logo
Sobota, 21 października 2017 r.
imieniny:
Celiny, Hilarego, Janusza, Jakuba Strzemię, Urszuli – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Andrzej Zwoliński
Wschodnie sztuki walki – szansa czy zagrożenie?
Cywilizacja
 


Wschodnie sztuki walki

– szansa czy zagrożenie?

 

Mistyczne stany świadomości

Amerykański psycholog sportu i sympatyk New Age, Michael Murphy, twierdzi, że badając przeżycia sportowców, zwłaszcza na etapie krańcowego wysiłku, dochodzi się do wniosku, iż doznają oni mistycznych stanów świadomości. Są one podobne do tych, o których mówią religie Wschodu (niezależnie od rodzaju uprawianej dyscypliny). Mogą mieć miejsce na boisku piłkarskim, w basenie kąpielowym, na polu golfowym czy na ringu bokserskim.

W swej książce na temat psychicznej strony różnych dyscyplin sportu, pisze m.in.: „wiele obserwacji, które udało nam się poczynić, wskazuje na to, iż w sporcie tkwi ogromna moc wystarczająca do wykroczenia poza ramy zwykłego doświadczenia jaźni, do wzbudzenia zdolności ogólnie uznanych za mistyczne, okultystyczne lub religijne”. Mówiąc o „duchowych kulisach sportu”, porównuje niezwykłe zmiany świadomości sportowców podczas rozgrywek z doświadczeniem wschodniej jogi: „Wschód spotyka się teraz z Zachodem na bardzo zwyczajnej płaszczyźnie – właśnie tutaj, w ludzkim ciele”. Wskazuje na sport jako na nowe źródło wtajemniczenia, po odrzuceniu tradycyjnej religijności, mistycyzmu i „nowej mądrości”. Twierdzi, że „większość prężnych, nowych ruchów religijnych powinna wiązać się z mistycyzmem ciała, a nie z bardziej abstrakcyjnymi formami wiary, które niegdyś stanowiły ziarno nowego życia. Bóg nie umarł; On jest wewnątrz”. M. Murphy wierzy w nieograniczone możliwości sportu. Głosi, że sport może się stać „początkiem rozwoju człowieka, rozwoju, który w końcu obejmie wszystkie dziedziny życia”[1].

Nadzieje na odkrycie „nowego człowieka” poprzez podjęcie szeregu ćwiczeń fizycznych, a więc stworzenie syntezy sportowo-medytacyjnej, znalazły swe szczególne miejsce w tzw. wschodnich sztukach walki. Są one nierozerwalną częścią medytacji Wschodu. Stanisław Tokarski, sześciokrotny mistrz Polski w judo, absolwent indologii i filozofii na Uniwersytecie Warszawskim, doktor filozofii i pracownik naukowy Polskiej Akademii Nauk (Zakład Krajów Pozaeuropejskich), nazywa sztuki walki „ruchowymi formami ekspresji filozofii Wschodu”[2].

Kosmiczno-moralny Porządek

Świat dla Hindusa jest pozorem, a jego realność jest bliższa temu, co Zachód nazywa marzeniem sennym, nadzmysłowością. Dotrzeć do niej można przez odejście od tego, co realne, porzucenie widzialnego i dotykalnego świata, a sięgnięcie do tych światów, których jeszcze nie ma, do realności potencjalnych, które mogą przekroczyć próg istnienia dzięki drodze, którą podejmie człowiek. W kulturze chińskiej powszechny kosmiczno-moralny Porządek zawarty jest w pojęciu tao.

Właściwym sensem tego słowa jest „droga, szlak”, a użyte czasownikowo znaczy „wytyczyć drogę, prowadzić nią, pokazywać”.

Mistycyzm Wschodu opiera się na idei dążenia człowieka do harmonii z Porządkiem kosmicznym jako jedynym środkiem mądrości i ocalenia. Człowiek jest zobowiązany do „stawania się całością”. Daisetz Teitaro Suzuki (1870-1966), profesor filozofii buddyjskiej na Uniwersytecie Otani w Kioto, wprowadzając do buddyzmu zen, pisał: „Rozum, wyobraźnia i inne władze umysłowe, jak również otaczające nas przedmioty materialne, nie wyłączając naszych ciał, są nam dane po to, żebyśmy odkrywali i rozwijali najwyższe z posiadanych przez nas władz, a nie po to tylko, byśmy zaspokajali takie czy inne zachcianki i żądze, z pewnością sprzeczne z interesami i naruszające prawa innych”[3].

Droga wojownika

Jedną z dróg prowadzących do „przekraczania samego siebie” i budzenia w sobie drzemiących potencjalnych możliwości jest tzw. droga wojownika. Jest ona szlakiem  wybranych, chcących podjąć trud drogi, którzy w ten sposób tworzą nowy stan.

Mistrz medytacji szkoły Kagyu, Chogyam Trungpa, działający w USA, Kanadzie i Europie, pisze: „Wyzwaniem stanu Wojownika jest wyjście poza kokon, wyjście w przestrzeń z odwagą i zarazem delikatnością. (...) W postępowaniu stanu Wojownika uczeń przechodzi poprzez fazy zdyscyplinowanego treningu i nieustannie spogląda w tył raz jeszcze badając swe własne odciski stóp czy swe dzieła. Czasami znajdziesz znaki rozwoju, a niekiedy znaki świadczące o tym, że zgubiłeś drogę. Niemniej jednak, jest to jedyny sposób na zaktualizowanie ścieżki Wojownika. Owocem ścieżki Wojownika jest doświadczenie pierwotnej dobroci, czy też pełnej nieuwarunkowanej natury podstawowej dobroci. To doświadczenie jest tym samym, co całkowite urzeczywistnienie nieobecności ego, czyli prawda punktu bez odniesienia. (...) Dla Wojownika nieuwarunkowane nie musi być uwarunkowane czy ograniczone. Nie musi zostać zakwalifikowane ani jako pozytywne, ani jako negatywne. Może być po prostu takie, jakie jest”. Ta „ponadprzeciętna” świadomość Wojownika uwalnia go od wszelkich „uwarunkowań”, stawia poza prawdą i fałszem, pięknem i brzydotą, dobrem i złem. Budzi w nim boską świadomość...[4]

Wschodnie sztuki walki (budo) to wschodnia sztuka życia. Podejmując zajęcia z psychologii, filozofii, medycyny, fizyki adept sztuk walki buduje swoje wnętrze – „uczy się siebie” i uczy się, jak „być w sobie”. „Uczy się być ostrzem – rozcinającym obronę przeciwnika, kulą – niszczącą po drodze wszystko, kamieniem – na którym łamie się cios atakującego, trzciną – która pod ciosem lekko się odgina, a wracając uderza, wodą – wypełniającą każdą szparę w bloku, przyjmującą różne kształty, w zależności od naczynia, w które ją wlano”. Po opanowaniu własnego psyche (ducha) i soma (ciało) osiąga najwyższe poznanie. Polega ono na tworzenie w sobie energii chi, siły wewnętrznej, która płynie z woli i władzy, drzemiących głęboko w człowieku. W szkole walki uczniowie kumulują świadomie drzemiące w sobie siły, świadomie je kształtują, panują nad nimi i sterują nimi, puszczają w ruch w momencie, który sami uznają za najbardziej odpowiedni[5].

Odkrycie źródeł energii

Medytacja złączona z walką polega na odkryciu źródeł energii. Wojownik poddaje się siłom, które go ogarniają i które sobie uświadamia: „Jesteś suchą gąbką, która chłonie wszystko, co wokół ciebie. Selekcjonujesz, wybierasz dobroć, czerpiesz z powietrza, ze Wszystkiego, z Kosmosu, oddychasz głęboko, nabierasz w siebie. Potem wstajesz, jesteś planetoidą, jesteś Ruchem, wpierw dowolnym, bardziej zorganizowanym – kiedy już poznasz kata, tu i teraz, mającym świadomość, że zbierasz, odkładasz, przelewasz, przemieszczasz swoją energię życiową, bo jej właściwy przepływ jest Harmonią Twojego Ja, jest zdrowiem, mocą, siłą. Jesteś tym wszystkim: panterą, orłem, muchą, trzciną, wodą, nożem – jesteś cząstką Wszystkiego, a więc cząstką Harmonii Doskonałej. Gdy zawrzesz to w jednym uderzeniu, w jednym ułamku sekundy – jesteś Niepokonany. Bo nie siłą wygrywasz walkę. Wygrywasz ją odpowiednią techniką, wykorzystując odpowiedni moment ataku, atakując właściwy punkt, wyzwalając energię”[6].

Już w XI wieku mędrzec Nan Yeo mówił: „Ze wszystkich elementów mędrzec wodę winien obrać za swego nauczyciela. Jest ustępliwa, ale wszystko zwycięża, gasi ogień, a gdy czasem bywa przezeń pobita, ratuje się ucieczką jako para, zmieniając swą postać. Rozmywa ziemię, gdy miękka, a kiedy napotyka na twardą skałę, szuka okrężnej drogi. Nawilża atmosferę, by umarł wiatr, żelazo przemienia w rdzę, aż rozsypie się w pył. Poddaje się przeszkodzie ze zwodniczą pokorą, bo żadna siła nie może jej zatrzymać w drodze do morza. Zwycięża ustępując, nigdy nie atakuje w sposób znany, ale zawsze wygrywa ostateczną bitwę. Stając się jak woda, mędrzec wyróżnia się pokorą; obiera za zasadę bierność – działa przez niedziałanie i podbija świat”[7].

Bezmiar drogi do doskonałości

Sztuka walki to Droga, po której idą mistrzowie wraz z uczniami. Na końcu tej Drogi czeka ich Doskonałość, lecz im ktoś więcej potrafi, tym bardziej jest świadomy, że brakuje mu do niej coraz więcej. Dla pamięci o tej prawdzie mistrz nosi czarne kimono z białym paskiem, symbol niewiedzy rozświetlonej wąskim promieniem oświecenia. Uczeń zaś nosi kimono białe, wskazujące na bezmiar drogi, jaką musi przebyć, by umieć wszystko. Uczeń jest białą, niezapisaną kartą, na którą sam musi nanieść znaki swego rozwoju[8].

Powiązanie sztuk walki z buddyjskim systemem wartości widoczne jest już w podaniu o ich pochodzeniu. Postacią centralną tego podania jest Daruma Taishi, znany też jako Bodhidharma, Da Mo czy też Tamo. Ten buddyjski mnich był Hindusem, trzecim dzieckiem króla Sugandha. Dzieciństwo spędził w małej prowincji Kanchipuram, niedaleko Madrasu. Już jako młodzieniec był biegły w praktykach religijnych. Będąc dojrzałym mężczyzną, podjął decyzję o podróży do Chin, prawdopodobnie celem propagowania buddyzmu. Bodhidharma propagował buddyzm zen, czyli dzenizm. Niektórzy właśnie jemu przypisują założenie sekty Cz’an, współcześnie popularnej i znanej w Japonii i szeroko w świecie jako Zen. Czas jego przybycia z Indii do Chin datuje się na okres pomiędzy 480 a 520 r. po narodzinach Chrystusa. W Chinach, po licznych przygodach, osiadł w klasztorze na górze Shaolin-su, w paśmie Hsing Erh Shan w prowincji Honan (w dialekcie kantońskim klasztor nazywa się Sil Lum, w języku japońskim – Shorinji).

Życie pełne umiaru

Buddyzm zaczerpnął z jogi nie praktyki ascetyczne, lecz medytację, i to jako środek do celu, do którego prowadzić miało życie pełne umiaru – bez nadmiernego używania i nadmiernych umartwień. Bodhidharma wprowadził do klasztoru ćwiczenia fizyczne, mające na celu poprawienie zdrowia nadmiernie umartwiających się mnichów. Z czasem ćwiczenia te stały się elementem reguły klasztornej. Nazywano je „Shih Pa Lo Han Sho”, co znaczy „Osiemnaście rąk Lo-Han”. Termin „Lo-Han” oznacza wszystkich zwolenników historycznego Buddy. Była to pierwsza, historyczna nazwa określająca sztuki walki.

Shaolin, uważany za świątynię sztuk walki, przez lata był tajemniczym światem, owianym mnóstwem legend i podań. Miał np. istnieć w nim zwyczaj poddawania mnichów, zamierzających opuścić klasztor na stałe, próbie męstwa i opanowania nauczonych tutaj metod walk i sposobów posługiwania się bronią. Zdecydowanego na sprawdzian mnicha kierowano do ciemnych podziemi klasztornych, gdzie czekały go przeróżne niebezpieczeństwa. Kiedy już śmiałek pokonał wszystkie przeszkody i doszedł do wyjścia, drogę zagradzała mu rozgrzana do czerwoności urna z wyrzeźbionymi postaciami tygrysa i smoka. Jako świadectwo zepchnięcia urny z drogi, pozostawały wypalone na wewnętrznych stronach przedramion sylwetki tygrysa i mitycznego smoka. Posiadacza takich znaków otaczała sława niezwyciężonego i cieszył się społecznym szacunkiem.

Inna legenda podaje, że podczas długich godzin medytacji zdarzyło się Bodhidharmie popaść w sen. Rozgniewany swą słabością obciął sobie rzęsy, z których wyrosły bujne krzewy herbaciane. Sporządzony z nich napój wzmacniał mnichów podczas długich godzin czuwania. A uprawa herbaty stała się w Chinach powszednim zajęciem mnichów buddyjskich.

Bodhidharma zmarł w klasztorze Shaolin, a jego ciało spalono na wzgórzu Niedźwiedzie Ucho. Jednakże kilka lat po śmierci, jak zapisał urzędnik cesarza Wei, podróżujący w misji politycznej do Azji Mniejszej, spotkał Bodhidharmę w górach, w dzisiejszym Turkiestanie. Zapytany, dokąd idzie, odparł, iż wraca do Indii. Urzędnik doniósł cesarzowi, że Bodhidharma był w dobrej kondycji fizycznej, maszerował półboso, bo zgubił gdzieś jeden sandał. Cesarz po wysłuchaniu tej opowieści nakazał zbadać spalone szczątki mnicha. Wśród kości i popiołu znaleziono sandał. Cesarz, zaskoczony i przestraszony faktem zmartwychpowstania, polecił umieścić sandał w klasztorze Shaolin w charakterze relikwii. Sandał ten później skradziono. A Bodhidharma miał podobno spędzić ostatnie dziewięć lat życia na nieustannej medytacji w pozycji siedzącej, co całkowicie pozbawiło go zdolności chodzenia.

W wieku XVIII klasztor Shaolin stał się prężnym ośrodkiem życia politycznego, dlatego władze podjęły decyzję o jego likwidacji. Doszło do krwawej walki, z której, jak głosi podanie, ocalało zaledwie pięciu mnichów znających tajemnice walk. Aby ocalić tradycje szkoły, uchodząc przed ucieczką, postanowili się rozdzielić. Żaden z nich nie został złapany, a cała piątka, nauczając niezależnie, przyczyniła się do szerokiego rozpowszechnienia walk, zwłaszcza karate, głównie w tajnych organizacjach opozycyjnych. Ćwiczenia te stały się swego rodzaju obrzędami religijno-ideologicznymi, umacniającymi jedność Chińczyków przeciw wspólnemu wrogowi – Mandżurom[9].

Odnalezienie sensu ludzkiej egzystencji

Wszystkie sztuki walki mają swoje korzenie na Wschodzie i wyrażają jego filozofię. Z broszurki wydanej przez Warszawski Klub Karate-do-Tsunami wynika, że jest to szkoła formacji światopoglądowej, która poprzez ćwiczenia psychiczne „zen”, prowadzi do buddyzmu lub panteizmu: „Głównym celem Zen jest odnalezienie sensu ludzkiej egzystencji. (...) Każdy powinien tak pokierować swym życiem, by osiągnąć szczęście już tu na ziemi, a nie dopiero w niebie. (...) Szczęście w terminologii zen określane jest jako tzw. «pustka». Stan ten jest rodzajem mistycznego upojenia, w którym człowiek traci poczucie własnej jaźni oraz indywidualnego istnienia”[10].

Sztuki walki są sposobem kontrolowania samego siebie, aż do osiągnięcia dwóch celów: jedności ducha z ciałem oraz harmonii z naturą – otoczeniem. Sesshin, czyli Centralne Ogólnopolskie Zgrupowanie Karate-do-Tsunami, które odbyło się w Kutnie w 1985 r., określiło cel ćwiczeń jako autokreację człowieka: „Tworzeniem przez człowieka samego siebie jest Droga ciągłych zmian swego życia na lepsze. Doskonałym rozwiązaniem wydaje się tu być niewątpliwie Karate-do – metoda łącząca ćwiczenia fizyczne (karate) z duchowym doskonaleniem się (zen)”[11].

Otwarcie potencjalnej energii człowieka

Specyficzne formy ruchowe mają doprowadzić, poprzez otwarcie potencjalnej energii człowieka, do wyzwolenia w technikach walki wewnętrznej mocy oraz osiągnięcia paranormalnych zdolności. Zdolności te są często przedstawiane jako służące harmonii ze wszechświatem, osiągnięciu długowieczności i zdrowia. Celem i efektem tych praktyk jest:

RIN – wzmocnienie umysłu i woli;
KYO – kierowanie energią;
TOH – energetyczne zjednoczenie ze wszechświatem;
SHA – leczenie energiami;
KAI – przeczuwanie niebezpieczeństwa;
JIN – poznanie myśli innych;
RETSU – opanowanie czasu i przestrzeni;
ZAI – panowanie nad żywiołami natury;
ZEN – oświecenie.

Sami mistrzowie Wschodu ostrzegają jednak przed tymi technikami. Jeden z nich mówi: „Wszystkie te techniki są metodami przepływu energii ku ściśle określonym rejonom wewnątrz ciała. Techniki te wyprowadza się ze starożytnej, jogistycznej i tantrycznej tradycji, która sięga czasów uznanych za poprzedzające narodziny cywilizacji. Ćwiczenia te w swych skrajnościach są potężne i sięgają głęboko. Nie można nierozważnie ukierunkować wewnętrznie siły życia. Staniesz przed doświadczeniem grozy i tajemnicy umysłu. Po rozpoczęciu ich nie ma powrotu do przeszłości czy też skoku w przyszłość. Istnieje tylko rzeczywistość chwili obecnej”[12].

KARATE – stosuje metodę typową dla filozofii hinduskiej, kształtowania ducha ludzkiego poprzez kształtowanie ciała, co leży u podstaw jogi. Jego celem jest duchowe zjednoczenie i stan nieczułości, aż do osiągnięcia stanu zen. Drogą do tego jest całkowite zapomnienie: „Zapomnij o sobie, zapomnij swoich wrogów, zapomnij zwycięstwa i straty, a kiedy to zrobisz, będziesz w stanie duchowego zjednoczenia, który w Zen nazywa się Mu lub Nicość”. Kapłan zen Dogen powiada: „to nie da się wyrazić słowami, kiedy ja uwolnię swoją duszę i ciało i zapomnę o nich – wejdę do domu Buddy, by poddać się jego prawom, ja znalazłem światłość”[13].

XIV rozdział buddyjskiej „świętej księgi”, Sutry lotosu, zawiera najstarszą wzmiankę na temat indyjskiej walki wręcz. Budda, zwracając się do swego ucznia Manjusri, przestrzega go przed zawieraniem bliższych znajomości z „ludźmi, co walczą za pomocą pięści”. W Sutrze Hongyakyo, będącej zbiorem wiedzy z początkowego okresu istnienia buddyzmu, znajduje się urywek przedstawiający walkę bez broni między przyrodnim bratem Buddy Naudą a kuzynem Devadattą.

Współcześnie, na kursach karate, wspomina się niekiedy o Buddzie, lecz częściej o własnym duchowym potencjale. Nie zmienia to faktu ścisłego związku karate z medytacją zen. Podczas tzw. wielkich ślubowań, odpowiadających ośmiu ścieżkom tradycji buddyjskiej, adept karate zobowiązuje się: „Będę zawsze słuchać Buddy, Dharmy i Sanghi”. Przyrzeka wypełnienie reinkarnacji: „Będę zawsze odradzać się w sprzyjających warunkach” i „Rozprzestrzenię się na cały Wszechświat”. Głosi także ideę samozbawienia – bez łaski Bożej: „Dobrowolnie uratuję wszystkie istoty”[14].

Jak wynika z badań nad psychiką trenujących karate: „Mistrzowie karate przejawiają większą niezależność, pewność siebie oraz wolę podejmowania ciężkiej pracy”. Jest to wynikiem, zdaniem pracownika naukowego Akademii Wychowania Fizycznego w Krakowie, Stanisława Sterkowicza, wpływu filozofii Wschodu: „Orientalne filozofie konfucjanizmu, taoizmu oraz buddyzmu Zen potęgują tradycyjne wartości etyczne, które powinny być przestrzegane w środowisku karateków”[15].

Higaonna, 10 dan karate, współczesny propagator filozofii wyrażonej w karate, twierdzi: „Nie odrzucam całkowicie idei karate sportowego. Czuję, że jest to jeden z wymiarów czy aspektów, który wielce spopularyzuje naszą sztukę. Prawdziwe karate jest jednak jak głęboka rzeka. Gdy je zredukujemy do funkcji sportowej, zagubi swą istotę. Jest bowiem naszym celem praktykować do lat osiemdziesięciu. Nie chcemy nikogo pobić czy zwyciężać w zawodach. Naszym dążeniem była zawsze nauka i transmisja dla przyszłych pokoleń technik (...) przekazanych nam poprzez poprzednie generacje, dziś będące już historią. Z tym wiąże się oczywiście wytrenowanie umysłu i ciała”[16].

Leżącej u podstaw karate filozofii, która korzeniami tkwi w buddyzmie, głosi panteizm, a także kult przemocy (karate jest sztuką zabijania bez użycia broni), nie sposób pogodzić z chrześcijaństwem. Jak słusznie zauważono: „każdy, kto twierdzi, że broń nuklearna została stworzona do samoobrony, powinien popatrzeć na siebie w lustrze. Albo jest kłamcą, albo oszukuje samego siebie. Podobnie jest ze sztuką walki, która jest sztuką stworzoną do walki. Jeśli chcesz uczyć się tylko samoobrony to już lepiej, abyś zdobył mistrzostwo w sztuce stawania się niewidzialnym”[17].

TAEKWONDO – to koreańska sztuka walki zbliżona do karate. Opisuje się ją jako „sztukę stosowania w sposób maksymalnie efektywny wszystkich części ciała mogących służyć jako broń w obronie i ataku, szczególnie zaś rąk i nóg. Poza ogromną efektywnością w sferze samoobrony stanowi idealny typ gimnastyki rozwijającej harmonijnie całe ciało. Dlatego właśnie może być uznana za syntezę dwóch ważnych dziś aspektów – sportu i samoobrony”[18].

Taekwondo łączy się ze starą kulturą koreańską. Wielu badaczy widzi jej źródło w kręgach klasztornych, choć nie brak takich, którzy za ojców koreańskiej samoobrony uznają królów i generałów. Ataki i bloki wykonuje się ze specyficznym oddechem, którego rytm wynika z przekonania o możliwości harmonizacji przepływu energii między częściami ludzkiego ciała a sferami kosmosu poprzez kanały mistycznej fizjologii[19].

KUNG-FU – tłumaczy się jako „człowiek-ekspert”, „człowiek-artysta”, „człowiek wysoce biegły”. Nazwa „kung-fu”, jako określenie sztuki doskonałości czy biegłości, za sferę realizacji obiera samego człowieka. Niekiedy jako wzór mistrza kung-fu pokazuje Konfucjusza (Kong fu zi), w ideale mędrca-filozofa upatrując realizację „kung”.

Kung-fu została spopularyzowana przez mass media, głównie filmy. Kariera aktorska Bruce’a Lee stała się źródłem wielu współczesnych mitów o kung-fu. Zmarły nagle w 1973 r. „azjatycki poeta kung-fu” był żegnany podczas symbolicznego pogrzebu w Hongkongu przez 420 tysięcy osób. Pojawiło się wówczas szereg podań na temat tej śmierci: mówiono o zemście „Prawdziwego Smoka”, wysłanego przez tajną radę mistrzów kung-fu z misją ciosu „wibrującej dłoni”, niosącej chorobę, a później śmierć; inni twierdzili, że znużony sławą Bruce Lee zapadł w letarg, żyje gdzieś na uboczu, a gdy zło sięgnie nieba, powróci i zwycięży łotrów.

Na sztukę walki kung-fu największy wpływ wywarły filozofie buddyjskie i taoistyczne oraz myśl Konfucjusza. Struktura szkoły kung-fu przypomina rodzinę, w której uczniowie są adoptowani, a instruktorzy są ich starszymi braćmi. Rolę ojca pełni mistrz.

Yin i yang

Z nauki Lao zi, żyjącego w VI wieku przed narodzeniem Chrystusa, adepci kung-fu wzięli koncepcję świata jako gry współistnienia dwóch elementów: yin (biernego, mokrego, ciemnego, żeńskiego) i yang (czynnego, suchego, jasnego, miękkiego). Oba są aspektami, fazami istnienia świata – tao. Akceptacja ruchu i ciągłej zmiany bierności i działania, wpłynęła na kształt kung-fu. Istotną rolę odgrywa w niej zasada niedziałania (wu wei), pojmowana jako umiejętność dostosowania się do okoliczności, oraz działania tylko zgodnie z istniejącymi warunkami. Nakaz życia w zgodzie z zawartą w człowieku cząstką tao inspirował do wędrówek po górach celem poszukiwania samego siebie, badania procesów przyrody, studiowania natury roślin i zwierząt.

Medytację tao wiązano z praktykami higieniczno-medycznymi, z których najpopularniejsze były oddechy i punktowe masaże. Wszystko to przygotowywało stan xu (pustki), w którym umysł – pusty, wolny od pragnień i ambicji – mógł zyskać prawdziwe odbicie świata. Wzorcami dla wykształcenia zwinności i elastyczności ruchów miały być żywioły, ruchy zwierząt, stan wody i zmienność ognia. Transformacja psychiczna ucznia miała zrodzić niezwykłą intuicję oraz koncentrację. Kung nie jest tylko dyscypliną sportową, lecz „całościową wizją rozwoju człowieka, która łączy aspekty teologiczne z filozoficznymi i miesza je z fizycznymi” (Earl C. Mederiros). Z tych powodów z duchowego punktu widzenia nie jest ona czymś obojętnym i neutralnym[20].

JUJITSU – jest połączeniem kung-fu i japońskich sztuk walki. Koncentruje się na umiejętności atakowania i zadawania przeciwnikowi śmiertelnych ciosów. Zapoznaje swoich adeptów ze wszystkimi słabymi punktami na ciele „przeciwnika”.

JUDO – jest zasadniczo rodzajem jujitsu, z tym, że nie uczy sposobów zabijania przeciwnika. Założył ją w 1882 r. Jigoro Kano (1860-1938), syn i wnuk samurajów zasłużonych w służbie dla cesarza.

Słowo „judo” jest połączeniem dwóch słów pochodzenia japońskiego: ju – oznaczającego zwinność, łagodność, ustępliwość oraz do – oznaczającego „drogę”, sposób życia. Judo jest więc drogą do doskonałości ciała i umysłu wiodącą przez zwinność, łagodność, ustępowanie – rozumiane zarówno w sensie fizycznym, jak i filozoficznym. Według Jigoro Kano wypracowana umiejętność rzucania, trzymania itd. nie może być celem samym w sobie, a jedynie celem pośrednim, umożliwiającym osiągnięcie doskonałości ciała i umysłu. Jest to metoda „dochodzenia do samorealizacji”. Jej ideologiczne korzenie tkwią w buddyzmie i taoizmie[21].

Od czasu Igrzysk XX Olimpiady w Monachium (1972) sztuka stworzona przez Jigoro Kano stała się dyscypliną olimpijską i jedyną azjatycką sztuką obronną obecną na olimpiadach. J. Jazarin, pisząc o „duchu judo”, zauważył: „Ci, którzy uznają judo jedynie za sport, a moc i zwycięstwo za jedyne cele, są w błędzie. Prawdziwym zwycięstwem jest nasze wyzwolenie: totalna elastyczność ducha kierującego posłusznym mu bez reszty ciałem. Cała reszta stanowi tylko ćwiczenie, środek do celu”[22].

AIKIDO – to nazwa japońska, którą można tłumaczyć jako „droga, która prowadzi do zjednoczenia z powszechnym duchem”. Ki – to energia, duch, moc tkwiąca we wszechświecie, kategoria filozofii tradycyjnego Wschodu; ai – to harmonizacja, strojenie; do – oznacza zaś drogę.

Twórcą aikido był Morihei Ueshiba, urodzony w 1883 r. niedaleko Osaki, w rodzinie o starych tradycjach samurajskich, których metody walki przez długie wieki chroniła tajemnica. Doszedł on do wniosku, że idea walki, rywalizacji jest zupełnie bezsensowna, gdyż ze względu na obustronną agresję tworzy jedynie pokonanych. Nie ma tam zwycięzców. Odrzucił więc walkę i korzystając z doświadczeń starych szkół walki, rozwinął „drogę harmonii energii kosmicznej”.

Mówił, że „ten, kto odkryje sekret aikido, posiada wszechświat w sobie i może powiedzieć – ja jestem wszechświatem. Dlatego kiedy wróg stara się walczyć ze mną, stawia czoła całemu wszechświatowi, musi on zniszczyć jego harmonię”. W tej harmonii mikrokosmosu i makrokosmosu ruchy aikido są ruchami wszechświata, a człowiek pozbawiony wewnętrznych napięć (strachu, agresji) staje się jego centrum. W 1925 r. Ueshiba doznał wielkiej iluminacji: „Poczułem nagle, że cały świat zachwiał się w posadach, a złocista energia duchowa, z ziemi zrodzona, spowiła me ciało. Odczuwałem ową świetlistość umysłu i tkanek. Zacząłem rozumieć mowę ptaków i pojmować intencje boskie. Wtedy właśnie zyskałem oświecenie. Zrozumiałem, że budo jest miłością Boga, duchem miłującej opieki nad wszelkimi żywymi istotami. (...) Od tego czasu cały świat stał się mym domem. Zrozumiałem, że słońce, księżyc i gwiazdy są moje.

Uwolniłem się od pragnień, nie tylko bogactwa, pozycji czy sławy, ale i siły. Pojąłem, że budo nie polega na powaleniu przeciwnika siłą, nie jest też bronią do niszczenia świata. Czysty duch budo to akceptacja ducha uniwersum, to szerzenie pokoju w świecie, chronienie i szanowanie wszelkich tworów natury. Celem budo jest nauka miłości Boga w prawdziwym sensie: jako opieki nad wszelką formą życia”[23].

KENDO – jest terminem pochodzącym od słów ken do michi, czyli „ścieżka miecza”. Wyrasta ona z prestiżu i mitycznego szacunku, jakim Japończycy darzyli oręż rycerzy. „Kult chłodnej stali” w Japonii był jednym z głównych elementów stabilizacji i rozwoju społecznego, odcisnął piętno na całej kulturze narodowej[24].

Na początku XX wieku jeden z amerykańskich znawców kultury Japonii napisał: „Noszenie go stało się wyróżnieniem, zaś przywileje z miecza płynące, czyny z nim splecione, sława biegłego nim władania, magia z nim związana, niewiarygodna wartość doskonałej klingi, wysoki prestiż ekspertów – kowali, rodzinne tradycje pietyzmu wobec tej broni, konieczność długotrwałych studiów dla oceny miecza – wszystko to nadało mieczowi (katana) wagę koncepcji niezwykłej”[25].

Wykuwaniu mieczy od dawna towarzyszyły magiczne praktyki. Złym duchom broniła wstępu do kuźni słomiana lina wraz z zawieszonymi na niej licznymi amuletami. Płatnerzowi pomagały w pracy dobre duchy, a nawet bogowie...

Sztuka miecza samurajów

Kendo wyrasta ze sztuki miecza epoki samurajów. Jego geneza przedstawiana jest jako dar bogów. Wiąże się z mityczną grupą bóstw tengu, popularnych w ludowych podaniach, o ludzkich i półboskich cechach, jawiących się jako mściwi, krwiożerczy, rozmiłowani w wojnie, wtrącający się w ludzkie konflikty. Miały one moc unoszenia się w powietrzu oraz czynienia niewidzialnymi. Były ponadto wyśmienitymi szermierzami, a tych, którzy zdobyli ich zaufanie i przyjaźń, uczyły sekretu fechtunku.

Mistrz Chozen Chissai (ok. 1716-1735) stworzył koncepcję Drogi Miecza, która stanowi zderzenie konfucjanizmu z taoizmem, shinto z buddyzmem zen. Poszukując najgłębszej istoty mistrzostwa w sztuce miecza, stwierdził, że najwyższym sekretem jest osiągnięcie przez ćwiczącego pełnej harmonii z prawami natury. Pisał: „Gdyby każdy praktykował z niebem i ziemią i wszelkimi rzeczami tego świata tak, jak praktykują ludzie miecza, wtedy całe uniwersum pełne by było światła”.

Z taoizmu kendo przejęło ideę, która mówi, że sztuka doskonałego miecza może rozwijać się jedynie na bazie zdrowego życia, pełnego energii ki. Gdy łączy się technika z zasadą, następuje koncentracja energii ki. Zasada działa bowiem poprzez energię, serce jest natomiast ponad ki, może rozwinąć dobre lub złe cechy, z reguły posiada jednak intuicyjną zdolność świadomości (ryohi). Prawdziwą bronią jest człowiek. Mistrz zabija nie mieczem, lecz przeraża widokiem Prawdy. Mistrz obserwuje ego przeciwnika, ono daje mu punkt oporu. Sam zaś zadaje ciosy lub je powstrzymuje bezosobowo, dlatego może rozdawać niepostrzeżenie mieczem śmierć lub życie.

Kendo składa się więc z zewnętrznej, technicznej nauki (kogebetsugen) i wewnętrznej, znajdowanej i rozpoznawalnej indywidualnie Prawdy (mushidokugo). Mistyka miecza w kendo zatapia się w paradoksach buddyjskiego zen[26].

SCHIM GUM DO – koreańska i buddyjska sztuka Miecza Zen składa się z 330 form miecza. Jej nazwa: Schim – umysł; Gum – miecz i Do – droga oznacza „myślną drogę miecza”. Została założona przez Chang Sik Kim, który rozpoczął swoje studia zen w świątyni Iwa-Gye w Seulu w 1957 r. Twierdził, iż poprzez wizje i objawienia została mu przekazana szkoła miecza. A człowiek poprzez ćwiczenia człowiek ma zmierzać do doskonałości i pełni rozwoju[27].

TAI CHI CHUAN – to szkoła założona przez Chang San-fenga , który wyłożył jej zasady w księdze Yijing (I Ching) – Księdze Przemian. Jest to starożytne chińskie dzieło należące do literatury magicznej, a mającej służyć przepowiadaniu przyszłości. Zasady tej szkoły są rezultatem trzytygodniowych rozmyślań Chang San-fenga nad sposobem walki węża. Według T.T. Lianga, jednego z najbardziej popularnych mistrzów szkoły, celem tej sztuki walki jest „osiągnięcie nieśmiertelności”.

KYUDO – jest japońską sztuką łuczniczą rozwijaną pod kierunkiem mistrza. Ten rodzaj nauki opiera się na przekonaniu, że mistrz zna ucznia lepiej i bardziej go rozumie niż on sam siebie. Słowa mistrzów wskazują, że kyudo odnosi się do wnętrza człowieka. Łucznik jest przedstawiany jako łuk i strzała zarazem. W dynamicznym akcie zjednoczenia z celem, połączenia przedmiotu i podmiotu szuka nieruchomego centrum ruchu, usytuowanego poza jakimkolwiek działaniem. W tej perspektywie strzelanie staje się niestrzelaniem i strzelaniem zarazem. Łucznik mknie ku celowi zamiast strzały, która staje się nim samym[28].

Ścisły związek z medytacją

Techniki osobistej obrony i ataku, wypracowane w niektórych krajach Dalekiego Wschodu (Japonia, Chiny, Korea) i stanowiące tzw. wschodnie szkoły walki, opierają się na różnych systemach filozoficznych. Mają ścisły związek z medytacją, są bowiem jedną z jej form. Wraz z rozwojem ich popularności na Zachodzie, po II wojnie światowej, po zwycięstwie Stanów Zjednoczonych nad Japonią, stały się nośnikami myśli Wschodu. W ten sposób wprowadzają człowieka Zachodu w tajemniczy dla niego i na ogół nieznany świat pojęć i koncepcji filozoficznych – obcych, a często wrogich myśli chrześcijańskiej.

O. Jacques Verlinde, znawca myśli Wschodu (przez wiele lat praktykował medytacje pod kierunkiem guru, doświadczył stanu samadhi), mówi: „Próbuję ostrzegać chrześcijan przed używaniem technik wschodnich, w celach rzekomo zgodnych z wiarą chrześcijańską. Zachowując głęboki szacunek dla tradycji hinduistycznej, jestem jednak zmuszony powiedzieć, że techniki i praktyki Wschodu są nie do pogodzenia z celami życia chrześcijańskiego, z powodu fundamentalnych różnic między koncepcjami Boga, człowieka i świata. (...) Nie można praktykować technik, które prowadzą do zatracenia osobowego «ja», i zarazem oczekiwać głębszej relacji miłości z Bogiem osobowym”[29].

Zwykłe dyscypliny sportowe?

Na ogół wschodnie sztuki walki traktuje się jako zwykłe dyscypliny sportowe, co ułatwia ich promocję. Lecz nawet jako takie budzą pewne obawy.

W Polsce 16 maja 1989 r. ukazało się Zarządzenie przewodniczącego Komitetu ds. Młodzieży i Kultury Fizycznej (A. Kwaśniewskiego) w sprawie uprawiania dalekowschodnich sportów walki. Mówi ono, że:

„1. 2. Dalekowschodnimi sportami walki w rozumieniu zarządzenia są sporty i sztuki walki oraz kick-boxing (...)

3. 1. Treningi sportowe mogą prowadzić wyłącznie instruktorzy posiadający uprawnienia instruktora sportu, wydane przez właściwy polski związek lub Resortowe Centrum Metodyczno-Szkoleniowe Kultury Fizycznej i Sportu. (...)

4. 1. Stopnie uczniowskie i mistrzowskie w zakresie dalekowschodnich sportów walki mogą być nadawane wyłącznie przez polskie związki. (...)

6. 1. Do treningów i zajęć rekreacyjnych w zakresie dalekowschodnich sportów walki mogą być dopuszczone osoby, które ukończyły 14 rok życia. (...)

6. 2. Osoby, które ukończyły 12 rok życia, mogą brać udział wyłącznie w ogólnorozwojowych ćwiczeniach przygotowawczych do treningu specjalistycznego w zakresie dalekowschodnich sportów walki. (...)

7. Osoby, ubiegające się o dopuszczenie do treningów i zajęć rekreacyjnych w zakresie dalekowschodnich sportów walki, są obowiązane przedstawić organizatorowi zajęć:

 1) zaświadczenie o stanie zdrowia,

 2) zgodę rodziców lub opiekunów, jeśli są niepełnoletnie. (...)

9. 1. Liczba osób w grupach ćwiczących nie może przekraczać na jednego instruktora:

 1) 25 osób, jeżeli chodzi o grupy początkujących,

 2) 20 osób, jeżeli chodzi o grupy zaawansowanych”[30].

Ostrzeżenie

W Kościele katolickim pojawiły się głosy ostrzegające przed różnymi formami medytacji wschodnich jako nośnikami określonej filozofii życia i światopoglądu. W 1990 r. Stolica Apostolska opublikowała instrukcję, w której zaleca roztropne podejście do różnych form medytacji wschodnich. Bardzo silna opozycja pojawiła się również we wspólnotach ewangelickich czy protestanckich, które uznały, że duch filozofii leżącej u źródeł wschodnich szkół walki jest sprzeczny z Ewangelią[31].

ks. Andrzej Zwoliński

Przypisy:

[1] Por. M. Murphy, R..A. White, The Psychic Side of Sport, Massachusetts 1978, s. 5-6, 20, 109, 142-150.
[2] S. Tokarski, Sztuki walki. Ruchowe formy ekspresji filozofii Wschodu,  Szczecin 1989.
[3] D. T. Suzuki, Wprowadzenie do buddyzmu Zen, Warszawa 1979, s. 29.
[4] Ch. Trungpa, Wyzwanie stanu Wojownika, „Wojownik” 1994, nr 7/8, s. 15-16.
[5] Por. T. Jakubowicz, Wzrastanie Wojownika, w: Droga Wojownika Gai, pr. zb. pod red. J. Bożka, Bielsko-Biała 1994, s. 19-25.
[6] J. Eichler, Pojęcie „Centrum – Hara” w systemie biomagnetycznym opartym na aikido, w: Psychotronika '85. Materiały na III Ogólnopolskiego Sympozjum Towarzystwa Psychotronicznego w Warszawie, pr. zb. pod red. A. Bańkowskej, L. E. Stefańskiego, M. Urbańskiego, Warszawa 1985, s. 205-208.
[7]  S. Tokarski, Sztuki walki..., dz. cyt., s. 5.
[8] Por. J. Fijałkowski, Możesz być piękny..., „Trzecie Oko” 1985, nr 11, s. 1-6.
[9] Por. S. Tokarski, Sztuki walki..., dz. cyt., s. 148-161; B. Haines, Karate’s History and Traditions, Ruthland 1968.
[10] Karate-do-Tsunami, Warszawa 1983, s. 5; por. R. Murata, Karate-do-Tsunami 10, Warszawa 1981.
[11] Sesshin Karate-do-Tsunami, Kutno 1985, s. 11; por. L. Zawadzki, Joga i Zen a problemy kultury fizycznej, „Kultura Fizyczna” 1980, nr 4; Th. Kapleau, Trzy filary Zen, Warszawa 1988, s. 13.
[12] D. Chmielewski (KANCHO – 3 DAN), Sztuki walki, Biuletyn Gdańskiego Centrum Informacji o Sektach i Nowych Ruchach Religijnych, nr 5 (wydanie specjalne), Gdańsk 1997, s. 10. Autor był dyrektorem technicznym karate Polskiego Związku Sztuk Walki w Bydgoszczy. Por. A. Szyszko-Bohusz, Joga – indyjski system filozoficzny, leczniczy i pedagogiczny, Kraków 1978.
[13] Masutasu Oyama, Karate Kyokushinkai, b.m.w. i r., s. 56-62; por. M. Oyama, Mastering Karate, New York 1966; Tenże, This is Karate, Tokyo 1965; P. Fechner, M. Ruciński, Karate-Do. Pokonać samego siebie, Warszawa 1986.
[14] T. Warzecha, Karate. W stronę buddyjskiej utopii, „Wojownik” 1993, nr 1, s. 55-56; Tenże, Karate – Zen, „Rycerz Niepokalanej” 1993 , nr 6, s. 179-180.
[15] Por. S. Sterkowicz, Charakterystyka wybranych wskaźników określających stan przygotowania zawodników karate. Suplement, Kraków 1993, s. 27.
[16] H. Reid, M. Croucher, The Way of Warrior, London 1983, s. 163; por. J. Miłkowski, Karate. Wiadomości podstawowe, Warszawa 1983.
[17] D. Chmielewski, Sztuki walki..., dz. cyt., s. 11; por. D. Olszewski, Filozofia karate w spotkaniu z chrześcijaństwem, t. 1-2, Lublin 1995.
[18] L. K. Young, Le taekwondo, Paris 1972, s. 11.
[19] S. Tokarski, dz. cyt., s. 113-126.
[20] Tamże, s. 129-170; por. R. Robinson, Kung Fu – the Peacefull Way, Manchester 1974.
[21] S. Tokarski, dz. cyt., s. 13-27; J. Pustelnik, Judo i moralność, „Wojownik” 1987, nr 8, s. 301-303; por. tegoż, By judo było bezpieczne, „Wojownik” 1984, nr 8.
[22] J. Jazarin, Esprit du judo, Paris 1963, tekst z okładki.
[23] J. Ligaszewski, System biomagnetyczny oparty na aikido, „Psychotronika” 1985, s. 209-211; por. Tohei Koichi, Aikido in Daily Life, Tokyo 1966
[24] A. Przechrzta, Magia japońskiego miecza. Kult chłodnej stali, „Nie z tej Ziemi” 1991, nr 9, s. 42-43.
[25] F. Brinkley, Japan, Boston 1902, s. 142.
[26] S. Tokarski, dz. cyt., s. 55-75; por. J. Sasamori, G. Warner, This is Kendo, Ruthland 1964.
[27] Broszury i plakaty Shim Gum Do – koreańskiej buddyjskiej Sztuki Miecza Zen, b.m.w. i r.
[28] S. Tokarski, dz. cyt., s. 79-93.
[29] J. Verlinde, W Jezusie – mamy wszystko..., wypowiedź podczas konferencji prasowej w Warszawie w czasie pobytu w Polsce w dniach 16-22 października 1995 r., oprac. A. Foltańska, mszp.
[30] Monitor Polski. Dziennik Urzędowy Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, Warszawa, dnia 23 maja 1989 r., nr 16, (pozycja 118), s. 223-225. Por. T. Wąchalewska, Zagrożenia wychowawcze dzieci i młodzieży, w: Sesja problemowa Rady Miasta Krakowa 4 czerwca 1993, Kraków, 1994, s. 29-32.
[31] Por. T. Dajczer, Buddyzm w swej specyfice i odrębności wobec chrześcijaństwa, Warszawa 1993.

 
Zobacz także
ks. Dariusz Salamon SCJ
Człowiek nie potrzebuje wiele: wypić z kimś filiżankę kawy, pójść na spacer, by go ktoś wysłuchał. Kluczem do dobrej przyjaźni jest szczera rozmowa. Dopiero po długich godzinach spędzonego czasu i wspólnych przeżyciach nawiązuje się niezwykła nić porozumienia. Wtedy można powiedzieć: Kto przyjaciela znalazł, skarb znalazł...
 
ks. Dariusz Salamon SCJ
Amerykański psycholog sportu i sympatyk New Age, Michael Murphy, twierdzi, że badając przeżycia sportowców, zwłaszcza na etapie krańcowego wysiłku, dochodzi się do wniosku, iż doznają oni mistycznych stanów świadomości. Są one podobne do tych, o których mówią religie Wschodu...
 
Antoni Skowroński
Mając wiarę, że nad każdym z nas czuwa Bóg i wszystkie nasze sprawy są w Jego rękach, mamy – niemal automatycznie – także i nadzieję… Wydaje się jednak, że nie zawsze te dwie cnoty idą ze sobą w parze. Większość ludzi przyznaje się do wiary, ale też jednocześnie powiedzenie o nadziei – matce głupich jest bardzo popularne.
 
 
___________________
 
 reklama