logo
Czwartek, 16 sierpnia 2018 r.
imieniny:

Joachima, Nory, Stefana, Rocha – wyślij kartkę

Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
skrzynka intencji
 

ISMCH

___________________
 
 reklama
 

Jeżeli ziarno nie obumrze…

W jakiejś książce – nie pamiętam już za bardzo, której – być może była to jakaś książka księdza Twardowskiego, znalazłam następującą anegdotkę:

 - Co trzeba zrobić, aby trafić do nieba? – zapytał na lekcji religii ksiądz katecheta.
 - Najpierw trzeba umrzeć – odparł jeden z uczniów.

Ponieważ pracowałam przez kilka lat w szkole, mam wszelkie podstawy, by sądzić, że ta anegdotka nie została wymyślona – dzieci mają to do siebie, że potrafią powiedzieć coś, co z jednej strony jest oczywiste, a z drugiej – zaskakujące.

I tak właśnie jest z tą anegdotką – z jednej strony – to takie oczywiste, że trzeba umrzeć, zanim się pójdzie do nieba – w końcu to jedna z rzeczy ostatecznych, które czekają nas właśnie po śmierci, a z drugiej strony – chyba nie zawsze chcemy przyjąć to do wiadomości.

Bo to umieranie dotyczy nie tylko ostatecznego końca naszego życia, ale także obumierania w nas tego, co stoi nam na drodze do nieba.

A co stoi? Cała masa różnych rzeczy i spraw – nasze złe skłonności, upodobania do grzechów, wady, nadmierne przywiązanie do różnych rzeczy… Można by wymieniać długa listę. Problem w tym, że jeśli naprawdę chcemy pójść do nieba - to wszystko musi w nas w pewnym umrzeć. Nie da się od tego uciec, nie da się tego obejść – tak jak nie da się uciec ani obejść śmierci.

„Jeżeli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity.” (J 12,24) – mówi Pan Jezus.

Jeśli nie pozwolimy naszym grzechom umrzeć – zostaniemy z nimi sami. Jeśli nie pozwolimy, bo obumarły nasze złe skłonności – zostaniemy z nimi sami. Jeśli nie pozwolimy, by umarło w nas wszystko, co nie jest Boże – nigdy nie przyniesiemy owocu.

I choć to bywa czasami bardzo trudne i bolesne, musimy pamiętać, że nie da się pójść do nieba, jeśli się najpierw nie umrze.

Agnieszka Ruzikowska
at6626.34@gmail.com

***

Kazanie św. Augustyna, biskupa 
(Kazanie 304, 1-4) 
Szafarz Najświętszej Krwi Chrystusa


Kościół rzymski wspomina dzisiaj dzień triumfu świętego Wawrzyńca, dzień, w którym zdeptał rozszalały świat, wzgardził jego pochlebstwami, a w ten sposób podwójnie zwyciężył szatana. W Kościele rzymskim, jak słyszeliście nieraz, wykonywał posługę diakona. Tam był szafarzem Najświętszej Krwi Chrystusa, tam też dla imienia Chrystusa przelał krew własną. Tajemnicę Wieczerzy Pańskiej trafnie objaśnił święty Jan, mówiąc: "Jak Chrystus oddał za nas życie swoje, tak i my powinniśmy oddać życie za braci". Zrozumiał to, bracia, święty Wawrzyniec, zrozumiał i wykonał; to, co przyjmował u stołu Bożego, to samo ofiarował. Umiłował Chrystusa w swoim życiu, naśladował Go w swojej śmierci.

I my, bracia, jeśli naprawdę miłujemy, naśladujmy Zbawiciela. Nie możemy wydać piękniejszego owocu miłości, jak przykład naśladowania Chrystusa. "Chrystus cierpiał za nas i zostawił nam wzór, abyśmy szli Jego śladami". W tym zdaniu, jak się wydaje, Apostoł chciał powiedzieć, że Chrystus cierpiał jedynie za tych, którzy idą Jego śladami, i że Męka Chrystusowa może pomóc tylko tym, którzy idą za Nim. W ten sposób poszli za Nim święci męczennicy aż do przelania krwi, aż do naśladowania w męce. Lecz nie tylko oni sami. Droga bowiem nie została zamknięta, gdy przeszli, ani też źródło nie wyschło, gdy zeń zaczerpnęli. Są, są, bracia moi, w ogrodzie Pana nie tylko róże męczenników, ale i lilie dziewic, bluszcze małżonków, fiołki wdowieństwa. Nikt z ludzi, najmilsi, nie powinien powątpiewać o swym powołaniu. Za wszystkich bowiem cierpiał Chrystus. Słusznie o Nim napisano: "On pragnie, aby wszyscy ludzie zostali zbawieni i doszli do poznania prawdy".

Chciejmy zatem zrozumieć, w jaki jeszcze sposób poza przelaniem krwi, poza przeżywaniem męki chrześcijanin powinien naśladować Chrystusa. Apostoł mówi o Chrystusie Panu: "On istniejąc w postaci Bożej nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem". Jakiż majestat! "Lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi, a w zewnętrznym przejawie uznany za człowieka". Cóż za uniżenie!

Chrystus uniżył się: oto masz, chrześcijaninie, przykład do naśladowania: "Chrystus stał się posłuszny". Czemu się więc wynosisz? Na koniec, po przebyciu wszystkich stopni uniżenia i po zwycięstwie nad śmiercią Chrystus wstąpił do nieba: idźmy za Nim. Słuchajmy Apostoła, który powiada: "Jeśli z Chrystusem powstaliście z martwych, szukajcie tego, co w górze, gdzie przebywa Chrystus zasiadając po prawicy Boga".

***

Bóg pyta:

Czyż nie wybrałem was dwunastu? A jeden z was jest diabłem.
J 6,70

***


KSIĘGA III, O wewnętrznym ukojeniu
Rozdział XXXI. O ODSUNIĘCIU WSZYSTKIEGO, CO STWORZONE, PO TO, ABY DOTRZEĆ DO STWÓRCY
 
1. Panie, trzeba mi jeszcze więcej Twojej łaski, jeżeli mam dojść tam, gdzie żadne stworzenie, gdzie nic nie mogłoby stanąć mi na drodze. Bo dopóki coś mnie zatrzymuje, nie mogę swobodnie wzlatać ku Tobie. Tak pragnął swobodnego lotu ten, kto powiedział: Kto mi da skrzydła, jako mają gołębie, a wzlecę i odpocznę? Ps 55(54),7

Cóż spokojniejszego nad proste spojrzenie? Mt 6,22; Łk 11,34. I któż swobodniejszy od tego, kto nic nie pragnie ze świata? Trzeba więc wznieść się ponad wszystko, co stworzone, trzeba siebie samego w zupełności opuścić i wznieść się nawet ponad własny umysł, by ujrzeć, że Ty, Sprawca wszystkiego, nie masz nic wspólnego ze stworzeniami.

Jeżeli człowiek nie oderwie się od stworzeń, nie zdoła swobodnie zwrócić się ku sprawom Bożym Ps 31(30),23. I dlatego tak mało jest ludzi zdolnych do zachwyceń Dz 10,10; 11,5, bo niewielu potrafi oddzielić się zupełnie od wszystkiego, co stworzone i przemijające.

2. A do tego potrzebna jest wielka łaska, która by duszę uniosła i porwała w górę ponad nią samą. Dopóki człowiek nie wzniesie się duchem i nie uwolni się od stworzeń, i nie zjednoczy się cały z Bogiem, póty niewiele waży to, co wie i co posiada. Długo będzie mały i przyziemny, kto ceni sobie wszystko inne, ale nie jedno, jedyne, potężne i wieczne dobro.

A co nie jest Bogiem, jest niczym i powinno być uważane za nic. Jest wielka różnica między mądrością człowieka oświeconego w duchu i pobożnego a wiedzą wykształconego i nawet rzetelnego uczonego. O ileż szlachetniejsza jest ta nauka, która płynie z góry, z natchnienia Bożego, od tej, jaką umysł ludzki może zdobyć sam swoim żmudnym wysiłkiem.

3. Niektórzy szukają sposobów prowadzących do życia kontemplacyjnego, ale nie starają się ćwiczyć w tym, co do niego prowadzi. Wielką przeszkodą jest to, że pozostajemy przy zewnętrznych oznakach i uczuciach, nie dbając o prawdziwe umartwienie.

Nie wiem, co to jest, co nas popycha i czego chcemy, ale pragnąc uchodzić za ludzi uduchowionych, wkładamy tyle trudu i jeszcze więcej wysiłku w rzeczy przemijające i nędzne, a tak rzadko albo wcale nie myślimy w pełnym skupieniu o naszych sprawach wewnętrznych.

4. Niestety! Ledwie osiągnęliśmy jakie takie skupienie, już nas coś odrywa i nigdy nie możemy do końca dokładnie przemyśleć naszych spraw. Nie zwracamy uwagi na to, gdzie umieszczamy nasze uczucia, i wcale nie bolejemy nad tym, że nie są czyste. Wszelka bowiem istota została skażona Rdz 6,12 - i dlatego nastąpił potop. 

Ponieważ zaś nasza sfera uczuć została skażona, oczywiście i działanie, jakie z niej wynika, musi być skażone i świadczy o braku siły wewnętrznej. Owoc dobrego życia rodzi się z czystego serca 1 Tm 1,5.

5. Zważa się na to, kto ile zrobił, ale jaką podstawę ma jego działanie, o tym nikt nie myśli. Czy jest dzielny, piękny, bogaty, utalentowany, może dobrze pisze, ładnie śpiewa, dobrze pracuje, to tylko każdego obchodzi, ale milczy się o tym, czy jest ubogi w duchu, cierpliwy i łagodny, pobożny i skupiony w sobie. 

Z natury widzimy tylko zewnętrzne pozory, obdarzeni łaską zwracamy się ku głębi. Natura często się myli, łaska zaś ufa Bogu i nie dozna zawodu.

Tomasz a Kempis, 'O naśladowaniu Chrystusa' 

Patron Dnia



Św. Stefan
 
patron Węgier

 

Stefan, syn księcia węgierskiego Gejzy, urodził się w Ostrzyhoniu około roku 969. Chrztu świętego udzielił mu w dzieciństwie wędrowny misjonarz. W roku 995 zostal bierzmowany przez św. Wojciecha. Po śmierci Gejzy objął rząd na Węgrzech i gorliwie krzewił wiarę chrześcijańską. W roku 1000 otrzymał od papieża Sylwestra II koronę królewską. Ufundował 10 diecezji z metropolią w Ostrzuhomiu oraz sławne opactwo benedyktyńskie w Pannonhalma. Umarł 15 sierpnia 1038 roku w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, którą nazwał "Wielką Panią Węgier".

jutro: św. Jacka

wczoraj
dziś
jutro