logo
Sobota, 22 lipca 2017 r.
imieniny:
Magdaleny, Mileny, Wawrzyńca – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Krzysztof Osuch SJ
Weźcie MOJE jarzmo na siebie
Mateusz.pl
 


Człowiek (każdy) i historia (cała) – to przede wszystkim Boża Sprawa. Sprawa Ojca i Syna oraz Ducha Świętego! To Ci Trzej – zjednoczeni jedną Boską naturą – stwarzają rzeczy piękne i dobre, a nawet „bardzo dobre” (por. Rdz 1, 31). Ziemia, Wszechświat, człowiek stworzony jako mężczyzna i niewiasta – „to wszystko” jest Ich dziełem, Ich radością, Ich brzemieniem i Ich jarzmem! A nas Jezus prosi jedynie o to: «Weźcie na siebie cząstkę Mojej Sprawy». Prosi, zwracając się indywidualnie do każdego z nas: «Pozwól, mój drogi, moja droga, obarczyć siebie cząstką Mojego brzemienia. Pomogę ci. Nie będziesz sam. Nie zostawię cię samej. Zobaczysz, że to Moje jarzmo okaże się dla ciebie słodkie, a brzemię lekkie».
 
W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie.
(Mt 11,25-30)
 
Każde z powyższych zdań to prawdziwa rewelacja, a zarazem naprawdę dobra nowina dla nas! Od uważnego wsłuchania się w choćby jedno zdanie powinno się zrobić jaśniej i radośniej. Mowa Jezusa Chrystusa ma taką moc! Spróbujmy się o tym przekonać.
 
Jarzmo – właściwie czyje?
 
Zatrzymajmy się nieco przy tym zdaniu, tyle razy słyszanym: Weźcie Moje jarzmo na siebie. Czy nie jest zastanawiające, że Pan Jezus, przynajmniej tym razem, wcale nie mówi: «Niech każdy człowiek bierze na siebie swoje jarzmo»? Sądzę, że wcale by nas to nie zaskoczyło, gdyby tak powiedział. Mamy bowiem w pamięci inne Jezusowe pouczenie: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje (Mt 16, 24). Tym razem Jezus mówi wyraźnie i jednoznacznie: Weźcie Moje jarzmo na siebie. A zatem Moje, czyli Jego jarzmo!
 
– Odpowiedzmy sobie szczerze: czy i ile razy zwróciliśmy na to uwagę? Przypuszczam, że tylko nieliczni (mogę się oczywiście mylić) – z błyskiem w oku – spostrzegają, co Jezus powiedział i jaki w tym jest ładunek dobrej nowiny. Najczęściej słyszymy po prostu to, że trzeba się „czymś” obarczyć i dźwigać! To jest prawdą, ale jakąż różnicę czyni proste spostrzeżenie, że Jezus prosi i nalega, byśmy zechcieli obarczyć się Jego jarzmem (oczywiście, nie całym, ale jakąś cząstką). 
 
Jeśli często bywa tak, jak powiedziałem, to idąc tym tropem, warto zapytać, czy nie jest to wynik przemożnej w nas skłonności, żeby wszystko zawłaszczać i czynić swoim! Wyłącznie swoim – bez odniesienia do Dawcy, do Boga Ojca! Jest to właściwie przejaw fundamentalnie grzesznej postawy w nas, że wszystko, co jest darem Stwórcy, gotowi jesteśmy (bez zmrużenia oka – bez poczucia niestosowności i winy) zawłaszczyć.
 
I tak przywłaszczamy sobie i zawłaszczamy najpierw istnienie, będące najważniejszym darem od Tego, Który jako Jedyny JEST! Na ogół przebyć musimy dość długą drogę nawrócenia, by spokornieć i z wielką wdzięcznością przyjmować od Stwórcy dar życia doczesnego i – jak zapewnia nas wiara, szczególniej sam Zmartwychwstały Pan – wiecznego istnienia. Pozostawmy jednak ten ważny wątek, traktując go w obecnym rozważaniu jedynie pomocniczo, jako szersze tło dla wyjaśnienia odruchu zawłaszczania!
 
Właśnie, poczynione na początku spostrzeżenie każe zastanowić się i uznać, że nie słyszymy tego, co mówi Pan Jezus, ponieważ co prędzej wszystko zawłaszczamy, także dźwigane „jarzmo”, a więc wszelkie trudy życia, cierpienia i to wszystko, co zbiorczo nazywamy naszym krzyżem. Zanim powiemy o jarzmie czy krzyżu moje, mój – wpierw trzeba przyjąć do wiadomości (i tym się bardzo uradować!), że „jarzmo” (krzyż) przez nas w życiu dźwigane jest najpierw i przede wszystkim jarzmem (krzyżem) Jezusa Chrystusa!
 
Powyższe spostrzeżenia mają prawo dziwić i szokować. Mogą się komuś wydać podejrzane czy (mówiąc kolokwialnie) lekko naciągane. Gdyby tak było, trzeba by protestować… Myślę jednak, że „złagodniejemy” i bardzo się uradujemy, gdy z całą wyrazistością i mocą zdamy sobie sprawę z tego, że my ludzie – jako osoby Bogu podobne – w wyjątkowy sposób jesteśmy stworzeni przez Chrystusa, w Nim i dla Niego. Te Pawłowe przyimki: „przez”, „w”, „dla” – z upodobaniem powtarzane – nie są pustosłowiem, lecz opisują Rzeczywistość, do której on ma pełniejszy dostęp.
 
W tym miejscu warto by przeczytać trzy pierwsze rozdziały Listu do Efezjan, by sobie przypomnieć, jak bardzo i pod każdym względem jesteśmy owocem i dziełem miłosiernej miłości Boga Ojca, objawionej nam w Chrystusie. W Liście do Kolosan św. Paweł wyraził tę Rzeczywistość w sposób bardzo syntetyczny:
 
Z radością dziękujcie Ojcu, który was uzdolnił do uczestnictwa w dziale świętych w światłości. On uwolnił nas spod władzy ciemności i przeniósł do królestwa swego umiłowanego Syna, w którym mamy odkupienie – odpuszczenie grzechów. On jest obrazem Boga niewidzialnego – Pierworodnym wobec każdego stworzenia, bo w Nim zostało wszystko stworzone: i to, co w niebiosach, i to, co na ziemi, byty widzialne i niewidzialne, czy Trony, czy Panowania, czy Zwierzchności, czy Władze. Wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone. On jest przed wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie (Kol 1, 12-17).
 
Z powyższych przypomnień wynika, że człowiek (każdy) i historia (cała) – to przede wszystkim Boża Sprawa. Sprawa Ojca i Syna oraz Ducha Świętego! To Ci Trzej – zjednoczeni jedną Boską naturą – stwarzają rzeczy piękne i dobre, a nawet „bardzo dobre” (por. Rdz 1, 31). Ziemia, Wszechświat, człowiek stworzony jako mężczyzna i niewiasta – „to wszystko” jest Ich dziełem, Ich radością, Ich brzemieniem i Ich jarzmem! A nas Jezus prosi jedynie o to: „Weźcie na siebie cząstkę Mojej Sprawy”. Prosi, zwracając się indywidualnie do każdego z nas: „Pozwól, mój drogi, moja droga, obarczyć się cząstką Mojego brzemienia. Pomogę ci. Nie będziesz sam. Nie zostawię cię samej. Zobaczysz, że to Moje jarzmo okaże się dla ciebie słodkie, a brzemię lekkie”.
 
I tu uwaga: jeśli jarzmo, które na co dzień mamy na sobie, jawi się nam jako (nazbyt) gorzkie i beznadziejne (pozbawione nadziei na trwałe dobro wieczne), to najprawdopodobniej, a nawet na pewno, nie jest to jarzmo przyjęte od Chrystusa i jako Chrystusowe! Owszem, to jarzmo życia, które wszyscy czujemy na barkach, zawsze Jezus Chrystus nam nakłada i On je swym autorytetem firmuje, jednak wielką różnicę czyni przyjęcie go z ręki Jezusa (albo z niewiadomej). Jarzmo samo z siebie (nigdy) nie stanie się słodkie, a brzemię – lekkie. Tę przemianę może sprawić tylko Boży Syn – Zbawiciel, a czyni to zarówno dotykając serca swą łaską, jak też cierpliwie tłumacząc, że On doskonale wie, jak (genialnie i bosko) wkomponować je i spożytkować w dziele zbawienia pojedynczej osoby i wszystkich ludzi.
 
Jarzma czy brzemiona przyjęte (ot tak zwyczajnie) od świata i po światowemu mają prawo okazywać się gorzkimi i nieznośnie ciężkimi. I same te odczucia to jeszcze pół biedy; najbardziej niebezpieczne i w skutkach beznadziejne jest przyzwolenie na to, by (bez)sens dźwiganych jarzem i brzemion objaśniał nam szatan – wróg ludzkiej natury. Kłamca i zabójca (por. J 8, 44) nie objaśni nam życia w sposób prawdziwy i życzliwy. Jeśli na samego Boga Stwórcę – najwyższe Dobro i źródło Miłości, od początku dziejów, rzuca kłamliwie oskarżenia, to jak będzie wyglądać jego „prawda” na temat wpisanych w ziemskie bytowanie brzemion i jarzem!
 
Jedynie Jezusowe jarzmo – przez Niego dane i zadane, przez Niego też objaśnione – niezawodnie okazuje się, zgodnie z Jego solenną obietnicą, jarzmem słodkim! Miłym! Pełnym sensu. Twórczym i owianym wielką nadzieją…
 
Wszystko w gestii Jezusa
 
Pewno wszystkim nam zagraża takie niebezpieczeństwo, że Jezusa Chrystusa traktujemy nie dość poważnie, jakby z przymrużeniem oka… Bywa tak, że Go wyznajemy i głosimy, a jednak nie zważamy na Jego nauczanie; nie bierzemy na poważnie Jego Obietnic i tego, co mówi On o drodze wiary i moralności, która wiedzie do Życia wiecznego i prawdziwego!
 
Naszą uważność i najwyższy szacunek wobec Jezusa Chrystusa niech rozbudza świadomość tego, że Ojciec przekazał Mu naprawdę wszystko! Nie potrzebując ludzkich świadków (por. J 5, 37; 8, 14) i potwierdzeń, uroczyście oświadcza i objawia: Wszystko przekazał Mi Ojciec.
 
Tak, wszystko jest w ręku Jezusa Chrystusa. Wszystko jest w Jego gestii. Ojciec dał Mu naprawdę wszystko; niczego Sobie nie zastrzegł, nie zarezerwował do wyłącznie własnej dyspozycji.
 
Wolno zatem powiedzieć, że oto … jednemu z nas ludzi – Jezusowi z Nazaretu, zjednoczonemu z Boską Osobą Syna – Bóg Ojciec przekazał wszystko. A przy tym najważniejsze jest dla nas to, że wolą i Ojca, i Syna jest wprowadzić nas ludzi w głąb życia Boskich Osób! By dać nam udział w Ich Chwale i szczęściu.
…tylko Ojciec … tylko Syn
 
Nie starając się podjąć wszystkich słów-skarbów zawartych w rozważanej perykopie, rozważmy jeszcze parę zdań. Są one krótkie, precyzyjne i wielkiej wagi. Dowiadujemy się z nich, na jakiej „zasadzie” dokonuje się nasze wchodzenie w głębokie poznanie Boga.
 
Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić.
 
– Bez zbędnych dywagacji powiedzmy, że Ojciec żywi wielkie pragnienie, by pociągać nas do Syna i nam Go objawiać. Także Syn – z wielką pasją i miłością – pragnie odsłaniać nam Twarz i Serce Ojca. Byleśmy tylko nie stawiali przeszkód. A przeszkody bywają różne, a zatem i rozważanie mogłoby nam się rozróść. Zamiast tego chcę powiedzieć, że warto inwestować czas i inne środki w swoje życie duchowe, czyli w swoje podstawowe relacje: z Bogiem, z bliźnimi, z sobą samym, a także z otaczającym nas światem przyrody i rzeczy wytwarzanych przez twórczą myśl ludzi…
 
Może tu „zareklamuję” rekolekcje w ogóle, a Rekolekcje Ignacjańskie w szczególności. Na moim blogu: http://osuch.sj.deon.pl/ dzielę się różnymi rzeczami, własnymi i cudzymi. Naprowadzając na Ćwiczenia duchowne św. Ignacego Loyoli, posługuję się jego własną „recenzją”. Brzmi ona, może powie ktoś, mało pokornie (jednak pokora to prawda):
 
„Ćwiczenia duchowne są najlepszą rzeczą, jaką w tym życiu mogę sobie pomyśleć i w oparciu o doświadczenie zrozumieć, aby człowiek mógł i sam osobiście skorzystać, i wielu innym przynieść owocną pomoc i korzyść”.
 
Święci z definicji są pokorni, a to znaczy między innymi, że jeśli o czymś orzekają i brzmi to emfatycznie, to rozstrzygająca jest zgodność tego, co twierdzą, z rzeczywistością. Św. Ignacy mógł tak powiedzieć o swojej rewelacyjnej książeczce zapewne także dlatego, iż wiedział, Komu ją zawdzięcza.
 
Rekolekcje, będące czasem ciszy, skupienia, modlitwy i metodycznego wglądania w siebie i sprawy Boże, bodaj najwydatniej pomogą dość dokładnie zidentyfikować główne subiektywne przeszkody, o które się potykamy w naszej drodze zbliżania się do Boga. I więcej, w taki czas – dzięki obfitej łasce Bożej i otwarciu na nią – owe przeszkody potrafimy nie tylko dojrzeć i nazwać po imieniu, lecz także przezwyciężyć, ominąć czy z drogi usunąć…
 
Zaproszenie do rekolekcji może brzmieć jeszcze bardziej obiecująco. To objawiająca się nam w Jezusie Miłość Boga Ojca, a nam osobiście w nadmiarze zaofiarowana – sama niweczy wszelkie przeszkody, unieważnia je, odsłania ich znikomość… To Miłość Jezusowego Serca, zarazem łagodnie i z mocą, przygarnia nas, oczyszcza i przemienia… W taki też sposób maleje nasz trud, a „brzemię życia” coraz bardziej okazuje się brzemieniem lekkim, zaś jarzmo słodkim, pełnym najlepszych przeczuć – na resztę życia na ziemi i na wieczność. 

Krzysztof Osuch SJ
mateusz.pl

 
fot. Erik Stine | Unsplash (cc) 
 
Zobacz także
Ks. Stanisław Haręzga
Chcąc mówić o ludzkim poczuciu winy, warto zauważyć, że wyrasta ono ze świadomości popełnionego grzechu. A ponieważ istotą grzechu zawsze jest kłamstwo i zaprzeczenie, z przyznaniem się do winy nie jest tak łatwo i prosto. Każda wina pozostaje tajemnicą, spowija ją często gęsty mrok i swego rodzaju znieczulenie...
 
ks. Marek Dziewiecki
Najbardziej zdumiewającym wydarzeniem w historii ludzkości nie był dzień, w którym Bóg podzielił się swoją miłością, stwarzając człowieka na swój obraz i podobieństwo, lecz dzień, w którym z miłości do człowieka On sam stał się jednym z nas. Tę najbardziej niezwykłą wiadomość słyszymy już od dzieciństwa i dlatego grozi nam to, że staniemy się coraz mniej otwarci na odkrycie sensu najważniejszego wydarzenia w dziejach człowieka. Wtedy Boże Narodzenie zaczniemy traktować jak jeszcze jedną z wielu miłych tradycji.
 
ks. Zbigniew Snarski
O potrzebie i konieczności przyjęcia Jezusa Chrystusa i uznania Go za Pana i Zbawiciela mówimy w kontekście ewangelizacji. Chodzi o ewangelizację rozumianą ściśle, to znaczy jako głoszenie Dobrej Nowiny tym wszystkim, którzy jeszcze jej nie słyszeli lub tym osobom, które chociaż słyszały orędzie zbawienia, to jednak nie odpowiedziały na jego wezwanie.  
 
 
___________________
 
 reklama