logo
Poniedziałek, 16 lipca 2018 r.
imieniny:
Eustachego, Mariki, Mirelli, Marii – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Janusz Królikowski
Wiara i uzdrowienie - możliwości i granice
Kwartalnik Homo Dei
 
fot. Josemdelaa | Pixabay (cc)


Wprowadzenie
 
Nie ulega wątpliwości, że dla chrześcijanina związek między wiarą i zdrowiem jest czymś bardzo zasadniczym. Wystarczy nawet pobieżne spojrzenie na Nowy Testament, aby się o tym przekonać. Stale znajdujemy w nim opowiadania o cudownych uzdrowieniach dokonywanych przez Jezusa i Apostołów. W licznych przypadkach uzdrowienia są wprost wewnętrznie związane z wiarą jako ich nieodzownym warunkiem. Kilka przykładów: Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy (Mk 9,23); Wierzycie, że mogę to uczynić? […] Według wiary waszej niech wam się stanie (Mt 9,28–29); O niewiasto, wielka jest twoja wiara: niech ci się stanie, jak pragniesz! (Mt 15,28); Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła (Łk 17,19). W przytoczonych wypowiedziach, ale także w wielu innych można zauważyć ścisły związek zachodzący między wiarą i uzdrowieniem z choroby.
 
Wiara jest więc mocą uzdrawiającą, czego dowodzą także dzieje Kościoła. Stwierdzenie tego faktu każe postawić pytanie o tę moc uzdrawiającą. Jak łatwo można się przekonać, udzielane odpowiedzi są bardzo zróżnicowane. Są tacy, którzy twierdzą – nawet wbrew faktom – że wiara nie ma nic wspólnego ze zdrowiem. Wystarczy przyjrzeć się podręcznikom teologii z trzech ostatnich wieków, by się przekonać, że ich autorzy na ten temat w ogóle się nie wypowiadają, a jeśli już coś mówią, to na ogół przestrzegają przed zbytnim łączeniem ze sobą rzeczywistości wiary i zdrowia człowieka. Są jednak tacy, którzy tak ściśle łączą wiarę i zdrowie człowieka, że niemal utożsamiają te dwie rzeczywistości ze sobą. Takie utożsamienie ma miejsce w rozmaitych wypowiedziach na temat uzdrowienia, które pojawiają się w nowych ruchach charyzmatycznych, a jeszcze bardziej stanowi ono założenie rozmaitych praktyk w rozwijającym się nurcie modlitw o uzdrowienie. Tego typu utożsamienie prowadzi do redukowania wiary do środka mającego zapewnić człowiekowi zdrowie. W czasie drugiego synodu poświęconego Europie kard. Gotfried Dannels zwracał uwagę, że mamy dzisiaj do czynienia z obsesyjnym poszukiwaniem terapeutycznego efektu religii. Kongregacja Nauki Wiary zareagowała na to zjawisko specjalną instrukcją na temat modlitw o uzdrowienie [1].
 
Wiara interesuje się chorobą
 
Podejmując zagadnienie związku wiary i zdrowia, trzeba przede wszystkim stwierdzić, że wiara chrześcijańska nie pozostaje obojętna na chorobę, gdyż wychodzi ona z założenia, że choroba ma istotny wpływ na życie chrześcijanina. Wiara patrzy na chorobę, rzucając na nią światło objawione i włączając ją w określoną interpretację egzystencji chrześcijańskiej. Choroba w swojej konkretności, czyli taka, jak jest doświadczana przez człowieka, nie ma na ogół źródła w osobistej winie samego chorego. Interpretację tego typu, którą można spotkać także dzisiaj (tzn. choroby jako skutku winy), odrzucił wprost sam Jezus (J 9, 3) [2], chociaż także On w niektórych przypadkach łączy chorobę z zaciągniętą winą (Mk 2,5; J 5,14). W każdym jednak razie Jezus odrzucił interpretację obecną w niektórych kręgach medycznych i charyzmatycznych, według których choroba jest zawsze i wszędzie czystą manifestacją zewnętrzną konfliktów psychicznych lub prawdziwej winy zakorzenionej w duchowym centrum osoby. Owszem, istnieją także choroby tego typu, ale na pewno nie każda choroba jest wyrazem indywidualnej winy chorego. Konkretna choroba może odzwierciedlać wiele czynników, które stoją u jej genezy, i pozostaje zawsze zagadką.
 
W chorobie należy właściwie zawsze widzieć połączenie dwóch elementów: przeznaczenia, nakładającego się z zewnątrz na człowieka, które uderza w niego, nie pytając go o zgodę, oraz wewnętrznego działania człowieka, w którego wyniku jest on świadomy siebie i jako taki w wolności afirmuje (lub odrzuca) chorobę. W tym ostatnim przypadku, zarówno gdy człowiek wywołuje chorobę, jak i gdy ją tylko akceptuje, kiedy ona go dotyka, podejmuje ją i przekształca przez to, że stoi przed Bogiem w swojej wolności, czyli z winą lub z posłuszeństwem. Dzięki temu wiara zmierza do tego, by widzieć w chorobie to, co może także wyrazić byt człowieka, a więc jego zgodzenie się na działanie drugiego, jego wolność i jego radykalną niemożliwość [3] poddania się jakiemukolwiek czynnikowi poza Bogiem.
 
Choroba między grzechem i odkupieniem
 
Wiara wie, że każda choroba, także ta całkowicie nie zawiniona i przeżywana w świętości, jest manifestacją grzechu obecnego w świecie. W świecie jest choroba, ponieważ jest w nim grzech – jest ona doświadczeniem cielesnym, ale także symptomem winy. Ta zaś jest wewnętrzną przyczyną choroby, gdyż pojęcie winy nie tylko odnosi się do indywidualnej decyzji człowieka, ale odsyła także do czynnika egzystencjalnego (grzech pierworodny), pod którego wpływem wszyscy zaczynamy swoje życie, nawet jeśli ten czynnik zależy od wolnej decyzji kogoś innego podjętej na początku ludzkich dziejów.
 
Wiara w odniesieniu do choroby ma także drugi aspekt, którego codziennie doświadczamy, mianowicie choroba jest elementem ciągłego umierania, w którym człowiek żyje i które w śmierci osobistej osiąga punkt kulminacyjny. Starożytna antyfona trafnie ujmuje ten fakt: Media vita in morte sumus. Choroba jest stopniowym poddawaniem się śmierci i zapowiedzią jej nadejścia.
 
Śmierć jest jednak nie tylko „zapłatą” za grzech, ale także „narzędziem”, za którego pośrednictwem zostaliśmy odkupieni. Odkupienie jest akceptacją w posłuszeństwie śmierci Jezusa Chrystusa i uczynieniem jej swoją. Ból choroby ma zatem odniesienie do odkupienia człowieka. Tam gdzie jest ona znoszona w duchu wiary, wolności i posłuszeństwa, gdzie te postawy stają się jej wewnętrznym składnikiem, choroba stanowi przygotowanie, kontynuowane przez całe życie, do przyjęcia śmierci, która jest odkupieniem.
 
W chorobie należy więc uwzględnić jej głęboki i istotny charakter dialektyczny: może ona być manifestacją grzechu, ale zarazem także odkupienia; może być widzialnym aspektem rozpaczy, w której człowiek ulega duchowemu rozbiciu, ale zarazem może być kontynuacją wiary, która w posłusznej akceptacji zbliżającej się śmierci dokonuje przekształcenia „ciała grzechu” (Rz 6,6) w akt odkupienia – we współumieranie z Odkupicielem.
 
Zbawiająca moc wiary
 
Z punktu widzenia medycznego ludzie ulegają takim samym chorobom. Patrząc jednak na tę kwestię z punktu widzenia osobowego, a więc autentycznie po ludzku i w odniesieniu do zbawienia nadprzyrodzonego, choroby na pozór takie same bardzo różnią się między sobą zależnie od tego, czy są przeżywane z wiarą czy bez wiary. Pojęcie wiary nie ma w tym przypadku tylko wymiaru intelektualnego, ale oznacza konkretną akceptację miłości Bożej udzielającej się jako tajemnica, którą nie można dysponować według własnego upodobania. W świetle tych dość ewidentnych stwierdzeń można podjąć próbę określenia zbawczej mocy wiary.
 
W ujęciu chrześcijańskim wiara jest zawsze i w każdym przypadku mocą zbawczą, a więc także w odniesieniu do choroby. Jest nią, ponieważ choroba – biorąc pod uwagę, że dotyczy ona całego człowieka, a nie tylko jego elementu biologicznego – ze zjawiska zewnętrznego, które uwidacznia zawinioną dezintegrację spowodowaną niewiernością, zmienia się w wydarzenie, w którym przestaje się cierpieć duchowo i zwycięża się grzech, akceptując umieranie z Chrystusem. Gdy okazujemy posłuszeństwo wiary Bogu, który decyduje o wszystkim, zbliżanie się „pierwszej śmierci”, ukazującej także niebezpieczeństwo „drugiej śmierci”, o której mówi Apokalipsa (2,11; 20,6-14; 21,8), zmienia się w dojrzewanie do śmierci – tej śmierci, przez którą wchodzi się do wiecznego życia Boga.
 
Jeśli zewnętrzne zjawisko choroby, którym zajmuje się medycyna, ulega zmianie pod wpływem takich czy innych czynników, to nie ma to większego znaczenia duchowego. Chory, który chciałby tylko absolutnie i bezwarunkowo takiego zdrowia, o które troszczy się lekarz, nie odniósłby z choroby żadnej korzyści duchowej. Kto, będąc chory, chciałby za wszelką cenę żyć; kto przyjmowałby śmierć tylko jako okazję do buntu, czyli z niewiarą, uważając, że jest ona bezsensowna; kto w żaden sposób nie chciałby uznać, że Bóg po przejściu przez próg śmierci obdarowuje człowieka życiem wiecznym, nigdy nie będzie mógł zrozumieć, jak bardzo choroba wierzącego i choroba tego, kto nie wierzy w Prawdę, różnią się między sobą. Tylko ten, kto całkowicie, bez zastrzeżeń powierza się Bogu Stwórcy i Odkupicielowi, wie, że w każdym przypadku wiara jest mocą zbawiającą – także w odniesieniu do choroby jako zjawiska w najwyższym stopniu ludzkiego.
 
Moc zbawcza wiary może zatem wyrazić się tylko wtedy, gdy naturalny bunt chorego przeciw śmierci, widzianej jako absurd, zmienia się w gotowość przyjęcia jej jako odkupieńczego daru Boga, który w niej daruje człowiekowi autentyczne i doskonałe życie.
 
Wspomnieliśmy już, że śmierć, a więc także choroba jako jej znak i zapowiedź, są zjawiskową formą grzechu i winy: winy całego rodzaju ludzkiego bądź też winy poszczególnej osoby. W konsekwencji, gdy wiara angażuje się w chorobę, w określonych okolicznościach jej wewnętrzna moc dokonywania przemiany może wytworzyć także jako skutek przywrócenie zdrowia cielesnego, ponieważ pod pewnym względem zdrowie czysto świeckie i ziemskie stanowi znak, zadatek i wstęp do absolutnego zbawienia, czyli życia wiecznego.
 
Nasz aktualny stan życia i stan eschatologiczny, jak potwierdza Nowy Testament, nie mogą być absolutnie i całkowicie oddzielone od siebie. Eschatologia spełnia się już teraz [4]. Siły przyszłego świata przenikają już świat obecny i w nim działają. Według myśli chrześcijańskiej wszystko to, co pod jakimś względem jest zdrowe, żywe i prawdziwe w świecie obecnym, łączy się z tą ostateczną przyczyną, która tworzy życie wieczne, ukazując zapisaną w rzeczach stworzonych obietnicę udzielenia im boskiego i wiecznego życia. Rzeczywistości ludzkie noszą już w sobie blask wieczności. Z tej właśnie racji Jezus historyczny widział dokonywane przez siebie uzdrowienia jako znak nadejścia, jako początkową i widzialną manifestację panowania Bożego. Nie traktował cudów, które czynił, tylko i na pierwszym miejscu jako formalne poświadczenie autentyczności swojej misji mesjańskiej. W tym, co się dokonywało, a więc w uzdrawianiu chorych, widział wyłanianie się królestwa Bożego, tego królestwa, w którym Bóg rzeczywiście uzdrawia wszystko i prowadzi wszystko do doskonałości, ocalając ostatecznie człowieka co do ciała i co do duszy.
 
Specyfika uzdrowienia przez wiarę
 
Gdy zatem wiara, która afirmuje Boże panowanie, napotyka chorobę, niewątpliwie odpowiada na wewnętrzną więź tych dwóch faktów, która takie spotkanie może doprowadzić do doświadczalnego zwycięstwa nad chorobą, a więc i do uzdrowienia w medycznym znaczeniu tego słowa. Wiara może jednak zwyciężyć chorobę nie tylko w ten sposób. Gdyby bowiem wiara była autentyczna tylko na tej drodze, że eliminowałaby chorobę z punktu widzenia medycznego, ulegałaby samolikwidacji, gdyż przestawałaby być bezwarunkowym powierzeniem się człowieka absolutnej opatrzności Bożej, w której każda poszczególna dyspozycja Boża – niezależnie, czy prowadzi do śmierci, czy do życia – jest zawsze przyjmowana jako spotkanie z wieczną miłością.
 
Energię uzdrawiającą – w pewnych okolicznościach także w sensie medycznym – może w konsekwencji mieć tylko taka wiara, która nie ogranicza się jedynie do szukania uzdrowienia ziemskiego i cielesnego, ale – na odwrót – staje się postawą, za której pośrednictwem człowiek wznosi się ponad sytuację choroby lub zdrowia cielesnego, zgodnie z wolą Bożą. Jest jednak faktem, że moc rozciągnięcia się także na zdrowie cielesne należy do istoty wiary zbawczej.
 
Pozostaje jednak rzeczą niezwykle trudną wyjaśnienie, w jaki sposób ta moc wiary działa w sensie empirycznym na chorobę. Ten sposób nie musi zresztą być w każdym przypadku taki sam. Można zapewne tłumaczyć ten sposób działania w kluczu psychologicznym, co można uzasadnić przypadkami nie łączącymi się wprost z prawdziwą wiarą. Wiara może działać jako środek uspokajający, łagodzący ból człowieka, dający poczucie pewności, czyniąc go wewnętrznie wolnym i godzącym się z istniejącym stanem rzeczy. Wierzący wie, że jest chroniony przez Boga, czuje, że nie jest zostawiony samemu sobie wobec dylematów, które wywołuje choroba, a tym samym otwiera się na możliwość zwycięstwa nad lękiem i poczuciem klęski, które na niego naciskają.
 
Wszystko to, jeśli istnieje jakaś medycyna psychosomatyczna, tam gdzie może być ona skuteczna, może oddziaływać na chorego w sensie pozytywnym i leczącym. Wiemy, że także święci mogą chorować i że pewne radykalne praktyki, które mają prowadzić do świętości, mogą okazać się niebezpieczne dla zdrowia, a nawet dla życia. Jeśli jednak człowiek w pełni wierzy, a więc zakorzenił się w wewnętrznym centrum swojego bytu i swojej wolności, powierzając się ufnie, wraz ze swoimi lękami, swoją słabością, a więc także ze swoją chorobą, Bogu, zostawiając Mu całkowitą wolność działania, wówczas także choroba traci swój absurdalny charakter i przestaje być sytuacją bez wyjścia. Pojawia się w ten sposób okoliczność sprzyjająca jej pokonaniu.
 
Uzdrawiająca moc wiary i łaski
 
Powyższe uwagi odnoszące się do psychologii są wprawdzie użyteczne, ale nie wyjaśniają, w jaki sposób wiara wpływa na zdrowie. Wynika to także z faktu, że samo pojęcie psychologii nie jest jednoznaczne, odnosząc się do wielości sytuacji i zjawisk. Mówiąc o pokoju, pogodzeniu się, ufności itd., mówimy o bardzo zróżnicowanych stanach ducha. Odnoszą się one do różnych wymiarów istnienia człowieka: obejmują najniższe mechanizmy psychosomatyczne, ale sięgają także do najwyższych pokładów osoby duchowej, w których ma siedzibę wolność, zwrócenie się do Absolutu, decyzja fundamentalna, a więc i wiara. Pojęcia spokoju, ufności, pogodzenia się itd. nie dają się jednak łatwo związać z wiarą w relacji do sfery psychosomatycznej, a więc i nie można ich jednoznacznie odnieść do kwestii uzdrowienia.
 
Wiara i postawy z nią związane nie są wydarzeniem tak prostym, jak proste wydają się słowa wykorzystywane do jej wyrażenia. Stany ducha i przyjęte postawy, mimo że mogą być wyjaśnione psychologicznie, mimo że odnoszą się do zjawisk związanych z ciałem i duszą, nie przestają tym samym być otwarte na łaskę. Fakt, że tu i teraz pojawia się pomyślny stan ducha, że może on być wyjaśniany psychologicznie, nie stoi na przeszkodzie, aby wierzący mógł interpretować jako łaskę Bożą szczęście tego stanu, nawet gdyby on był przezeń zaplanowany czy tylko upragniony.
 
W konsekwencji, wraz z wiarą, także ten zbawienny wpływ wiary, chociaż może być wyjaśniony psychologicznie, zawsze pozostaje niewymowną łaską Bożą.
 
Cuda uzdrowienia i ich wymowa
 
Mówiąc o sposobach, za których pośrednictwem wiara może się stać także empirycznym czynnikiem służącym przywróceniu zdrowia, nie można przemilczeć znaczenia, jakiego w tradycji chrześcijańskiej i w życiu Kościoła nabrał cud [5]. Już zaznaczyliśmy, w jaki sposób Jezus łączy ze sobą uzdrowienie, cud i wiarę. Możemy w tym miejscu stwierdzić, że jest oczywiste, aby cuda autentycznie chrześcijańskie polegały w dominującej części na uzdrowieniach z choroby – chodzi w nich o człowieka, ale o człowieka w najbardziej egzystencjalnej sytuacji, naznaczonej słabością i własną niewystarczalnością. Cuda powinny być nie tylko znakami mocy i pełnego upoważnienia udzielonego misji cudotwórcy, ale także treści i wewnętrznej charakterystyki jego misji; powinny to być znaki zdolne do pobudzenia wiary, nawet jeśli nie wstrząsają rzeczywistością, czyli nie są „znakami z nieba”. Zresztą Jezus odrzuca takie znaki (por. Mk 8,10-13). Cuda uzdrowienia dokonywane przez Jezusa wskazują na działanie Boże, wpływające na zdrowie całego człowieka, a tym samym zdolne wpłynąć na wewnętrzne centrum jego bytu, w którym sytuuje się wiara. Nie zmuszają one nikogo do wiary, ale odwołują się do wolnej decyzji człowieka, tak że „najlepszymi” cudami nie są te, która są spektakularne, ale te, których znaczenie jest najbogatsze i najbardziej wymowne z egzystencjalnego punktu widzenia. Ich poznanie i uznanie zakładają, że człowiek podejdzie do nich ze spojrzeniem syntetycznym, zdolnym odkryć w konkretności wydarzenia, które zwraca się do niego, cały kontekst egzystencjalny, znaczenie takie, że – jeśli chce być uczciwy wobec samego siebie – zobowiąże go ono do interpretowania faktu, którego jest świadkiem, jako słowa Bożego skierowanego do niego, a nie czysto przypadkowego zjawiska.
 
Uzdrowienie i zbawienie na mocy wiary i łaski
 
Co ostatecznie można powiedzieć o mocy i energii uzdrawiającej wiary? Taka moc na pewno istnieje, ponieważ wiara obejmuje całego człowieka. Wiara, która całą rzeczywistość w sposób absolutny poddaje Bogu, wraz z gotowością przyjęcia życia i śmierci, staje się prawdą i działaniem zdolnym do wyproszenia u Niego daru uzdrowienia i zbawienia. Łaska Boża obiecuje swoją moc całemu człowiekowi, ciału i duszy. Podczas gdy medycyna uzdrawia go w sposób tylko przejściowy, wiara zamierza pokazać mu wiarygodnie, że dostąpi on ostatecznego uzdrowienia i zostanie wywyższony w chwale, gdy po przejściu przez śmierć otworzy się przed nim „światło, które nie zna zachodu”.
 
Pan Jezus powiedział do Samarytanina, który jako jeden z dziesięciu uzdrowionych powrócił, aby podziękować i oddać chwałę Bogu: Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła (Łk 17,19). Wiemy już, że to zdanie ma podwójne, chociaż ostatecznie jedno znaczenie: mianowicie chce ono powiedzieć, że wiara uzdrowiła, ale także zbawiła – dała zdrowie i zbawienie. Jeśli szuka się zdrowia, to można go szukać tylko w ścisłej łączności z poszukiwaniem zbawienia, a zbawienie prowadzi do zdrowia, o ile służy ono osiągnięciu pełni zbawienia.
 
ks. dr hab. Janusz Królikowski
Homo Dei 1/2018
_________________________
Przypisy:

[1] Kongregacja Nauki Wiary, Instrukcja na temat modlitw w celu osiągnięcia uzdrowienia pochodzącego od Boga Ardens felicitatis desiderium (14 września 2000 r.), w: W trosce o pełnię wiary. Dokumenty Kongregacji Nauki Wiary 1995–2000, red. J. Królikowski, Z. Zimowski, Tarnów 2002, s. 95–104.
[2] Por. I. Bertocco, „Jeśli zechcesz, możesz mnie oczyścić” (Mk 1,40). Uzdrowienie w perspektywie chrystologicznej, w: J. Królikowski, Podstawy teologii i praktyki egzorcyzmów. Wyklinam cię i wypędzam, Kraków 2012, s. 129–161.
[3] Oczywiście tę niemożliwość należy tu rozumieć w sensie ontycznym, nie moralnym (przyp. red.).
[4] Por. H. Weder, Tempo presente e signoria di Dio, Brescia 2005, s. 71–80.
[5] Por. M. Rusecki, Cud w chrześcijaństwie, Lublin 1996. 
 
Zobacz także
Agnieszka Kasprzak
Boże Narodzenie to święta, na które nie tylko dzieci czekają cały rok. Święty Mikołaj, choinka, prezenty, kolędy, zwierzęta mówiące ludzkim głosem, a przede wszystkim śnieg tworzą tę niepowtarzalną aurę, za którą tęsknimy. Czy zdajemy sobie jednak sprawę, jak cudowna rzeczywistość ukrywa się pod zasłoną tych kultywowanych od dawna obyczajów adwentowo-świątecznych?
 
Dorota Wójtowicz
Wydawać by się mogło, że Kościół nie proponuje nic specjalnego kobiecie. Tylko mężczyźni wydają się najważniejsi, za to kobiety robią tło dla pustych ławek kościelnych. Ale czy tak jest rzeczywiście? 
 
Justyna Majewska
Aby zobrazować problem „bycia” i „posiadania”, przypomnijmy sobie opowieść, która rozgrywa się w czasie nocy wigilijnej. Jej autorem jest Karol Dickens, angielski powieściopisarz. Cieszył się on opinią wrażliwego na niesprawiedliwość społeczną i ludzką krzywdę człowieka. Określano go mianem „sumienia narodu”, ponieważ w swoich dziełach promował właściwe postawy i normy moralne obowiązujące w chrześcijańskim świecie. 
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama