logo
Czwartek, 30 lipca 2015 r.
imieniny:
Piotra, Julity, Leopolda, Zdobysława – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Apostol

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Adam Kuszaj SDS
Soren Kierkegaard
materiał własny
 


* Filozofia taka, jaka jest zwykle uprawiana, wydawała mu się ze swymi ogólnymi pojęciami nazbyt abstrakcyjna. Chciał - w tym znów podobny do Newmana - filozofii wnikającej w samo konkretne istnienie człowieka i jego właściwości etyczne i religijne.
Filozofię taką nazywał „egzystencjalną”.
Całe to rozumienie filozofii - humanistyczne, aporetyczne, pluralistyczne, egzystencjalne - niezmiernie odbiegało od rozumienia panującego w XIX w., zarówno wśród wymierających już idealistycznych metafizyków, jak i wśród wzrastających pozytywistów.
 
Skończoność i nieskończoność w istnieniu.
 
Podstawową cechą istnienia  ludzkiego jest jego czasowość. Nie może być ujęte w system, w formułę, bo zawsze się rozwija, staje się coraz inne, nigdy nie ma zakończenia. Można by je myślą ująć tylko, gdyby je zatrzymać, bo myśli się wstecz, a żyje się wciąż naprzód. A skoro istnienie ludzkie jest stawaniem się, to filozofia egzystencjalna musi być filozofią stawania się. Nie może być uczona i systematyczna, skoro ma za przedmiot istnienie z jego zmiennością i niepokojem.
W narastającej wciąż mnogości i różnorodności istnienia nie może być jedności: jedność jest tylko tworem myśli. I tylko myśl daje się ująć w system, ale nie istnienie. W tym leży błąd idealistycznej filozofii, w szczególności Heglowskiej, że nie widziała różnicy między myślą a istnieniem i istnienie pojmowała na modłę myśli.
 
Istnienie ludzkie zawsze jest czasowe, skończone, doczesne, a mimo to człowiek patrzy nań pod kątem wieczności. I w ten sposób doczesność nieuchronnie sprzęga się w nim z wiecznością. „Człowiek jest syntezą skończoności i nieskończoności, czasowości i wieczności, konieczności i wolności”. I stąd właśnie pochodzą najgorsze antynomie człowieka, jego sprzeczności i cierpienia. Nie może uwolnić się od przeciwieństw i konfliktów, jakie są nieuchronne między zmiennym istnieniem i niezmiennym bytem, przemijaniem i wiecznością, inaczej mówiąc: między człowiekiem i Bogiem.
 
Byt Boski, wieczny i niezmienny, musi się człowiekowi z konieczności wydawać irracjonalny; dla człowieka, mającego naturę tak zupełnie inną od Boskiej, jest i zawsze będzie paradoksem. Paradoksalność, niepojętość Boga nie jest wynikiem słabości ludzkiego umysłu, lecz naturalnym wyrazem stosunku między człowiekiem a Bogiem: między człowiekiem, któremu dane jest tylko przemijające istnienie, a Bogiem, który jest wieczny.
 
Dążenie do nieskończoności i obawa przed nią.
 
Człowiek wyrywa się z istnienia do prawdziwego bytu, czyli z przemijania do wieczności; wyrazem tego jest przede wszystkim
religia. Dla człowieka jest niezbędna, ale niesie mu wątpliwości i cierpienie; nic bowiem nie może zapełnić przepaści między nim a bytem Boskim, wiecznym, absolutnym. Każde zbliżenie się do Boga poniża człowieka, przekonywa o własnej bezsile. Wywołuje — jak mówił Kierkegaard - „lęk i drżenie”. Lęk i drżenie: to naturalny sposób, w jaki w istnieniu ludzkim objawia się Bóg.
 
Kierkegaard odróżniał dwie postaci religii, które nazywał „religią A” i „religią B”. Każda religia ukazuje człowiekowi wieczność, ale „religia A” ukazuje ją jedynie jako dalsze tło ludzkiej egzystencji. Już taka z daleka widziana wieczność przeraża człowieka, jest dlań paradoksem i męczarnią: jednakże jest mu jeszcze względnie dostępna, nie wymaga zerwania z całym naturalnym porządkiem istnienia. Natomiast „religia B” wprowadza nieskończonego Boga w samo istnienie skończonego człowieka: urąga rozumowi, potęguje jeszcze paradoks i męczarnię. Taką religią jest właśnie chrześcijaństwo. Naturalnym stosunkiem do takiej religii był dla Kierkegaarda już tylko lęk i groza. W przedstawianiu chrześcijaństwa jako pociechy, jako religii radosnej widział całkowite jego sfałszowanie. „Siedzę w swoim cichym pokoju i znam jedno tylko niebezpieczeństwo: religię”.
 
I oto wytwarzają się w człowieku dwa przeciwne sobie dążenia: z jednej strony dąży istotnie do nieskończoności, z drugiej natomiast broni się przed nią, broni przed nią swego własnego, skończonego istnienia. A broniąc się przed nią zasklepia się w tej przypadkowości, jaką mu los dał, wmawia w siebie, że to jest właściwy jego żywioł, że jest do wieczności niezdolny. Zajmuje swą świadomość interesami, zapełnia ją rozrywkami czy czymkolwiek bądź, byle nie pamiętać o wieczności; odsuwa od siebie myśl o niej. Mówi sobie, że kiedy indziej o niej będzie myśleć, że jeszcze nie teraz, że jest jeszcze czas. I ostatecznie nigdy prawie o niej nie myśli. I w ten sposób wytwarza formy swego zwykłego, codziennego istnienia: są one w znacznej części formami ucieczki przed wiecznością.
 
 
Zobacz także
Ks. Rafał Masarczyk
Sokrates na targu wołał: Ile tu rzeczy, które mi do życia nie są potrzebne! Bardziej jesteśmy szczęśliwi, gdy ich nie potrzebujemy. Im mniej pragnień, tym większa szansa, że zostaną zrealizowane. Czym właściwie jest szczęście? Czy można je osiągnąć na zawsze? I jak tego dokonać?...
 
Ks. Rafał Masarczyk
Pewne problemy metafizyczne wydają się być nierozwiązywalne. Wiele osób zniechęca się przez to do filozofii sądząc, że i tak nie zdoła ustalić niczego pewnego. Postawę taką reprezentowali przedstawiciele neopozytywizmu definiując królową nauk jako logiczną analizę języka, gdyż uważali, że tylko w ten sposób można dojść do jakichś pozytywnych rezultatów...
 
Ks. Rafał Masarczyk
Friedrich Wilhelm Nietzsche urodził się 15. października 1844 w Röcken w okolicach Naumburga, zmarł 25. sierpnia w Weimarze. Był synem luterańskiego pastora Carla Ludwiga Nietzschego i Franziski Nietzsche, z domu Oehler. Wychował się w rodzinie o tradycjach protestanckiej religijności szwabskiej, którą cechowało zamknięcie w ramach indywidualnego tłumaczenia Biblii...
 

 ___________________
 

reklama