logo
Niedziela, 24 czerwca 2018 r.
imieniny:
Danuty, Jana, Janiny – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Karol Meissner OSB
Sakrament pokuty a cnota i praktyka pokuty
Mateusz.pl
 
fot. McKinley Law | Unsplash (cc)


Zastanawiać powinien spostrzegany współcześnie fakt braku zrozumienia sakramentu pokuty. Może w tej chwili nie dotyczy to Polski, ale daje się wyraźnie zauważyć w krajach Europy zachodniej. W naszej wypowiedzi będziemy się starali ten fakt wyjaśnić. Może to mieć znaczenie zarówno dla naszego osobistego życia wewnętrznego, jak i dla pracy duszpasterskiej. Wydaje się, że zjawisko to ma związek z jednej strony z fałszywym pojęciem świętości Kościoła, a z drugiej strony z występującym u wielu ludzi sumieniem emocjonalnym. Ponadto oderwanie sakramentu pokuty od cnoty i praktyki pokuty, wcześniej czy później doprowadzić musi do spłycenia życia wewnętrznego i do porzucenia życia sakramentalnego, jako nie wywierającego – w takich warunkach – skutków w życiu moralnym.
 
Poglądy na świętość Kościoła
 
Już w IV wieku biskup Kartaginy Donat [1] głosił, że świętość Kościoła jest równoznaczna z moralną świętością wszystkich członków Kościoła, w którym nie ma miejsca dla grzeszników. Uważał, że nawet ważność sakramentów zależy od moralnej świętości szafarzy. Św. Augustyn ostro się przeciwstawiał tym poglądom. Takie pojęcie świętości Kościoła ciągle w jakiś sposób trwa. Ślady tego pojęcia można stwierdzić w niejednym kazaniu, w niejednej katechezie.
 
Jeśli idzie o nas, wyznających wiarę katolicką, wierzymy w Kościół święty, który jest społecznością zarówno świętych, jak i grzeszników. Dlatego też Kościół zawsze jest wzywany do reformowania swego życia, do nawrócenia. Jest to paradoks trudny do zrozumienia. Jak mianowicie połączyć wiarę w świętość Kościoła z doświadczeniem naszej grzeszności? Jak zestawić wezwanie Chrystusa: Bądźcie więc doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski [2] ze stwierdzeniem św. Jana: Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy... Jeśli powiemy, że nie zgrzeszyliśmy, czynimy Go kłamcą i nie ma w nas Jego nauki [3]. Prześledźmy, jak próbowano dawniej i jak próbuje się dzisiaj znaleźć rozwiązanie tego paradoksu.
 
Są ludzie, którzy wytwarzają w sobie jakieś subiektywne poczucie sprawiedliwości i bezgrzeszności. Równa się to w praktyce zaprzeczeniu własnej grzeszności. Postawa taka, będąca w pewnej mierze współczesnym rozwinięciem donatyzmu, jest przyjmowana w sektach, które odznaczają się silnie zaznaczonym poczuciem wybraństwa i nieskazitelności moralnej, a równocześnie zgodnym chórem piętnują Kościół za grzeszność jego członków, za niewierność głoszonym normom moralnym.
 
O ile przynależność do sekty daje jej członkom – złudne przecież – poczucie bezgrzeszności, wyczulające ich na grzechy popełniane przez innych, o tyle postawa  a n o m i z m u  upatruje swą sprawiedliwość w rzekomym zniesieniu prawa moralnego w Nowym Przymierzu. Już bardzo wcześnie pewne grupy chrześcijan tak zaczęły rozumieć głoszone przez apostołów zniesienie Prawa Mojżeszowego w Chrystusowym Nowym Przymierzu, oraz chrześcijańską wolność. Nomos znaczy po grecku prawo; przedrostek a oznacza bez. Anomizm więc jest nazwą poglądu odrzucającego istnienie prawa moralnego [4].
 
W Liście do Rzymian św. Paweł wskazuje na związek Prawa z grzechem: Jedynie przez Prawo zdobyłem znajomość grzechu... Gdy nie ma Prawa, grzech jest w stanie śmierci [5]. Toteż słowa św. Pawła z Listu do Galatów: Z tego przekleństwa Prawa Chrystus nas wykupił [6] oraz: ku wolności wyswobodził nas Chrystus... powołani zostaliście do wolności [7] bywały i bywają rozumiane jako zwolnienie wierzącego w Chrystusa nie tylko z szeregu przepisów Prawa Mojżeszowego, ale także z wszelkich powinności moralnych. Św. Paweł jednak w swojej nauce nie pozostawia bynajmniej możliwości takiego rozumienia swoich słów. Z naciskiem przestrzega, by nie brać tej wolności za zachętę do hołdowania ciału [8] wykładając jasno, jakie to uczynki rodzą się z ciała [9].
 
Postawę anomizmu zna też św. Piotr. Prosi, aby wierzący powstrzymywali się od cielesnych pożądań, które walczą przeciw duszy i zaleca: Jak ludzie wolni postępujcie, nie jak ci, dla których wolność jest usprawiedliwieniem zła, ale jak niewolnicy Boga [10].
 
Poglądy zwolenników anomizmu nie są przebrzmiałe. W obecnych czasach też nie brak ludzi mających podobne przekonania. Poglądy takie rysują się wyraźnie zwłaszcza w dziedzinie etyki życia seksualnego. W utrzymywaniu takich poglądów tkwi najgłębsze źródło utyskiwań na papieża Pawła VI w związku z ogłoszeniem przez niego encykliki Humanae vitae, jak również krytyki podnoszonej przeciw Janowi Pawłowi II za jego zbyt wygórowane wymagania w dziedzinie etyki. Współcześni anomiści uważają, że głosząc doktrynę moralną i przypominając prawo Boże papież pogrąża ludzi w poczuciu winy, podczas gdy powinien raczej nieść radosną nowinę o zbawieniu i świętości. Jakaż więc powinna być treść owej Dobrej Nowiny według tych poglądów? Gdy gruntownie przemyśleć te opinie, okazuje się, że jest w nich pewna prosta recepta na świętość Kościoła. Przecież nie ma winy tam, gdzie nie ma prawa. Toteż nie ma prostszej recepty na świętość Kościoła, jak usunąć prawo moralne, a przynajmniej nieść pocieszającą nowinę, że nie ma ono mocy obowiązującej! Oto propozycja współczesnego anomizmu.
 
Inną próbę rozwiązania omawianego przez nas paradoksu podjął Marcin Luter. Znanym z historii jego życia jest fakt chorobliwego sumienia tego – w początku – katolickiego przecież kapłana i teologa. Nie mogąc sobie dać rady z głębokim psychologicznym poczuciem winy i lękiem z nim związanym, ucieka ten udręczony człowiek w pesymistyczną naukę o usprawiedliwieniu przez wiarę. Grzech zepsuł naszą naturę. Jesteśmy z natury grzesznikami i pozostaniemy nimi na zawsze. Bóg miłosierny przez zasługi męki i śmierci Chrystusa nie poczytuje nam naszych grzechów. Zasłania je niejako śmierć krzyżowa Pana Jezusa. W ten sposób, pozostając grzesznikami, dostępujemy jednak usprawiedliwienia. Jesteśmy wiec  j e d n o c z e ś n i e  obciążeni grzechem i usprawiedliwieni. Z naszej strony potrzebna jest silna wiara, przylgnięcie przez bezgraniczną ufność do Zbawiciela. Tak trzeba by rozumieć przypisywane Lutrowi powiedzenie: sündige fest, glaube noch fester – choćbyś grzeszył mocno, wierz jeszcze mocniej.
 
Pierwsza z omówionych dróg, pielęgnowana w sektach, wyrzeka się sakramentu pokuty, bo nie widzi potrzeby korzystania z niego: nie mam grzechu – oświadcza niejako idący tą drogą – jestem sprawiedliwy. Skądinąd sekty nie mają łączności z Kościołem.
 
Trzecia droga, protestantyzmu, odrzuca sakrament pokuty, bo nie wierzy w jego skuteczność: nie ma odpuszczenia grzechów. Jest to też droga biegnąca w oddaleniu od Kościoła.
 
Natomiast do pozostawania w łonie Kościoła przyznają się współcześni anomiści, którzy deklarują się jako wierzący czy jako katolicy, ale odchodzą od praktyki sakramentu pokuty, bo niejako utrzymują: nie ma grzechu; prawo moralne właściwie nie istnieje, czy przynajmniej – w ich wypadku – nie jest obowiązujące. W świetle takiego przekonania porzucenie sakramentu pokuty jest rzeczą zrozumiałą.
 
Oto, jak fałszywe pojęcia o świętości Kościoła mogą się stać przyczyną porzucenia tego prawdziwie uświęcającego sakramentu.
 
Przedstawmy zatem ewangeliczną naukę o świętości Kościoła.
 
Kościół jako wspólnota wierzących w Chrystusa obejmuje w swym łonie grzeszników [11]. Z własnego doświadczenia wiemy, że jesteśmy grzesznikami, że potrzebujemy miłosierdzia i łaski. O doświadczaniu skłonności do złego mówią z prostotą ojcowie Soboru Trydenckiego [12]. Równocześnie jednak świadomi jesteśmy, że to do nas wszystkich skierowane jest wezwanie Pana Jezusa: Bądźcie doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski [13]. Temu powszechnemu powołaniu do świętości poświęca II Sobór Watykański, V rozdział Konstytucji dogmatycznej o Kościele. Czytamy tam: Wszyscy w Kościele... powołani są do świętości (nr 39); Dla wszystkich jasne jest, że wszyscy chrześcijanie jakiegokolwiek stanu i zawodu powołani są do pełni życia chrześcijańskiego i do doskonałości miłości (nr 40). Wszyscy chrześcijanie zachęcani są i zobowiązani do osiągania świętości i doskonałości swego stanu (nr 42). Ojcowie Soboru stwierdzają jednakże: Skoro wszyscy w wielu rzeczach upadamy, ustawicznie potrzebujemy miłosierdzia Bożego i co dzień powinniśmy się modlić: «Odpuść nam nasze winy» (nr 40). Kościół jest zatem wspólnotą zarówno świętych, jak i grzeszników. Jest święty, bo obdarza Bogiem i jego łaską, obdarza świętością. Grzesznik zaś w łonie Kościoła może dążyć do świętości, to znaczy do zjednoczenia z Bogiem. Może odwracając się od grzechu stać się świętym, dostępując przez posługę Kościoła [14] odpuszczenia grzechów.
 
Toteż miedzy grzechem, którego doświadczamy, a świętością, do której jesteśmy wezwani, jest właśnie miejsce na pokutę. Kościół, obejmujący w swoim łonie grzeszników, święty i zarazem ciągle potrzebujący oczyszczenia, podejmuje ustawicznie pokutę i odnowienie swoje – głosi Sobór [15]. Kościół więc, który dawniej określano jako walczący, jest Kościołem pokutującym, nawracającym się nieustannie. Doświadcza wprawdzie grzechu, ale dąży nieustannie do świętości odwracając się od grzechu. Podejmuje niestrudzenie, wytrwale i cierpliwie trud naprawy, trud dążenia naprzód.
 
W tym właśnie trudzie postępu, potężnym środkiem jest sakrament pokuty, będący liturgicznym uświęceniem cnoty pokuty. Stąd zalecenia Soboru dotyczące zarówno samej pokuty, jak i częstej praktyki sakramentu pokuty. Wszystkie sakramenty nie tylko zakładają wiarę, lecz z pomocą słów i rzeczy dają jej wzrost, umacniają ją i wyrażają [16]. Przystępując do sakramentu pokuty wyznajemy wiarę w odpuszczenie grzechów, a z drugiej strony nieustannie, mimo naszej słabości, dajemy wyraz owemu znienawidzeniu grzechu jako obrazy Boga, które jest samą naturą pokuty [17]. W naszej kondycji natury upadłej, ale odkupionej, nie może być świętości bez nieustannego odwracania się od grzechu. Widzimy to u świętych, którzy korzystali nieraz bardzo często z sakramentu pokuty. Moc odpuszczenia grzechów jest ową mocą uświęcającą Kościoła [18]. W centralnym akcie kultu, jakim jest Najświętsza Ofiara, nieustannie jest mowa o odpuszczeniu grzechów. Dokonajmy krótkiego przeglądu tych tekstów.
 
Na samym początku Mszy św. skierowane jest do nas wezwanie do skruchy serca, która wyjednuje zmiłowanie Boże i odpuszczenie grzechów.
 
Panie, zmiłuj się nad nami – to wołanie człowieka grzesznego, błagającego o miłosierdzie.
W hymnie Chwała na wysokości Bogu błagamy o zmiłowanie i o odpuszczenie grzechów.
Przed głoszeniem Ewangelii prosimy o oczyszczenie naszego serca.
Po przedstawieniu Panu darów chleba i wina oświadczamy, że stoimy przed Nim w duchu pokory i z sercem skruszonym.
W słowach przeistoczenia powtarzamy, że Jezus przelał swoją krew na odpuszczenie grzechów.
W Modlitwie Pańskiej ponownie prosimy o odpuszczenie naszych win.
Potem prosimy, aby Bóg patrzył na wiarę Kościoła Świętego, a nie na naszą grzeszność.
Przypomniane jest nam słowo Jana Chrzciciela wskazującego Pana Jezusa, Baranka Bożego, który gładzi grzech świata.
 
Przed Komunią św. wyznajemy wraz z setnikiem naszą niegodność wobec Tego, który gładzi grzechy świata.
 
Jeśli te wszystkie codziennie odmawiane teksty uzupełnimy tekstami modlitw zmiennych Mszy Świętej, w których nieustannie wyrażana jest prośba o odpuszczenie grzechów i wiara w zbawczą moc Najświętszej Ofiary, to jasną staje się rzeczą, że Msza Świąta jest ustawicznie trwającym Dniem Przebłagania – jom kippur [19] Starego Testamentu, oczyszczającym jednak już nie ciała, lecz nasze sumienia z martwych uczynków [20].
 
Prawda, że Pan Jezus jest rzeczywiście zwycięzcą grzechu, a zatem i śmierci, i szatana, jest źródłem chrześcijańskiego optymizmu. Możemy dostąpić w całej prawdzie odpuszczenia grzechów. Jest to dziełem miłości Boga. Do tego dzieła musi się jednak każdy z nas przyłączyć swoimi aktami. Św. Paweł zaleca nam zabieganie o własne zbawienie z bojaźnią i drżeniem [21]. Również i św. Piotr wzywa nas do starania się o umocnienie naszego powołania i wyboru [22]. Owo przyłączenie się czynne do uświęcającego dzieła odpuszczenia grzechów – to właśnie pokuta.
 
Sumienie emocjonalne
 
Przejdźmy do rozważenia innej przyczyny odchodzenia od sakramentu pokuty. Chodzi o wadliwie uformowane sumienie, a właściwie o psychologiczne poczucie winy, które ma swoje źródło w emocjach, a nie w rozeznaniu moralnym. Zjawisko to określane bywa również mianem sumienia emocjonalnego. O sumieniu emocjonalnym mówimy, gdy dla kogoś kryterium ocen etycznych nie jest obiektywna wartość moralna, lecz własne wyobrażenie o swojej doskonałości. W wyobrażeniu tym zasadniczą rolę odgrywają uczucia i uzależnienie od ocen środowiska.
 
Sumienie emocjonalne kształtuje się jako wynik pewnego rodzaju wychowania. W procesie wychowania łatwo dochodzi dv wytworzenia w każdym z nas wyobrażenia o naszej doskonałości. Posłużmy się przykładem. Matka budzi rano dziecko, bo powinno ono iść do szkoły. Zazwyczaj nie wystarczy budzić dziecka raz, bo po prostu dziecko za późno poszło spać. Zirytowana matka po którymś z rzędu budzeniu rozespanego dziecka wyrzuca mu, że jest leniuchem. Stopniowo gromadzi się w dziecku znaczna ilość tego rodzaju sygnałów, które niejako sumują się i sprawiają, że w dziecku leniuchu powstaje idealny obraz siebie będący po prostu odwrotnością, negatywem tego, co jest. Obraz ten wyłącza możliwość postępu i rozwoju. Są bowiem tylko dwie możliwości: leniuch i jego przeciwieństwo. Ilekroć dziecko stwierdzi, że jest leniuchem, tylekroć pojawi się frustracja, że nie jest takie jakie powinno być. Za frustracją idzie niezadowolenie z siebie i agresja skierowana bądź to na siebie samego, bądź to na środowisko.
 
Tego rodzaju doświadczenie natury emocjonalnej z łatwością się przenosi na życie religijne. Wówczas świadomość grzechu zamiast budzić ból wewnętrzny z powodu odwrócenia się od Boga, najlepszego Ojca, budzi frustrację: że ja też mogłem tak postąpić! i autoagresję, że  j a  nie jestem taki, jaki być powinienem. Człowiek o takim nastawieniu odchodzi od sakramentu pokuty, bo potęguje on frustrację. Nie widzi on sensu tego sakramentu, skoro człowiek i tak grzeszy. Postanowienie poprawy rozumiane jest jako całkowite, od razu, osiągniecie doskonałości, a nie jako podjęcie środków, dzięki którym zbliży się człowiek do Boga i ludzi.
 
Sumienie emocjonalne i związane z nim psychologiczne poczucie winy praktycznie uniemożliwiają rozwój duchowy i obciążają w znacznej mierze życie psychiczne. Tym się tłumaczą opinie niektórych psychologów laickich, że należałoby wychowywać człowieka w moralności bez grzechu. Spotykając się u swoich pacjentów z psychologicznym poczuciem winy, a będąc niewierzącymi, nie zdawali sobie sprawy z istotnej różnicy między skruchą religijną a psychologicznym poczuciem winy.
 
Skrajną postacią sumienia emocjonalnego są skrupuły. Skrupulat, jak wiadomo, nie spowiada się z grzechów. Spowiada się z lęków i niepokojów. Przystępuje do spowiedzi św., aby uzyskać spokój psychiczny, a nie aby pojednać się z Bogiem. Marzeniem skrupulata jest, aby nie tylko być bezgrzesznym, ale nie mieć nawet możliwości popełnienia grzechu. Należałoby ukazać skrupulatowi, że tego rodzaju postawa nie jest wystarczającym motywem sakramentu pokuty. W gruncie rzeczy skrupulat nie chce się uznać grzesznikiem, nie chce wraz z celnikiem powiedzieć: Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu [23]. Postępuje tak, jak gdyby nie miłosierdzie Boże, a samo wyznanie grzechów oczyszczało jego serce. Toteż spowiedź skrupulata ma znacznie bardziej charakter katharsis psychologicznej niż aktu prawdziwie religijnego. Co za tym idzie, owoce duchowe takiej spowiedzi są nikłe.
 
Otóż lekarstwem na nieprawidłowość życia duchowego jest kształtowanie prawego sumienia prowadzącego do skruchy serca i do cnoty pokuty. Przejdźmy zatem do zastanowienia się nad istotą cnoty pokuty.
 
Cnota pokuty
 
Wyraz pokuta odpowiada greckiemu wyrazowi metanoia. W nowych tłumaczeniach Nowego Testamentu jest ten wyraz przekładany jako nawrócenie. Odpowiada on starotestamentalnemu pojęciu powrotu. W istocie chodzi o odwrócenie się od tego, co nie jest Boże i zwrócenie się do Boga. Termin nawrócenie jest ściśle ewangeliczny. Przez św. Pawła został użyty chyba tylko cztery razy. Czasownik zaś nawracać się użyty został przez św. Pawła tylko raz. Jak to tłumaczyć?
 
Otóż nie używając samego wyrazu, św. Paweł pokazuje nam, jak wygląda nawrócenie się i na czym ono polega. Posługuje się św. Paweł inną symboliką. U św. Pawła nawrócenie – to odwrócenie się od spraw nie-Bożych, oddawanych takimi symbolami jak ciało, ciemność, noc, ziemia i powiązanymi z tą symboliką takimi określeniami, jak: człowiek cielesny, dziecko ciemności, człowiek przyziemny itp. Zwrócenie się ku Bogu, a więc ku temu, co duchowe, ku światłości, dniowi, temu co niebieskie, ma dwojaką postać. Jedna to zjednoczenie z Chrystusem jakieś zasadnicze, podstawowe, znajdujące wyraz w wierze i w chrzcie. Posługuje się tu św. Paweł symboliką śmierci. O tym nawróceniu mówi św. Paweł jako o zanurzeniu w śmierci Chrystusa i o zmartwychwstaniu z Nim do nowego życia [24].
 
Jest jednak i druga postać nawracania się, mianowicie nawracanie się nieustanne, oddawane przez pojęcie nieustannego umierania czy uśmiercania. Św. Paweł doświadcza grzechu. Pamiętamy wstrząsające jego wyznanie w Liście do Rzymian: Jestem bowiem świadom, że we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro; bo łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać nie. Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę. Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, już nie ja czynię, ale grzech, który we mnie mieszka. A zatem stwierdzam w sobie to prawo, że gdy chcę czynić dobro, narzuca mi się zło. Albowiem wewnętrzny człowiek (we mnie) ma upodobanie zgodne z Prawem Bożym. W członkach zaś moich spostrzegam prawo inne, które toczy walkę z prawem mojego umysłu i podbija mnie w niewolę pod prawo grzechu mieszkającego w moich członkach. Nieszczęsny ja człowiek! Któż mnie wyzwoli z ciała, (co wiedzie) ku tej śmierci? [25]. W takich dramatycznych słowach przedstawiona jest egzystencjalna sytuacja człowieka – przecież –odkupionego, i wierzącego! W tej właśnie sytuacji zachodzi konieczność nieustannego nawracania, o którym św. Paweł mówi jako o umieraniu, o śmierci.
 
Przypomnijmy raz jeszcze te dwie postaci umierania: Tam, gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska... Cóż więc powiemy? Czyż mamy trwać w grzechu, aby łaska bardziej się wzmogła? Żadną miarą! Jeżeli umarliśmy dla grzechu, jakże możemy żyć w nim nadal. Czyż nie wiadomo wam, że my wszyscy, którzyśmy otrzymali chrzest zanurzający w Chrystusa Jezusa, zostaliśmy zanurzeni w Jego śmierć. Zatem przez chrzest zanurzający nas w śmierć zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my wkroczyli w nowe życie... To wiedzcie, że dla zniszczenia grzesznego ciała dawny nasz człowiek został razem z Nim ukrzyżowany po to, byśmy już więcej nie byli w niewoli grzechu. Kto bowiem umarł, stał się wolny od grzechu [26].
 
Zjednoczenie z umierającym za nasze grzechy Chrystusem jest równoznaczne z jakąś fundamentalną, radykalną naszą śmiercią. Śmiercią dla grzechu. A jednak tkwi w naszej pamięci cytowany wyżej tekst o dwojakim prawie w nas działającym. Zaraz po słowach mówiących o tej zasadniczej, fundamentalnej śmierci: Tak i wy rozumiejcie, że umarliście dla grzechu, żyjecie zaś dla Boga w Chrystusie Jezusie – ton się zmienia: Niechże więc grzech nie króluje w waszym śmiertelnym ciele, poddając was swoim pożądliwościom. Co za paradoks! Istnieje zatem możliwość, że w człowieku odkupionym przecież i już umarłym z Chrystusem, grzech będzie królować poddając go pożądliwościom! Nie oddawajcie też członków waszych – ciągnie św. Paweł – jako broń nieprawości na służbę grzechowi, ale oddajcie się na służbę Bogu jako ci, którzy ze śmierci przeszli do życia... Tak brzmi polecenie na przyszłość, kierowane do tych, którzy przecież już jakoś umarli dla grzechu! [27]. Sami w gorzki sposób tego doświadczamy i widzimy wokół nas, że jednak tak często znowu oddajemy się w niewolę grzechu [28] mimo że przecież dla grzechu już umarliśmy przez chrzest. Dlatego potrzebny jest ów proces nieustannego umierania, o którym mówi św. Paweł niejednokrotnie.
 
Ten proces nieustannego umierania odpowiada pojęciu nieustannego nawracania, które jest istotą pokuty. W Liście do Kolosan pisze św. Paweł: Jeśliście więc razem z Chrystusem powstali z martwych, szukajcie tego, co w górze, gdzie przebywa Chrystus zasiadający po prawicy Boga. Dążcie do tego, co w górze, nie do tego, co na ziemi. Umarliście bowiem i wasze życie jest ukryte z Chrystusem w Bogu. Oto pierwotna, istotna i podstawowa śmierć, wynikająca z Chrztu. Ale potem czytamy: Zadajcie więc śmierć temu, co jest przyziemne w waszych członkach: rozpuście, nieczystości, lubieżności, złej żądzy i chciwości, bo ona jest bałwochwalstwem. Przez nic nadchodzi gniew Boży na synów buntu... Odrzućcie to wszystko... [29]. Tak więc stoi przed nami konieczność podjęcia wysiłku, pracy i trudu nieustannego umierania. To nic innego jak u-martwienie, odpowiednik łacińskiego morti-ficatio, co właściwie znaczy u-śmiercanie, zadawanie śmierci (mors – śmierć, facio – czynię). Tę walkę prowadzi też św. Paweł. Tak o niej pisze: Każdy, który staje do zapasów, wszystkiego sobie odmawia; oni, aby zdobyć przemijającą nagrodę, my zaś nieprzemijającą. Ja przeto biegnę nie jakby na oślep; walczę nie tak, jakbym zadawał ciosy w próżnię, lecz poskramiam moje ciało i biorę je w niewolę, abym innym głosząc naukę, sam przypadkiem nie został uznany za niezdatnego [30].
 
Nie możemy odejść od umartwienia w imię optymizmu, że skoro jesteśmy odkupieni, to grzech nam nie grozi. Taki tani optymizm wiąże się z odrzuceniem sakramentu pokuty. W tej postawie nie ma miejsca na pokutę, nie ma miejsca na nieustanne umieranie, czyli na u-martwienie.
 
Z katechizmu pamiętamy, że cnota pokuty obejmuje trzy najprzedniejsze uczynki: modlitwę, post i jałmużnę. W przepowiadaniu Ewangelii nie można zapomnieć o głoszeniu pokuty, mimo że nie jest to temat popularny. Dzisiaj częstokroć spotykamy się z postawą poszukiwania łatwiejszego życia toteż głoszenie słów Chrystusa o ciasnej bramie i wąskiej drodze, która prowadzi do życia [31] dla wielu jest dzisiaj trudną mową, od której się odwracają. A jednak głosić trzeba.
 
Mówiąc o grzechu, trzeba zawsze głosić prawdę o odpuszczeniu grzechów. Grzech nie jest czymś dziwnym w naszym życiu, skłonność bowiem do zła jest naszą rzeczywistością. Właśnie dlatego jednak powinno się w nas nieustannie rodzić pragnienie pokuty, pragnienie nieustannego nawracania się, pragnienie wydawania godnych owoców nawrócenia [32].
 
Sakrament pokuty winien wyrażać niezłomną wiarę w to, że grzech  m o ż e  być odpuszczony i że dzięki Chrystusowi oraz naszej z Nim współpracy rzeczywiście  z o s t a j e  odpuszczony. Dzięki odpuszczeniu grzechów stajemy się święci, odzyskując łaskę lub w niej się umacniając. Byli i są ludzie, którzy mają głębokie zrozumienie dla tak pojętej pokuty. Podejmują surowe nieraz umartwienia, będące wyrazem ich wewnętrznej postawy nawrócenia i nawracania się. Zachowują dni surowego postu, w duchu pokuty przyjmują wszystkie trudne rzeczy, które przychodzi im znieść czy to w pracy, czy w życiu. Nie można bez wzruszenia czytać opisów postaw kapłanów w obozach koncentracyjnych. Byłoby ważną rzeczą, by i w życiu zakonnym zachowywane były nadal społecznie wyrażane formy pokuty. Nie mają być one jakimś ascetyzmem typu wschodniego, tam bowiem nie może być wiary w odpuszczenie grzechów, a osiągnięcie doskonałości jest uważane za wynik osobistego wysiłku. Objawienie nam mówi, że z łaski Bożej jesteśmy zbawieni. Łaska ta jednak nie może w nas być daremna. Wzywa nas ona do współpracy.
 
Sakrament pokuty
 
Bez tak pojętej cnoty pokuty nie można mówić o owocach sakramentu pokuty. Aby pogłębić spojrzenie na ten święty sakrament chrześcijańskiej drogi, sakrament nawrócenia, warto zwrócić uwagę na dwie sprawy. Po pierwsze, każdy sakrament wymaga wiary, ale również daje jej wzrost, umacnia ją i wyraża [33]. Otóż wiara wymaga tego, żeby dawać jej wyraz, żeby o niej świadczyć. Kościół jest jedyną społecznością religijną, która głosi odpuszczenie grzechów i go udziela. Odpuszczenie grzechów jest wyznawane wiarą Boską. Wiara ta domaga się wyznania. Sakrament pokuty jest właśnie wyznaniem wiary w  r z e c z y w i s t e  odpuszczenie grzechów. O takim aspekcie sakramentu pokuty myśli się rzadko, a przecież powinni o nim myśleć ci, którzy deklarując się jako wierzący katolicy odeszli od praktyki sakramentu pokuty.
 
Nie omawiając tutaj zagadnienia relacji między Euchmystią a sakramentem pokuty oraz zagadnienia tzw. pozasakramentalnego dostąpienia odpuszczenia grzechów [34] warto podkreślić, że jedynie w sakramencie pokuty dajemy świadectwo wierze w odpuszczenie grzechów i właśnie ich wyznanie wynika z wiary, że przez posługę Kościoła mogą być odpuszczone.
 
Druga sprawa, o której trzeba pamiętać, to że sakrament pokuty jest liturgią. To spojrzenie może bardzo ubogacać nasze przeżywanie sakramentu. Przecież liturgia jest wykonywaniem kapłańskiego urzędu Chrystusa. Nie tylko uświęca człowieka, ale jest czynnością w najwyższym stopniu świętą, bo jest najbardziej dostojnym aktem kultu [35]. Jakże mało uwagi zwraca się na to, że sakrament pokuty jest – jako akt kultu – uwielbieniem Boga. Do uwielbienia Boga skłania nas tu dokonanie dzieła odkupienia, dzięki któremu stajemy się wolni od niewoli grzechu. W sakramencie pokuty zawsze zwycięża łaska, zawsze zwycięża dobro. Dobrze, jeśli spowiednik pamiętać o tym będzie spełniając swą niełatwą posługę w tym sakramencie. Praktycznym wnioskiem z tego, co zostało powiedziane, dla przepowiadania Słowa Bożego jest, że nie należy wybrzydzać na wiernych, że są grzesznikami. Jesteśmy nimi wszyscy. Trzeba im uświadomić, że  s ą   g r z e s z n i k a m i,  że grzech jest rzeczywistą niewolą duchową [36], że dlatego właśnie jest dramatem człowieka. Sakrament pokuty czyni nas  w o l n y m i.  Drogą do tej wolności jest cnota pokuty, przygotowująca nas do owocnego uczestnictwa w sakramencie pokuty.
 
Pozostaje do omówienia jeszcze jedna sprawa. Chodzi o postanowienie poprawy. Sakrament pokuty nie tylko wymaga przygotowania przez cnotę pokuty. On wymaga podjęcia wysiłku pokuty. Niejednokrotnie przez postanowienie poprawy rozumie się postanowienie nie grzeszenia więcej. Pozostawiając na uboczu problem, czy takie sformułowanie jest właściwe, zwrócić trzeba uwagę na to, że ściśle rzecz biorąc postanowienie poprawy jest postanowieniem  p o z y t y w n y m,  jest zobowiązaniem do zwyciężania zła dobrem [37]. To zobowiązanie może być w pełni wykonane. Jest to zobowiązanie do czynienia choćby czegokolwiek, co cierpliwie i wytrwale podejmowane prędzej czy później doprowadzi pokutującego grzesznika do spełnienia się zamiarów Bożych względem niego. Takim uczynkiem pokutnym, który zawsze może być podjęty, jest modlitwa. Jeżeli zatem czyniący pokutę modli się, prowadzi życie wewnętrzne, to jest na dobrej drodze. I to jest wielką pociechą dla pokutującego. Może dostąpić odpuszczenia grzechów, nawet jeśli wie, że znowu popadnie w grzechy, o ile szczerym sercem uznaje prawo Boże, aktualnie odwraca się od grzechu i podejmuje środki naprawy życia, a więc uczynki pokuty, o jakich była mowa. Wracamy więc znowu do stwierdzenia doniosłości cnoty pokuty w życiu chrześcijańskim. Pan Jezus rozpoczął swoje przepowiadanie od głoszenia pokuty: Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię [38]. Bez owego nawrócenia wyrażającego się w podjęciu uczynków pokutnych trudno będzie wejść na drogę żywej wiary.
 
Karol Meissner OSB
mateusz.pl
W pierwszej wersji artykuł ten ukazał się w miesięczniku W Drodze, r. 1988, nr 3-4, ss. 78-87.
________________________________________
Przypisy: 
 
[1] Donat żył w latach 313–355. Głosił, że prawdziwy Kościół jest społecznością ludzi moralnie doskonałych, i w tym rozumieniu świętych. Radykalni zwolennicy tej herezji, zwanej donatyzmem, rozwijali żywą działalność, zwłaszcza w kościele afrykańskim, aż do połowy piątego wieku.
[2] Ewangelia wg św. Mateusza 5,48.
[3] 1 List św. Jana 1,8.10.
[4] W socjologii używany jest podobny termin: anomia, którym określa się zanik lub obniżenie wpływu norm społecznych na zachowanie ludzi. Dokładniej ten problem omawia M. Kosewski, Ludzie w sytuacjach pokusy i upokorzenia, Warszawa 1985, ss. 51–73.
[5] 7,7n; por 3,20; 5,20.
[6] 3,13.
[7] 5,1.13.
[8] List do Galatów 5,13.
[9] Tamże 5,16–21
[10] 1 List św. Piotra 2,11.16.
[11] Patrz Katechizm Kościoła Katolickiego nry 827 i 867.
[12] Sesja V, akapit 6.
[13] Ewangelia wg św. Mateusza 5,48.
[14] Słowa z formuły odpuszczenia grzechów w Sakramencie Pokuty.
[15] Konstytucja dogmatyczna o Kościele, nr 8.
[16] II Sobór Watykański, Konstytucja o liturgii świętej, nr 59.
[17] Tamże, nr 109
[18] Por. Ewangelia wg św. Mateusza 9,8.
[19] Patrz Księga Kapłańska 16; 23,26–32
[20] Patrz List do Hebrajczyków 9,1–14
[21] List do Filipian 2,12.
[22] 2 List św. Piotra 1,10.
[23] Ewangelia wg św. Łukasza 18,13. W nowszym tłumaczeniu: Boże, miej litość dla mnie, grzesznika.
[24] Np. List do Rzymian 6,3–10; List do Kolosan 3,1–4.9n.
[25] List do Rzymian 7,18–24
[26] Tamże 5,20; 6,1–4.6n
[27] List do Rzymian 6, 11–13.
[28] Tamże 6,16.
[29] 3,1–3.5–6.8.
[30] 1 List do Koryntian 9,25–27.
[31] Ewangelia wg św. Mateusza 7,14.
[32] Ewangelia wg św. Łukasza 3,8.
[33] Patrz II Sobór Watykański, Konstytucja o liturgii świętej, nr 59.
[34] Określenie to jest o tyle nieścisłe, że odpuszczenie grzechów zawsze wiąże się z porządkiem sakramentalnym, jako że wszystkie sakramenty pomnażają łaskę, a gładzi wszelkie grzechy nie tylko sakrament pokuty, ale przede wszystkim sakrament chrztu i w pewnych warunkach sakrament namaszczenia chorych. W określeniu tym mowa jest o sakramencie pokuty. Wiadomo jednak, że akt żalu doskonałego gładzi grzechy, o ile towarzyszy mu pragnienie ich wyznania sakramentalnego.
[35] Patrz II Sobór Watykański, Konstytucja o liturgii świętej nr 7.
[36] Patrz Ewangelia wg św. Jana 8,34; List do Rzymian 6,16–18.20–22.
[37] Patrz List do Rzymian 12,21.
[38] Ewangelia wg św. Marka 1,15.
 
Zobacz także
ks. Marek Dziewiecki
Najważniejszym "miejscem" uczenia się człowieka jest osobista przyjaźń z Chrystusem. Kompetentny spowiednik stawia w centrum uwagi człowieka rozumianego w świetle zamysłu Bożego oraz odnosi się do niego z szacunkiem i miłością, którą Bóg pierwszy nas pokochał. Kościół zachęca księży do korzystania z dorobku różnych nauk o człowieku.
 
Stanisław Biel SJ
Niektórzy sądzą, że wyznanie grzechów przed kapłanem to zasadniczy element pojednania z Bogiem. Najczęściej traktowane jest przy tym jako przykry i bolesny obowiązek. Z chwilą opuszczenia kratek konfesjonału "mamy święty spokój do najbliższych świąt". Tymczasem sakrament pojednania nie kończy się z chwilą opuszczenia konfesjonału. Można nawet zaryzykować twierdzenie, że dopiero wtedy się zaczyna. 
 
ks. Paweł Bortkiewicz TChr
Nie wszystko, co odmienne, należy zawsze tolerować. Przeciwnie, istnieją całe zakresy spraw i zjawisk, które domagają się jednoznacznego sprzeciwu. Nie ma i nie może być zgody co do tego, że nig­dy nie wolno użyć siły w zwalczaniu cudzych poglądów. Przeciwnie, siła rażenia tych poglądów może być taka, że domaga się wręcz użycia siły...
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama