logo
Wtorek, 21 listopada 2017 r.
imieniny:
Janusza, Marii, Reginy – wyślij kartkę
Szukaj w
 
Posłuchaj Radyjka
kanał czerwony
kanał zielony
 
 
Facebook
 
Drukuj
A
A
A
 
ks. Jan Orzeszyna
Wspólne zamieszkiwanie narzeczonych przed ślubem
Kwartalnik Homo Dei
 


Na te argumenty zapewne wielu rodzicom trudno się będzie zdobyć, ale pozostaje zawsze jeden niezawodny środek pomocy synowi czy córce, a mianowicie modlitwa. Rodzice powinni się modlić za swoje dzieci w każdym ich wieku, ale szczególnie wtedy, gdy mają one podejmować ważne decyzje, aby ich myślenie, działanie, wartościowanie było według mądrości Bożej.
 
Bywają jednak i tacy rodzice, którzy nie widząnic złego we wspólnym zamieszkiwaniuswoich dzieci przed ślubem, zwłaszcza gdy sami żyją w związku niesakramentalnym albo w podobny sposób zaczynali własne małżeństwo. Tacy na pewno nie będą przekonywać swoich dzieci, że czynią źle. Przymykanie oczu na dziejące się zło, a nie daj Boże pochwalanie go, jest zarazem daleko idącym udziałem w grzechu cudzym, jak i formą zgorszenia. Jednak zawsze jest nadzieja na nawrócenie i przestrzeganie swojego dziecka, aby nie popełniało błędów, które (być może) popełnili jego rodzice.
 
Wspólne zamieszkanie narzeczonych przed ślubem, ale bez współżycia seksualnego
 
Zdarza się, iż narzeczeni mieszkają razem przed ślubem, ale zastrzegają się, iż nie współżyją z sobą. W ich mniemaniu miałoby to być możliwe do zaakceptowania przez Kościół. Należy jednak pamiętać, że istotę małżeństwa stanowi nie tylko współżycie seksualne małżonków, ale nade wszystko samo bycie z sobą jako mąż i żona. Współżycie seksualne to tylko jedna z form wyrazu miłości małżeńskiej. Samo zatem tłumaczenie, że „nie współżyjemy z sobą”, nie rozwiązuje problemu. Można bowiem żyć i w małżeństwie bez współżycia (tzw. białe małżeństwo), natomiast narzeczeni nie powinni żyć na sposób małżeński.Samo to, że czują się małżeństwem, jest już złe, bo nim nie są. To jakiś rodzaj kłamstwa. Życie małżeńskie to nie tylko seks. Życie małżeńskie jest dlamałżonków. Rozwiązanie jest proste:jeśli chcecie być z sobą, to siępobierzcie. Wtedy wszystko będzie naswoimmiejscu.
 
Należy też pamiętać o tym, że prawdziwa miłość to m.in. umiejętność czekania. Bycie razem może tylko utrudnić wzajemne poznanie. Dla swobodnego wyboru potrzebny jest bowiem dystans do ukochanej osoby, bez przyzwyczajenia do jej stałej obecności. Mieszkanie razem uniemożliwia ten dystans i zaciera granice między narzeczeństwem a małżeństwem. Każdy dzień takiej bliskości prowadzi do jeszcze większej zażyłości i intymności w kolejnym dniu. Ona i on zżywają się coraz bardziej z sobą i nawet nie zauważają, że z dnia na dzień przekraczają kolejne granice prywatności i pozwalają sobie na kolejne przejawy bycia coraz bliżej siebie. Wstępują na drogę, z której będzie bardzo trudno zawrócić nawet wtedy, gdy nabiorą wątpliwości, czy naprawdę są sobie przeznaczeni.
 
Wspólne mieszkanie narzeczonych z sobą, nawet bez podejmowania współżycia, jesttakże wystawianiem siebie na próbę wbrew prośbie:Nie wódź nas na pokuszenie (Mt 6,13), jest to bowiem narażanie się na bliską okazję do grzechu. A już samo świadome i dobrowolnenarażanie się na grzech jest grzechem. Zasada teologii moralnej jest następująca: „Nigdy nie wolno dobrowolnie i bez uzasadnionego etycznie powodu narażać się na bliską okazję do grzechu ani też w niej trwać” [7].

Doświadczenie uczy, że od świadomego narażania się na grzech do zgody nań już blisko. Kto szuka okazji, czyli naraża się na niebezpieczeństwo, ten w nie wpadnie. Księga Przysłów przestrzega: Czy schowa kto ogień w zanadrzu, by nie zajęła się suknia? Kto pójdzie po węglach ognistych, a stóp nie poparzy? (Prz 6,27-28).
 
Życie narzeczonych na sposób małżeński, które samo w sobie jest złe, jest ponadto dla innych powodem zgorszenia. Nawet gdyby narzeczenichodzili w koszulkach z napisem „Mieszkamy razem, ale bez seksu”, nie przekonałoby to pewnie nikogo, bo mieszkanie razem prędzej czy później kończy się życiem na styl małżeński. Załóżmy jednak, że narzeczeni są „święci” i zachowują całkowitą czystość. Ale czy wezmą odpowiedzialność za tych, którzy pójdą w ich ślady ze słowami: „Skoro tacy porządni zamieszkali razem, to my też możemy”? A powinni być na to gotowi...

Jaka powinna być postawa duszpasterza?
 
Co w takiej sytuacji ma czynić duszpasterz? Przede wszystkim powinien o tych sprawach mówić na ambonie, na katechezie, podczas spotkań z rodzicami i z młodzieżą, nawet choć wiadomo, żewytłumaczyć młodym te rzeczy jest bardzo trudno, gdyż w chwili gdy decydują się wspólnie zamieszkać, są tak sobą zauroczeni, że wszelkie napominanie brzmi jak bajka, która ich nie dotyczy. Nie wolno jednak na te tematy milczeć. Niestety, wierni potwierdzają, że zupełnie nie spotyka się homilii czy rekolekcji,w których poruszany by był temat wspólnego mieszkania przed ślubem. Dlaczego? Żeby się nie narazić, nie narobić sobie kłopotu? Bywa nawet, że znajomi duszpasterza żyją w ten sposób, a on, nie chcąc im sprawić przykrości, milczy na ten temat. Skąd wierni mają wiedzieć, że współżycie narzeczonych przed ślubem to nierząd, a wspólne zamieszkanie razem to zgorszenie i stałe życie w bliskiej okazji do grzechu, co uniemożliwia otrzymanie rozgrzeszenia? Zatem okres narzeczeństwa, zamiast być pięknym czasem radowania się wzajemną miłością i powierzaniem Bogu swojej przyszłości, staje się dla wielu narzeczonych stanem życia w grzechu i w oddaleniu od Boga.
 
Ważne jest, aby duszpasterz zwracał uwagę na ten religijny aspekt okresu narzeczeństwa. Jeśli narzeczony nakłania swoją ukochaną do życia w grzechu przed ślubem, to czy jest to wyraz prawdziwej miłości? Cóż to za miłość, która ukochaną osobę stawia w sytuacji konfliktu z Panem Bogiem? Warte jest zastanowienia, czy należy się wiązać z człowiekiem, który łamie zasady wiary, który z premedytacją odrzuca nawet jedno Boże przykazanie. Bo człowiek jest ułomny i słaby – jeśli zrywa związek z Bogiem, to tym bardziej może złamać każde przyrzeczenie, każdą przysięgę daną drugiemu człowiekowi.
 
Nie dziwi zatem fakt, że dla osób, które korzystają z przywilejów życia małżeńskiego przed ślubem, w dodatku mieszkając razem, zawarcie małżeństwa to tylko niczego nie zmieniające podpisanie „papierka”; tak, tu mają istotnie rację. Tymczasem zawarcie sakramentu małżeństwa winno być uwieńczeniem okresu przedślubnego, kiedy dwoje ludzi już wie, że się prawdziwie kochają, i są gotowi na realizację swojego powołania jako mąż i ojciec, żona i matka. Dzięki temu mogą sobie ślubować miłość, wierność i że się nigdy nie rozstaną.
 
Rola duszpasterza nie powinna się ograniczać wyłącznie do aspektu mówienia o grzechu. Dobrze by było, gdyby w omawianiu takich przypadków poruszać problem statusu prawnego takich osób, a zwłaszcza kwestię sytuacji dziecka (a jeszcze wcześniej gotowości bądź niegotowości na jego przyjęcie). Wyjdzie wtedy na jaw, że jedyny (!) niezaprzeczalny plus życia w takim wolnym związku to łatwość rozstania bez zobowiązań. Jednak konsekwencje takiego rozstania bywają częstokroć tragiczne co najmniej dla dziecka. Czy rzeczywiście tego chcą, czy po to właśnie zamieszkali razem? Czy dopuszczanie takiej możliwości (a przecież dopuszczają, skoro żyją bez ślubu!) można pogodzić z miłością, na którą się powołują?...
 
ks. Jan Orzeszyna

__________________________________
Przypisy:

[1] KPK kan. 1055 § 1; por. FC 68.
[2] Por. KKK 2353.
[3] KKK 2350.
[4] Por. J. Pulikowski, Razem czy osobno?, Częstochowa 2012, s. 65.
[5] Por. tamże, s. 36.
[6] Siostra Faustyna Kowalska, Dzienniczek, nr 938.
[7] Por. A. Kokoszka, Teologia moralna fundamentalna, Tarnów 1992, s. 152.  
 
poprzednia  1 2 3
Zobacz także
Krzysztof Guzek
Całkiem niedawno media podały, że zniszczona została "kontrowersyjna" wystawa antyaborcyjna, ukazująca brutalne szczegóły dokonywanych zabiegów przerywania ciąży. Aborcja jest zabiciem człowieka, czyli czymś najbardziej drastycznym. Ale dlaczego wystawa, ukazująca prawdę o tym zjawisku, jest nazywana "kontrowersyjną"? Kontrowersyjna sama w sobie jest aborcja, zaś zdjęcia rozszarpywanych bezbronnych istot ludzkich są brutalną prawdą...
 
Marta Borowiec
Dojrzały, dobry, pełen miłości ojciec jest skarbem. Nie każdy jednak może mieć z takim „brylantem” do czynienia. Mówi się, że ojcostwo pogrążone jest w kryzysie. Kłótnie, rozwody, nieporozumienia czy niedomówienia powodują, że współcześnie wiele dzieci dorasta w obecności tylko jednego z rodziców.
 
Andrzej Derdziuk OFMCap
Kontakty z innymi ludźmi mogą być powodem poczucia krzywdy, tak rzeczywistej, jak też wyobrażonej. Zdarza się bowiem, że wypowiedziane bez złej intencji niewłaściwe słowo, mimowolny odruch lub pominięcie może kogoś urazić, dotknąć jego bolesnej rany. Przypadkowy adresat takiego zachowania czuje się pokrzywdzony i może mieć nawet słuszny żal do krzywdziciela, ale w istocie popełnia niesprawiedliwość, bo interpretuje zachowania bliźniego ze swojej ciasnej perspektywy subiektywnego widzenia sprawy.
 
 

NASZ SKLEP

___________________
 
 reklama