logo
Wtorek, 17 października 2017 r.
imieniny:
Antonii, Ignacego, Wiktora – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Jacek Salij OP
Wiara wcześniejsza niż sakramenty
Miesięcznik W drodze
 


Czy można być chrześcijaninem bez świadomego wyboru? Pytanie to jest jednocześnie zarzutem przeciwko udzielaniu chrztu małym dzieciom. Dlatego, zanim na nie odpowiemy, zastanówmy się:

Dlaczego chrzcimy niemowlęta?

Najkrócej odpowiedziałbym tak: Bo naprawdę wierzymy w Pana Jezusa! Wierzymy, że w sakramentach przychodzi do nas realnie i obdarza swoją miłością, uzdalniającą nas do tego, żebyśmy szli za Nim, jak za naszym Pasterzem. On przecież po to przyszedł do nas i poszedł aż na krzyż "by zbawić ludzki ród".

Sam Pan Jezus upomina nas, żebyśmy nie odpychali od Niego naszych niemowląt. "Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie – oburzył się na swoich uczniów, którym wydawało się, że dzieciom nie jest potrzebne Jego błogosławieństwo – nie przeszkadzajcie im, do takich bowiem należy królestwo Boże" (Mk 10,14). Zatem chrzcimy nasze niemowlęta, bo pragniemy, żeby one już od dzieciństwa były blisko Pana Jezusa, żeby rosły i wychowywały się w atmosferze Jego łaski i miłości do Niego.

Sakramentów wolno udzielać tylko ludziom. Niemowlę od pierwszych dni swojego życia jest człowiekiem, a nie dopiero kandydatem na człowieka. Dlatego w Kościele nie mamy najmniejszych wątpliwości, że niemowlę, tak jak każdy inny człowiek, jest szczególnie kochane przez Boga, a ostatecznym celem jego życia jest szczęście wieczne. To prawda, że maleńkie dziecko nie rozumie tego wielkiego daru, który otrzymuje podczas chrztu. Ale właśnie taka jest natura Bożej miłości, pochylającej się nad człowiekiem, że przychodzi stosownie do naszej aktualnej sytuacji.

Kiedy byłem niemowlęciem, miłość Boża ogarnęła mnie sakramentem chrztu jako człowieka, który nie nauczył się jeszcze używania rozumu. Do ludzi dorosłych miłość Boża przychodzi jako do tych, którzy potrafią słuchać słowa Bożego "sercem szlachetnym i dobrym, zatrzymują je i wydają owoc przez swą wytrwałość" (Łk 8,15). Jeżeli zaś w swojej świętej opatrzności Bóg dopuści na mnie starczą demencję, nie utracę przez to zdolności do przyjmowania sakramentów, bo przecież wskutek utraty możliwości używania rozumu nie utracę swojego człowieczeństwa. Powtórzmy: Miłość Boża szuka człowieka stosownie do jego aktualnej sytuacji.

Tutaj pojawia się problem następujący: Wiara jest wcześniejsza niż sakramenty i sakramentów nie wolno udzielać tam, gdzie nie ma wiary. Dlatego małe dzieci wolno nam chrzcić tylko wówczas, kiedy żyją one wśród ludzi wierzących i jest nadzieja, że będą wychowywane w atmosferze tej wiary, w której chrzest jest udzielany. W czasach apostolskich zdarzało się często, że na dar wiary otwierały się całe rodziny. Wówczas ten, kto uwierzywszy w Chrystusa, prosił o chrzest, przyjmował go "wraz z całym swym domem" (Dz 16,33; por. 11,14; 16,15; 18,8; 1 Kor 1,16). Udzielanie więc chrztu niemowlętom było w pierwszych wiekach Kościoła zwyczajem powszechnym. Zachowała się uchwała synodu kartagińskiego z 252 roku, podjęta przez 66 zebranych tam biskupów, kategorycznie zakazująca odkładania chrztu dziecka na… ósmy dzień po urodzeniu, gdyż powinno się je ochrzcić już drugiego lub trzeciego dnia. Żyjący w pierwszej połowie III wieku Orygenes nie miał wątpliwości, że "Kościół otrzymał od apostołów przekaz, aby chrztu udzielać również małym dzieciom" (Wykład Listu do Rzymian, 5,9). Świadczyć to może o tym, że był to zwyczaj zastany i niekwestionowany. Chrześcijanie od samego początku czuli, że wolno im – i że powinni – oddawać swoje dzieci Chrystusowi, skoro będą żyły i rosły w atmosferze wiary chrześcijańskiej.

Kiedy ochrzczenie dziecka przestaje być czymś oczywistym…

Co zrobić, jeśli o chrzest dziecka proszą rodzice niewierzący lub prawie niewierzący? Czy wtedy wolno je ochrzcić? A może nawet należy je ochrzcić?

Jako duszpasterz na tego rodzaju pytania staram się odpowiadać wspólnie z rodzicami, którzy proszą o chrzest swojego dziecka. Jeśli udaje mi się nawiązać z nimi życzliwą rozmowę, na ogół nietrudno wówczas wytłumaczyć, że udzielanie sakramentów to nie "usługi dla ludności" i że księdzu nie wolno ochrzcić dziecka, jeżeli będzie ono wychowywane w środowisku ludzi niewierzących.

Argument, który często wówczas pada – "teraz dziecko ochrzcijmy, a kiedy dorośnie, samo sobie wybierze" – z punktu widzenia człowieka niewierzącego logiczny i zrozumiały, w perspektywie wiary jest nie do przyjęcia, gdyż wiara zostaje w nim zdegradowana wyłącznie do poziomu światopoglądu. A światopogląd można po prostu wybrać albo odrzucić. Tymczasem wiara jest czymś więcej niż światopoglądem – jest wchodzeniem w relację z Chrystusem, który żyje, kocha nas i zbawia.

Z doświadczenia wiem, że nawet niewierzący rodzice, skoro proszą o chrzest dziecka, nie są do końca niewierzący. Jeśli tylko uda się im wytłumaczyć, że chrzest dziecka domaga się wychowywania go w atmosferze wiary, a nie tylko posyłania w stosownym czasie na lekcje religii, to na ogół da się ich przekonać również do tego, by spróbowali stanąć na nowo wobec pytań ostatecznych i przybliżyć się do Chrystusa. Staram się jednocześnie wyjaśnić, że gdyby ochrzcili dziecko, a pracy nad własną drogą do wiary nie podjęli, mogą za kilkanaście lat usłyszeć pretensję z jego ust, że uczynili je chrześcijaninem bez jego świadomego wyboru.

Zupełnie inna jest sytuacja dziecka, które jest wychowywane w atmosferze rzetelnej wiary. Ono ma nieustanną szansę, w miarę rozwoju umysłowego i emocjonalnego, potwierdzania, pogłębiania i pokochania swojej wiary, do której zostało wezwane przez chrzest. 

Jacek Salij OP
W drodze 11 (459)/2011

 
Zobacz także
Fr. Justin
Jestem katoliczką, mój mąż luteraninem. Oboje chodzimy raz do kościoła katolickiego, raz do luterańskiego, na przemian. I tam, i tu nabożeństwa nam się bardzo podobają. Mam tylko wątpliwości, czy dobrze robimy przystępując do Komunii świętej - ja w jego kościele, a on w moim.
 
Irena Kucharska
Święte Triduum Męki i Zmartwychwstania Pańskiego jaśnieje jako szczyt roku liturgicznego. Kościół celebruje w nim Chrystusowe dzieło odkupienia dokonane w paschalnym misterium, przez które Pan umierając zniweczył naszą śmierć i zmartwychwstając przywrócił nam życie. Oddając życie objawił Boga miłującego „do końca”. Zmartwychwstając zaprosił swoich wiernych do postępowania za Nim, Jego śladami. 
 
Kuba Witkowski
Co począć, gdy nie można począć? Takie pytanie zadaje sobie coraz więcej par, które mają problemy z płodnością. Naprotechnologia – mało znana w Polsce – jest dla nich szansą na rodzicielstwo. Jeśli podczas regularnego współżycia nie dochodzi do poczęcia dziecka, wielu lekarzy bardzo szybko sugeruje metodę „In Vitro”. I to często w sytuacjach, gdy nie skorzystano z żadnych innych sposobów leczenia... Wytworzyła się taka praktyka, że małżeństwo mające trudności z poczęciem dziecka po roku, a nawet po kilku miesiącach, jest określane jako bezpłodne.  
 
 
___________________
 
 reklama