tylko chcesz i nie musisz się do nikogo dostosowywać…

A człowiek, który szuka i ma dosyć swojej samotności, z wielką chęcią by się pozbawił tej możliwości „robienia tego, co się chce” na rzecz robienia innych rzeczy – ale razem.

Ta tęsknota za miłością jest wpisana w duszę człowieka – bo jednocześnie jest to tęsknota za największą miłością, jaka istnieje.

To jest tak naprawdę tęsknota za Bogiem.

Pan Bóg chce nas do siebie przyciągnąć. Ale nie poprzez strach przed karą za grzechy, nie poprzez obietnice tego, co będzie nas czekać w niebie, ale właśnie przez miłość.

Bardzo lubię księgę Ozeasza, bo ona jest właśnie o tej miłości. O miłości, jaką Bóg ma do grzesznego i niewiernego człowieka, o miłości, którą Bóg chce wlać w nasze serca, o miłości, którą Bóg chce nas do siebie przyciągnąć. I to jest właśnie piękne – bo Bóg tego grzesznego i niewiernego człowieka nie chce ukarać za to co zrobił, nie chce aby ten poniósł wszystkie straszne konsekwencje swoich czynów (i przez to stwierdził, że jednak takie życie mu się zupełnie nie opłaca) – Bóg chce człowieka w sobie rozkochać tak, aby ten sam do Niego przyszedł, aby sam stwierdził, że nie chce żyć grzesznie – bo nie chce ranić Tego, kogo kocha.

Pięknie napisał o tym ksiądz Jan Twardowski:

„Bóg nas pragnie – On pierwszy nas pragnie. Jest w jakimś sensie żebrakiem, bo zależy od nas – i daje po to, żebyśmy własną wolą dali Mu to, czego On pragnie. Miłości pragnie człowiek i Bóg. Bóg czeka na akt miłości z naszej strony, czeka, byśmy zwrócili się do spragnionego Pana Boga. On, który jest spragniony, chce, byśmy Go pragnęli. Bóg pragnie być upragniony. My zaś mamy pragnąć tego, czego On chce.”

Bóg pragnie być upragniony. Bóg chce, abyśmy Go kochali jak nikogo i niczego innego na świecie. I dlatego – myślę – dał nam ten ogromny głód miłości, który tylko On może tak naprawdę zaspokoić.

Dlatego jeśli ktoś mówi, że chrześcijaństwo to religia zakazów i nakazów – to znaczy, że jeszcze zupełnie nie rozumie, o co w tym wszystkim chodzi.

Bo w tym wszystkim tak naprawdę chodzi o miłość. O miłość, która jest ponad wszystkim, która się nie kończy, która daje życie i ratuje od zła.

Bez tej miłości – nic nie ma sensu, a z nią – wszystko nabiera głębi i barw.

Bez niej – umieramy już za życia. Z nią – nawet jeśli umrzemy – będziemy żyć.

Agnieszka Ruzikowska

at6626.34@gmail.com  

***

Człowiek pyta:

Skąd u Niego ta mądrość i cuda?
Mt 13,54

***

KSIĘGA I, Zachęty pomocne do życia duchowego
Rozdział V, O CZYTANIU PISMA ŚWIĘTEGO


1. W Piśmie świętym szukajmy prawdy, a nie stylu. Biblia powinna być czytana w tym samym duchu, w jakim została napisana. Winniśmy raczej szukać w księgach świętych pożytku niż piękności języka. Tak samo chętnie sięgajmy po książki pobożne i proste, jak po wzniosłe i głębokie. Niech cię nie obchodzi pozycja pisarza, czy jest wielki, czy mały w sztuce pisarskiej, ale niech cię skłania do lektury samo umiłowanie prawdy. Nie pytaj, kto powiedział, ale patrz, co powiedział.

2. Człowiek przemija, ale prawda Boża trwa na wieki Ps 39(38),7; Ps 117(116),2. Bóg przemawia do nas różnymi sposobami, nie zważając na to, czy podobają się nam ludzie, przez których On mówi Hbr 1,1. Dociekliwość niekiedy przeszkadza nam w czytaniu Pisma świętego, bo wolimy roztrząsać i dyskutować o tym, co powinno w nas wnikać po prostu Kol 3,25.

Jeśli chcesz czerpać korzyść z czytania, czytaj w pokorze, z prostotą i wiarą; nie dbaj o opinię znawcy Syr 32,4.7-9. Pytaj i słuchaj w milczeniu słów świętych Pańskich, a nie lekceważ sobie wykładni dawnych Ojców, bo nie były wypowiadane ot tak sobie, bez głębszej przyczyny Syr 6, 35; 8,9.

Tomasz a Kempis, 'O naśladowaniu Chrystusa'

Patron Dnia



św. Sylweriusz
 
papież i męczennik

Św. Sylweriusz był dopiero subdiakonem, kiedy po śmierci papieża św. Agapita I w roku 536 wybrano go papieżem. Wkrótce potem pod bramami Rzymu pojawił się zwycięski Belizariusz, wódz wojsk cesarza Justyniana. Za namową papieża Sylweriusza senat i lud wpuścili Belizariusza do miasta. Cesarzowa Teodora, która faworyzowała sektę acefalów, usiłowała skłonić papieża do udzielenia cichego poparcia jej stronnictwu. Chociaż św. Sylweriusz przewidywał, że opór może kosztować go życie, nie dał się omamić. Cesarzowa weszła więc w intrygi z Wigiliuszem, archidiakonem Kościoła rzymskiego, obiecując mu papiestwo, gdyby potępił sobór w Chalcedonie. Uzyskała na to jego zgodę. Wysłała zatem archidiakona do Rzymu z listem do Belizariusza, nakazującym mu wypędzenie św. Sylweriusza i doprowadzenie do tego, by papieżem został wybrany Wigiliusz. Posłużywszy się podstępem, wrogowie wywieźli św. Sylweriusza do Patery w Grecji, Wigiliusz został papieżem. Kiedy cesarz Justynian dowiedział się o prawdziwym stanie rzeczy, nakazał odesłać św. Sylweriusza z powrotem do Rzymu. Wrogowie jednak zatrzymali go w czasie podróży, a Wigiliusz kazał osadzić go na odludnej wyspie pod Neapolem. Św. Sylweriusz umarł tam wkrótce potem w roku 537. Ironia losu sprawiła, że jego śmierć nie przyniosła korzyści heretykom, Wigiliusz bowiem, zostawszy papieżem, przestał się z nimi liczyć.

jutro: św. Alojzego

wczoraj
dziś
jutro