logo
Niedziela, 18 lutego 2018 r.
imieniny:
Bernadetty, Konstancji, Krystiana, Sylwany – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
dr Piotr Kwiatek OFMCap
W poszukiwaniu źródeł szczęścia
Głos Ojca Pio
 
fot. Drop of water | Pixabay (cc)


Nie tak dawno światowe media obiegła informacja o 25-letniej Amerykance, Amandzie Clayton ze stanu Michigan, która „miała szczęście” wygrać milion dolarów na loterii. Niestety, kilka miesięcy po tym tak „cudownym” wydarzeniu tragicznie zmarła – najprawdopodobniej z przedawkowania narkotyków…
 
Gdy z perspektywy czasu myślę o tej sytuacji, to pojawiają się we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony wydaje się, że Amanda, wybranka losu, „prawie dotknęła nieba”, a z drugiej ujawnia się mroczna prawda o jej trudnościach, cierpieniu i braku szczęścia. W tej perspektywie jeszcze silniej wybrzmiewa popularne powiedzenie, że „pieniądze szczęścia nie dają”. I mimo że nauka, a także nasze życiowe doświadczenia potwierdzają prawdziwość wspomnianego przysłowia, większość ludzi wciąż mocno wierzy w magię dobrobytu, poświęcając swój czas, energię, a niekiedy nawet zdrowie i własną rodzinę, aby zdobyć jak najwięcej dóbr materialnych.
 
Bez iluzji
 
Zarówno Pismo Święte, jak i badania naukowe wyrosłe na gruncie psychologii pozytywniej są zgodne co do tego, że bogactwo nie gwarantuje szczęścia. Prorok Izajasz mówi wprost: „Czemu wydajecie pieniądze na to, co nie jest chlebem? I waszą pracę na to, co nie nasyci?” (Iz 55,2). Natomiast w Ewangelii św. Łukasza czytamy: „Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet, gdy ktoś opływa [we wszystko], życie jego nie jest zależne od jego mienia” (Łk 12,15). W końcu ewangelista Mateusz przypomina: „Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, gdzie mól i rdza niszczą i gdzie złodzieje włamują się i kradną. Gromadźcie sobie skarby w niebie, gdzie ani mól, ani rdza nie niszczą i gdzie złodzieje nie włamują się i nie kradną. Bo gdzie jest twój skarb, tam będzie i serce twoje” (Mt 6,19-21).
 
Oto co zauważa znany psycholog, Barbara Fredrickson: „Wszyscy ludzie pragną być szczęśliwi, ale wielu z nas dało się namówić do szukania szczęścia wcale nie tam, gdzie trzeba [...]. Chcąc się odprężyć, sięgamy po kieliszek martini, zamiast medytować. Ćwiczymy w siłowni, zamiast iść na spacer. Stosujemy modne diety, zamiast jeść starannie przygotowane małe porcje. Oglądamy telewizję albo surfujemy po internecie, zamiast poczytać książkę. Piszemy e-maile zamiast poezji”.
 
Szczęście w procentach
 
Jednym z podstawowych tematów znajdujących się w centrum uwagi psychologii pozytywnej jest uniwersalne pragnienie szczęścia, czyli dobrostanu. W książce pt. „Wybierz szczęście. Naukowe metody budowania życia, jakiego pragniesz” Sonja Lyubomirsky twierdzi, że tylko 10% naszego szczęścia zależy właśnie od tzw. okoliczności zewnętrznych, czyli posiadania ładnego domu, nowego samochodu, dobrej pracy, bycia w związku małżeńskim, cieszenia się wysokim statusem społecznym czy dobrymi zarobkami itp. Według niej aż 50% szczęścia wiąże się z tzw. czynnikiem stałym, wyposażeniem genetycznym – biologią. Tak jak człowiek rodzi się z określonym kolorem włosów czy oczu, z określoną budową ciała, tak samo przychodzi na świat z określonym potencjałem poczucia szczęścia. Natomiast 40% szczęścia zależy od tzw. czynnika intencjonalnego, czyli postawy, aktywności względem własnego życia i tego, co się przeżywa.
 
W kontekście tych naukowych analiz mogą pojawić się różnego rodzaju przemyślenia, które humorystycznie można wyrazić angielskim bad news („złe wieści”) oraz good news („dobre wieści”). Pierwsze sprawiają, że współczesny człowiek ciągle ulega iluzji, jakoby pieniądze były w stanie zapewnić mu szczęście. I choć dramaty gwiazd filmu, sportu, muzyki (np. Whitney Houston, Philipa Seymoura Hoffmana czy Heatha Ledgera) dobitnie temu przeczą, wciąż jednak jest to głęboko zakorzenione przekonanie wielu osób. „Dobre wieści” natomiast mówią, że nasze szczęście nie jest całkowicie zdeterminowane przez tzw. czynniki zewnętrzne i genetyczne, bowiem aż 40% zależy od naszej aktywności, czyli od tego wszystkiego, co czynimy względem własnego życia i sytuacji, których doświadczamy. To od nas samych – naszego zaangażowania, sposobu patrzenia na świat i postawy względem innych – zależy poziom przeżywanego dobrostanu i szczęścia.
 
Interwencje pozytywne

W tym dość optymistycznym świetle – możliwości wpływania na własne szczęście – psychologowie pozytywni poszukują skutecznych metod oddziaływania. I tak na przykład wspomniana Sonja Lyubomirsky proponuje 12 aktywności, które pogłębiają i poszerzają zakres dobrostanu. Należą do nich: wyrażanie wdzięczności, kultywowanie optymizmu, unikanie przesadnego analizowania problemów i dokonywania porównań z innymi, praktykowanie uprzejmości, dbanie o relacje, rozwój strategii radzenia sobie z trudnościami, przebaczanie, podejmowanie aktywności, które nas angażują, delektowanie się małymi radościami, wierność wybranym celom, praktykowanie religijności i duchowości, w końcu troska o własne ciało.
 
Oczywiście wymienione „interwencje pozytywne” nie mają charakteru magicznych recept dających natychmiastowy skutek. Wszystkie wymagają czasu, wysiłku oraz cierpliwości. Trudno mówić o jakiejkolwiek stałej zmianie w życiu bez zaangażowania i systematycznej pracy. Psychologia pozytywna nie obiecuje „gruszek na wierzbie”. Nie jest tożsama z nurtem „pozytywnego myślenia” ani nie proponuje tanich i natychmiastowych rozwiązań łatwo dostępnych w kolorowych poradnikach.
 
Kiedy więc wsłuchujemy się w głos współczesnych badaczy analizujących dobre i mocne strony osobowości, trudno nie zauważyć związku z mądrością chrześcijańską. Zarówno słowo Boże, jak i Tradycja zapraszają każdego wierzącego do praktykowania cnót, wyrażania wdzięczności, uprzejmości, przebaczenia, dbania o więzi rodzinne i społeczne itd. Święty Paweł w Liście do Filipian pisze: „Radujcie się zawsze w Panu; jeszcze raz powtarzam: radujcie się! Niech będzie znana wszystkim ludziom wasza wyrozumiała łagodność: Pan jest blisko! O nic się już zbytnio nie troskajcie, ale w każdej sprawie wasze prośby przedstawiajcie Bogu w modlitwie i błaganiu z dziękczynieniem! […] W końcu, bracia, wszystko, co jest prawdziwe, co godne, co sprawiedliwe, co czyste, co miłe, co zasługuje na uznanie: jeśli jest jakąś cnotą i czynem chwalebnym – to miejcie na myśli! (Flp 4,4-8).
 
Inny wymiar szczęścia
Zapewne każdy z nas, bez względu na stopień zaangażowania w duchowość czy religijność, pozytywnie odpowiedziałyby na apel zapraszający do radości, praktykowania łagodności i dobrych czynów. Istnieje jednak jeszcze głębsze źródło tej radości, zauważa to św. Paweł, mówiąc: „Radujcie się zawsze w Panu, […] Pan jest blisko”. Jest to nowy wymiar szczęścia, do którego nauka, niestety, nie jest w stanie dotrzeć. Żeby tak widzieć rzeczywistość, potrzebujemy wiary – przewodnika. Tylko wtedy możemy dostrzec ostateczną przyczynę szczęścia, która wiąże się z Bogiem oraz Jego planem zbawienia. Doskonale ujął to św. Augustyn, który w Wyznaniach zapisał: „I niespokojne jest serce nasze, dopóki w Tobie nie spocznie”.
 
Psychologia pozytywna z pewnością może pomóc współczesnemu człowiekowi w zauważaniu dobra w życiu oraz w odkrywaniu tego, co je rozwija. Jednak, aby dostrzec ostateczne źródło szczęścia oraz wszystkiego, co wykracza poza ludzki wymiar, nie wystarczy odwoływać się do wiedzy i badań empirycznych. Do tego konieczne są wiara i łaska. Wydaje się, że wiele możemy się nauczyć od mędrców ze Wschodu (Mt 2,1-12), którzy nie tylko byli zdolni do odczytywania i podążania za znakami obecnymi w naturze (konstelacje gwiazd), ale nade wszystko potrafili w pokorze przyjąć tajemnicę, która przekraczała ich umysły i oczekiwania.

Piotr Kwiatek OFMCap
 
Głos Ojca Pio 92/2/2015
 
Zobacz także
s. Joanna Olszewska CST
„Moi rodzice byli bardziej godni nieba niż ziemi” – pisała św. Teresa od Dzieciątka Jezus. Dziś te słowa, które Mała Święta czuła już wtedy swoim sercem, stały się rzeczywistością. Rodzice świętej właśnie „trafili na ołtarze”. To zwyczajne małżeństwo Ludwik i Zelia Martin 19 października zostali zaliczeni w poczet błogosławionych. Jest to druga para małżeńska w historii Kościoła wyniesiona do chwały ołtarzy.
 
Ks. Henryk Kroll
Jako jeden z nielicznych księży proboszczów uczę religii w szkole, mimo że mam już 60 lat. Moje odczucia są takie: czuję się w szkole dobrze, a nawet nie wyobrażam sobie, bym mógł nudzić się na plebanii, czy ciągle być w rozjazdach, zamiast katechizować dzieci. W pokoju nauczycielskim, jak dotąd, czuję się świetnie, niemal jak w rodzinie, i to mimo różnic światopoglądowych...
 
Marcin Jakimowicz
Proszę was, módlcie się za mnie za życia i po mojej śmierci - prosił w Kalwarii Zebrzydowskiej Jan Paweł II. Wielu zdziwiły te słowa. To kapłan - w ocenie Polaków - jest specem od modlitwy. Zakorzenieni w Kościele wiedzą jednak, jak bardzo księża potrzebują naszej modlitwy. Mówi się nawet: Mamy takich kapłanów, jakich sobie wymodliliśmy...
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama