DRUKUJ
 
Andrea Tornielli
Ratzinger strażnik wiary
Wydawnictwo Salwator
 


Ratzinger strażnik wiary
 
Urodziłem się 16 kwietnia 1927 r., w Wielką Sobotę, w Marktl nad Inn. W rodzinie często wspominano, że dzień moich urodzin był ostatnim dniem Wielkiego Tygodnia i wigilią Wielkiej Nocy; o wiele częściej niż to, że zostałem ochrzczony następnego ranka po moich urodzinach wodą ledwo co pobłogosławioną z «nocy paschalnej», która wówczas celebrowana była o poranku: bycie pierwszym ochrzczonym nową wodą było ważnym znakiem zapowiadającym. Osobiście zawsze byłem wdzięczny, że w ten sposób moje życie zostało już od początku zanurzone w misterium paschalnym, gdyż to nie mogło być niczym innym, jak tylko znakiem błogosławieństwa. Bez wątpienia, nie była to Niedziela Wielkanocna, ale właśnie Wielka Sobota. Jednakże, im więcej o tym myślę, tym bardziej wydaje mi się to znamienne dla naszej ludzkiej egzystencji, która wciąż oczekuje Paschy; nie jest jeszcze w pełnym jej świetle, ale pełna ufności kieruje się w jej stronę”.
 
Tak Joseph Ratzinger, w swej autobiografii, opisuje okoliczności własnych narodzin. Tego dnia, 16 kwietnia 1927 r., było dużo śniegu i panowało przenikliwe zimno, do tego stopnia, że starsze rodzeństwo, Georg i Maria, nie mogli uczestniczyć w ceremonii chrztu, z obawy przed chorobą. Ojciec przyszłego kardynała ma na imię podobnie jak syn – Joseph, ma pięćdziesiąt lat, z zawodu jest żandarmem. Matka, Maria, zajmuje się domem. To właśnie praca głowy rodziny zmusza Ratzingerów do częstych przenosin i przeprowadzek. “Czas, który moja rodzina spędziła w Marktl nad Inn nie był okresem łatwym – opowiada kardynał – panowało bezrobocie, odszkodowania wojenne obciążały niemiecką ekonomię, różnice ideologiczne stawiały ludzi na wrogich pozycjach, a naszą rodzinę trapiły choroby”. Ratzinger wspomina także, że Marktl znajduje się bardzo blisko Altötting, istniejącego od wieków sanktuarium maryjnego, powstałego w epoce Karolingów, słynnego miejsca pielgrzymkowego dla mieszkańców Bawarii i Austrii zachodniej.
 
Cień nazizmu
 
Dwa lata po narodzinach Josepha, rodzina przenosi się do Tittmoning, znajdującego się przy granicy z Austrią małego miasteczka nad rzeką Salzach. Posterunek i mieszkanie znajdowało się w najpiękniejszym budynku, który wychodził na plac. Ratzinger wciąż go pamięta: “podłoga rozpadała się, schody były strome, pomieszczenia asymetryczne... Dla nas, dzieci, wszystko to było raczej tajemnicze i fascynujące, ale dla mamy, na której spoczywał ciężar prac domowych, było to powodem wielkiego zmęczenia”. Kardynał opowiada, że jesienią, na łąkach nad Salzach, wraz z mamą i rodzeństwem zbierali “rzeczy, które mogły się nadać na szopkę, tak bardzo nam drogą”. Cień nazizmu zaczynał jednak sięgać także małego bawarskiego miasteczka. “Czuliśmy, że nasz pogodny dziecięcy świat nie był wcale osadzony w niebie. Za pięknymi fasadami kryła się wielka milcząca bieda. Kryzys ekonomiczny bardzo poważnie dotknął nasze miasteczko. Klimat polityczny stawał się coraz bardziej gorący... Partia nazistowska występowała coraz silniej, prezentując swą ideologię jako jedyną alternatywę wobec zagrażającego chaosu. Kiedy nie powiódł się plan Hitlera, objęcia stanowiska prezydenta, ojciec i matka odetchnęli z ulgą, chociaż nie byli entuzjastami nowo wybranego Hindenburga. Nie upatrywali w nim bowiem żadnego zabezpieczenia wobec zwycięskiego marszu brunatnych koszul. Na publicznych zgromadzeniach mój ojciec coraz częściej musiał interweniować wobec przemocy nazistów. Bardzo wyraźnie odczuwaliśmy olbrzymi niepokój, który na nim ciążył. Czuliśmy, że nie był w stanie uwolnić się od niego ani na moment”.
 
Niemiła przygoda w stawie z karpiami
 
Pod koniec 1932 r. ojciec Ratzingera, zbyt mocno naraziwszy się zwolennikom Hitlera, raz jeszcze zdecydował się zmienić miejsce zamieszkania. Rodzina porzuca Tittmoning, aby udać się do Aschau nad rzeką Inn, wiejskiej okolicy z wielkim browarem piwnym, znajdującym się dokładnie pośrodku wioski. Ich nowy dom jest małą willą z tarasem i ogrodem przed domem oraz dużą łąką ze stawem, wypełnionym wielkimi karpiami. “Pewnego razu, bawiąc się – wspomina kardynał – o mało nie utonąłem”.
 
Wielkie i dramatyczne koleje niemieckiej historii przeplatają się z osobistymi losami rodziny Ratzingerów. 30 stycznia 1933 r. Hindenburg powierza Adolfowi Hitlerowi stanowisko kanclerza Rzeszy. “Zostały rozpowszechnione – wyjaśnia purpurat – powiązane ze szkołami związki: Hitlerjugend i Bund deutscher Mädchen, tak że również brat i siostra musieli uczestniczyć w organizowanych przez nich manifestacjach. Mój ojciec bardzo cierpiał, będąc zmuszonym służyć władzy państwowej, której przedstawicieli uważał za kryminalistów, nawet jeśli, dzięki Bogu, jego praca w tym czasie była prawie całkiem wolna od ich kontroli”.
 
Ratzinger wspomina, że w ciągu czterech lat pobytu w Tittmoning nowy reżim ograniczał się do kontrolowania księży, którzy prowadzili postępowanie “wrogie wobec Rzeszy”. Ojciec–żandarm ostrzegał tych, którym groziło jakieś niebezpieczeństwo. Przyszły kardynał pamięta młodego nauczyciela, który był “entuzjastą nowych idei” narodowosocjalistycznych. “Próbował on – wspomina – uczynić wyłom w trwałym i spójnym życiu wioski całym naznaczonym okresami liturgicznymi Kościoła. Z wielką pompą wzniósł majowe drzewo i stworzył rodzaj modlitwy jako znak zawsze odnawiającej się siły życia. Drzewo to miało symbolizować początek odrodzenia germańskiej religii, przyczyniając się do tłumienia chrześcijaństwa, ukazywanego jako czynnik alienacji wobec wielkiej kultury germańskiej. Z tym samym zamiarem organizował także święto letniego przesilenia słonecznego, ciągle jako powrót do świętej natury i własnych korzeni, a także w polemice z ideami grzechu i odkupienia, które zostały narzucone przez rzekomo obce nam religie Żydów i Rzymian”. Prefekt komentuje z lekką goryczą: “Dzisiaj, gdy słyszę, jak w różnych stronach świata chrześcijaństwo jest oskarżane o niszczenie lokalnych kultur i narzucanie europejskich wartości, zdumiewam się, jak bardzo są zbieżne przytaczane argumentacje i jak smutno znajome są pewne retoryczne zwroty”. Na szczęście, dodaje kardynał, “te slogany niewiele mogły wobec powściągliwej mentalności bawarskich chłopów. Chłopcy z wioski bardziej interesowali się zwisającymi z drzewa kiełbasami, które lądowały w kieszeniach tych, którzy szybciej się wspinali, niż napuszonymi przemówieniami szkolnego nauczyciela”. Zdrowy katolicki realizm niezbyt skłania się ku pogańskim kultom propagandowo narzuconym przez nazistów.
 
Brat w seminarium
 
Joseph Ratzinger, w swej autobiografii zaczynającej się od 1977 r., nie wspomina o sympatiach i młodzieńczych miłościach. Zapytany o to przy okazji prezentacji książki, powie: “Wydawca poprosił mnie, aby nie przekraczać stu stron maszynopisu”. Nie ujawnia nawet, kiedy wyraźnie poczuł powołanie do kapłaństwa. Można jednak się domyślić, że bardziej chodziło o drogę stopniowego uświadamiania sobie niż o nagłe olśnienie. Ojciec i matka przyszłego kardynała byli ludźmi prostymi i głęboko wierzącymi, a każdy aspekt codziennego życia rodziny był włączony w nurt tradycji chrześcijańskiej. Kardynał tak powie: “Nie potrafiłbym wskazać bardziej przekonującego dowodu prawdziwości wiary od szczerego i czystego człowieczeństwa, które wiara ukształtowała w moich rodzicach i w wielu innych osobach, które dane mi było spotkać”.
 
Wiadomo natomiast, ponieważ opowiada to sam Ratzinger, że najpierw wstępuje do seminarium jego brat, Georg, który następnie – w 1935 r., zaczyna uczęszczać do gimnazjum w Traunstein, zamieszkując w Kolegium Arcybiskupim. “Ja podążyłem jego śladami, nie dorównując mu zresztą w gorliwości i zdolnościach”.
 
Z tego okresu Joseph pamięta pierwszy kontakt ze “Schottem”, księgą liturgiczną podarowaną przez proboszcza rodzicom Ratzingera z okazji rocznicy ich ślubu, w 1920 r., która zestawiała mszał po łacinie z tłumaczeniem niemieckim. “Ta księga modlitwy od zawsze była obecna w mojej rodzinie. Nasi rodzice od małego przyzwyczajali nas wchodzić w liturgię: była modlitewnikiem dla dzieci, zainspirowanym mszałem, w którym tok czynności liturgicznych ilustrowany był obrazkami, tak że można było dobrze śledzić to, co się działo... Każdy nowy krok, który pozwalał mi głębiej wejść w liturgię, był dla mnie wielkim wydarzeniem. Tomiki, które od czasu do czasu otrzymywałem przy różnych okazjach, były czymś cennym. Nie mogłem marzyć o niczym lepszym. Stopniowe zagłębianie się w tajemniczy świat liturgii, która wydarza się tam, na ołtarzu, przed nami i dla nas, było fascynującą przygodą. Coraz lepiej i jaśniej rozumiałem, że tu spotykam rzeczywistość, która nie była przez nikogo wymyślona, nie była dziełem żadnej władzy ani pojedynczej, wybitnej osobowości. Ten tajemniczy ciąg tekstów i czynności wyrósł na przestrzeni wieków wiary Kościoła. Nosił w sobie ciężar całej historii i jednocześnie był czymś o wiele więcej niż wytworem ludzkiej historii”. W tym wspomnieniu z lat dzieciństwa znajdujemy pierwszy wyraz wielkiej miłości i szacunku kardynała Ratzingera dla liturgii. Zagadnienie, które wielokrotnie będzie powracać na następnych stronach. To kwestia, którą prefekt, strażnik ortodoksji katolickiej, podejmował bardzo często i na temat której miał odwagę składać niepopularne oświadczenia.
 
Przeprowadzka do Traunstein
 
W marcu 1937 r., ukończywszy sześćdziesiąt lat, ojciec przyszłego kardynała przeszedł na emeryturę. Rodzina postanawia przeprowadzić się po raz kolejny i przenosi się na peryferie Traunstein, do starego chłopskiego domu, nabytego już kilka lat wcześniej. Do domu przylegał wielki sad, gdzie rosły wiśnie, jabłonie, grusze i śliwy, a teren był otoczony dębowym lasem. Dom był zbudowany w stylu alpejskim, typowym dla okolicy Salz­burga. “Nie było bieżącej wody, w zamian za to przed domem wypływała fontanna, która dawała świeżą i doskonałą wodę”.
 
W Traunstein Joseph rozpoczyna uczęszczać do pierwszej klasy “gimnazjum humanistycznego”. Aby tam dotrzeć, musi iść pół godziny, “czas wystarczający, by rozglądać się dokoła i rozmyślać, ale także, by powtórzyć to, czego nauczyło się w szkole”. Jest “najmłodszym i jednym z najmniejszych w klasie”. Musi przystosować się do surowości i dyscypliny, z jakimi w tych czasach uczono łaciny. Właśnie za to prefekt będzie wdzięczny przez całe życie: “Jako teolog nie miałem nigdy trudności w zgłębianiu starożytnych źródeł po łacinie i grecku i w Rzymie podczas Soboru zdołałem szybko przyzwyczaić się do teologicznej łaciny mówionej, chociaż nigdy nie uczęszczałem na lekcje uniwersyteckie odbywające się w tym języku”. W tych latach Ratzinger zaczyna uczyć się gry na fortepianie, także i w tym naśladując brata.
 
Andrea Tornielli
 
 
Tekst pochodzi z najnowszej w Polsce biografii Benedykta XVI - "RATZINGER strażnik wiary" - książkę tą można zakupić w Wydawnictwie Salwator
 
グッチバッグコピー グッチ財布コピー