DRUKUJ
 
Jola Workowska
Czy dziecko wystarczy tylko kochać?
Zeszyty Karmelitańskie
 


Nic nie boli tak, jak dziecko
 
 Dlaczego to, co kochamy, zabija nas? Dlaczego umiłowane dziecko z radością czasem sprawia nam ból? Dlaczego – jak śpiewa Budka Suflera – „Nic nie boli tak, jak życie”?
 
Odpowiedź jest prosta: bo jesteśmy ludźmi. Nie chcemy lub nie potrafimy żyć osobno. I dlatego łączymy się w pary, tworzymy wspólnotę. Wspólnotę opartą na autonomicznych jednostkach, a nie ujętą w karby martwej litery prawa. Człowiek, jak mawiał Hildebrand czy Edyta Stein, zyskuje swoją pełną tożsamość tylko dzięki byciu z innymi ludźmi.
 
Tęsknimy za dobrą miłością i bezpiecznym życiem. Ciężko pracujemy, by nasze upragnione dzieci mogły raczkować po przedpokoju. Gdy w końcu maleńka zygota przeobrazi się w krzyk głodnego noworodka, nasze szczęście nie zna granic. Zakasujemy rękawy, rezygnujemy z własnych marzeń i stwarzamy dziecku przedsionek raju. Niczym dobry Bóg wskazujemy dobre drzewa, prosimy, by nie wsadzać ręki do wrzątku. Sielanka kończy się, gdy dziecko zrywa zakazany owoc...
 
Świadome wypowiedzenie posłuszeństwa przez dziecko jest krzykiem zwiastującym narodzenie się rodziców. Bunt dziecka jest nie tylko początkiem drogi krzyżowej dla rodziców, ale i dla samego dziecka. W wędrówce ku dojrzałemu rodzicielstwu bunty – upadki dzieci są krzykiem zranionego świata marzeń, w którym rodzi się nowa tożsamość: tożsamość dziecka, które w walce o realizację prawa do własnego życia, z własnej woli (najpierw nieświadomie, a potem, jak uczą pedagodzy – już z wyrachowania) uczy się zadawać ból ukochanym rodzicom po to, by móc doświadczyć swojej inności i na własnej skórze przekonać się, że rodzice ci nie kochają własnego wyobrażenia o ukochanym dziecku, ale kochają realnie istniejącą osobę.
 
Zrzucanie skóry noworodka i niemowlęcia jest dla rodziców wyzwaniem: muszą albo nauczyć się żyć z nowym (pod pewnym względem ideologicznie obcym) dzieckiem które neguje na przykład fundamenty naszej wiary i gloryfikuje satanizm czy nihilizm, albo zaakceptować model rodziny na wzór spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Gdy dziecko nieustannie powtarza: „nie wrócę przed dziesiątą”, „nie ubiorę tych spodni”, „nie posprzątam”, mamy wówczas początek rodzinnej wędrówki ku źródłom tożsamości.
 
Świat zbudowany z „nie” jest dla dziecka pierwszym krokiem na jego wymarzonej drodze życia. Dziecko, które mówi „nie”, wyraża swoją niezgodę na istniejący porządek; nie chce już stanowić jedności z rodzicami. Chce być samo dla siebie; im więcej w jego codziennym zachowaniu jest negacji stylu życia rodziców, tym silniej rodzi się jego indywidualność, dzięki której może spostrzegać siebie jako inny, samodzielny podmiot, oddzielony od rodziców.
 
Ale szukanie tożsamości nie oznacza absolutnego oddzielenia od rodziców. Dziecko chce być kimś odrębnym, ale nie osobnym, bo absolutna odrębność uniemożliwia jakikolwiek kontakt. Porozumieć się mogą tylko ci, którzy „nadają na tej samej fali”. Nawet radykalne bunty dziecka są nie tylko zwykłą formą komunikacji rodzinnej: są krzykiem rodzącej się tożsamości, która – paradoksalnie – nie rozbija wspólnoty, lecz ją umacnia. Bunt dziecka jest możliwy jedynie wtedy, gdy można zerwać jakieś więzy (więzy rozumiane jako „coś, co więzi” i „coś, co wiąże”).
 
 
strona: 1 2 3
グッチバッグコピー グッチ財布コピー