logo
Piątek, 22 czerwca 2018 r.
imieniny:
Pauliny, Sabiny, Tomasza, Jana – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
br. Andrzej Zębik OFMCap.
Św. Feliks z Cantalice
Głos Ojca Pio
 


Św. Feliks z Cantalice

W 1543 r. do furty kapucyńskiego klasztoru zadzwonił dwudziestoośmioletni Feliks, wyrażając pragnienie zostania zakonnikiem. Był dojrzałym mężczyzną, miał za sobą doświadczenie ciężkiej pracy na roli. Od dziecka wychowany przez głęboko wierzących rodziców w atmosferze zdrowej i prostej religijności. Jego powołanie kształtowało się pod wpływem dziecięcego zauroczenia opowieściami o pustelnikach, a przede wszystkim dzięki codziennemu chrześcijańskiemu życiu w rodzinie, praktykowaniu wiary i modlitwy w domu oraz przyjmowaniu sakramentów świętych.

Była w życiu św. Feliksa nadzwyczajna interwencja Boża. Doświadczył jej jako głosu Anioła, objawiającego mu wolę Bożą, by wstąpił do zakonu. Kapucyni, do których się zgłosił, nie spieszyli się z przyjęciem go do swego grona. Gwardian klasztoru w Leonessie skierował go do prowincjała. Feliks nie wiedział, gdzie go szukać i powrócił do domu. Bóg jednak przynaglał go do podjęcia decyzji. W międzyczasie nadarzała się okazja wstąpienia do innego zakonu, ale Feliks mówił: Albo kapucynem, albo nikim. Czyż nie przypomina się Ojciec Pio, który w młodości uparł się, że może zostać tyłko kapucynem?

Pod odbyciu nowicjatu, 18 maja 1545 r. złożył śluby zakonne. Przebywał w różnych klasztorach, a w 1547 r. przełożeni skierowałi go do Rzymu i zlecili funkcję kwestarza. Pełnił ją aż do śmierci, która nastąpiła 18 maja 1587 r.
Jako kwestarz przebywał między ludźmi, zbierał jałmużnę dla klasztoru i ubogich. Z przepastnej torby kwestarskiej wyciągał chleb dla głodnych.

ŚW. FELIKS Z CANTALICE

Wędrując ulicami Rzymu, spotykał przede wszystkim biednych. Im śpieszył z pomocą, starając się uczulić bogatych na potrzeby biednych, i rzeczywiście, znajdywali się ofiarodawcy.
Br. Feliks nie tylko kwestował i rozdawał chleb... Był prosty i niewykształcony, a jednak pełen mądrości płynącej z kontemplowania Bożego Słowa, z długich modlitw przed Najśw. Sakramentem, z rozważania prawd Bożych. Charakterystyczne było jego zawołanie Deo gratias! Za wszystko dziękował Bogu. I tego uczył spotykanych ludzi, zwłaszcza dzieci. Z miłością i wiarą wykrzykiwał: Jezus, Jezus! Była to najprostsza forma przepowiadania słowa Bożego.
Gwar i hałas ulicy nie przerywał jego skupienia. Powtarzał: Oczy zwrócone ku ziemi, serce ku niebu, różaniec w ręku. Taką postawę zalecał innym jako prostą formę ustawicznej modlitwy.

Nie byłoby tej modlitwy pośród tłumu, gdyby nie modlił się w klasztorze z braćmi i indywidualnie. Były to długie godziny nocnego czuwania (po dwóch czy trzech godzinach snu). Najchętniej zostawał sam w kościele, by śpiewać i recytować hymny czy antyfony, a także, co jest szczególnie interesujące, fragmenty Ewangelii. A znał ich na pamięć wiele. Modlił się Słowem Bożym.

Te ustne modlitwy br. Feliksa w pewnym momencie urywały się. Zatrzymywał się na wypowiedzianych słowach, by je rozważać. Następowały godziny zatopienia się w Bogu. W modlitwie był podobny do św. Franciszka. Były w niej ekstazy, westchnienia, żar wypowiadanych słów, płacz. Czuł się odpowiedzialny za tych, których znał z kwestarskich wędrówek. Modlił się: Panie, polecam Ci ten lud.

Br. Feliks zawsze przesuwał paciorki różańca. Jednak z trudem wypowiadał słowa Modlitwy Pańskiej czy Zdrowaś Maryjo. Nie wypowiadał ich w pośpiechu, bezmyślnie, ale na każdym słowie skupiał uwagę. Jego modlitwa nie była "klepaniem zdrowasiek". Upominał innych, by pamiętali, że język serca jest ważniejszy od języka warg. Dziwił się tym, którzy na modlitwie czytali i czytali, nie zatrzymując się i nie przerywając lektury, by zastanowić się nad poznanymi prawdami. Br. Feliks kochał dzieci, a one jego. Miał dla nich nie tylko kromkę chleba, ale uczył je kochać Jezusa. Biegały więc za nim, czując jego życzliwość. Wiele rodzin zwracało się do niego z prośbą o modlitwę w intencji swoich dzieci, zwłaszcza gdy były problemy z porodem. Br. Feliks polecał je z ufnością Bogu i wypraszał łaski. Jego dobroczynne działanie nie zakończyło się w chwili śmierci. Rzymianie tłumnie zgromadzili się na jego pogrzebie, pragnęli go jeszcze raz zobaczyć, dotknąć, zdobyć skrawek jego habitu. Bardzo potrzebowali jego pomocy i orędownictwa. Do jego grobu przynoszono dzieci, które kochał za życia.

Obecnie, w dniu 18 maja, w jego święto, w kapucyńskich kościołach odprawiane są nabożeństwa, podczas których święcony jest "olej św. Feliksa". Namaszczane są nim przede wszystkim dzieci.
Jezus powiedział: Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie. Św. Feliks kiedyś prowadził dzieci do Jezusa. Prowadzi je i dzisiaj. Bo święci prowadzą zawsze do Jezusa.

br. Andrzej Zębik OFMCap.

 
Zobacz także
o. Dariusz W. Andrzejewski CSSp
Zbliżają się kolejne święta Bożego Narodzenia w naszym życiu, Anno Domini 2005. Tym razem będą one nieco „inne”, bo to będzie Wigilia i święta bez Jana Pawła II wśród nas. Uzmysłowimy to sobie szczególnie w czasie transmisji Pasterki z Watykanu, którą po raz pierwszy celebrować będzie następca naszego rodaka – papież Benedykt XVI...
 
o. Dariusz W. Andrzejewski CSSp
Różnica między Pietrelciną a San Giovanni Rotondo jest widoczna. Miasto rodzinne Ojca Pio to małe i przyjazne centrum rolnicze w prowincji Benewent, liczące wraz z przyległymi do niego wioskami około 3000 mieszkańców. Jest ono jak wielka rodzina, w której wszyscy się znają. W tym środowisku człowiek bardzo dobrze się czuje...
 
Jan Paweł II
Na początku dwudziestego piątego roku mojego Pontyfikatu powierzam ten List apostolski czułym dłoniom Maryi Panny, korząc się w duchu przed Jej obrazem we wspaniałym sanktuarium wzniesionym dla Niej przez bł. Bartłomieja Long o, apostoła różańca. Chętnie wypowiadam jego wzruszające słowa, jakimi kończy on słynną Suplikę do Królowej Różańca Świętego: " O, błogosławiony różańcu Maryi, słodki łańcuchu, który łączysz nas z Bogiem; więzi miłości, która nas jednoczysz z aniołami; wieżo ocalenia od napaści piekła; bezpieczny porcie wmorskiej katastrofie! Nigdy cię już nie porzucimy. Będziesz nam pociechą w godzinie konania. Tobie ostatni pocałunek gasnącego życia. A ostatnim akcentem naszych warg będzie Twoje słodkie imię, o Królowo R óżańca z Pompei, o Matko nasza droga, o Ucieczko grzeszników, o Władczyni, Pocieszycielko strapionych. Bądź wszędzie błogosławiona, dziś i zawsze, na ziemi i w niebie ".
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama