logo
Wtorek, 24 kwietnia 2018 r.
imieniny:
Bony, Horacji, Jerzego, Fidelisa, Grzegorza – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Katarzyna Mistarz
Wiarygodni Świadkowie Miłości
Rycerz Młodych
 



Praca domowa

Jak co roku Kościół ma dla nas "pracę domową". Jej temat w tym roku duszpasterskim brzmi: Bądźmy świadkami miłości. Naszym zadaniem jest więc przyłożyć się do nauki miłości do Boga i bliźniego; popracować nad dawaniem świadectwa.

Świadek miłości - brzmi dumnie

Często nam się wydaje, że takie sprawy jak świętość, miłość (taka przez duże "M"), głoszenie ludziom Ewangelii, to nie dla nas. Jesteśmy zwykłymi "zjadaczami chleba" - studentami, uczniami, pracownikami... Żyjemy tak jak wszyscy wokół.

Pierwsze osoby, o których pomyślałam, kiedy przeczytałam hasło: "Bądźmy świadkami miłości", to bł. Matka Teresa, św. Brat Albert i oczywiście św. Maksymilian. Przecież ja nie pasuję do ich grona. Jestem zwyczajną studentką, niczym nie wyróżniam się w kolorowym tłumie... Być może tobie też przyszło do głowy, że się nie nadajesz.
Nic bardziej błędnego! Episkopat Polski kieruje to wezwanie także do mnie i do ciebie!
Pomyślmy, jak się za to zabrać, jak podjąć to zadanie powierzone nam przez Kościół.

Myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam...

To słowa z Pierwszego Listu św. Jana. Pierwszą rzeczą, którą musimy zrobić, żeby zacząć świadczyć o miłości, jest poznać ją i uwierzyć. Logicznym jest, że nie możemy komuś dać czegoś, czego sami nie mamy. Opowieść "z drugiej ręki" jest zawsze mniej wiarygodna. Dalej św. Jan pisze, że to Bóg jest miłością (1 J 4,16). Musimy więc bardziej zadbać o nasze relacje z Bogiem. Możliwości jest mnóstwo. O tym, jak bardzo Jezus kocha ciebie i mnie, możemy się szczególnie przekonać w sakramencie pokuty i pojednania, kiedy doświadczamy Jego przebaczenia i miłosierdzia, oraz Eucharystii, kiedy Pan naprawdę przychodzi do naszych serc. Czy możesz przypomnieć sobie choć jedną taką sytuację, kiedy Pan Bóg dał ci odczuć, jaką miłością cię darzy?

Ja w swoim życiu miałam wiele takich chwil, dlatego piszę do ciebie.
Jak odpowiedzieć na Bożą miłość?

Znów z odpowiedzią przychodzi św. Jan: Jeśliby ktoś mówił: "Miłuję Boga, a brata swego nienawidził, jest kłamcą, albowiem kto nie miłuje brata swego, którego widzi, nie może miłować Boga, którego nie widzi. Takie zaś mamy od Niego przykazanie, aby ten, kto miłuje Boga, miłował też i brata swego (1 J 4,20-21). Dochodzimy do sedna sprawy: być świadkiem miłości, to kierować się nią w życiu. To nie jest łatwe; może stwierdzisz, że jedno pięknie brzmiące hasło zastępuję drugim. Spróbujmy więc przełożyć to na konkrety.

Co to jest miłość?

Chyba najprościej można powiedzieć, że miłość to bezinteresowne pragnienie dobra drugiej osoby. Człowiek, który kieruje się miłością bliźniego, zauważa ludzi wokół siebie. Widzi ich potrzeby, zalety i wady. Prawdziwa miłość nie jest ślepa, przeciwnie - pozwala dostrzec także to, co "niewidoczne dla oczu", ponieważ nie zatrzymuje się tylko na tym, co zewnętrzne. Bardzo łatwo przychodzi nam ocenianie ludzi – mądry, głupi, interesujący, nudny, ładny, brzydki, godny szacunku, "śmieć"... Patrząc przez pryzmat miłości, w każdym dostrzegamy przede wszystkim człowieka, nawet jeśli jest słaby, pozbawiony godności. To dzięki niej możemy spróbować spojrzeć na ludzi oczyma Pana Boga (przecież On jest Miłością!).


 
1 2  następna
Zobacz także
Jolanta Miluska
Wśród młodzieży, jak również ludzi starszych, motyw „bycia modnym", „bycia na fali", „bycia takim samym jak najbardziej znaczące osoby" przybiera na sile i jest na ogół świadomą strategią służącą jak najlepszemu urządzeniu się w życiu. W naukach społecznych tego typu orientacja została określona jako konformizm, a więc jako podporządkowanie obowiązującym w pewnej grupie lub całym społeczeństwie normom.
 
ks. Ireneusz Mroczkowski
Chrześcijańskie podejście do kariery musi uwzględniać zarówno konieczność realizowania wszystkich wymiarów życia człowieka, jak i niebezpieczeństwo traktowania kariery z "pożądliwościowymi przerostami". Nie można negować potrzeby posiadania, znaczenia i władzy, ale nie można też zamykać oczu na agresję i pychę...
 
ks. Marek Dziewiecki
Nie ma kryzysu powołań i nie ma ludzi bez powołania, gdyż Bóg, który powołuje, nigdy nie jest w kryzysie. Kryzys mogą przeżywać jedynie ci, którzy są powołani. Nikt z nas nie jest natomiast w stanie stwierdzić, ile faktycznie jest osób powołanych. Raczej nigdy bowiem nie dzieje się tak, że wszyscy powołani odkrywają i realizują swoje powołanie. Niektórzy zbyt mało pracują nad własnym rozwojem i zbyt niskie stawiają sobie wymagania, aby odpowiedzieć na dar powołania.
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama