logo
Sobota, 20 kwietnia 2024 r.
imieniny:
Agnieszki, Amalii, Teodora, Bereniki, Marcela – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 

Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Bogdan Giemza SDS
Spotkanie z
 


 
 Wędrując przed kilku laty z przyjacielem w Karkonoszach, zmierzaliśmy w gęstej mgle do schroniska "Strzecha Akademicka". Będąc już na wzgórzu okalajacym schronisko, nie widzieliśmy go nadal. W pewnym momencie wiatr rozwiał mgłę i ukazał się nam jak na dłoni, w bliskiej perspektywie, budynek schroniska. Po kilku dosłownie sekundach mgła spowiła ponownie wzgórze. Szliśmy dalej w milczeniu, zdążając na wyczucie do celu wędrówki. Dopiero siedząc przy gorącej herbacie w zaciszu schroniskowej jadalni, powróciliśmy do tego co nurtowało nas w drodze od doświadczenia jasnego widoku i perspektywy przestrzeni przez ponowne kroczenie we mgle aż do drzwi schroniska.
 
Powracam do tego wspomnienia, bo wydaje się że ono oddaje wiele z naszych trudności przeżywanych na modlitewnej drodze. Częstokroć droga modlitwy jest naznaczona mgłą tajemniczości i niejasności. Tylko wiara i pamięć o doznanych łaskach, świadomość kroczenia z kimś są oparciem w stawianiu kolejnych kroków i posuwaniu się wprzód. Doświadczenie więzi z Bogiem i poczucie opuszczenia przez Niego przenikają się w życiu modlitwy. Są one złączone z naszym osobistym doświadczeniem. Ich ślady znajdujemy w zapiskach pozostawionych nam przez świętych i mężów modlitwy. Ks. Franciszek Jordan (1848-1918), założyciel zgromadzeń zakonnych salwatorianów i salwatorianek zanotował w swoim “Dzienniku duchowym” takie słowa w okresie kryzysu duchowego: “Jak długo jeszcze, Panie, pozwolisz, by prześladowały mnie siły ciemności. Kiedyż Twoja wszechmoc je zniszczy, ja zaś będę mógł głosić Twoją chwałę. Cóż jest trudniejszego dla ziemskiego pilegrzyma niż to, że Bóg się od niego odwróci, pozostawiając go samemu sobie. Jego los podobny jest do losu opuszczonego żeglarza, który w ciemną noc, na samotnym morzu, opuszczony przez wszystkich, błąka się na swej kruchej łodzi, miotanej wiatrem i burzą. Grożące mi ze wszystkich stron niebezpieczeństwo wydobywa z mej piersi trwożliwe wołanie: ‘Panie, ratuj mnie, gdyż w przeciwnym razie zginę’”.
 
Doświadczenie “milczenia i nieobecności” Boga na modlitwie jest drogą naturalną w rozwoju modlitwy. Nie zawsze jednak jest to działanie Boga, może ono być niekiedy następstwem naszej złej postawy modlitewnej. Dlatego potrzeba duchowego rozeznania i pomocy doświadczeonego kierownika duchowego w kroczeniu po meandrach dróg wiodących na spotkanie z Niewidzialnym. Ta pomoc jest potrzebna w zrozumieniu i przyswojeniu sobie właściwej postawy wobec sytuacji kryzysu w modlitwie i dostrzeżeniu pozytywnej wartości czasu milczenia Boga. Może się okazać owocna w szukaniu dróg rozwiązań. To kolejne myśli, które zostaną zaprezentowane w niniejszej refleksji.
 
1. Trudności - zjawiskiem normalnym
 
W rozwoju modlitwy przychodzą chwile, w których modlący czuje się opuszczony i zagubiony. Jest to czas, w którym nawet pomimo różnych starań nie “czujemy” obecności Boga. Dla  modlącego się i jego rozwoju modlitewnego są to chwile krytyczne. Zawierają one w sobie niebezpieczeństwo zniechęcenia i porzucenia modlitwy. Sa jednakże szansą i błogosławieństwem. Nade wszystko okresy oschłości, roztargnień i trudności są czymś normalnym w rozwoju naszej modlitwy. Ta prosta prawda bywa niestety bardzo często zapominana. Dlatego tyle nerwowości w przeżywaniu tych doświadczeń, szamotania się, poczucia winy czy wreszcie porzucenia drogi modlitwy, bo wydaje się ona bezowocna i mocno stresująca. Stąd ważnym jest pamięć o tym, że okres trudności na modlitwie jest zupełnie normalnym stanem, który nikogo nie omija. Ktoś może zapytać: co daje takie poczucie świadomości? co to zmienia w przeżywaniu trudności? Nie zmienia na pewno samych trudności. Zmienia jednakże naszą postawę. Daje nam wiele spokoju i zaufania. Sprzyja także uważnej refleksji nad swoją dotychczasową drogą modlitwy, pozwala na właściwe  korekty i twórczy wysiłek w przyszłości. Taka postawa owocuje także zrozumieniem pozytywnym trudności na modlitwie, o czym będzie mowa w dalszej części.
 
“Zwykła droga do kontemplacji - pisze Tomasz Merton - wiedzie przez bezdrzewną pustynię, pozbawioną wody i pięknych widoków. Duch wchodzi w nią i wędruje na oślep w różnych kierunkach, które zdają się oddalać go od zdolności widzenia, od Boga, od radości i wszelkiego celu. I może mu być bardzo trudno uwierzyć, że ta droga jednak gdzieś prowadzi, a nie jedynie w pustkę, pełną wyschłych szkieletów, w ruiny wszystkich naszych nadziei i dobrych postanowień. Widok tej pustyni tak  przeraża większość ludzi, że nie chcą zapuszczać się na jej palące piaski i błąkać się pomiędzy jej skałami. Nie mogą uwierzyć, że kontemplację i świętość odnajduje się na takim pustkowiu, gdzie nie można znaleźć żadnej ochrony, ani miejsca spoczynku, żadnej ochłody ani pożywienia dla wyobraźni, intelektu i pragnień wrodoznych naszej naturze”.
 
Wewnętrzne sytuacje, które powodują, że modlitwa jest czymś trudnym lub wręcz bolesnym, mogą nosić znamiona oschłości, strapień duchowych, poczucia opuszczenia pzez Boga, nie wysłuchania przez Niego naszych próśb i modlitw, zniechęcenia do modlitwy i życia duchowego.
 
 
1 2 3 4  następna
Zobacz także
ks. Henryk Zieliński
Uroczystość Wszystkich Świętych i cały następujący po niej tydzień to w Kościele szczególny „wysyp” odpustów. Można je uzyskiwać nawet codziennie od 1 do 8 listopada, nawiedzając pobożnie cmentarz i odmawiając jakąś modlitwę za zmarłych, oczywiście przy zachowaniu zwyczajnych warunków, o których będzie poniżej. Najpierw warto jednak przypomnieć sobie, czym w istocie jest odpust, aby tej praktyki w Kościele nie lekceważyć, bądź nie sprowadzać jej do samych tylko kolorowych jarmarków. 
 
ks. Henryk Zieliński
Psycholodzy wciąż spierają się o to, do jakiego stopnia kształtuje nas przeszłość, ale wszyscy zgadzają się, że nie można zrozumieć człowieka i jego zachowań w oderwaniu od jego historii. Wydaje nam się często, że zerwaliśmy z naszą przeszłością, ale życie pokazuje – nie tylko w gabinecie psychoterapeuty – że przeszłość wcale nie zerwała z nami...
 
ks. Henryk Zieliński

Anegdota mówi, że kiedyś zakonnicy w klasztornej kaplicy odprawiali nieszpory. Na dworze trwała burza. Narastające błyski światła i potężne grzmoty, rodziły coraz większy przestrach mnichów. Wreszcie jeden z nich nie wytrzymał i zaproponował, „bracia, zostawmy te nieszpory, a pomódlmy się, aby ta przerażająca nawałnica ustała"... Czy nigdy nie doświadczyłeś takiego napięcia, że modląc się jakąś formułą, do której się zobowiązałeś, miałeś ochotę skończyć to jak najszybciej, aby bez tej wewnętrznej presji po prostu pobyć przed Panem?

 

___________________

 reklama
Działanie dobrych i złych duchów
Działanie dobrych i złych duchów
Krzysztof Wons SDS