logo
Niedziela, 24 czerwca 2018 r.
imieniny:
Danuty, Jana, Janiny – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
Mirosław Pilśniak OP
Wolność w spowiedzi
Miesięcznik W drodze
 


Sakramenty Kościoła są świętowaniem i najbardziej intensywnym spotkaniem człowieka z Bogiem na ziemi. Są zwiastowaniem i celebrowaniem miłości i dobroci Ojca do każdej osoby, a także prawdziwą odpowiedzią miłości, jaką może ona dać Stwórcy. Pomimo tego przyjęcie sakramentalnego znaku wiary nie musi być doświadczeniem łatwym. Jest zawsze konfrontacją grzeszności i słabości ludzkiej z Bożą dobrocią, która wydaje się czasem niezrozumiała lub zbyt wymagająca. Jest to także zderzenie człowieka ze znużeniem i bezradnością wobec samego siebie. Szczególnie dotyczy to spotkania z Miłosierdziem w sakramencie spowiedzi. Sakrament pojednania z Bogiem stwarza prawie zawsze znaczne trudności. Pojednanie – przyjęcie wyzwalającej łaski – kosztuje człowieka wiele. A może problemem jest tylko zewnętrzna forma celebracji, która mogłaby być zmieniona bez uszczerbku dla wewnętrznej treści, a przynosiłaby nie mniej pożytku spowiadającym się?

Powszechne pytania

Stawiane dzisiaj pytania, dotyczące zmian w formie spowiedzi – czy to konieczne, aby wyglądała tak, jak dotąd, czy nie można przyjąć zasady ogólnej absolucji, jak robi się to w niektórych kościołach na Zachodzie Europy, lub czy nie wystarczy osobista, gorąca modlitwa o przebaczenie wypływająca z autentycznego żalu itp. – świadczą o istnieniu prawdziwego ludzkiego problemu. Propozycje rozwiązania wypływają z osobistego doświadczenia osób spowiadających się i często powodowane są poczuciem strachu lub wstydu podczas tego sakramentu. Niestety, stawiane wyżej postulaty wcale nie muszą prowadzić do bardziej autentycznego spotkania z Bożym Miłosierdziem. Mają one na celu złagodzenie stresu związanego ze skrępowaniem i lękiem, próbują więc rozwiązać problem psychologiczny spowiadających się osób. Byłoby to rozwiązanie tylko cząstkowe. Tymczasem przemyślenia wymaga przede wszystkim problem teologiczny i to największej wagi: kwestia ludzkiej wolności, która realizuje się dzięki sumieniu, czyli zdolności człowieka do samostanowienia.

Pojawiają się też inne pytania, które spotyka się dziś dość powszechnie. Jak się zdaje, zadawane są raczej przez osoby zniechęcone spowiedzią: jak rozumieć obowiązek corocznej spowiedzi, jaki powinien być spowiednik, pełniący potrójną rolę: „lekarza”, „sędziego” i „ojca”? Kiedy żal za grzechy jest wystarczający, by otrzymać rozgrzeszenie? Czy wystarczy żal ze względu na wstręt do grzechu i strach przed piekłem, czy też konieczny jest żal doskonały, płynący z miłości do Boga? Jak powinno się postępować wobec „recydywistów”, którzy ponownie, mimo ostrzeżeń spowiednika, ulegają tej samej pokusie? Jakie znaczenie dla osądu grzechu mają okoliczności jego popełnienia? Kiedy jest grzech śmiertelny, kiedy „tylko” powszedni? Jaka powinna być rola sumienia, a jaka autorytetu w podejmowaniu decyzji?

Takie pytania pokazują, że obok częstych dziś poszukiwań spowiedzi pogłębionej, która dotyka duchowej strony człowieka, trwa – mniej lub bardziej jawna – debata nad możliwościami ucieczki od dotychczasowego sposobu jednania się z Bogiem. Wątpliwości te wskazują, że problemu winy i przebaczenia nie da się sprowadzić do płaszczyzny tylko psychologicznej. Bada się przy tym psychologiczne ograniczenia, które powodują, że wydaje się niemożliwe stosowanie dotychczasowych kryteriów oceny grzechów. Nie jest to problem nowy. Wystarczy zauważyć, że gdy np. Delumeau bada historię spowiadania, dochodzi do paradoksalnych wniosków, że od wieków, chcąc pocieszać, koić lęk przed karą wieczną, obdarzać łaską przebaczenia, spowiedź wzbudzała lęk, wstyd, była ludzkim dramatem – i to nie tylko dla wyznających grzechy. Była ciężkim obowiązkiem także dla spowiedników. „Spowiedź – pisze Delumeau – chciała pocieszać, ale najpierw niepokoiła grzesznika. Wybaczała mu niestrudzenie, czyż jednak nie wydłużyła ponad rozsądną miarę listy i okoliczności grzechów? Spowiedź wysubtelniła sumienie, rozwinęła w człowieku życie wewnętrzne i poczucie odpowiedzialności, ale także rozbudziła skrupuły i była dla całych milionów wiernych ciężkim brzemieniem”.

Między penitentem a spowiednikiem

Warto jednak ponownie przejrzeć także postulaty, jakie stawia się spowiednikowi. Które z nich, dla dobra penitenta, koniecznie trzeba zrealizować? Może należy jeszcze raz określić, co służy, a co przeszkadza dobrej spowiedzi? Z czego spowiednikowi nie wolno ustąpić, a czego powinien raczej unikać, by np. nie próbował zastępować terapeuty czy psychiatry, do czego zupełnie nie jest przygotowany, a czego często oczekują penitenci?

Znajdujemy się w sytuacji dylematu związanego ze spowiedzią: z jednej strony rozumiemy jej konieczność, z drugiej lęk przed nią i niepewność. Istnieją różne kryteria oceny problemu przyjmowane przez księży i przez osoby świeckie. Już od wieków „skala wartości i kryteria oceny grzechów rzadko były takie same po obu stronach konfesjonału. Można się zastanawiać, w jakiej mierze dwaj partnerzy sakramentu pojednania mówili tym samym językiem, żyli w tym samym świecie i w ten sam sposób pojmowali grzech śmiertelny”. Także i dziś w potocznym odbiorze istnieje ogromna dysproporcja w podejściu do tego sakramentu pomiędzy osobami świeckimi, które borykają się ze spowiedzią, a księżmi, którzy jej słuchają i mają swoje z nią problemy. Musimy przyjąć za punkt wyjścia sytuację człowieka zranionego przez wcześniejszą praktykę wyznawania grzechów. Być może jest to doświadczenie każdego katolika. Jednak da się odnaleźć takie wymiary sakramentu pokuty, które może warte są tego powszechnego zranienia.

 
1 2 3 4  następna
Zobacz także
Fr. Justin
Dlaczego sakramenty przyjmuje się, poza wypadkami konieczności, w liturgicznym zgromadzeniu wiernych, w kościele?
 
Elżbieta Gołąb
Pan Bóg nie jest matematykiem, ani też drobiazgowym i pełnym skrupułów moralistą. Jeżeli spowiadamy się szczerze i nie mamy zamiaru niczego ukrywać, to możemy sobie powiedzieć: z pewnością nie powiedziałem wszystkiego. Dlaczego? Wyznając grzechy, dotykamy jedynie czubka góry lodowej... 

Z o. Józefem Augustynem SJ rozmawia Elżbieta Gołąb
 
Cezary Sękalski
Dla wielu chrześcijan uprawianie duchowości to modlitwa, uczestnictwo we Mszy Świętej i w nabożeństwach, a gdy usłyszą od ołtarza słowa: „Idźcie ofiara spełniona”, wraz z opuszczeniem świątyni, zdają się opuszczać także całą sferę sacrum i powracać do profanum, w którym duchowość z założenia nie może mieć swojego miejsca. Takie ujęcie jest jednak niewystarczające...
 
 

ISMCH

___________________
 
 reklama