logo
Czwartek, 28 sierpnia 2014 r.
imieniny:

Adeliny, Erazma, Sobiesława, Augustyna, Aleksandra, Patrycji – wyślij kartkę

Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Adam Kuszaj SDS
Soren Kierkegaard
materiał własny
 


* Filozofia taka, jaka jest zwykle uprawiana, wydawała mu się ze swymi ogólnymi pojęciami nazbyt abstrakcyjna. Chciał - w tym znów podobny do Newmana - filozofii wnikającej w samo konkretne istnienie człowieka i jego właściwości etyczne i religijne.
Filozofię taką nazywał „egzystencjalną”.
Całe to rozumienie filozofii - humanistyczne, aporetyczne, pluralistyczne, egzystencjalne - niezmiernie odbiegało od rozumienia panującego w XIX w., zarówno wśród wymierających już idealistycznych metafizyków, jak i wśród wzrastających pozytywistów.
 
Skończoność i nieskończoność w istnieniu.
 
Podstawową cechą istnienia  ludzkiego jest jego czasowość. Nie może być ujęte w system, w formułę, bo zawsze się rozwija, staje się coraz inne, nigdy nie ma zakończenia. Można by je myślą ująć tylko, gdyby je zatrzymać, bo myśli się wstecz, a żyje się wciąż naprzód. A skoro istnienie ludzkie jest stawaniem się, to filozofia egzystencjalna musi być filozofią stawania się. Nie może być uczona i systematyczna, skoro ma za przedmiot istnienie z jego zmiennością i niepokojem.
W narastającej wciąż mnogości i różnorodności istnienia nie może być jedności: jedność jest tylko tworem myśli. I tylko myśl daje się ująć w system, ale nie istnienie. W tym leży błąd idealistycznej filozofii, w szczególności Heglowskiej, że nie widziała różnicy między myślą a istnieniem i istnienie pojmowała na modłę myśli.
 
Istnienie ludzkie zawsze jest czasowe, skończone, doczesne, a mimo to człowiek patrzy nań pod kątem wieczności. I w ten sposób doczesność nieuchronnie sprzęga się w nim z wiecznością. „Człowiek jest syntezą skończoności i nieskończoności, czasowości i wieczności, konieczności i wolności”. I stąd właśnie pochodzą najgorsze antynomie człowieka, jego sprzeczności i cierpienia. Nie może uwolnić się od przeciwieństw i konfliktów, jakie są nieuchronne między zmiennym istnieniem i niezmiennym bytem, przemijaniem i wiecznością, inaczej mówiąc: między człowiekiem i Bogiem.
 
Byt Boski, wieczny i niezmienny, musi się człowiekowi z konieczności wydawać irracjonalny; dla człowieka, mającego naturę tak zupełnie inną od Boskiej, jest i zawsze będzie paradoksem. Paradoksalność, niepojętość Boga nie jest wynikiem słabości ludzkiego umysłu, lecz naturalnym wyrazem stosunku między człowiekiem a Bogiem: między człowiekiem, któremu dane jest tylko przemijające istnienie, a Bogiem, który jest wieczny.
 
Dążenie do nieskończoności i obawa przed nią.
 
Człowiek wyrywa się z istnienia do prawdziwego bytu, czyli z przemijania do wieczności; wyrazem tego jest przede wszystkim
religia. Dla człowieka jest niezbędna, ale niesie mu wątpliwości i cierpienie; nic bowiem nie może zapełnić przepaści między nim a bytem Boskim, wiecznym, absolutnym. Każde zbliżenie się do Boga poniża człowieka, przekonywa o własnej bezsile. Wywołuje — jak mówił Kierkegaard - „lęk i drżenie”. Lęk i drżenie: to naturalny sposób, w jaki w istnieniu ludzkim objawia się Bóg.
 
Kierkegaard odróżniał dwie postaci religii, które nazywał „religią A” i „religią B”. Każda religia ukazuje człowiekowi wieczność, ale „religia A” ukazuje ją jedynie jako dalsze tło ludzkiej egzystencji. Już taka z daleka widziana wieczność przeraża człowieka, jest dlań paradoksem i męczarnią: jednakże jest mu jeszcze względnie dostępna, nie wymaga zerwania z całym naturalnym porządkiem istnienia. Natomiast „religia B” wprowadza nieskończonego Boga w samo istnienie skończonego człowieka: urąga rozumowi, potęguje jeszcze paradoks i męczarnię. Taką religią jest właśnie chrześcijaństwo. Naturalnym stosunkiem do takiej religii był dla Kierkegaarda już tylko lęk i groza. W przedstawianiu chrześcijaństwa jako pociechy, jako religii radosnej widział całkowite jego sfałszowanie. „Siedzę w swoim cichym pokoju i znam jedno tylko niebezpieczeństwo: religię”.
 
I oto wytwarzają się w człowieku dwa przeciwne sobie dążenia: z jednej strony dąży istotnie do nieskończoności, z drugiej natomiast broni się przed nią, broni przed nią swego własnego, skończonego istnienia. A broniąc się przed nią zasklepia się w tej przypadkowości, jaką mu los dał, wmawia w siebie, że to jest właściwy jego żywioł, że jest do wieczności niezdolny. Zajmuje swą świadomość interesami, zapełnia ją rozrywkami czy czymkolwiek bądź, byle nie pamiętać o wieczności; odsuwa od siebie myśl o niej. Mówi sobie, że kiedy indziej o niej będzie myśleć, że jeszcze nie teraz, że jest jeszcze czas. I ostatecznie nigdy prawie o niej nie myśli. I w ten sposób wytwarza formy swego zwykłego, codziennego istnienia: są one w znacznej części formami ucieczki przed wiecznością.
 
 
Zobacz także
Adrian P. Sajnoga SDS
Urodził się w 384 r. p.n.e. Jego ojczyzną była Stagira w Tracji, nad brzegiem morza Egejskiego. Ojciec Arystotelesa był nadwornym lekarzem macedońskiego króla Amyntasa II. W jego rodzinie zawód lekarza był przekazywany dziedzicznie. W piętnastym roku życia został całkowicie osierocony i dalszym jego wykształceniem zajął się wielce światły opiekun z grona kół lekarskich, z którymi jego rodzina utrzymywała ożywione stosunki...
 
Adrian P. Sajnoga SDS
Karol Marks urodził się w Trewirze w 1818 roku w niemieckiej rodzinie pochodzenia żydowskiego. Karol był trzecim z dziewięciorga dzieci. Jego ojciec, by uniknąć antysemickich ograniczeń ustawy uniemożliwiającej Żydom dostęp do stanowisk prawniczych i lekarskich przeszedł z całą rodziną na luteranizm...
 
Adrian P. Sajnoga SDS
Niektórzy ludzie pragną dla siebie, zdobyć jak najwięcej różnego rodzaju dóbr. Jednakże są też ludzie, którzy pragną przodować w cnocie i czynieniu dobra. Są gotowi jest wyrzec się swojego majątku na korzyść swoich przyjaciół, gdyż wprawdzie tracą majątek, to jednak zyskują moralne piękno. Zyskują więc więcej niż majątek...
 


reklama